netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Czy można to nazwać "rodziną"?

15 odpowiedzi4 570 wyświetleńzałożony przez Agnieszka24l, 14.11.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy można to nazwać "rodziną"?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1 Ostatnio edytowany przez Agnieszka24l (2011-11-14 03:37:00)

Temat: Czy można to nazwać "rodziną"?

Witam...
Mam 24 lata... Pisze to ze łzami w oczach... Jestem z mężczyzną 3 lata... Rok chodziliśmy ze sobą, później zaszłam w ciąże, a następnie urodziłam syna. W ciąży mój facet traktował mnie fatalnie... co chwile wychodził, nie potrafił się oświadczyć, okłamywał mnie, a gdy urodziłam syna było jeszcze gorzej... A byłam z Nim tylko dlatego, że łudziłam się, że będzie lepiej... że wkońcu dojrzeje, że się zmieni (jest w moim wieku)... ale było coraz gorzej. Najważniejsi byli dla Niego rodzice i koledzy. Wystarczył tylko jeden telefon i leciał... Bo zawsze była wymówka, żeby z Nami nie pobyć... bo to "musi coś załatwic", bo sobie przypomniał, że gdzieś musi jechać... a to rodzice zadzwonią, żeby gdzieś jechał, coś przewiózł, zawiózł.. Zawsze było coś ważniejszego ode mnie i od Syna. Syna miał tylko na popis przed kolegami, nagrywał filmiki na telefonie i chwalił się, a gdy trzeba było Go nakarmić to się zawijał mówiąc, że nie ma czasu.Wynajęliśmy mieszkanie rok temu-dzisiaj je opuściliśmy (zmusiła nas sytułacja finansowa). Ja wróciłam do Mamy, on do swoich rodziców. Mi było bardzo przykro, po nim nie było widać zadnych emocji... zreszta zawsze taki był.  Niby się nie rozstaliśmy, ale on potraktował mnie naprawde przykro. Zadzwoniłam i zaproponowałam, że może posiedzimy na pustym mieszkaniu godzinkę, napijemy się naszej ulubionej wiśniówki z colą (jutro zdajemy klucze z wynajmowanego mieszkania) i powspominamy... powiedział, że jest zmęczony... A że zostało nam tam kilka rzeczy to pomyslałam, że pojadę tam je zabrać. Tak akurat wyszło, że mój facet pojechał tam z kolegą i zabrałam się razem z nimi... Weszliśmy na mieszkanie, po czym mój facet do mnie mówi: "my się już zwijamy, a Ty?"-zrobiło mi się tak strasznie przykro... potraktował mnie jak rzep na ogonie... nie pomyslał, że bede wracac sama tak pozno w nocy. Zrobiło mi sie tak strasznie przykro, że łzy mi poleciały... jak mógl tak potraktowac matke swojego dziecka? gorzej jak kolezanke... Podobno był strasznie zmeczony i chciał jechac do domu a nie na wynajmowane mieszkanie (ostatnia noc), po czym sie okazało, że śpi na wynajmowanym mieszkaniu... zadzwoniłam i powiedziałam: "to może wpadne do Ciebie" a on: "jak chceeesz"... zamyśliłam sie i poczułam ze chyba nie jestem mile widziana, facetowi ktoremu zalezy tak nie mowi swojej kobiecie... wiec odpowiedziałam na to "jak chcesz"...-.."a to nie"... a on mi na to "PA"... straszna olewka...
A tak w ogóle to co sadzicie o tej sytułacji? Dodam jeszcze, że w lipcu znalazłam smsa w jego telefonie takiej treści: "Wszyscy mamy rodziny, ale to co robimy jest tylko miedzy nami" co byście sobie pomyślały?
Ja głupia baba siedze w domu, wychowywuje dziecko, gotuje mu obiad i piore brudne gacie a ten leci na boki...
Mieszkam teraz u Mamy... Czy powinnam nadal pokładać nadzieje, że ten facet się zmieni, czy ta przeprowadzka powinna byc dla mnie nowym rozdziałem w życiu?...

2

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

Ogolnie to po przecztytaniu tego posta powiem Ci ze na pewno nie jest Ciebie wart.
Nieststy ale człowiek to takie ?glupie stworzenie? ze docenia to co miał dopiero jak to straci.
Z tego smsa trudno jednoznacznie wywnioskowac czy Cie zdradza, choc oczywiście można to i w ten sposób odczytac.
Z jednej strony nie powinnas się za nim oglądać, dzwonic itd. Ale z drugiej jest tez dziecko które jak zwykle w takiej sytuacje najwięcej traci.
Ty wiesz dokladnie jak jest miedzy wami i czy powinnas zaczac nowy rozdzial zycia.
Na pweno nie jest to latwa decyzja.  Może najpierw go ignoruj. Zobacz czy się zmieni czy zacznie mu zależeć.

3

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

A mnie zastanawia jedna kwestia- czy on tego dziecka chciał? Bo jeśli to była wpadka to nie dziwi mnie jego zachowanie. Z tego co opisujesz, on zdecydowanie nie dorósł to roli ojca, nie był na to gotowy- ciekawi mnie, ile ma lat? Na Twoim miejscu nie wiązałabym z tym chłopakiem żadnych większych planów- po jego zachowaniu widać, że ma Twoją osobę w głębokim poważaniu. Wystąp o alimenty i zacznij układać swoje życie na nowo.

4

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?
busiu napisał/a:

A mnie zastanawia jedna kwestia- czy on tego dziecka chciał? Bo jeśli to była wpadka to nie dziwi mnie jego zachowanie. Z tego co opisujesz, on zdecydowanie nie dorósł to roli ojca, nie był na to gotowy- ciekawi mnie, ile ma lat? Na Twoim miejscu nie wiązałabym z tym chłopakiem żadnych większych planów- po jego zachowaniu widać, że ma Twoją osobę w głębokim poważaniu. Wystąp o alimenty i zacznij układać swoje życie na nowo.

Zgadzam się całkowicie ze zdaniem busiu.
21 lat to rzadko wiek odpowiedni do ojcostwa. Twojemu chłopakowi jeszcze daleko do dojrzałości i odpowiedzialności rodzicielskiej. Zacznij żyć swoim życiem, szkoda byś marnowała czas na czekanie aż ON coś zrozumie i dorośnie.
Gdy to się stanie, to niechybnie zauważysz - bo będzie do Was tęsknił.
Przed Tobą wielkie wyzwania - zapewnić byt i warunki dziecku (alimenty), może również czas na pomyślenie o swoim rozwoju - jakieś dokształcanie? Powodzenia

5

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

Popieram powyższe wpisy. Weź się w garść Dziewczyno i nie myśl o tym niedojrzałym facecie. Szkoda życia. Masz je całe przed sobą - na pewno spotkasz kogoś, kto otoczy Was opieką i stworzycie szczęśliwą rodzinę. Z tamtym gościem na to nie ma szans, wybacz. Nie dojrzał do dorosłości i odpowiedzialności. Wielka szkoda, że dojrzał do płodzenia...
A tak na marginesie - zawsze mnie to dziwi, że można być ojcem, a jednocześnie takim gnojkiem względem dziecka i kobiety...
Nigdy tego nie zrozumiem,

6

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

To co napisałaś  jest naprawdę przykre..
Ja nie wyobrażam sobie byc z kimś i takim i łudzić się że będzie lepiej.Myślę ze nie będzie,będzie gorzej.Tylko czy ty tego chcesz?
Facet nie dorósł myślę do roli ani ojca ani męża.Zero odpowiedzialności.Poza tym ten sms(???).Nie był normalny,wiem coś o tym big_smile

7

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

popieram poprzedników mojej wypowiedzi
a na pytanie autorki postu odpowiadam:
to nie jest normalna rodzina
powodzenia kochana

8

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?
Agnieszka24l napisał/a:

Witam...
Mam 24 lata... Pisze to ze łzami w oczach... Jestem z mężczyzną 3 lata... Rok chodziliśmy ze sobą, później zaszłam w ciąże, a następnie urodziłam syna. W ciąży mój facet traktował mnie fatalnie... co chwile wychodził, nie potrafił się oświadczyć, okłamywał mnie, a gdy urodziłam syna było jeszcze gorzej... A byłam z Nim tylko dlatego, że łudziłam się, że będzie lepiej... że wkońcu dojrzeje, że się zmieni (jest w moim wieku)... ale było coraz gorzej. Najważniejsi byli dla Niego rodzice i koledzy. Wystarczył tylko jeden telefon i leciał... Bo zawsze była wymówka, żeby z Nami nie pobyć... bo to "musi coś załatwic", bo sobie przypomniał, że gdzieś musi jechać... a to rodzice zadzwonią, żeby gdzieś jechał, coś przewiózł, zawiózł.. Zawsze było coś ważniejszego ode mnie i od Syna. Syna miał tylko na popis przed kolegami, nagrywał filmiki na telefonie i chwalił się, a gdy trzeba było Go nakarmić to się zawijał mówiąc, że nie ma czasu.Wynajęliśmy mieszkanie rok temu-dzisiaj je opuściliśmy (zmusiła nas sytułacja finansowa). Ja wróciłam do Mamy, on do swoich rodziców. Mi było bardzo przykro, po nim nie było widać zadnych emocji... zreszta zawsze taki był.  Niby się nie rozstaliśmy, ale on potraktował mnie naprawde przykro. Zadzwoniłam i zaproponowałam, że może posiedzimy na pustym mieszkaniu godzinkę, napijemy się naszej ulubionej wiśniówki z colą (jutro zdajemy klucze z wynajmowanego mieszkania) i powspominamy... powiedział, że jest zmęczony... A że zostało nam tam kilka rzeczy to pomyslałam, że pojadę tam je zabrać. Tak akurat wyszło, że mój facet pojechał tam z kolegą i zabrałam się razem z nimi... Weszliśmy na mieszkanie, po czym mój facet do mnie mówi: "my się już zwijamy, a Ty?"-zrobiło mi się tak strasznie przykro... potraktował mnie jak rzep na ogonie... nie pomyslał, że bede wracac sama tak pozno w nocy. Zrobiło mi sie tak strasznie przykro, że łzy mi poleciały... jak mógl tak potraktowac matke swojego dziecka? gorzej jak kolezanke... Podobno był strasznie zmeczony i chciał jechac do domu a nie na wynajmowane mieszkanie (ostatnia noc), po czym sie okazało, że śpi na wynajmowanym mieszkaniu... zadzwoniłam i powiedziałam: "to może wpadne do Ciebie" a on: "jak chceeesz"... zamyśliłam sie i poczułam ze chyba nie jestem mile widziana, facetowi ktoremu zalezy tak nie mowi swojej kobiecie... wiec odpowiedziałam na to "jak chcesz"...-.."a to nie"... a on mi na to "PA"... straszna olewka...
A tak w ogóle to co sadzicie o tej sytułacji? Dodam jeszcze, że w lipcu znalazłam smsa w jego telefonie takiej treści: "Wszyscy mamy rodziny, ale to co robimy jest tylko miedzy nami" co byście sobie pomyślały?
Ja głupia baba siedze w domu, wychowywuje dziecko, gotuje mu obiad i piore brudne gacie a ten leci na boki...
Mieszkam teraz u Mamy... Czy powinnam nadal pokładać nadzieje, że ten facet się zmieni, czy ta przeprowadzka powinna byc dla mnie nowym rozdziałem w życiu?...

Dziewczyno Ty nie licz na to że on się zmieni! Przeczytaj mój post - jesteś w bardzo dobrej sytuacji ,że jesteś z mamą- ja teraz wyczekuję na przyjazd taty żeby mnie zabrał do mojego domu! Ja na Twoim miejscu bym się cieszyła,że jestem z mamą pod jednym dachem, naprawdę. On nie jest wart Ciebie i dziecka! Nie wracaj do niego bo jemu na was nie zależy- to gnojek my ślący tylko o sobie. Ty i dziecko go nie obchodzicie- jak do niego wrócisz to będzie jeszcze gorzej. Przestań być naiwna! Ja już zrozumiałam,że nie warto tracić czasu dla takiego gnoja jak mój mąż i Tobie radzę to samo- nie wracaj do tego gnoja.

9

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

Bardzo dziękuje za odpowiedzi... Utwierdziłyście mnie Drogie Dziewczyny w przekonaniu że faktycznie jest z niego kawał drania... Dzisiaj mijają 2 dni odkąd nie mieszkamy razem-dzwoni raz dziennie (o ile w ogóle), wczoraj podjechał na niecałą godzinę podrzucić mi reszte rzeczy... W dodatku dziecko jest chore i z jego strony zero zainteresowania. Szkoda, że facetów dopiero sie poznaje, gdy przychodzą nowe obowiązki i wtedy wychodzi jak można na nich liczyć. Strasznie mi przykro... Jeszcze raz dziękuje

10

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?
Agnieszka24l napisał/a:

Bardzo dziękuje za odpowiedzi... Utwierdziłyście mnie Drogie Dziewczyny w przekonaniu że faktycznie jest z niego kawał drania... Dzisiaj mijają 2 dni odkąd nie mieszkamy razem-dzwoni raz dziennie (o ile w ogóle), wczoraj podjechał na niecałą godzinę podrzucić mi reszte rzeczy... W dodatku dziecko jest chore i z jego strony zero zainteresowania. Szkoda, że facetów dopiero sie poznaje, gdy przychodzą nowe obowiązki i wtedy wychodzi jak można na nich liczyć. Strasznie mi przykro... Jeszcze raz dziękuje

To nie oznacza waszego końca.
Bądź mądra, pomyśl czego chcesz Ty , skup się na tym co jest ważne dla Ciebie , co potrzebne dziecku .
Zachował się jak świnia jednak jeśli dasz mu odczuć ,że dasz sobie radę bez niego , a on nic z tym nie zrobi , nieodczuje straty to wtedy jak najbardziej odpuść .
Na dzień dzisiejszy nie rób nic , nie dzwoń do niego , nie pisz , o nic nie proś nawet jeśli będziesz miała parcie na tel jeśli dziecku będzie czego czegokolwiek brakować , choć będąc u mamy pewnie zadba , aby tak nie było , Zaciśnij zęby i przetrzymaj drania.
Pewnie myli ,że już Was ma , bo jesteście jego jednak jeśli odczuje , żę nie jesteście jego własnością , może się zastnowi.
Bądź cierpliwa i. a przedewszystkim k o n s e k w e n t n a

Powodzenia

11

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

Jeśli ten "facet" jest Twoim mężem - wystąp o rozwód i się od takiego ... uwolnij. Serio! Na takim czymś Twój świat się nie kończy. Spotkasz wielu wspaniałych facetów, którzy zechcą wraz z Wami stworzyć szczęśliwą rodzinę. Może nie jestem "wspaniały", ale też do takich facetów należę...
Powodzenia!

12

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

Nie, na szczęscie nie jest moim mężem... Dziękuje, ale ciągle wydaje mi się, że moje życie jest już na przegranej pozycji i nigdy nie zaznam szczęścia... zreszta... nie wiem, czy facet spojrzy na kobiete z dzieckiem...

13

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

straszne to ale prawdziwe ,że dzieci w takim  wieku biora sie za rozporki ,a pozniej nie potrafią stawić czoła codziennym problemom ani konsekwencjom swojej woli.
współczuje głeboko,że uległaś tak przyziemnym emocjom i cos mi mówi ,że własnie po  głebszym łyku wspomnianej wiśniówki z colą.

chcąc zrehabilitować sie sama przed soba i ponieść konsekwencje  owej decyzji-wstań i zacznij żyć na nowo-bez  balastru w postaci twojego  eksa.bo i po co brac sobie  na głowę jeszcze jedno dziecko?prawda?

14

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?
Agnieszka24l napisał/a:

Nie, na szczęscie nie jest moim mężem... Dziękuje, ale ciągle wydaje mi się, że moje życie jest już na przegranej pozycji i nigdy nie zaznam szczęścia... zreszta... nie wiem, czy facet spojrzy na kobiete z dzieckiem...

Zapewniam Cie, ze sa na naszej planecie normalni faceci, ktorym dziecko ukochanej kobiety nie przeszkadza. Ja jestem tego przykladem, nie jestem tak mlodziutka jak ty, bo cale 9 lat starsza i znalazlam super cieplego faceta, ktory mnie wspiera i ma dobry kontakt z moim malym skarbem. Uszy do gory! Najpierw musisz sie troche ogarnac, wystap o alimenty koniecznie.

15

Odp: Czy można to nazwać "rodziną"?

Witam wszystkich!
Mam 25 lat. Opisywałam już kiedyś tutaj swoją sytuacje na forum... Ojciec mojego dziecka (25lat) nie dorósł do roli ojca a tym bardziej partnera do życia i do zakładania jakiejkolwiek rodziny. Byliśmy ze sobą 2 lata zanim zaszłam w ciąże, wydawało mi się, że jest wyjątkowy, że jest taki odpowiedzialny i poukładany. Zaszłam w ciąże świadomie (tak strasznie pragnął mieć syna, zawsze powtarzał, że tak bardzo mnie kocha, że chciałby być ze mną do grobowej deski) no i wtedy wszystko się zmieniło. Olewał mnie (bo już nie byłam dziewczyną na wyjścia towarzyskie), cały czas mnie okłamywał i co najważniejsze nigdy nie miał dla mnie czasu. Przepłakałam w samotności całą ciąże gdyby nie rodzina to pewnie by mnie juz na tym swiecie nie było, miałam wielką depresję. Myślałam, że to się zmieni gdy urodzę dziecko gdyż sama wychowałam się bez ojca bo zmarł gdy byłam mała i nie chciałam swojemu dziecku też tego zabierać. Niestety gdy urodziłam syna było już tylko gorzej-rodzice, koledzy, imprezy i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności. Wracał po nocach podczas gdy ja byłam sama z niemowlęciem w domu. Gdy wychodził gdzieś to zawsze mówił: "o co Ci chodzi?" albo: "no co? przeciez mi sie tez cos od zycia należy". Znosiłam to kolejny rok... i jeszcze znalazłam w jego telefonie sms od koleżanki o treści: "wszyscy mamy rodziny ale to co robimy jest tylko między nami, jeśli chcesz zebym skasował twoj nr to ok"... chciałam się już wtedy wyprowadzić ale jakoś mnie przekonał, że sie zmieni, że bedzie inaczej... łudziłam sie poraz kolejny... aż w końcu się ogarnęłam i doszło do tego, że w końcu sie wyprowadziłam z synem (miał dokładnie 11 miesięcy) do mojej Mamy. Pomógł mi w przeprowadzce, ale tylko na zasadzie "podrzucenia rzeczy" nie pomogł mi tego nawet uporządkować a przy dziecku rzeczy jest mnóstwo a mieszkanie tak malutkie, że przez pewien czas ciężko było przejść z jednego miejsca do drugiego. Nie odzywał się wtedy do Nas tydzień już nie mówiąc o tym, że nie miałam na podstawowe środki do życia bo twierdził, że nie ma pieniędzy... Moja mama mi i mojemu synkowi pomogła finansowo. Po miesiącu mieszkania u Mamy zapytałam po raz kolejny kiedy da mi jakieś pieniądze na dziecko to powiedział, że "z autem musi zrobić i nie posiada drukarni do drukowania pieniędzy"
po czym na drugi dzień przychodzi w nowej firmowej bluzie, nowych butach nike, spodniach a na sobie wylane perfumy markowe. Poczułam się fatalnie... jak dziad... (nie miałam na swoje potrzeby ani na dziecka) musiałam kombinować pieniądze na mleko dla dziecka a ten poczuł wolność i zaczął się lansować. Ojciec dziecka dzwonił do mnie raz na kilka dni, a odwiedzał syna raz na tydzień albo i raz na 2 tygodnie...  odwiedziny trwały 10 min a maxymalnie lekko ponad godzinę. Bardzo długo walczyłam o tą rodzinę (ponad 2 lata) i myślałam, że wyprowadzka do Mamy czegoś go nauczy, ale było jeszcze gorzej... Miesiąc temu nie wytrzymałam i zdobyłam się na to aby wnieść sprawe o alimenty. Gdy dostał pismo ze sądu poczuł się bardzo urażony a wręcz mi groził, że jeżeli tego nie wycofam to napisze odwołanie i zrobi wszystko by mogł sobie dziecko zabierać do siebie do domu (na złość mi, bo wcale mu na tym dziecku nie zależy gdyż się nim w ogole nie interesuje). Nie chce na to pozwolić bo on nie interesuje sie synem swoim od urodzenia, przypomina sobie o nim raz na jakiś czas i myśli ze ojcostwo na tym polega. Długo walczyłam o tą rodzinę, ale on szybko sobie odpuścił.... 1,5 miesiąca temu dowiedziałam się, że ma nową kobietę, gdy zapytałam go czy to prawda wypierał się...aż w końcu powiedział że to prawda, ale dodał też że "oco Ci chodzi? przeciez nie jesteśmy razem, JA JUŻ MAM SWOJE ŻYCIE". Nie zabolało mnie to aż tak bardzo ponieważ bardzo dużo wycierpiałam przez tego człowieka a moje łzy już się skończyły. Spodziewałam się tego... ale nie sądziłam, że jest takim gnojem. Spłodził dziecko, które też pragnął mieć, dziadostwo mi zrobił i zostawił mnie bez środków do życia i powie mi teraz, że on ma swoje zycie i nic mi do tego?? Ja nie mam swojego życia bo moje życie opiera się od rana do wieczora na tym samym, a on uciekł od odpowiedzialności i tak mu jest wygodnie... Jest wolny może robić co chce, ja musze kombinować żeby do sklepu wyjść...
Za tydzień mam rozprawę o alimenty. On w dalszym ciągu nie interesuje sie synem, nie łoży na niego ani też nie bierze udziału w jego wychowaniu. Nie interesuje go to, że nie mamy za co żyć. Obiecuje, że przyjedzie a nie przyjeżdza, nie odzywa się po kilka, kilkanaście dni , a jak już przyjeżdza to spóźniony po kilka godzin. Nigdy mu nie ograniczałam wizyt u dziecka, wprost przeciwnie, za to moja rodzina i znajomi są w ogóle zdziwieni, że go do domu wpuszczam i z nim rozmawiam po tym wszystkim co mi/nam zrobił. Mój synek ma obecnie 14 miesięcy, jest jeszcze mały i nie chce żeby miał takiego ojca jakim on jest, zresztą trudno to w ogóle nazwać ojcem... że będzie dziecku robił nadzieje, że przyjdzie a się wystawi albo znowu będzie coś ważniejszego. Nie chce też by moje dziecko miało kontakt z jego nową "przyjaciółką" Każdy jego telefon doprowadza mnie do szału, zrobiłam się nerwowa... wszystko jest na mojej głowie , a ten sie "wypieprzy na boku" i dopiero ew. zadzwoni i zapyta czy w ogole żyjemy. On nawet nie wie co dziecko je ani czy dziecko już chodzi. On w sądzie będzie walczył oto by go zabierać do siebie do domu na widzenia, a ja tego nie chce bo się boje... jest nieodpowiedzialny, nie uczestniczył od początku w wychowaniu dziecka, dziecko go nie zna, nie jest do niego przywiązane, wiem, że on to robi mi to po złości a nie z miłości do własnego dziecka bo jakby go kochał to by go odwiedzał... Dodam jeszcze, że jego rodzice widzieli moje dziecko a ich wnuka 3 razy w życiu bo też nie wyrażają takiej chęci dlatego nie chce żeby go zabierał. Chciałabym żeby ten człowiek zniknął z mojego życia ale jak ja mam to zrobić? Jestem psychicznie wykończona... Chciałabym zaznać w końcu spokój... Ja i mój synek... Boje się bardzo tej rozprawy... Jest mi strasznie przykro...

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy można to nazwać "rodziną"?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026