Witam,
Taki nieco dwoisty wątek, jako ze w moim przypadku oba zagadnienia są istotne i wiążą sie ze sobą.
Ale, po kolei. Mam 25 lat, IQ na przyzwoitym poziome, studia, poczucie humoru (jakkolwiek dość specyficzne), dość zwyczajną, niebrzydką (ale i niezbyt ładną) aparycję. W gruncie rzeczy nie jestem nieśmiała - wszelkie urzędowo/zawodowo/studyjne sprawy załatwiam bez problemu.
Problem tkwi natomiast w bliższych relacjach. Jestem introwertyczką, w dość skrajnym tego słowa znaczeniu. Nie potrafię okazywać żadnych uczuć wyższych. Owszem, pożartować, pogadać, wytłumaczyć coś czy wyświadczyć przysługę. Ale nie potrafię powiedzieć "lubię cię", przytulić, czy pocałować, choćby w policzek. Ba, nawet złapać za rękę. Nawet spojrzeć w oczy na dłużej. We wszelkich sytuacjach, kiedy wypadałoby tak zrobić (np, przyjaciel daje mi prezent urodzinowy) uśmiecham się, zagaduję ciszę, obracam sytuację w żart, tłumaczę się katarem, czerwienię się gorzej niż Lepper na mównicy (jeszcze zanim zaczął łazić na solarium) I w ten oto prosty sposób wychodzę chłodną, arogancką babę, która potrafi tylko uśmiechać się ironicznie i niczego nie bierze na poważnie.
Nie umiem tego zmienić.
Nie muszę chyba wspominać, ze dzięki tej ciekawej przypadłości pojęcia związku, czułości i seksu są dla mnie równie egzotyczne jak studnia potencjału Shroedingera, a może i bardziej ![]()
Jeśli zaś chodzi o tytułową przyjaźń. Poznałam przez internet (jakżeby inaczej
) bardzo sympatyczny okaz introwertyka - inteligentny, elokwentny, z podobnym poczuciem humoru i zainteresowaniami. Nieco starszy ode mnie. Spotykamy się już od ponad roku, niekiedy co tydzień, czasem raz na 2 miesiące. Łazimy po mieście, do kina,na obiad, do muzeum, na zakupy; siedzimy w domu grając w planszówki i jedząc grzanki. Buszujemy po księgarniach i dużo gadamy. Wymieniamy się prezentami na urodziny. Nie wiem, jak to zaszufladkować, brzmi to infantylnie, wygląda zapewne komicznie. Przyjaźnimy się? Jesteśmy znajomymi? Próbujemy stworzyć związek, ale zadne z nas nie wie jak? Nigdy nie wymieniliśmy nawet uścisku dłoni. Rozmawiamy dużo, ale nigdy nie próbowaliśmy definiować tego co nas łaczy. Zakładając, że cos w ogóle łączy. Moze rozmowa zniszczyłaby chwiejną równowagę, może jeden dotyk zniszczyłby wszystko. Niech sobie trwa, czymkolwiek to jest.
Gratuluję tym którzy dobrnęli aż dotąd;)
A teraz pytania:
- co właściwie jest ze mna nie tak? czy to choroba, świr trwający całe moje życie, ot tak, niezauważenie? czy może jednak nieśmiałość, ale znów, jakaś dziwaczna? (mogę zwymyślać, wyśmiać, porozmawiać, ale..nie umiem dotknąć, nie przejdzie mi przez gardło słowo "lubię")
- co by tu zrobić, żeby lekko zormalnieć?
- czym właściwie jest ta moja "przyjaźń", co z nią zrobić? Znając mnie, to może być jedyna moja szansa na coś w rodzaju relacji z drugim człowiekiem ![]()
Z góry dziękuję za wszelkie sugestie/odpowiedzi ![]()