netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy koniec zawsze jest początkiem?

5 odpowiedzi3 357 wyświetleńzałożony przez daldriada, 08.11.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy koniec zawsze jest początkiem?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Czy koniec zawsze jest początkiem?

Cześć,

dziś zarejestrowałam się na forum, bo od kilku tygodni czytam je prawie codziennie. Chociaż minęło już sporo czasu, to nadal nie radze sobie z rozstaniem z mężczyzną. Moi znajomi uważają, że jestem "twardzielem" i nie chcą, żebym marudziła, a ja ciągle czuję, że potrzebuję wypłakać i komuś pomarudzić. I wygląda na to, że nie mam komu.

Teoretycznie wszystko jest ok i teoretycznie jesteśmy przyjaciółmi, już po rozstaniu popełniłam (i ja, i on kilka błędów). Jestem zmęczona i mam tego dość. Mam dość udawania, że jest ok, że jestem silna.

Byliśmy razem 4 lata. Mniej więcej, bo raz, w bardzo wstępnej fazie związku się rozstaliśmy, jeśli by tego nie było, to wyszłoby nam ponad 4 lata. Od 3 lat mieszkamy razem. Sporo osób uważało, i nie omieszkało mi o tym teraz powiedzieć, że "przecież byliście taką świetną parą, taką wielką miłością". Takie komentarze bolą jeszcze bardziej.
Rozstaliśmy się 2 miesiące temu, on zerwał. Już mnie nie kocha, zmieniliśmy się oboje. Sądzę, że nikt nie jest winny, a z rozstaniem to też dłuższa historia. To rozstanie 2 miesiące temu było definitywne. Tu popełniliśmy oboje wielki błąd. Nie wyprowadziliśmy się od siebie od razu. Przez ostatnie dwa miesiące było dziwnie. Umówiliśmy się, że musimy wyhamować nasz związek i dwa miesiące temu to wydawało się mieć sens. Kolejny fatalny pomysł był taki, że pojechaliśmy razem na wakacje, wykupione przed zerwaniem, miesiąc temu. Na tydzień. Żadnych powrotów ani seksu nie było, byliśmy tylko znajomymi. W międzyczasie on spotkał się ze swoja przyjaciółką sprzed lat. Nie wiedział się z nią przez ostatnie 5 lat. I 3 tygodnie po naszym zerwaniu zaczął z nią można powiedzieć, że być. Może spotykać się to lepsze słowo.

Teraz ja się wyprowadzam i ta wyprowadzka ze wspólnego mieszkania rozbiła mnie bardziej niż wszystko dotychczas. Ostatni miesiąc, po wakacjach, na których nic się nie wydarzyło, był bardzo dziwny. On mnie kilka razy wystawił, robi co innego niż mówi. Wiem, że też jest zmęczony tym wszystkim, ale mam wrażenie, że udowadnia mi, że nic dla niego nasze wspólne lata nie znaczyły. A wiem, że tak nie było. Mam wrażenie, że nie pamięta niczego dobrego. Ja jestem dla niego złośliwa. Uważam, że robi ze sobą coś dziwnego, że ciągle imprezuje, a nie jest już studenciakiem.

Przy tym wszystkim, wyprowadzając się, mam wrażenie, że on się wygodnie ustawił, a ja nie mam nic. A ciągle mam nadzieję, że będziemy jeszcze przyjaciółmi, że nie zerwie nam się kontakt. Nie ukrywam, że zdjęta z zastępczej półki koleżanka z liceum mnie irytuje.

Najgorsze, że nie mam z kim o tym pogadać. Najnormalniej tak, żeby ktoś wysłuchał i trochę pocieszył. Smutno i jakoś tak... samotnie. Czuję się strasznie sama.  A od byłego czuję, że teraz muszę się odciąć, a z drugiej strony jakoś tak... nie chcę. Sama już nie wiem.

2

Odp: Czy koniec zawsze jest początkiem?

Każde rozstanie jest trudne. Jesteś jeszcze w tej dobrej sytuacji że nie masz ślubu, dzieci. Takie doświadczenia życiowe pozwalają na inny pogląd naszych potrzeb, błędów. Jesteś ciepłą osobą która odnajdzie swoją połówkę - bo ta nie była ci pisana. Nie załamuj się, poszalej, jesteś wolna, niezależna. Z czasem zapomnisz i podziękujesz losowi że tak się to wszystko potoczyło. Trzymaj się cieplutko i nie daj się..........

3

Odp: Czy koniec zawsze jest początkiem?

Witaj !
Sytuacja rzeczywiście dość dziwna. Wspólny wyjazd po rozstaniu pewnie jeszcze bardziej Cię przybił. Mieszkanie pod jednym dachem z człowiekiem który wydawał Ci się tym jednym, jedynym nie sprzyja leczeniu złamanego serca.

Moja historia też jest nieco dziwna. Byłam w związku w zasadzie 4 lata. Początek był cudowny, po dwóch latach poczułam się wypalona, rozbita znudzona, ale w żaden sposób nie potrafiłam przerwać tego związku. Były rozmowy, płacz, obietnice. Wytrwałam kolejny rok. Jednak w końcu moje nerwy były tak poszarpane, że postanowiłam zerwać. Muszę zaznaczyć w tym miejscu, że ja czułam że go nadal kocham, ale nie widziałam żadnych dalszych perspektyw tego związku - toksycznego jakby nie było. Rozstaliśmy się spokojnie bez nerwów - taka kolej rzeczy. Po dwóch tygodniach zaczęłam żałować, rozpaczać, nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca, czułam się pusta w środku. Nie miałam z nim praktycznie żadnego kontaktu, wspólni znajomi owszem byli ale okazało się że naraz są bardziej jego znajomymi niż moimi. To zwiększyło moją rozpacz, czułam się opuszczona, samotna, wypalona. Pocztą pantoflową dowiedziałam się, że on się z kimś spotyka, to było chyba niespełna miesiąc po naszym rozstaniu. Pękło coś we mnie miałam wrażenie że cały świat zawalił mi się na głowę. W tedy pojawił się pierwszy przełom, zbiegło się to ze zmianą pracy. Nowi ludzie nowe wyzwania. Pozytywnie.

Powolutku stawałam na nogi. Wtedy to mój "ukochany" przypomniał sobie o mnie (minęło chyba ze 3 -4 miesiące od rozstania). Zaczął rozpaczać, prosić błagać bym do niego wróciła. Mówił, że jego świat beze mnie nie jest nic wart i takie tam. Miałam satysfakcję w jakiś sposób. Kategorycznie odmówiłam, zerwałam kontakt. Ale on drążył i to bardzo uporczywie. Miałam wrażenie, że rzeczywiście trochę się zmienił. Po bardzo długich rozmowach, namowach - uległam. Na początku było wspaniale, przez miesiąc czy dwa. Zmienił się ale na chwilę. Bywały chwile lepsze i gorsze. Gdy to wszystko teraz do mnie wraca nie mogę uwierzyć, że postępowałam tak a nie inaczej. Mijały miesiące, plany aby wspólnie zamieszkać jakoś zaczęły schodzić na dalszy plan. Byliśmy jakby obok siebie a nie z sobą. Teraz dopiero uświadamiam sobie jak bardzo kurczowo trzymałam się mojej decyzji o powrocie do niego. Myślałam sobie: "skoro raz podjęłaś decyzję o powrocie musisz się tego trzymać!" Z dnia na dzień coraz bardziej się wypalałam, byłam nie miła, złośliwa, opryskliwa i strasznie wybuchowa.

Tym razem on nie wytrzymał napięcia, po roku od naszego powrotu, powiedział mi, że mnie nie kocha, że się zmieniłam, nie jestem radosna, nie ma we mnie zapału. Miał rację, tylko nie zadawał sobie sprawy (zresztą ja też), że tego wszystkiego źródłem jest nasz związek. Przyjęłam to z ogromną rozpaczą, bo ja ciągle miałam wrażenie że go kocham, że to ten jedyny. Umartwiałam się równo tydzień. Płakałam ciągle i wszędzie, wspominałam wszystko co było i czułam taką nie przeniknioną pustkę.
Dziś już wiem, że ja już w tedy go nie kochałam. Zwyczajnie myliłam pojęcie kochania z przyzwyczajeniem i przywiązaniem. Po tym czasie rozpaczy, bardzo szybko stanęłam na nogi. 
Skupiłam się na sobie. Postanowiłam nie płakać nad rozlanym mlekiem, ciepło wspominać te piękne chwile które z nim przeżyłam, a zapomnieć o tych nieprzyjemnych. Nie chce trzymać w sobie żalu, bądź nienawiści. To negatywne uczucia które niszczą nas od wewnątrz. Jest mi łatwiej bo zrozumiałam, że go nie kocham. W tej chwili jestem mu nawet wdzięczna, że podjął tą decyzje za nas oboje.

Czy koniec zawsze jest początkiem?
Myślę, że tak. I nie mam tu na myśli nowego związku. Pamiętaj, że dookoła są inni ludzie ciekawi, pełni życia i świeżości. Wyjdź im na przeciw. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy jak dużo ludzi dookoła jest Ci życzliwych. Odkop stare znajomości, wyciągnij kolegę z pracy na nie zobowiązujące piwo. Naucz się czegoś nowego, zdobądź nowe hobby. Wykorzystaj ten czas maksymalnie na siebie. Zajrzyj w siebie, może jest coś o czym zawsze marzyłaś, a coś cię blokowało? Postaw wszystko na jedną kartę i zrób to! Żyj chwilą, zapełniaj sobie cały wolny czas nowymi bodźcami. I przede wszystkim, na pewno na początku postaraj się ograniczyć kontakty z byłym do minimum. Będzie Ci łatwiej przez to przejść.
A jeśli chodzi o znajomych którzy mówią Ci, że masz być twarda to postaw się im. Powiedz, że masz tego dość, że potrzebujesz się uzewnętrznić, nie chcesz kryć się ze łzami. Płacz, krzycz, rób wszystko co uwolni z Ciebie negatywne emocje. Musisz przejść ten etap, żeby móc się w jakiś sposób "oczyścić". 

Życzę Ci abyś szybo się pozbierała, zamknęła ten rozdział życia i zaczęła żyć na nowo.
Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale chciałam abyś wiedziała, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Głowa do góry i powodzenia smile

4

Odp: Czy koniec zawsze jest początkiem?

Nie masz za co przepraszać, że się rozpisałaś, chyba tego potrzebuję. Takie historie motywują. Właściwie to pod zdaniem o tym, że nie byłaś ze swoim byłym radosna, mogłabym się podpisać. Nie wiem, co było tego powodem, ale ja też przez dość długą koncówkę związku się nigdy nie śmiałam. Tak szczerze, jak kiedyś.
Właśnie staram się zapełnić sobie wieczory.

Jakoś się może poukłada...

Tylko teraz jest tak dziwnie. Pusto.

5

Odp: Czy koniec zawsze jest początkiem?

Witam serdecznie! wiem ze to kobiece forum, ale potrzebuje fachowej opini lub rady! jestem facetem i stracilem swoja polowke przez wlasna glupote! Bylismy w miare poukladana para, przynajmniej tak mi sie wydaje. Praktycznie nigdy sie nie klucilismy, a problemy staralismy sie rozwiazywac rozmowa.  Mianowicie bedac z nia przez dwa i pol roku rzadko okazywalem jej uczucia! gdy na poczatku zwracala mi na to uwage,  ja muwilem ze potrzebuje czasu. mialem do niej tez dystans ze wzgledu na jej przeszlosc i ze moze mnie zdradzic! Na poczatku naszego zwiazku  zabiegala o moje wzgledy i  sie starala. A ja pewnie przez to stalem sie zbyt pewny siebie!   
Gdy sie poznalismy wlasnie rozkrecalem swoj biznes , a jak jest interes to sa wyrzeczenia i problemy! dazac do celu nie zauwazalem osoby z ktora bylem, chociaz ze mowila mi  ze pieniadze to nie wszystko i zebym poswiecil jej troche uwagi! A ja upieralem sie przy swoim i nasze problemy zaczalem odkladac na bok! wiedzalem ze mnie kocha i kazdy wkolo to widzial, w sprawach luzkowych zawsze sie zgrywalismy , mieszkalismy ze soba dzien w dzien przez ponad dwa lata, wiedzialem ze jestesmy ze soba zzyci wiec nie czulem sie zagrozony. Najgorsze zaczelo sie od jej urodzin gdyz  moje sprawy byly wazniejsze to je lekko zlalem, potem zaczela jezdzi ze swoja przyjaciolka na dyskoteki i dziwne wyskoki niby zeby zwrocic na siebie moja uwage, ale mnie to jeszcze bardziej zaczelo irytowac! dosyc ze problemy w pracy to jeszcze dziewczyna mnie doluje! prawie przez dwa tygodnie musialem wydzwaniac prosic zeby przestala i zeby wracala na noc do domu! Bo jak tak dalej pujdzie to sie rozstaniemy. gdy wrucila bardzo mnie przepraszala zostawiala mi kartki  z trescia ze mnie kocha i ze bardzo mnie przeprasza! Tlumaczyla to wszysktko tym ze nigdzie razem nie wychodzimy ze sa wakacje to chce sie troche rozerwac! A ja na zabawe nie mialem nastroju bo mialem wazniejsze sprawy na glowie. jakies dwa miesiace po tym incydencie znowu poje chala be zemnie  na dyskoteke z kolezanka chociaz prosilem zeby nie jechala tylko zostala zemna bo mam duzo pracy. nie chcialem jej puscic, ale mnie blagaly ze  to ostani raz bo to koniec sezonu.ufalem jej wiec uleglem!   Przez kolejne dwa tygodnie gdy nie moglismy sie dogadac zaczela mi wytykac ze jestem dla niej oschly i obojetny dalej chodzilo  o uczucia a mi o jej zachowanie, a ja glupi jej odpowiedzialem ze nieraz cos trzeba stracic by to zrozumiec! doszlismy do wniosku ze damy sobie tydzien wolnego aby kazdy zastanowil sie nad soba? Ja sie zastanowilem ze robie zle ze ranie ja swoim zachowaniem i zrozumialem ze jest najwazniejzsa osoba w moim zyciu! Gdy bardzo sie za nia stesknilem zblizal sie dzien w ktory  mielismy sie spotkac i chcialem jej wyznac to co naprawde do niej czuje!    Dostalem noz prosto w serce!   Okazalo sie ze gdy ja sie zastanawialem nad swoim postepowaniem ona zabawiala sie w najlepsze ze swoim nowym kolega ktorego poznala trzy tygodnie wczesniej na dyskotece! Jakies rok temu tez chciala odejsc  z tego samego powodu , ale ja ja prosilem  zeby zostala i zeby nie odchodzila  ze mam problemy i ze sie zmienie , ale jakos slabo sie staralem! zawsze staralem sie ja wspierac gdy miala jakies problemy ,kierowalem ja w zyciu by nie popelniala bledow i  opiekowalem sie nia gdy chorowala, bylem zawsze przy niej gdy mnie potrzebowala. Chodzilo jej o czulosc a ja to zlekcewazylem bo bylem egoista! nadal ja bardzo kocham mam 27lat a ona wybrala 21 latka  ktory jest mlotrzy od niej o trzy lata i z nim teraz mieszka!       
     Czy jest sens wracac do siebie gdyby znowu to bylo mozliwe?
Gdy jej udowodnilem ze naprawde ja kocham stwierdzila ze by tego nie zrobila gdybym byl taki jak teraz , mowila ze mnie kocha ja muwilem zeby zostala chociaz mnie zdradzila , ale wybrala jego! 
    W czesniej nieraz mi mowila ze zdwoch powodow zdradza facetow z braku czulosci lub kiepskiego sexu! a ja to zlekcewazylem iteraz czuje sie za to wszysko odpowiedzialny! Cel zyciowy byl wazniejszy niz druga osoba!! A teraz nie moge sie pozbierac. POZDRAWIAM.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy koniec zawsze jest początkiem?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026