netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Co zrobić?

5 odpowiedzi2 417 wyświetleńzałożony przez Till, 27.11.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Co zrobić?

Hej. Nie wiem, czy podobny wątek gdzieś już był(wątpię w to..), tak czy inaczej - nie znalazłam. Jeśli jest to przepraszam za zaśmiecanie.
Chodzi o to, że.. Jakby zacząć.. Miałam przyjaciela. Był dla mnie podporą, ze wszystkiego mu się zwierzałam, nie osądzał, pomagał zawsze, w najbardziej skomplikowanych sytuacjach.. Był dla mnie przyjacielem. Ale stało się. On mnie kochał. Mówił mi to, ale nie chciał mnie zmuszać do niczego, po prostu chciał żebym była szczęśliwa. Doceniałam to, nigdy kogoś takiego nie poznałam, pokochałam go. Bardzo mocno. Kocham nadal.. Mimo, że tyle czasu już minęło. To jest tak, że ja wiedziałam, że zasługuje na wszystko co najlepsze, że kobieta, która z nim będzie - będzie miała jak w niebie. Po prostu ja cierpię na depresję, mam trochę problemów w domu i często się to na mnie cholernie odbija, ja odbijałam to na nim. Często "robiłam go w konia", traktowałam jak kogoś najgorszego, urywałam kontakt na jakiś czas.. Nie wiem co ze mną jest. Po prostu świadomie go odpychałam, z jednej strony chciałam go mieć dla siebie, ale druga strona była silniejsza, która mówiła mi, że mimo, że wszystko we mnie akceptuje(a znaliśmy się jak łyse konie - dosłownie) będę go raniła, która mówiła mi, że chyba nie jestem gotowa na prawdziwy, dojrzały związek, po prostu bałam się tego, bałam się zaangażowania, nie wiem.. samej miłości. Widząc co dzieję się wokół mnie, w moim domu, jakieś takie chore myśli sobie wyrobiłam. W końcu poznałam jednego chłopaka, nic wielkiego do niego nie czułam, wyrobiłam sobie tylko w głowie, że to "właśnie to", coś pięknego, mogłam się tym przykryć, a Kamila odepchnąć, że niby nie mogę się z nim kumplować, bo on mnie kocha, a ja mam chłopaka.. Mimo to, gdy coś się działo był dla mnie. Jak gdyby nigdy nic, on zawsze był dla. Nie będę pisała tu wszystkich komplikacji jakie wynikły ze "związku" z tym chłopakiem, ale mój "przyjaciel" pomógł mi w tym bardzo. Potem spotykaliśmy się, widziałam, że swoje uczucia do mnie "wyciąga" coraz bardziej na wierzch. Nie wiedziałam co robić, "spanikowałam", zaczęłam się z nim kłócić, w tamtym właśnie czasie poznał dziewczynę w swojej szkole.. My, a raczej ja urwałam z nim kontakt "ostatecznie", było to pod koniec października tamtego roku. Zaraz po tym zerwałam z "moim chłopakiem". Przez ten czas zmieniłam się, rozmyślałam o nim czasami rzadziej, czasami częściej, moje uczucie nie wygasło. Przywróciłam sobie gg, był tam jego numer.. Przez parę tygodni tylko wchodziłam i patrzyłam jak jest dostępny, jak zmienia opisy(z tamtą dziewczyną, którą poznał w szkole jest już ponad rok..).. Wczoraj odważyłam się i napisałam do niego, byłam na 80% pewna, że nie odpisze. W końcu ponad rok temu urwałam z nim bez słowa kontakt.. I rozmawiał ze mną. Jak gdyby nigdy nic, jeszcze doradził w jednej sprawie. A mi się serce kraja, że on zawsze jest dla mnie taki dobry!! Tyle razy go skrzywdziłam, odrzuciłam, a on mimo to.. a przecież nawet nie wie o moich uczuciach, dlaczego to robiłam.. Nie mogę nawet mówić, że bałam się cierpienia, tak jak to widzę wokół siebie, bo przecież po tym co jemu robiłam widzę, że z jego strony nigdy nic nieprzyjemnego mnie nie spotkało, nigdy nie robił mi wyrzutów. Bałam się.. szczęścia? To jest cholernie głupie. A może nie, może widząc co dzieje się w moim domu, z moją mamą, boję się jako jedyna być w domu szczęśliwą? Cholerstwo, sama siebie nie potrafię rozgryźć, oprócz tego, że na prawdę chciałabym być z nim.. Ale nie mogę mu teraz motać w głowie, widzę, że spotkał dziewczynę, która go nie rani, z którą już tyle czasu jest szczęśliwy. Nie mogę się teraz w to mieszać, gdybym to zrobiła nie byłabym człowiekiem, tylko jakimś potworem! Mimo, że myślę, że się zmieniłam, że wiem czego chcę, to kto wie, czy znowu się nie zmienię, czy jeśli znów zbliżymy się do siebie, po raz kolejny go nie odepchnę? Chcę jego szczęścia, a widzę, że je ma.. Nie wiem nawet czemu wczoraj napisałam, myślę, że wolę go kochać skrycie, ale mieć jakikolwiek kontakt, niż nie mieć w ogóle. Ale czy tym wszystkiego nie popsuję? Czy dam tak radę? Czy nie skrzywdzę go znowu? Sama na siebie jestem zła, ale chyba nie potrafię inaczej.

2

Odp: Co zrobić?

Zastanów się : co się stanie jeśli mu powiesz o swoich uczuciach..?
a jeśli rzuci ją dla Ciebie - to czy nadal będziesz go kochała, czy stwierdzisz, że się pomyliłaś?
Czy gdyby był sam- to byś czuła to co czujesz? przecież już tak było... no i co wtedy czułaś do niego? ...no właśnie..

Nie obraź się napiszę szczerze co zrozumiałam z Twojej wypowiedzi..
Uważam, że nie kochasz go. Zazdrościsz jednak że Twój najlepszy przyjaciel jest bardziej szczęśliwy niż Ty. Jedyne kogo kochasz to Ty sama - i to cię przeraża, czujesz się samotna.
Nie martw się jednak - kiedyś znajdziesz swoją drugą połówkę, tylko się rozejrzyj wokół i przestań dzwonić z byle powodu do "byłej urojonej miłości", która tak naprawdę zrodziła się tylko w Twojej wyobraźni.

3

Odp: Co zrobić?

Nie napisałam, że chcę mu powiedzieć o swoich uczuciach, po prostu chcę mieć z nim jakikolwiek kontakt. Napisałam, że widzę, że jest szczęśliwy, i tego właśnie nie chcę mu psuć, a zaczynam się obawiać, że mimo, iż myślę, że się "zmieniłam" właśnie tak się z czasem stanie. Ale gdy już wczoraj zrobiłam ten krok, to nie chcę tego cofać.. I tak źle, i tak źle.
To było wtedy, teraz jest teraz. Ale masz trochę racji.. Jeśli nawet jakimś cudem zacząłby do mnie czuć to co wtedy i zerwałby ze swoją teraźniejszą dziewczyną, a ja mimo to bym nie potrafiła? Co by było wtedy? Rozwaliłabym mu związek, a sama bym z nim nie była. Chore.. Chyba nie mogę mu jednak tak wchodzić do życia i psuć tego co już ma poukładane.
Nie obrażam się, każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, ale Tobie na prawdę chodzi o to, że kocham tylko siebie samą?? Gdybyś widziała moje życie, to co codziennie robię i dla kogo żyję to zmieniłabyś zdanie. smile Ale przecież tego nie wiesz, więc luzik. Rozumiem, że tak to może wyglądać.
Jak z byle powodu do niego dzwonię, jaka urojona miłość?? Nie rozumiem tego kompletnie..

4 Ostatnio edytowany przez un hombre (2011-11-27 23:21:23)

Odp: Co zrobić?

A moze zanim postanowisz komukolwiek rozwalic zwiazek i zobaczyc, czy by wam sie udalo... Pozbieraj sie do kupy? Brzmisz na osobe rozbita wewnetrznie, zagubiona, z problemami ktore rzutuja na to jak sie zachowujesz i jak traktujesz innych.

W takim stanie nie jestes raczej stworzyc niczego trwalego i zdrowego z nim, czy jakimkolwiek kolesiem a z drugiej strony nie wierze, zeby bycie z kims calkowicie odmienilo te sytuacje. Nie bede polecal psychologow bo wg mnie to sa ludzie ktorzy sami maja najwieksze problemy ze soba, a pouczaja innych... Ale warto, zebys jakos nad soba popracowala i cos zmienila.

Bez sensu zebys mu znowu macila i zachowywala sie tak irracjonalnie, raz przyciagasz, potem calkowicie odpychasz i zrywasz kontakt, nie mozna tak.

Po prostu spedzajcie czas, rozmawiajcie, badzcie dla siebie przyjaciolmi, moze im sie nie ulozy i bedzie wam dane ale do tego czasu a moze po prostu sami w pewnym momencie stwierdzicie, ze chcecie czegos wiecej. Tymczasem wez sie w garsc i postaraj zmienic tak, aby byc kims lepszym i nie krzywdzacym tych, na ktorych tobie zalezy.

5

Odp: Co zrobić?

Wiem, jak się czujesz, bo ja sama miałam pewien okres, gdzie mój najlepszy przyjaciel się zakochał, mnie też się wydawało, ze i ja darzę go tym samym uczuciem...ale jednak to nie było to. Nie chciałam go oszukiwać i okłamywać, powiedziałam mu prawdę. Skończyło się jednak na tym, że i tak wyszłam na podłą, wredną i z  zaburzeniami. Nie znalazłam sobie wtedy nikogo, bo i nie szukałam- niesmak do samej siebie pozostał, bo zaczęłam sobie uświadamiać, ze faktycznie, to ja bylam największą egoistką i zasłuzyłam sobie na wszystkie słowa, jakie wtedy usłyszałam. Brakowało mi go, byłam zazdrosna o inne dziewczyny, trwało to ponad rok. W koncu zrobiłam coś, co myśle że i Ty powinnaś zrobić: przeprosiłam go za swoje zachowanie i przestałam śledzić to,co robi. Zrozumiałam, że to, co było nie wróci, każde z nas już ma swoje życie, niedostępne, dla drugiej osoby i każde z nas idzie swoją drogą. Teraz on ma dziewczynę, którą traktuje po królewsku i która to docenia a ja.. ja jestem w ciąży i jestem szczęśliwa z moim Narzeczonym. Ale przynajmniej mogę spokojnie mu wysłać życzenia, czy zapytać, co u niego. Z czystym sumieniem, bez miotania się po kątach.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026