Wśród tej otoczki zakochanych par szykujących się do jakże cudownego planowania ślubu ,postanowiłam wybić się poza szereg i uświadomić ślepo zakochanych ,że mój powyższy temat jest zgodny z rzeczywistością.....
Co prawda ja już jestem po ślubie, niecałe trzy lata ,ale wiem o czym chcę napisać.
Z moim mężem poznaliśmy się na wakacjach. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Był szaleńczo we mnie zakochany- ja również. Po 3 latach związku oświadczył mi się ( zrobił to nie byle gdzie i naprawdę z wielką pompą). Zależało mu na mnie.
Teraz mąż jest innym człowiekiem- to nie jest ten sam kochany miś co kiedyś tylko podły psychopata.
Wyzywanie, poniżanie, podłe żarty pod moim adresem- to moja codzienność. Najgorsze jest to,że ja nie mogę w to uwierzyć, że z zakochanego po uszy misia zamienił się w takiego chama bez ogłady. Nie raz zdarzyło mi się nosić siniaki po mężu. Przeżywam gehennę mieszkając z nim pod jednym dachem. I te ciągłe jego teksty- np. ,, wiele błędów młodości popełniłem i nasze małżeństwo się do nich zalicza" albo ,,gdyby nie dziecko to bym z tobą ślubu na pewno nie wziął". Pewnie ktoś napiszę zaraz że mam za swoje ale ciąża była naszą wspólną i świadomą decyzją, nie żadną wpadką. Nie chcę się rozpisywać ale znam conajmniej 8 par którym małżeństwo zniszczyło miłość. Jednym słowem tragedia.....
I tutaj stawiam pytanie- Co jest z tym papierkiem ,że tak zmienia mężczyzn na gorsze jak za dotknięciem różdżki? Czy to jest w pewnym sensie fatum? Po co brać ślub skoro zaraz będzie się brało rozwód?
Drodzy Użytkownicy jakie jest Wasze zdanie na ww temat?