netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

71 odpowiedzi15 129 wyświetleńzałożony przez kocur12, 18.11.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 72 ]

1

Temat: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Ze swoim narzeczonym jestem od 6 lat, od 3 razem mieszkamy. Układa nam się dobrze-świetnie się rozumiemy, czasem zdarzają się nieporozumienia (o głupoty), ale nie ma jakiś wielkich i poważnych kłótni.

Ostatnio zauważyłam, że On oddalił się ode mnie. Pytałam co jest, ale zapewniał że nic. Ale pewnego dnia, przy szczerej rozmowie powiedział mi, że nie wie czy to jest to sad Ja płakałam, on płakał też. Mówił, że nie chciał mnie martwić, że najpierw sam chciał sobie to w głowie poukładać, bo obecnie nie wie co ma mi powiedzieć. Mówił, że mnie kocha... Ale nie wie czy to jest to...

Złamał mi serce. Nie wiem co o tym myśleć. Jeśli niby kocha mnie to z kim innym chce być?

Myślę, że może trochę się przestraszył tej odpowiedzialności i tego, że to ma być już "na zawsze". Na pewno nie ma innej kobiety. Problem jest chyba w tym, że on nie miał nikogo "na poważnie" wcześniej i nie ma mnie z kim porównać...

Nie chcę go naciskać, ale to już trwa ponad miesiąc. Takie zawieszenie w próżni. Do ślubu (chyba nie mogę powiedzieć "ślubu", a raczej do "daty, którą kiedyś wyznaczyliśmy") zostało 6m-cy...

Nie wyobrażam sobie żadnej decyzji którą on podejmie- jak mnie zostawi to nie wiem czy się pozbieram... a jak stwierdzi, że to jest to? To nie wiem czy będzie w stanie mnie o tym zapewnić na tyle, żebym potem w dniu ślubu nie zastanawiała się przed ołtarzem czy on przypadkiem się nie rozmyśli...

Czy jest jeszcze szansa na cokolwiek? Rodzice pytają o jakieś sprawy w kwestii ślubu, a ja nie wiem co mam mówić sad Ja jestem (byłam?) pewna, że to moja druga połowa, okropnie mi przykro, że on się waha...

2

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Ja usłyszałam coś takiego ("nie wiem co czuję") ok. 10 dni po ślubie (związek ponad 6 lat). Próbowałam to ratować, 3 miesiącach - "nie kocham Cię". Też bez osób trzecich. Odsunął mnie totalnie.  Odeszłam, od ponad 2 mies. nie jesteśmy razem, bez kontaktu. Po prostu - rozstaliśmy sie. O tym, co ja czuję, pisać nie będę.
Jeśli go kochasz i chcesz z nim być, paradoksanlnie znajdź w sobie siłę i odejdź, wyprowadź się, sobie daj czas na próbę ułożenia sobie życia bez niego (co nie musi się stać, po prostu bierz to pod uwagę), a jemu - bez Ciebie. To jedyne co pozwoli mu zrozumieć, czego chce i czego potrzebuje. Przygotowania do ślubu - trudno, zawieście, co trzeba odwołajcie. Jeśli ślub się odbędzie, to jeszcze piekniejszy i wszyscy będą się z niego bardziej cieszyć. Nie udowadniaj mu jak bardzo go kochasz, najlepiej udowdnisz mu to dając mu przestrzeń. Będąc teraz w sytuacji "ofiary" zrobiłabyś prawopodobnie wszystko, żeby go przekonywać, że to Ciebie potrzebuje, ale on może się tylko coraz bardziej tego bac: Ty taka dobra, a on taki niezdecydowany. Działaj szybko i zdecydowanie, nie rozwlekaj nic w czasie, czyli powiedz mu "wyprowadzasm się" i siadasz przed telewizorem - nie, wyprowadzam się i idę się pakować. Na odchodne (będą łzy) powiedz mu: będziesz miał mi do powiedzenia coś konkretnego oprócz "nie wiem" to się odezwij, ale ja nie gwarantuję Ci, że nie pójdę naprzód. Weź rzeczy, zostaw klucze, powiedz, że ślub może uznać za odwołany. Jeśli to go nie ruszy, to nie wiem co. To tylko jeden ze scenariuszy, pamiętaj, że w międzyczsie coś się może zmienić.
Powodzenia.

3

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Pączek w lukrze czytam co napisałaś i mam łzy w oczach sad Zarówno z powodu tego co Ty musiałaś przeżyć jak i z Twojej rady sad
Bardzo mi przykro z powodu Twojej sytuacji. Mam nadzieję, że Tobie też wszystko dobrze się ułoży!

Jeśli chodzi o wyprowadzkę... myślałam o tym. Problem właśnie w tym, że przyjechaliśmy do większego miasta na studia i po nich zostaliśmy, bo mamy pracę. Gdyby byli rodzice-nie ma problemu, zamieszkałabym z nimi. A tak to musiałabym też odejść ze stałej pracy, żeby tam wrócić. A wynająć coś sama? Na kawalerkę mnie nie będzie stać, na wynajem pokoju samej też nie. Mogłabym zamieszkać z kimś obcym w pokoju i mieszkaniu, ale czy to będzie dobre rozwiązanie? ;/ Po tym co mi powiedział, pytałam czy mam się wyprowadzić, to mówił, że tego nie chce i pytał czy ja chcę.

Ale być może masz rację, muszę to przemyśleć, być może zacząć szukać oferty. Ehh:(

4

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

bardzo mądre słowa pisze Pączek smile
lepiej bym tego nie ujęła...
jeżeli będziesz mu pokazywać jak bardzo go kochasz, to naprawdę nie poprawisz swojej sytuacji. weż sobie słowa Pączka do serca i tak zrób- to chyba najlepsze rozwiązanie.
Trzymam kciuki

5

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Też uważam, że odejście jest najlepszym rozwiązaniem. Problem mam On, nie Ty. Jeśli Ktoś po tylu latach spędzonych razem mówi Komuś, że nie jest pewien, to jest niepoważnym człowiekiem, nie zna siebie, jest niedojrzały.

6 Ostatnio edytowany przez pączek w lukrze (2011-11-18 11:39:42)

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
kocur12 napisał/a:

Jeśli chodzi o wyprowadzkę... myślałam o tym. Problem właśnie w tym, że przyjechaliśmy do większego miasta na studia i po nich zostaliśmy, bo mamy pracę. Gdyby byli rodzice-nie ma problemu, zamieszkałabym z nimi. A tak to musiałabym też odejść ze stałej pracy, żeby tam wrócić. A wynająć coś sama? Na kawalerkę mnie nie będzie stać, na wynajem pokoju samej też nie. Mogłabym zamieszkać z kimś obcym w pokoju i mieszkaniu, ale czy to będzie dobre rozwiązanie? ;/ Po tym co mi powiedział, pytałam czy mam się wyprowadzić, to mówił, że tego nie chce i pytał czy ja chcę.

Ale być może masz rację, muszę to przemyśleć, być może zacząć szukać oferty. Ehh:(

Każda wyprowadzka wiąże się z ryzykiem  i zmianą.  Musisz sie zastanowić co stanowi większą wartość: Twój związek, czy Twoja wygoda. Czy wolisz trwać w tym toksycznym stanie "zawieszenia", czy coś zrobić. Tylko pamiętaj, że to pierwsze nic nie zmieni, a to drugie -tak. Trudno, na razie znajdź pokój, potem może coś innego. Ja też nie myślałam, że jescze kiedykolwiek będę musiała wynajmować mieszkanie, bo mieliśmy mieszkanie, a teraz wynajmuję. Sama.

7

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Noami masz rację w tym co piszesz. Ja mam wrażenie, że było nam razem dobrze, potem pojawił się temat ślubu, to co było ważne trzeba było zaklepać i nagle w jego głowie zrodziły się myśli, że to ma być już do końca życia, a może z inną byłoby mu lepiej (bo skąd ma wiedzieć skoro nie był z żadną), że te wady które mam będę mieć ciągle itd... Ja z taką radością szukałam sukni, potem podekscytowana mu opowiadałam jak było, a on w tym czasie jakby nie patrzeć mnie okłamywał-bo w głowie miał całkowicie inne myśli ("chcę ślubu czy nie chcę").

Pączek ja wiem, że masz wiele racji w tym co napisałaś. Oczywiście, że ważniejszy jest związek, a nie wygoda. Gdybym mogła wynająć mieszkanie sama to nie wahałbym się, ale mieszkam w mieście studentów, więc wiadomo jakie są ceny. Obecnie też wynajmujemy tylko pokój w mieszkaniu, a w tym drugim przewinęło się przez ten czas wielu ludzi-jedni całkiem ok, ale było sporo ludzi nienormalnych. Stąd moja obawa przed zamieszkaniem z kimś obcym. Nie wiem na kogo trafię, a naprawdę ciężko o normalnych współlokatorów. Chyba rozejrzę się wśród znajomych, może akurat ktoś szuka czegoś. Teraz weekend spędzimy osobno, może to coś przyniesie? Aczkolwiek sama w to nie wierzę sad

8

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Moim skromnym zdaniem daj mu czas, niech się wyprowadzi z domu. Nie narzucaj się ze ze swoimi uczuciami, nie rób scen.
Powiedz spokojnie, że slub na razie odwołujecie i dajecie sobie czas.
Może jak nie będzie Cię widywał, to zatęskni i zrozumie, że Ty jesteś dla niego najważniejsza?
A jesli nie, to może lepiej teraz niż w dniu ślubu miałby nie dotrzeć do kościoła, czy urzędu. A czas przygotowań do ślubu i tak nie byłby radosny tylko stresujący!
Przykro mi, że tak się dzieje! Ale trzymam kciuki!

9

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Smutnamonia pewnie, że lepiej teraz niż chwilę przed ślubem/w dniu ślubu/po ślubie, ale to i tak niesamowicie boli sad

On ma też siostrę mężatkę od jakiś 8 czy 10 lat, która jakoś krótko po ślubie mówiła, że nie jest szczęśliwa, bo się pozmieniało. I on też tego się boi. A przecież u nas nie musi być tak samo... Ale wiem, że nie mogę na niego wpłynąć, to musi być jego decyzja. Tylko liczyłam, że po prostu obudzi się pewnego dnia, stwierdzi, że beze mnie nie wyobraża sobie życia i wynagrodzi mi to całe cierpienie teraz (o ile się w ogóle da?) i będzie happy end sad

10

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Ile ja sie nasłuchałam o tym, że powinien to powiedzieć tydzień przed, a nie tydzień po. Ale jak teraz o tym myślę, to dochodzę do wnoisku, że g*wno prawda, zawsze boli tak samo. Serce ma się jedno, tak samo pęka.

11

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Moim zdaniem facet naprawdę potrzebuje wszystko przemyśleć. Jego zachowanie może mieć tysiące różnych przyczyn, począwszy od strachu przed małżeństwem, skończywszy na tym, że być może stwierdził, że wasz związek to jednak nie jest to. Jedno jest pewne powinniście odwołać ślub, nie możesz czekać do ostatniej chwili, aż książę się ocknie i łaskawie stwierdzi, że jednak złoży ci przysięgę przed ołtarzem. Wcale nie jest powiedziane, że się rozstaniecie, czy, że to początek końca waszego związku. Skoro on jednak potrzebuje czasu i zastanowienia (co niewątpliwie jest dla ciebie bardzo bolesne) powinnaś zdobyć się na to, aby mu go dać, bo w przeciwnym razie wasze małżeństwo nigdy nie będzie udane. Pamiętaj, że on musi być pewny swojej decyzji, nie może się wahać, bo choć teoretycznie się zgodzi, ciebie to będzie potem prześladować. 3maj się dziewczyno, życzę ci dużo wytrwałości i życiowej mądrości, oby wszystko skończyło się dobrze.

12 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-11-18 13:41:15)

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Kocurku, wiesz nie będę miła ale trudno. Takich facetów się nie powinno usprawiedliwiać!
Wiem, kiedy się kocha to tak jest, sami przed sobą usprawiedliwiamy swoich partnerów. Ciężko odłożyć uczucia na bok.

Co to ma znaczyć, że jest niezdecydowany? Moja droga w miłości nie ma takego pojęcia jak "niezdecydowanie". Sama się o tym przekonałam choć nie był to tak poważny związek jak Twój. Mnie do pionu postawił mój przyjaciel, który do bólu tłumaczył mi jak wygląda prawdziwa miłość i żebym dała sobie spokój panem niezdecydowanym. Skoro nawet faceci uważają, że takie "nie wiem" faceta źle wróży to musi tak być. Ja rozumiem, że to wszystko mogło przerazić. Kobieta też ma milion myśli i metlik przed ślubem, ale miłość daje nam skrzydeł i obala każdą wątpliwość. Szczerze, ja bym się bała przyszłości z takim osobnikiem, czy za jakiś czas znów nie zacznie coś kąbinować i wątpić.

Bardzo Ci wspólczuje i przesyłam moc pozytywnej energi, trzymaj się i bądz czujna! Nie daj się tak łatwo udobruchać. Jak teraz pokażesz, że godzisz się na takie "zawieszenie" jak to ujełaś, to potem facet będzie to wykorzystywał i pomyśli, że może Tobą i Twoimi uczuciami bezkarnie igrać.

13

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Ale póki z nim mieszkam, póki normalnie rozmawiamy, żartujemy itd to mam wrażenie (łudzę się), że przecież on nie może mnie zostawić bo nam tak dobrze razem sad

14

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Wicherek no cóż... poleciały mi łzy sad dobrze, że jestem w biurze sama dzisiaj, to przynajmniej mogę sobie na to pozwolić.

Wiem, że to prawda. Albo się kogoś kocha i chce się z nim być albo się nie kocha.

Tylko nie wiem jak mam być twarda, jak sobie z tym poradzić... Przez weekend ochłonę trochę... Chyba czas coś pozmieniać:(

15

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Co to się porobiło ze współczesnymi mężczyznami! Bardzo dużo znam takich historii jak Wasze, kocur i Pączek w lukrze. W moim najbliższym otoczeniu jest kilka. Moja córka - odeszła od faceta po 5 latach z powodu jego niechęci do zobowiązywania się, czyli do slubu. Córka mojej siostry po 4 latach z tego samego powodu. Syn szwagra zostawił dziewczynę po 10 (!) latach, bo stwierdził, że do siebie nie pasują. Dużo czasu mu zajęła ta diagnoza i postawił ją w momencie, gdy dziewczyna zaczęła domagać się ślubu. Córka kuzynki zostawiła narzeczonego 2 miesiące przed ślubem, gdy stwierdziła jego niechęć do bycia dorosłym (sprawa opuszczenia mamusi i tatusia).
Wszyscy ze sobą mieszkali i żyli jak małżeństwa. Ten krok dalej, ślub, zobowiązanie, to było coś co ich przerosło. I w sumie cóż, po co kupowac browar, gdy chce się piwa napić? Po co się żenić jeśli to niczego nie zmienia, jeśli bez ślubu tez można mieć to wszystko co w małżeństwie? A na dodatek być wolnym, cokolwiek to oznacza.

Wasi mężczyźni nie kochali i nie kochają. Miłość nie zna takich wątpliwości.

Były narzeczony mojej córki juz dwa tygodnie po rozstaniu miał inną, duzo młodszą dziewczynę.
Syn szwagra również. Czy przeżywał rozstanie? Tak, ze dwa dni był jakiś nieswój, a tydzień po wyszedł z imprezy z panną uwieszoną u szyi.

Za łatwo dziś panowie mają, za łatwo. Tak łatwo, ze może się znudzić.

16

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Bylam w takiej sytuacji - po 6 latach uslyszalam ze niektorzy chodza ze soba 10 lat! wiec moge poczekac......

17

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
smutnamonia napisał/a:

Moim skromnym zdaniem daj mu czas, niech się wyprowadzi z domu. Nie narzucaj się ze ze swoimi uczuciami, nie rób scen.
Powiedz spokojnie, że slub na razie odwołujecie i dajecie sobie czas.
Może jak nie będzie Cię widywał, to zatęskni i zrozumie, że Ty jesteś dla niego najważniejsza?
A jesli nie, to może lepiej teraz niż w dniu ślubu miałby nie dotrzeć do kościoła, czy urzędu. A czas przygotowań do ślubu i tak nie byłby radosny tylko stresujący!
Przykro mi, że tak się dzieje! Ale trzymam kciuki!

Przepraszam, ale czas na co?!??? I dlaczego Ona ma iść na rękę? Niech idzie, z Bogiem.

18

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Ja też uważam że to nie musi być koniec związku, mam znajomych którzy zerwali ze sobą ale po pół roku wrócili do siebie, pare miesięcy później zaręczyli sie i są szczęśliwym małżeństwem. Facetem czasem trzeba potrząsnąć, żeby wiedział że może stracić osobę którą kocha. Zacznij szukać tak nowego mieszkania że to widział Twój narzeczony, powiedz mu że go kochasz ale nie możesz zmusić go do miłości, ja na Twoim miejscu tak zrobiła ale mi łatwo tak mówić.

19

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
wicherek napisał/a:

Kocurku, wiesz nie będę miła ale trudno. Takich facetów się nie powinno usprawiedliwiać!
Wiem, kiedy się kocha to tak jest, sami przed sobą usprawiedliwiamy swoich partnerów. Ciężko odłożyć uczucia na bok.

Co to ma znaczyć, że jest niezdecydowany? Moja droga w miłości nie ma takego pojęcia jak "niezdecydowanie". Sama się o tym przekonałam choć nie był to tak poważny związek jak Twój. Mnie do pionu postawił mój przyjaciel, który do bólu tłumaczył mi jak wygląda prawdziwa miłość i żebym dała sobie spokój panem niezdecydowanym. Skoro nawet faceci uważają, że takie "nie wiem" faceta źle wróży to musi tak być. Ja rozumiem, że to wszystko mogło przerazić. Kobieta też ma milion myśli i metlik przed ślubem, ale miłość daje nam skrzydeł i obala każdą wątpliwość. Szczerze, ja bym się bała przyszłości z takim osobnikiem, czy za jakiś czas znów nie zacznie coś kąbinować i wątpić.

Bardzo Ci wspólczuje i przesyłam moc pozytywnej energi, trzymaj się i bądz czujna! Nie daj się tak łatwo udobruchać. Jak teraz pokażesz, że godzisz się na takie "zawieszenie" jak to ujełaś, to potem facet będzie to wykorzystywał i pomyśli, że może Tobą i Twoimi uczuciami bezkarnie igrać.

Bardzo dobrze powiedziane. Ja jak ognia unikam niezdecydowanych, którzy nie wiedzą czego chcą. Szanuj się, to najważniejsze. A na odchodne wykaż się pomocą   - wystaw walizki.

20

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Kocurku a może zamiast szukać nowego mieszkania poproś narzeczonego żeby sie wyprowadził, skoro sam nie wie czego chce ...

21 Ostatnio edytowany przez wicherek (2011-11-19 01:09:22)

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
marena7 napisał/a:

Wasi mężczyźni nie kochali i nie kochają. Miłość nie zna takich wątpliwości.

Cały post jest doskonały ale ten cytat najbardziej.

Wiem Kocurku, że Ci cięzko ale najlepiej postawic sprawę jasno i w takiej sytuacji zrobić przerwe. Powiedziec koniec i twardo daj mu do zrozumienia ze tak nie mozna. Niech wie, że jego sutacja jest zagrożona i to może byc koniec definitywny. Posłuchaj rad dziewczyn które tutaj Cię wspierają. Może i będzie tak, że puźniej on sie otrząsie i zacznie walczyc. Nie wiemy przeciez, co siedzi w jego głowie.

Ten czas będzie próbą waszego związku, jeżeli zobaczysz u niego ze przestał się starać o Ciebie to nie powinnas miec juz zadnych złudzen. To sytacja krytyczna. Jak będzie mu zalezec i poczuje, że traci Ciebie na dobre powinien reagować. Ty nie rob zadnych milych gestów, nie zapewniaj go że bedziesz na niego czekać, nie dawaj mu gwarancji ze ma Cię w "garsci". Bylyscie ze soba, mial byc slub więc wie, że go kochasz. Ty nie masz powodu aby go błagac, żeby z Toba został.

Przemyśl wszystko na spokojnie, ochłoń i poukładaj sobie co zamierzasz. Nie działaj pochopnie tylko z rozwagą. Wiesz co, moze pogadaj z kolegą - jakims dobrym przyjacielem któremu możesz zaufać. Faceci inaczej widzą sprawy, może rozmowa z taką osobą rzuci Ci nowe światło na te sytuacje.

22

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Współczuję Wam, dziewczyny sad. U mnie sytuacja jest jasna i klarowna, oboje pragniemy ślubu, a jedyną sprawą utrudniającą nam wzięcie go w najbliższym czasie są finanse, bo wszystko, niestety, kosztuje. Choć nic nie wniosę do tego wątku, to popieram pączek w lukrze. Przede wszystkim trzeba być konsekwentnym i wzbudzić w partnerze poczucie destabilizacji, tj. że sytuacja wspólnego związku może ulec zmianie i to w sposób ostateczny.

23

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
wicherek napisał/a:
marena7 napisał/a:

Wasi mężczyźni nie kochali i nie kochają. Miłość nie zna takich wątpliwości.

Cały post jest doskonały ale ten cytat najbardziej.

Zgadzam sie z dziewczynami. Jeśli ktoś naprawde kocha nie ma żadnych wątpliwości. Zmusić go też nie możesz bo to byłoby samolubne i niedojrzałe bo potem co? postawi się i zażąda rozwodu, a po co to Wam? lepiej przed wszystko przemysleć niż po. Zrób tak jak radzą dziewczyny. Wiem że to może być trudne ale musicie spróbować. Może to tez Wam wyjsc na dobre. W tej sytuacji nic nie jest wykluczone.

24

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

kocur12 po praktycznie sześciu latach usłyszałam to samo(chociaż musiałam się trochę natrudzić bo sam z siebie pewnie jeszcze trochę by poczekał, też na sześć miesięcy przed ślubem), moja historia jest tutaj opisana, możesz sobie poczytać aby być może ustrzec się moich błędów; dziś już wiem, że jak facet mówi, że ma wątpliwości to naprawdę nie ma co się łudzić, trzeba zacisnąć zęby i iść do przodu, a nie próbować ratować czegoś czego już w gruncie rzeczy nie ma, być może jest to też sposób aby się książę obudził, może są faceci na których to zadziała, ale nie wplątuj się w żadne chore układy jak ja to zrobiłam(związek w zawieszeniu i czekanie na jego decyzje), bo stracisz tylko czas i nerwy, weź się za swoje życie i skup się na sobie, na tym co chcesz robić z życiu, co chcesz osiągnąć; mnie pomogło "zapomnienie o nim, o naszym związku" czyli staranie się nie rozmyślać ani o tym co wspólnie przeżyliśmy, ani o naszych planach czy zawiedzionych nadziejach, ale zrobiłam to uważam ze zbyt dużym opóźnieniem, bo tak należało zrobić dużo wcześniej

Pozdrawiam Cię gorąco i trzymaj się, życie jakoś się ułoży bo po prostu nie ma innego wyjścia :-)

25

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Tak, tylko ze o prawdziwa milosc dzis trudno - a watpliwosci sa i byly zawsze, zwlaszcza jak sie chodzi z kims calymi latami............

26

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

A moim zdaniem wątpliwości są zawsze, nawet jak się kocha.Człowiek jest tylko (sumą oddechów,sorry skojarzyło mi się...;)  ) człowiekiem i nigdy nie można być pewnym drugiej osoby ani siebie w 100%...
Kiedyś usłyszałam, że narzeczeństwo powinno trwać najwyżej 3 lata, bo potem...to już jest  jak małżeństwo i w końcu kiedyś trzeba się zdeklarować czy rybka czy pipka.
Nic na siłę... utnij kontakty i poczekaj, ale żyjąc przy tym , a nie stojąc w miejscu co się będzie działo.W życiu bywają różne chwile.
Nie wierzę żeby nawet te super małżeństwa z 50- letnim stażem NIGDY nie miały chwil zwątpienia....nie ma takiej możliwości....no way...
pozdrawiam!

27

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Ewelina102 przeczytałam Twoją historię, faktycznie przypomina ona moją :[ W sumie jak byłam w trakcie i był Wasz etap randek to myślałam, że jednak wszystko się ułoży;/

My się od piątkowego popołudnia to niedzieli wieczorem nie widzieliśmy. Ale przed weekendem bliska osoba z jego rodziny trafiła w ciężkim stanie do szpitala. W weekend się pogorszyło. Lekarze nie dają dużych szans. Pisaliśmy do siebie smsy, bo chciałam być na bieżąco z sytuacją. Dzisiaj chciałam postawić sprawę jasno, ale w tej sytuacji na razie nie chcę naciskać. Powiedziałam mu tylko wczoraj, że mam nadzieję że zdaje sobie sprawę, że nawet jeśli nie pogadamy dzisiaj to za tydzień czy dwa czeka nas rozmowa. On wie o tym.

Wiem, że jeśli powie mi, że dalej nie wie, to ja się wyprowadzę. Pytałyście czemu ja mam się wyprowadzić, a nie on-otóż mamy takich sobie lokatorów, więc już wolałabym ich zmienić na kogoś bardziej towarzyskiego.

Aczkolwiek cały czas łudzę się, że dopadły go po prostu przedślubne wątpliwości. Wiem, że tak łudzi się każda, a jednak potem związki się rozpadają;/ Wtedy gdy przyznał się do wszystkiego to mówił, że nie oznaczy to, że mnie nie kocha.

A gdy patrzę na niego, to mam wrażenie, że on mnie kocha, że przecież nie może mnie zostawić, że nam przecież razem dobrze. Widzę to co chcę widzieć sad

Alutka88 piszesz, że u Ciebie sprawa jest jasna i klarowna, a czy myślisz, że u nas tak kiedyś nie było? Półtora roku temu zastanawialiśmy się czy nie wziąć po prostu cywilnego, żeby być małżeństwem, a wesele zrobić jak będzie nas stać... Ale stwierdziliśmy, że potem może nie być tej magii itd. I daliśmy sobie spokój.

Motylek79 napisałaś zdanie które daje mi siłę. Wiem, że jeśli to prawdziwa miłość to przetrwa. A jeśli nie? No cóż, i tak będzie boleć...

28

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Witam dziewczyny!! Wzruszające są Wasze historie, ale prawdziwe i bolące znam to paskudne uczucie strachu i niepewności mam nadzieje, że Wam sie ułoży. Mój narzeczony zostawił mnie po 5 latach dla innej wirtualnej kobiety bo ja go juz podobno męczyłam. Tamta jednak po paru spotkaniach okazała sie inna niż prze rozmowy intenetowe. Facet ma 34 lata i nie wie czego chce!!! Zaczął sie odzywać do mnie miesiąc po jego odejściu, ja byłam tak załaman, że miałam myśli samobójcze jakoś żyje mam też córkę 8letnią z innego związku. Nie wiem czemu mi nic nie wychodzi wydaje mi się, że jestem madrą, dobrą zadbaną i ładną kobietą. Poprostu chciałabym być szczęśliwa a on zabrał mi to!! Odzywa się do teraz rozmawiamy ogółem, ale nie o powrocie chodz nadal go kocham, on możliwe, że też w głębi, ale niech szuka dalej skoro chce byc z inną. Dziś postanowiłam, że się nie odezwę do niego nie chcem byc jego przyjaciółką

29

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Musisz mu postawić sprawę jasno i żadnych ulg! Nie ma dyspensy od odpowiedzialności albo bierzecie ślub albo się rozstajecie, mówię Ci to z doświadczenia. Mój facet też miał takie wątpliwości - lepiej być samej niż z kimś, kto cię nie kocha tak naprawdę!

30

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

kocur12 to chyba plaga naszych czasów , że coraz więcej się słyszy o wątpliwościach przed ślubem lub o pomyłce zaraz po - nie tylko ze strony mężczyzn. To jest przerażające.

Ja uważam, ze nie zawsze chodzi o to , ze on/ ona nie chce, ale też jest to może okres zwykłej słabości ludzkiej i natłoku myśli jakie nas dopadają plus inne problemy. I to wszystko się nawarstwia i przerasta.

Powyższe nie oznacza, że wykluczam pojawienie się wątpliwości - bo to po prostu nie jest TO!

Różnie bywa. Jedno jest pewne, musisz poddać wątpliwości przyszłość tego związku.Jego grunt nie może być twardy. Ty musisz pokazać, że ok-on ma wątpliwość- wiec niech ponosi konsekwencje, bo TY nie chcesz takiego związku na zasadzie-MOŻE. To ma być na 100% , albo w ogóle.

Powodzenia.

31

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Graka oczywiście, że to musi być na 100% bo inaczej ja tego nie chcę...

Problem w tym, że tak jak pisałam w poprzednim poście- doszła nam choroba pewnej osoby z jego rodziny. Teraz ta osoba zmarła:( i czeka nas pogrzeb.

Dlatego sprawy związku, siłą wyższą, zostały "odłożone". Ale oczywiście wszystko przed nami.

32

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Nieszczęścia chodzą parami- jakie to jest prawdziwe. Znam to z autopsji.

Przykra sprawa. Może ta sytuacja wbrew pozorom pomoże mu, bo może w jej obliczu zrozumie co ważne ...........

33

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

W weekend spytałam czy mnie kocha. Powiedział że tak. To ja oczywiście głupia juz pełna wielkich nadziei. Tym bardziej, że jego rodzina coś tam mówiła o ślubie itd. On nic nie zaprzeczał. Dzisiaj przyjechał. W sumie zmusiłam go do rozmowy znowu. Powiedział że w dalszym ciągu nie wie! Mówiłam, że powiedział, że kocha. Powiedział- bo cię kocham ale mam wątpliwości.

Chodzi mu o moje zachowanie z kiedyś. Przez 6 lat uzbierało się zachowań, które mu nie pasowały. Mimo, że się zmieniłam. Bo kiedyś miałam pretensje o jedno czy drugie...

Rozpłakałam się. Bo wiem, że on i tak mi tego nie wybaczy. W najbliższym czasie nie szykuje się żadna rozłąka więc kiedy ma się zastanawiać? Mi też nie wszystkie jego zachowania odpowiadają i co z tego? Czy stawiałam na szali związek? NIE! Ale nie chcę go błagać całe życie o miłość!

Powiedziałam, że musimy zamieszkać osobno. Spytałam czy zostaje czy chce szukać czegos nowego, to spytał czy musi mi teraz powiedzieć. Powiedziałam, że może jutro.

Rozglądałam się już za pracą w rodzinnej miejscowości w zawodzie, ale nie ma ofert. Beznadzieja. Bo teraz zostaję w tym wielkim mieście całkiem sama. Bez żadnej rodziny, bez nikogo bliskiego... Najchętniej zmieniłabym też pracę nawet tutaj... Nie chcę, żeby potem ludzie pytali co ze ślubem... A przecież będą, bo wiedzieli o planach.

Rozsypało się całe moje życie.

34

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

kocur12 a jak zareagował na to , ze chcesz zamieszkać osobno? Przejął się?

Co mu da 1 dzień na przemyślenie co o tym uważa, w zasadzie powinno go od razu uderzyć w głowę , że nie TY się nie wyprowadzisz itd.

Daj znać, co odpowiedział.

A ludzie.... wiadomo, będą pytać.

Przykre. Już pisałam w innym wątku, że to jakaś przedślubna ucieczkowa plaga !

35

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Przechodzony ten związek, stanowczo. Jeżeli on wyciąga jakieś brudy z przeszłości i ma do Ciebie pretensje o to co zdarzyło się kilka lat temu to tylko szuka powodu i usprawiedliwienia na swoje wątpliwości. Żeby nie wyszło, że on taki okrutny i że musi być w tym trochę Twojej winy.

Zastanawiam się czemu to Ty masz się wyprowadzać? A czemu nie on? Poza tym nie wiem w jakim mieście mieszkacie, ale jeżeli masz pracę i nie stać Cię na wynajęcie pokoju to masz bardzo kiepską pracę, albo strasznie drogie miasto. No, ale to nie jest najważniejsze.

Uważam, że powinnaś przestać pytać go ciągle czy Cię kocha. Przestać pytać "i co dalej; co zamierza" tylko zacząć działać sama. Nie pytać o jego plany i uczucia. Powiedział co miał powiedzieć. Musisz zająć się własnym życiem i powoli układać sobie je od nowa. Pokaż, że możesz żyć bez niego mimo, że w środku rozrywa Cię na miliony kawałków. Musisz mu tymi czynami powiedzieć "Chcę Cię, ale nie potrzebuję za wszelką cenę. Umiem bez Ciebie żyć". W związku z tym on może obrać dwie drogi, jedna to odczuje ulgę, bo może jest z Tobą nadal, ponieważ nie chce zostawić Cię samej. A jak zobaczy, że sobie radzisz to spokojnie odejdzie i to będzie znak, że jednak nie było Wam pisane. Druga opcja to przestraszy się, zobaczy, że nie jest całym Twoim światem, a jego decyzje i wątpliwości mają skutek i konsekwencje.

36

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Teo, a  przechodzony związek to jaki? 5 , 6, 7 lat?

A  może lepiej się pobrać po roku roku znajomości nie znając się tak naprawdę? Z perspektywy rodziny i znajomych , to większość par, które się rozwiodły , to te co przed ślubem były stosunkowo krótko ( do ok 3 lat).

37

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Gdy się kocha człowieka, to z dobrodziejstwem inwentarza, ze wszystkimi zaletami i wadami, tak jak Ty, kocur! A Twój wybranek ma wątpliwości i przez tyle lat nie mógł ich rozwiać? Przez tyle lat głowę Ci zawracał? Jestem pewna, ze gdyby nie ten ślub, to by slowem o watpliwościach nie pisnął. Było wygodnie, przyjemnie, do syta i bez....zobowiązań. I o to chodzi w dzisiejszych czasach, żeby było bez zobowiązań. To jakaś plaga, jak ktos tu napisał. Mnóstwo jest takich facetów. Owszem, zamieszkać razem bo to wygodne i dobre dla zdrowia, ale slub? Co to, to nie, bo stracą...wolność, ktoś bedzie czegoś od nich wymagał, czegoś oczekiwał. Po co, skoro mozna zaspokoić swoje potrzeby bez zobowiazywania się? A jak się dziewczyna upomni, to mieć watpliwości! Wtedy ona go zostawi, a on zacznie od początku nastepnej głowę zawracać. I on tak może do czterdziestki, co mu szkodzi? Jak zapragnie stabilizacji, może sie ożeni z jakąś dwudziestką. Na ile takich kilkuletnich związków może pozwolić sobie kobieta, zanim jej czas na dzieci nie minie? Dwa, trzy góra? Raczej dobiegająca do czterdziestki kobieta nie sięgnie po partnera z następnego pokolenia.

Nie rozumiem zupełnie co się dzieje z dzisiejszymi związkami! Mogę tylko powiedzieć, że dzisiejsze czasy, zmiany obyczajowe, seksualne wyzwolenie kobiet to wręcz spełnienie męskich marzeń! Oni juz nie muszą zakladac rodzin, żenić się, "płacić" własną wolnością za bycie z kobietą. I w porządku, tylko że kobiety nadal tego ślubu pragną. Najpierw latami żyją jak zony, chociaz nimi nie są, a gdy upomną się o obrączkę, to okazuje się, że nie spełniają oczekiwań swoich facetów. I gdzie tu miłość?

38

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

marena7- zgadzam się z Tobą. Ale z kolei nie generalizowałabym z tym , że tylko mężczyźni tak postępują. Znam osobiście kilka przypadków, w których to jednak kobieta mówiła, ze nie chce się stabilizować itd. Sama przez prawie 7 lat związku nie chciałam słyszeć o małżeństwie.

Ja myślę, że to też wynika z przyzwolenia społecznego i tego, że się cywilizujemy jako naród. Bo kto kiedyś pomyślał , żeby przed ślubem mieszkać, to był dopiero temat. I myślę, że dużo par jednak się nie dotarło ( tak to nazwijmy), ale się nie rozeszło,  bo nie wypadało, bo rodzina, bo sąsiedzi, bo rozwód, bo wstyd itd.

A ile tu nawet na forum jest przypadków, że po ślubie się odwidziało, bo to nie miłość itd

Miejmy nadzieję, że partner kocura12 ma chwilowe "zaćmienie" umysłu i doła i to się przełożyło na te wątpliwości.

39 Ostatnio edytowany przez kocur12 (2011-11-28 16:35:04)

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Graka on spytał czy właśnie tego chcę (jakby z żalem). Dzisiaj po pracy jeszcze wrócimy do tematu mieszkania. Każdy się "przespał" z tym. Chcę wiedzieć jak on to widzi.

Z jednej strony on chce się zastanawiać, a z drugiej chce żeby wszystko zostało jak jest. To kiedy ma się zastanawiać skoro, jakby nie patrzeć, chociażby wieczorem spotykamy się w domu? Ciągle mnie widzi, nie ma kiedy zatęsknić lub wręcz przeciwnie.

Teo mieszkam w mieście studentów, więc jest drogo. Cena wynajmu 2 pokoi w mojej rodzinnej miejscowości to praktycznie tyle ile tu kosztuje pokój. Chyba nie każdy zarabia od 3 tys na rękę... I nie pytam go co chwilę czy mnie kocha. Zapytałam pierwszy raz od dawna. Ładnie napisałaś "Chcę Cię, ale nie potrzebuję za wszelką cenę. Umiem bez Ciebie żyć" i ja z jednej strony zdaję sobie z tego sprawę, a z drugiej... cholernie ciężko. Bo on nie mówi-nie kocham cię. Odeszłabym. On mówi że kocha ale ma wątpliwości. Więc ja się łudzę. Ciężko tak z dnia na dzień zacząć żyć od nowa, skoro on ciągle daje mi nadzieję.

Graka jeśli o te śluby chodzi to naprawdę różnie:( Mam koleżankę która pobrała się po 1,5 roku, dzisiaj są raptem 3 lata po ślubie więc są razem 4,5 roku i takie zakochane gołąbeczki. A ja ze swoim już jestem dłużej i co;( Nie ma metody. Ale sama też nie wyszłabym za mąż po tak krótkim okresie. Zresztą co innego jak się ma lat 19 a co innego 25.

Nie uważam, żeby mój związek był przechodzony. Byliśmy razem szczęśliwi. Dopóki nie zaczął się temat ślubu... I tego "na zawsze".

Marena7 też mam takie wrażenie sad że jakby nie było tematu ślubu to dalej byłoby dobrze. Bo nie zastanawiałby się czy faktycznie ze mną chce być do końca. Po prostu życie by leciało. A jeśli chodzi o zamieszkanie razem-przyjechałam tu na studia, byliśmy już razem i w sumie chcieliśmy tego. Oboje byliśmy zdania, żeby przed ślubem "spróbować" jak to będzie. Docieraliśmy się, udało nam się, a teraz wszystko się sypie.

Ja też tu nie jestem bez winy-jak przyjechałam tutaj (on mieszkał już 3 lata) to na początku czułam się zagubiona, samotna (nie miałam jeszcze znajomych) i go ograniczałam. Były kłótnie, moje pretensje. Ale to BYŁO! I było to 3 lata temu. Od tamtej pory zmieniłam się całkowicie. Wychodzi on, wychodzę ja, wychodzimy wspólnie. Nie ma pretensji ani ograniczania. Ale wypomina mi to moje zachowanie... Dzisiaj widzę, że to co robiłam to był błąd, ale czasu nie cofnę. Jest mi za to wstyd. A on niby wtedy mi wybaczył, a teraz okazuje się, że jednak nie.

Przez tyle lat miało prawo się coś uzbierać. Nie mogło być ciągle super. Ale jednak wydaje mi się to bardzo błahe w porównaniu z tym, że np. moja kumpela zdradziła kilka razy swojego faceta (całowanie), a jednak wybaczał za każdym razem i też się pobierają.

A mój ma pretensje o takie coś... ;(( Powiedziałam mamie o tym. Doradzała, żeby jeszcze chwilę poczekać... Ale co to zmieni?

40

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
marena7 napisał/a:

Co to się porobiło ze współczesnymi mężczyznami! Bardzo dużo znam takich historii jak Wasze, kocur i Pączek w lukrze. W moim najbliższym otoczeniu jest kilka. Moja córka - odeszła od faceta po 5 latach z powodu jego niechęci do zobowiązywania się, czyli do slubu. Córka mojej siostry po 4 latach z tego samego powodu. Syn szwagra zostawił dziewczynę po 10 (!) latach, bo stwierdził, że do siebie nie pasują. Dużo czasu mu zajęła ta diagnoza i postawił ją w momencie, gdy dziewczyna zaczęła domagać się ślubu. Córka kuzynki zostawiła narzeczonego 2 miesiące przed ślubem, gdy stwierdziła jego niechęć do bycia dorosłym (sprawa opuszczenia mamusi i tatusia).
Wszyscy ze sobą mieszkali i żyli jak małżeństwa. Ten krok dalej, ślub, zobowiązanie, to było coś co ich przerosło. I w sumie cóż, po co kupowac browar, gdy chce się piwa napić? Po co się żenić jeśli to niczego nie zmienia, jeśli bez ślubu tez można mieć to wszystko co w małżeństwie? A na dodatek być wolnym, cokolwiek to oznacza.

Wasi mężczyźni nie kochali i nie kochają. Miłość nie zna takich wątpliwości.

Były narzeczony mojej córki juz dwa tygodnie po rozstaniu miał inną, duzo młodszą dziewczynę.
Syn szwagra również. Czy przeżywał rozstanie? Tak, ze dwa dni był jakiś nieswój, a tydzień po wyszedł z imprezy z panną uwieszoną u szyi.

Za łatwo dziś panowie mają, za łatwo. Tak łatwo, ze może się znudzić.

Zgadzam się. Wydaje mi sie że na ziemi panuje jakiś szatan skoro tyle zdrad i nieszcześć w związkach panuje;(( smutne jest jak wiele nas to spotyka. Wydaje mi się że miłości juz nigdzie nie ma.

41

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Przyszłam do domu, rozmawialiśmy tylko chwilkę, bo każde spieszyło się do wyjścia (zajęcia sportowe), ale dzisiaj już było tak na spokojnie, po koleżeńsku. I właśnie w takich momentach ja nie wierzę że on ma wątpliwości:( bo tak dobrze się rozumiemy! No ale jednak je ma. Powiedziałam, że ja chcę 100%. Powiedział, że on też. Wyłożyłam także swoją teorię, że gdyby nie było ślubu to wszystko byłoby dobrze i że go nie rozumiem. Jego kuzyn też wynajmuje pokój i chyba zwolniło się u niego miejsce, więc zasugerowałam, że mógłby się na grudzień wyprowadzić do niego. Już widzę te ich wspólne wieczory- spędzane na grach, nie wiem czy wtedy by zatęsknił. Zobaczymy czy się uda z tym pokojem. A jak nie to może ja znajdę coś od grudnia. Taki m-c bez kontaktu by się nam przydał. Skończymy rozmowę jak on wróci.

Powiedziałam otwarcie, że mnie to boli i że chciałabym, aby do końca roku się zastanowił. Z jednej strony może głupio podawać termin, a z drugiej-ile mogę czekać... Jeśli nie będzie pewny to odejdę (też mu to powieidziałam). Wiem, że pisałam to już wcześniej i w sumie powiedział to wczoraj, ale ciągle się łudzę. Sam powiedział, że on nie jest pewny, że ślubu nie chce.

Teo a odnośnie jeszcze wydatków mieszkaniowych- moja pensja też jest umniejszona przez kurs na który właśnie się zapisałam, dlatego nie jest tak różowo z kasą;)

Generalnie kiedyś jak czytałam nasze horoskopy partnerskie (bardziej z ciekawości niż wiary w to) to już były nieciekawe;>

42

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Ja miałam taka historię "Nie wiem czy to dobry pomysł" miesiąc przed ślubem. Kolejny raz zawalczyłam i ślub sie odbył.
Taka niepewnośc nie bierze się z niczego teraz to wiem. To nie jest wina osoby, która to slyszy to jest wina tej co to mówi - bo jest niedojrzała, nie potrafi podjać decyzji. I co najlepsze/najgorsze to później trwa. Przy innych sytuacjach - brak konkretnej decyzje - chce ale sie boję.
Moja rada - należy podjać decyzję, dać mu czas na zastanowienie się z terminem. Jeżeli się opamieta to ważne są przeprosiny - ja ich nie usłyszałam do tej pory (już rok po ślubie) i mam tą myśl w tyle głowy.

43 Ostatnio edytowany przez Teo (2011-11-29 00:56:32)

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
graka napisał/a:

Teo, a  przechodzony związek to jaki? 5 , 6, 7 lat?

A  może lepiej się pobrać po roku roku znajomości nie znając się tak naprawdę? Z perspektywy rodziny i znajomych , to większość par, które się rozwiodły , to te co przed ślubem były stosunkowo krótko ( do ok 3 lat).

Przechodzony związek to związek, który trwa za długo w jednym stanie. Są ze sobą 6 lat od 3 mieszkają razem, wszystko stało się codzienne, nudne, pospolite. Jestem za mieszkaniem razem to, uważam, jest konieczne, żeby kogoś poznać, ale nie za długo. Wydaje mi się, że rok wystarczy. Osobiście uważam, że po tylu latach, skoro mieszkają razem teraz byłby dobry czas na dziecko, czyli kolejna zmiana jaka powinna nastąpić w związku, a oni dopiero będą brać ślub. Facet prawdopodobnie uważa, że poza papierkiem nic się nie zmieni, albo zmieni się na gorsze. Nie usprawiedliwiam go tylko stwierdzam być może błędny fakt. Wydaje mi się, że wszystko to toczyło się za wolno i stąd te problemy. Albo, pospolicie przyzwyczaił się do "żony" w domu i złudnego poczucia wolności i stwierdził, że tak mu dobrze. Albo przypomniał sobie, że się jeszcze nie wyszalał, albo coś tam... Diabli wiedzą o co chodzi.

Kocur12 Już tam zostawmy te wydatki smile
Termin jest bardzo dobry, ponieważ to stawia sprawę jasno, że ma się zdeklarować i nie dajesz mu nieograniczonego czasu na wątpliwości. Ty sama też nie możesz tak "bez sensu" istnieć.

Ale wiecie co? No po jaką cholerę się oświadczał?! Skoro teraz ma takie wątpliwości... ;/ Chyba że w całej pospolitości stwierdzili, że skoro już tyle są razem i tyle lat mieszkają razem to wypadałoby się pobrać...

44

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Hmm, ja uważam, że to indywidualne czy związek rozpadnie się, gdy przed ślubem sa krótko czy długo. Jeżeli ludzie się kochają i z pełną świadomością np chcą czekać na ślub 8 lat powiedzmy czy muszą, to związek wcale nie musi się rozpaść.
Przede wszystkim , to tak jak napisano, nie narzucaj się, pokaż, że umiesz żyć bez niego, może wtedy się ogarnie? Jak nie, to nie ma za kim płakać, choć naprawdę wtedy współczuję, bo na pewno bardzo go kochasz i jego niepewność była dla Ciebie szokiem.

45

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Teo myśleliśmy o ślubie w 2011 ale znowu pojawił się problem kasy. Samego cywilnego nie chcieliśmy, a na wesele nie było nas stać i stwierdziliśmy, że poczekamy do 2012. A teraz znowu klapa.

Patrzyłam za pokojami wczoraj. Dam radę jakiś wynająć na miesiąc. O ile znajdę chętnego na tak krótki okres. Także zabieram się za szukanie. On powiedział, że nie muszę się wyprowadzać. Nawet jakbym została (jak nie znajdę nic) to i tak ten m-c spędzimy osobno- będę się starała ciągle wychodzić, nie rozmawiać z nim itd. Bo teraz to w sumie wrócimy z pracy, coś zjemy, pogadamy, pośmiejemy się, czasem każde z nas wychodzi, wracamy i znowu spędzamy czas (miło) razem. Ale nie żyjemy jako para.

Truskaweczka pewnie, że go kocham... A szok był duży...

46

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
kocur12 napisał/a:

Teo myśleliśmy o ślubie w 2011 ale znowu pojawił się problem kasy. Samego cywilnego nie chcieliśmy, a na wesele nie było nas stać i stwierdziliśmy, że poczekamy do 2012. A teraz znowu klapa.

Czyli to było na zasadzie "już tyle jesteśmy ze sobą może warto byłoby się pobrać". No to w takim wypadku sytuacja się powoli klaruje i jego wątpliwości też... Ja wychodzę z założenia, że jeżeli para rozmawia o ślubie i wspólnie się zdecydują na ten krok nie na zasadzie oświadczyn z zaskoczenia, to mężczyzna i tak powinien się oświadczyć. Z pierścionkiem i standardowym tekstem. Nie chodzi o to, że "każda dziewczynka o tym marzy" tylko o to, że tak czy inaczej to musi być JEGO decyzja. Ma się nad tym porządnie zastanowić i ją podjąć, żeby potem nie było takich niespodzianek i wątpliwości.

47

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Miasto studenckie mowisz?
Lublin- pokoj da rade za 250, malutki ale zawsze lub 300/350 za normalny to duzo?
Warszawa- pokoj 700 zł ale moja znajoma znalazla za 600 bez dodatkowych oplat, a zarobki to nie 1500 prawda?
Wiec ciekawe co to za drogie miasto smile

48

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
Teo napisał/a:

Nie chodzi o to, że "każda dziewczynka o tym marzy" tylko o to, że tak czy inaczej to musi być JEGO decyzja.

Ale oświadczyny i standardowy tekst był. Potem rozważanie kiedy ten ślub. 2011 odpadł, zostało na 2012.
Mi się wydaje że było bardziej na zasadzie-kochamy się, chcemy być razem zawsze, jest nam dobrze, pobieramy się. Wtedy tak było.

49

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
Marzyciel napisał/a:

Miasto studenckie mowisz?
Lublin- pokoj da rade za 250, malutki ale zawsze lub 300/350 za normalny to duzo?
Warszawa- pokoj 700 zł ale moja znajoma znalazla za 600 bez dodatkowych oplat, a zarobki to nie 1500 prawda?
Wiec ciekawe co to za drogie miasto smile

Moja sytuacja finansowa jest moją sprawą. Skąd możesz wiedzieć ile ja zarabiam i jakie mam inne obowiązkowe wydatki poza pokojem?

Pokój za 600-700 zł-ok znajdzie się.

50

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Nie sądze by jakies miasto było droższe od Wawy a i tu da radę znaleźć coś relatywnie tanio.
Oczywiście nie w centrum tylko gdzieś dalej, ja dojeżdżam ok godzinę do centrum ale płacę 1500 za ładne mieszkanie co jest tylko trochę drożej od tego co płaciłem w Lublinie.
A z zarobkami chodziło mi o to że w L 1500 to standard ale jeśli pracujesz w Wawie, Poznaniu, Wrocławiu to się zaczyna od 2k i więcej zależnie od umiejętności/doświadczenia wink

51

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
Marzyciel napisał/a:

...to się zaczyna od 2k i więcej zależnie od umiejętności/doświadczenia wink

no właśnie, można powiedzieć, że dopiero zaczynam smile i mam dodatkowo inne obciążenia (kształcę się dalej itd) za które muszę płacić. Zakładając, że zostaje mi potem koło 1tys. po prostu dawać za pokój koło 700 to dużo. Przyjdzie kiedyś czas na większe zarobki (mam nadzieję:D)

52

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
marena7 napisał/a:

Co to się porobiło ze współczesnymi mężczyznami! Bardzo dużo znam takich historii jak Wasze, kocur i Pączek w lukrze. W moim najbliższym otoczeniu jest kilka. Moja córka - odeszła od faceta po 5 latach z powodu jego niechęci do zobowiązywania się, czyli do slubu. Córka mojej siostry po 4 latach z tego samego powodu. Syn szwagra zostawił dziewczynę po 10 (!) latach, bo stwierdził, że do siebie nie pasują. Dużo czasu mu zajęła ta diagnoza i postawił ją w momencie, gdy dziewczyna zaczęła domagać się ślubu. Córka kuzynki zostawiła narzeczonego 2 miesiące przed ślubem, gdy stwierdziła jego niechęć do bycia dorosłym (sprawa opuszczenia mamusi i tatusia).
Wszyscy ze sobą mieszkali i żyli jak małżeństwa. Ten krok dalej, ślub, zobowiązanie, to było coś co ich przerosło. I w sumie cóż, po co kupowac browar, gdy chce się piwa napić? Po co się żenić jeśli to niczego nie zmienia, jeśli bez ślubu tez można mieć to wszystko co w małżeństwie? A na dodatek być wolnym, cokolwiek to oznacza.

Wasi mężczyźni nie kochali i nie kochają. Miłość nie zna takich wątpliwości.

Były narzeczony mojej córki juz dwa tygodnie po rozstaniu miał inną, duzo młodszą dziewczynę.
Syn szwagra również. Czy przeżywał rozstanie? Tak, ze dwa dni był jakiś nieswój, a tydzień po wyszedł z imprezy z panną uwieszoną u szyi.

Za łatwo dziś panowie mają, za łatwo. Tak łatwo, ze może się znudzić.

Nie zgadzam sie. Co znaczy "dziewczyna sie domagala"? Przeciez malzenstwo to wspolna swiadoma decyzja. Nie ma zmuszania bo to moze skutkowac tylko odwrotnie.
Milosc nie zna watpliwosci, w porzadku, ale co ma z tym wspolnego slub?
Czy kazdy facet i kazda kobieta skoro sie kochaja musza sie ozenic?
Znam pary zyjace bez slubu, nie jest to wyznacznikiem ich uczuc. Nie chca nie musza.
A do czego ten slub w obecnych czasach? I po co?
Przeciez to zadna gwarancja, ze partner dzieki temu nie zmieni uczuc do partnerki.

53

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

przygladam sie temu watkowi juz od 2 dni, az wkoncu sama napisze cos
otoz bylam z facetem 8 lat ponad, od 2 lat go zostawialam poniewaz on nie chcial robic krokow do przodu, ale chial do mnie wracac wielce nawrocony ze on juz tego chce itd...ale tylko gadal tak, az wkoncu w tamtym roku nie bylam z nim 3 miesiace jakos, ale znow zabiegal, prosil, mowil ze chce juz meiszkac razem zenic sie, do nieczego nie zmuszalam go, sam podjal taka decyzje, wkoncu wiedzial czego ja oczekuje od zycia...mowil mi ze sie znow we mnei zakochal itd, i bylo to widac i czuc..ale teraz co??
jetem z nim w ciazy i mnie zostawil, dla dobra dziecka wg niego, bo nie mozeby sie dogadac, teraz to ja probowalam naprawiac to ale on ma to gdzies, totalnie sie wypiol, zaszlam w ciaze i nagle sie obudzil na to co mowilam mu wczesniej, ze patrzymy w innych kiedrunkach
kocham go, a on- powiedzial teraz "nie wiem czy cie kocham"
takze jakie wnioski?? ci faceci ktorzy chodza z dziewcyznami tyle lat itd nie chca nic zmieniac, po co?? jak maja wszytsko na talerzu podane, taka prawda niestety
jakies powazne decyzje uciekja, niedorosnieci chlopcy
takze kocur12 ciesz sie ze nie jestes w ciazy naprawde, bo ja uwazam ze jesli ktos sie zaczol zastanawiac czy kocha to znaczy ze juz nie kocha, bo co to za milosc, kocha sie za cos czy pomimo wszytsko?
twoj byly mowi ci ze keidys tam jakas bylas itd, on napewno tez nie byl idealny, sa rozne sytuacje w zyciu co sklaniaja nas do takich a nie innych zachowan i mozna zalowac tylko pozniej, ze sie nie myslao co sie robi

"dziewczyna sie domagala"?
mozna to nazywac jak sie chce, ale przychodzi czas kiedy kobieta by chiala miec dziecko, meza , dom itd...kazda by sie "domagala" jak to mowicie. Mysle ze domagala to za duze slowo. Kazda chcialaby wiedziec na czym stoi a nie brnac w zwiazku, gdzie ona chce zmian, malzenstwa, a jej facet dalej mysli o glupotach. Chcialaby wiedziec ze on chce spedzic zycie. Przezyc moment zareczyn i tego slubu. Milosc podobno nie ma granic, oboje powinno chciec tego samego, wiec czemu od tego slubu tak faceci w ostatnich latach uciekaja!! Bo co : obowiazki itd. Bezsensu.

54

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
gaba30 napisał/a:

A do czego ten slub w obecnych czasach? I po co?
Przeciez to zadna gwarancja, ze partner dzieki temu nie zmieni uczuc do partnerki.

Moja droga, bo ślub to nie tylko romantyczne bajdurzenie, to nie tylko dziecinne marzenia o białej sukni z welonem. Może jeszcze tego nie zauważyłaś, ale żyjemy w mniej więcej cywilizowanym kraju, który ma swoje prawa i ustawy prawne. Ślub to wspólnota majątkowa, ślub to wejście do rodziny, czyli pierwszeństwo w spadkach, uzyskiwaniu informacji o np. stanie zdrowia. Małżeństwo jest traktowane jak jedność przez prawo. Gdybyś miała jednego partnera przez nawet 50 lat w razie wypadku w szpitalu nie udzielili by Ci informacji na jego temat ponieważ nie jesteś z rodziny to samo w innych instytucjach. Małżeństwo to nie tylko mieszkanie ze sobą i rodzenie dzieci, to wielka odpowiedzialność za siebie, drugiego człowieka i wszystko to, co nas otacza.

55

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
Teo napisał/a:
gaba30 napisał/a:

A do czego ten slub w obecnych czasach? I po co?
Przeciez to zadna gwarancja, ze partner dzieki temu nie zmieni uczuc do partnerki.

Moja droga, bo ślub to nie tylko romantyczne bajdurzenie, to nie tylko dziecinne marzenia o białej sukni z welonem. Może jeszcze tego nie zauważyłaś, ale żyjemy w mniej więcej cywilizowanym kraju, który ma swoje prawa i ustawy prawne. Ślub to wspólnota majątkowa, ślub to wejście do rodziny, czyli pierwszeństwo w spadkach, uzyskiwaniu informacji o np. stanie zdrowia. Małżeństwo jest traktowane jak jedność przez prawo. Gdybyś miała jednego partnera przez nawet 50 lat w razie wypadku w szpitalu nie udzielili by Ci informacji na jego temat ponieważ nie jesteś z rodziny to samo w innych instytucjach. Małżeństwo to nie tylko mieszkanie ze sobą i rodzenie dzieci, to wielka odpowiedzialność za siebie, drugiego człowieka i wszystko to, co nas otacza.

Teo, na pewno jest dużo w tym racji, co piszesz.
Wiadomym jest , ze małżeństwo to coś więcej niż partnerstwo tudzież konkubinat.
Jeśli np obie osoby nie czują tego klimatu tj. chęci zawarcia związku to wcale nie musi oznaczać, ze się nie kochają.
Dodam, że sprawa spadku , sprawa informowania jest do przeskoczenia.
Albowiem, w praktyce owszem pytane są osoby kim są w przypadku udzielania informacji w szpitalu o stanie zdrowia, ale  podam przykład  z życia- mój narzeczony gdy mój Tato przebywał w szpitalu został zaraz po nas zapytany kim jest odpowiedział, ze zięciem ( nim nie będąc). Nie było tu żadnego problemu itd. Para może także udać się do notariusza i udzielić pełnomocnictwa notarialnego drugiej osobie.
A w przedmiocie spadków można spisać testament itd.
Te powyższe sprawy są poboczne.
Podstawowe pytanie czy para ma chęć czy jej nie ma. I podkreślam, to nie znaczy , że miłości nie ma. Nie każdego priorytetem jest małżeństwo.

Problem pojawia się wtedy, gdy jedna osoba chce a druga nie.

56

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(
graka napisał/a:

Para może także udać się do notariusza i udzielić pełnomocnictwa notarialnego drugiej osobie.
A w przedmiocie spadków można spisać testament itd.
Te powyższe sprawy są poboczne.

Noo można, ale czy nie łatwiej iść do urzędu stanu cywilnego i darować sobie całą biurokrację skoro decydujemy się na wspólne życie? Myślę, że to właśnie w tym tkwi problem, we wzięciu odpowiedzialności.

57

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Czy w Twoim związku się poprawił?

58

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

No właśnie Kocur jak teraz wygląda sytuacja u Ciebie? Wyprowadził się już, czy Ty to zrobiłaś, w ogóle rozmawialiście coś o waszej sytuacji?

59

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Aj laski nie pisałam, bo szkoda gadać. Nawet nie czytam tego co pisałam wcześniej- że zrobię to czy tamto. Jestem słaba. Bo łatwo powiedzieć. Ja w takiej sytuacji pewnie też doradzałabym koleżance- wyprowadź się itd. Ale nie potrafię podjąć takiej decyzji. Jedyne co potrafię zrobić to wyjechać na weekend, akurat mam wolne od uczelni i mogę odwiedzić rodziców. Może gdyby w domu było nieciekawie to byłoby łatwiej się wyprowadzić. A układa nam się całkiem fajnie... Jednego dnia myślałam że warto się wyprowadzić, a drugiego dnia stwierdziłam, że może jednak jak zostanę to się ułoży, że może to będzie lepsze rozwiązanie.
I mój brat trochę pomieszkiwał u nas w ciągu ostatniego 1,5 tygodnia, bo miał tu sprawy do załatwienia i głupio by było jakbym się wyniosła. Ale wiem, to tylko wymówka. Nie chcę spędzać świąt i nowego roku osobno.
Wiem, że tak czy inaczej za miesiąc będzie trzeba podjąć decyzję, bo ile można? Odkładam jak mogę... Ja trochę przygasłam, to na pewno. Staram się nie roztrząsać, nie myśleć o tym i dlatego nie zaglądałam na forum. Odezwę się za miesiąc, chyba że do tego czasu coś się wydarzy... sad

60

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Minął ten czas. Miałam napisać. Ale co?

Nic się nie zmieniło. Spędziliśmy miło (!) miesiąc i na tym koniec.

Czas na zmiany w moim życiu, ale nie mam na nie siły:( Przyszła pora na to o czym pisałyście już dawno-na przeprowadzkę. Jedyne co mam ochotę to płakać i uciec stąd w miejsce gdzie nikt mnie nie będzie pytał o przygotowania do ślubu, a potem a czemu odwołany itd.

61

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Kocur12, dostałaś bardzo dużo mądrych, dobrych rad. Szkoda, że nic z tym nie chcesz zrobić. A najgorsze już jest to, że wolisz się tak męczyć niż odważyć się uratować związek - bo jeśli odejdziesz, a on poczuje pustkę po Tobie, to wróci na pewno. Jest Ci bardzo ciężko, ale to nie koniec świata. Dla mnie końcem świata byłby ten moment, kiedy przyznał się, że nie wie czy chce ślubu. Ty już masz ten najgorszy moment za sobą. I teraz żyjecie tak, jakby nic się nie stało, udajecie, że dalej jesteście ze sobą superszczęśliwi - on się z tego bardzo cieszy, o to mu pewnie chodziło...
Jestem strasznie staroświecka, ale osobiście, właśnie o takie historie nie zamieszkam z partnerem przed ślubem (chyba, że jakieś tygodniowe wakacje), bo facet wtedy może stracić tą piękną wizję, którą jest dążenie do zamieszkania ze swoją ukochaną na dobre i na złe. Ma wszystko czego pragnął przed ślubem, więc na logikę - po co mu ten zniewalający ślub? Smutne, bo myślałam, że miłość poradzi sobie ze wszystkim, ale widać egoizm ją przerósł w tych czasach i nie wolno pozwolić sobie na zbyt dużo luzu w związku.

62

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

If dlatego właśnie napisałam, że czas na przeprowadzkę.

Wiem, że dziewczyny radziły mądrze. Ja na pewno radziłabym tak samo. Ale będąc w takiej sytuacji to nie takie proste.

Teraz potrzebuje tylko siły sad A siedzę w pracy i co chwilę mam oczy pełne łez:( Myślałam, że jak będzie fajnie to może jednak stwierdzi że nie chce tego stracić. Tak się nie stało. Szkoda mi go, bo nie wie czego chce. I szkoda mi siebie- bo naiwnie wierzyłam, że zawsze będziemy razem...

63

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

wyobrażam sobie jak się czujesz...ja również nie mam tych sił sad takie decyzję są najtrudniejsze w życiu ,gdy trzeba opuścić osobę którą kocha się nad życie,to nie jest proste dziewczyny i nie dziwcie jej się

64 Ostatnio edytowany przez mata hari (2012-01-05 22:57:25)

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Moge Ci napisac tyle co mi powiedzieli moi (rozwiedzeni) rodzice - 'jesli kiedys bedziesz miala jakiekolwiek watpliwosci przed slubem, to sobie odpusc, chocby w ostatniej chwili'. Siadz sobie na spokojnie i przemysl to wszystko, bo wiem, ze nie Ty masz watpliwosci, ale skoro ma druga osoba to i tak lepiej sie dobrze zastanowic czy nawet jesli teraz powie, ze wszystko ok, bierzemy slub, to pozniej znow nie bedzie sie zastanawial czy dobrze zrobil.

65

Odp: Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Mata hari myślę że wszystko zależy od tego jak poważne są te wątpliwości. Wiele moich koleżanek miało jakieś drobne przed ślubem (wiem, ze nie ma co porównywać tak krótkiego stażu z iluś letnim). Mi teraz też różne myśli chodzą po głowie- jakby nie patrzeć skrzywdził mnie. I ciągle krzywdzi.
Rozmawiałam dzisiaj z moją serdeczną koleżanką, która zna i mnie i jego i mówiła że nie powinnam się wyprowadzać sad Ale to rozwiązanie jak widać nic nie dało, więc nie ma sensu...

W pracy było mi ciężko. A potem przyjechałam do domu, chwilę porozmawialiśmy i jakoś tak od razu mi lepiej. A to tylko złudna nadzieja:( I te moje wahania- rozum mówi pakuj się, a serce chce zostać. Czemu to tak boli;((( Ale spakowałam się. Przynajmniej to co najważniejsze.

Nigdy bym nie przypuszczała, że takie coś będzie między nami. A jednak coś mu nie pasuje. Oczekuje czegoś więcej. i sam nie wie czego.

Posty [ 1 do 65 z 72 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Narzeczony nie wie "czy to jest TO" :(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026