Kobiety traktują mnie jako osobę aseksualną, powiernika, terapeutę, przyjaciela, a nie jako atrakcyjnego mężczyznę...
To moja wina, wiem, bo jestem obecnie zbyt obliczalny, przewidywalny, nudny, zbyt spokojny, zbyt ugodowy, za mało agresywny, mam różne kompleksy... Brakuje we mnie szaleństwa, romantyzmu, spontaniczności...
Gdy byłem młody, miałem to wszystko- dla swojej byłej żony byłem w stanie wbrew otoczeniu przewrócić swoje życie do góry nogami... ale przestałem to umieć... a, jeżeli chcę być seksowny, to powinienem np. w jednym impulsie rzucić pracę i pojechać za być może kobietą mojego życia na drugi koniec Polski... no i umieć pobić innego mężczyznę, gdy ten będzie uwłaczać czci mojej wybranki... Tym bardziej, że mój zawód ( redaktor ) nie jest seksowny, seksowny dla kobiet jest np. policjant czy hydraulik...
Jestem maminsynkiem i ciepłymi kluchami na ten moment.