Witajcie. Jestem tu po raz pierwszy. Postanowiłam napisać ponieważ już od dłuższego czasu gryzę się sama ze sobą. Chciałabym żebyście poprostu napisały co myślicie.
Jestem mężatką od 6 lat, w związku od 12. Nasze życie układało się różnie. Były wzloty i upadki., jak w każdym związku ale nie będę się o tym rozpisywać bo nie w tym rzecz.
Mój problem polega na tym że niby w naszym związku wszystko jest ok ale.... no właśnie...
Mój mąż stara się żeby mi i synowi niczego nie brakowało, doceniam to oczywiście.. Ale oboje pracujemy na dom itp. Martwi mnie jedna rzecz. Chodzi ciągle zmeczony, nigdy na nic nie ma ochoty, ale jak koledzy zadzwonia i powiedzą A.. idziemy na silownie, idziemy na trening , idzaiemy na piwo.... na to nie jest zmeczony.. Dodam ze nigdy mu tego nie zabranialam, bo wiem ze kazdy potrzebuje troche wlasnej przestrzeni.. Staram sie jak mogę, zeby byul zadowolony,zeby mu niczego nie brakowalo, staram sie zeby w lozku rowniez nie bylo monotonnie... i co mam z tego? jestem zmeczony, nie mam sily nie dzisiaj, przepraszam kochanie..." nie wymagam cudów od niego... Ale troszke zainteresowania mna by nie zaszkodzilo.. tak prawda po ciazy przytylam kilka kilogramow ale bez przesady... probowalam z nim rozmawiac, nie dotarlo, powiedzialam wprost jak chlopu tez bez skutku.. czesto mi powtarza ze bardzo mnie kocha... ale czy napewno??? same słowa troche malo...
zaczynam podejrzewac ze on chyba kogos poznał.. a moze to ja mam jakies dziwne wymagania??? moze to ja przesadzam?? juz sama niewiem co ja mam myslec.????????