netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy to już nadopiekuńczość???

15 odpowiedzi5 816 wyświetleńzałożony przez elfiona, 05.11.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to już nadopiekuńczość???

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Czy to już nadopiekuńczość???

Dzień dobry!


Mam problem. Może komuś uda się utwierdzić mnie w moim przekonaniu bądź też od niego odpędzić...

Dwa miesiące po zerwaniu z moją "wielką miłością", która wciąż się do końca nie zaleczyła, poznałam chłopaka. Przez portal randkowy. Pod koniec pierwszego spotkania powiedział, że ma nadzieję, że będziemy kiedyś razem, bo on "bardzo by tego chciał". Od samego początku mówił szczerze i wprost o swoich uczuciach i, prawdę mówiąc, wydawał mi się przytłaczający, zupełnie jakby pierwszy raz miał do czynienia z fajną kobietą. Jednak ponieważ on również mi się spodobał zarówno wirtualnie, jak i na gruncie rzeczywistym, spotykaliśmy się. Pewnego dnia zaproponowałam, żeby przyszedł do mnie z wódką, bo byłam w złym nastroju i chciałam się znieczulić - ot tak, z kolegą. Upiliśmy się - on miał trzeźwy umysł, ja totalnie odleciałam. Alkohol wyzwolił we mnie emocje i zaczęłam go całować. Doszło do seksu oralnego (z jego strony). Tak "zostaliśmy parą". Piszę to w cudzysłowie, gdyż wciąż nie byłam przekonana, czy to słuszna decyzja, jako że stało się to pod wpływem środka odurzającego, lecz on zachowywał się tak, jakby był moim facetem. W końcu więc uległam, zwłaszcza, że w zasadzie do niczego nie mogłam się przyczepić. Zachowywał się bez zarzutu: był czuły, kochający aż do przesady, taki wręcz "sweetaśny". Było mi z nim dobrze i nawet czułam się szczęśliwa. On zostawał na noc, uprawialiśmy seks - byłam do tego przyzwyczajona w poprzednim związku, potrzebowałam bliskości. Dodam, że mam 22 lata, a mój obecny chłopak 24. Ale po pewnym czasie przestało się to podobać jego rodzicom. Ja mieszkam na stancji nie w swoim rodzinnym mieście, prowadzę swobodny tryb życia, nie tłumaczę się nikomu z niczego, do domu jeżdżę raz-dwa razy w miesiącu. Z kolei on mieszka z rodzicami, którzy mocno ingerują w jego życie i komentują jego znajomości. Już po trzeciej naszej randce mama mówiła mu, że - w jej przekonaniu - on za mocno się stara, że nie powinien aż tak o mnie zabiegać... Teraz zaś stanowczo wypowiada się przeciwko wspólnym nocom. Zasugerowała mu nawet, że jestem "łatwa", bo "ona (czyt. jego mama) by tak nie zrobiła". Na skutek tego mój facet przestał u mnie często nocować, bo twierdzi, że nie może. Ustalili z rodzicami, że nocleg 1x w tygodniu jest jeszcze w miarę "odpowiedni". Zastanawiam się, czy człowiek ten nie ma nadopiekuńczej matki i czy jego więzy z rodzicami są w granicach normy. Dodam, że on studiuje, pracuje i ma mieszkanie od rodziców, więc teoretycznie mógłby się wyprowadzić i sam finansować, ale mieszka z rodzicami, bo w ten sposób może odłożyć więcej pieniędzy na przyszłość no i, nie ukrywajmy, jest mu też z tym wygodnie. Druga rzecz, która mnie niepokoi, to kwestia finansowa. Nie pochodzę z bogatej rodziny, a on - owszem. Jego rodzice mają kilka domów, trzy mieszkania i trzy samochody, podróżują po całym świecie, a swojemu synowi tłumaczą, że stanowi on niezłą partię, bo będzie w przyszłości dużo zarabiał (jest na studiach inżynieryjnych) i posiada własne mieszkanie, co w dzisiejszych czasach jest niewątpliwym atutem. Nie wiem, czy chciałabym wiązać się z kimś, dla kogo kwestie finansowe mają aż takie znaczenie, kto powiedział mi, że marzy o tym, by wybudować przynajmniej taki dom, jaki mają jego rodzice (a jest on wart 200 tys.)...

Oto wyimek z jednej z naszych rozmów:
- A wiesz, w zeszłe święta wielkanocne byliśmy w hotelu XYZ (bardzo snobistyczny hotel położony niedaleko naszego miejsca zamieszkania), gdzie jedliśmy pyszne potrawy i pluskaliśmy się w basenie...
- Aha. Uważasz, że to fajne?
- A czy Ty byłaś kiedykolwiek w tym hotelu? Widziałaś, jakie on ma baseny?! Są absolutnie niesamowite!
- No ale wiesz, czy to nie jest aby trwonienie pieniędzy?
- Rodzice chcieli wypocząć, tak ciężko przecież pracują... Mają chyba do tego prawo?

Ja naprawdę wiele rozumiem, rozumiem nawet wyjazdy na święta w góry, nad morze czy za granicę, by zobaczyć nowy kawałek świata, odetchnąć innym powietrzem, powrócić z ożywczymi wspomnieniami. Ale wyjazdy do hotelu po to, by siedzieć w nim i zachwycać się basenami i potrawami, nie wyściubiając z niego nosa i nie zwiedzając miejscowości, to zakrawa dla mnie na snobizm...

Moje pytanie brzmi: Czy to wszystko jest normalne, czy nie? Może to jest normalne, ale po prostu nie pasujemy do siebie, bo mamy inne normy, wywodzimy się z dwóch różnych światów?

2

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???
elfiona napisał/a:

Na skutek tego mój facet przestał u mnie często nocować, bo twierdzi, że nie może. Ustalili z rodzicami, że nocleg 1x w tygodniu jest jeszcze w miarę "odpowiedni".

To nie jest normalne, żeby rodzice narzucali 24-latkowi, jak często może nocować u swojej dziewczyny. Mogą nie chcieć, byś Ty nocowała u niego, to w końcu ich dom - ale u Ciebie? yikes

elfiona napisał/a:

Dodam, że on studiuje, pracuje i ma mieszkanie od rodziców, więc teoretycznie mógłby się wyprowadzić i sam finansować, ale mieszka z rodzicami, bo w ten sposób może odłożyć więcej pieniędzy na przyszłość no i, nie ukrywajmy, jest mu też z tym wygodnie.

Jeśli faktycznie odkłada te pieniądze na przyszłość, to można to jeszcze zrozumieć. Chociaż w jego przypadku to raczej lenistwo i lęk przed obniżeniem standardu życia (teraz rodzice finansują wszelkie luksusy, a z pensji - pewnie jeszcze dość niskiej - wszystko pójdzie na opłaty i jedzenie).

elfiona napisał/a:

Nie wiem, czy chciałabym wiązać się z kimś, dla kogo kwestie finansowe mają aż takie znaczenie, kto powiedział mi, że marzy o tym, by wybudować przynajmniej taki dom, jaki mają jego rodzice (a jest on wart 200 tys.)...

Yyy... nie pomyliłaś się aby? Dom za 200 tysięcy? big_smile

elfiona napisał/a:

Ja naprawdę wiele rozumiem, rozumiem nawet wyjazdy na święta w góry, nad morze czy za granicę, by zobaczyć nowy kawałek świata, odetchnąć innym powietrzem, powrócić z ożywczymi wspomnieniami. Ale wyjazdy do hotelu po to, by siedzieć w nim i zachwycać się basenami i potrawami, nie wyściubiając z niego nosa i nie zwiedzając miejscowości, to zakrawa dla mnie na snobizm...

Tu bym nie przesadzała, jedni lubią wędrówki z plecakiem, inni drogie wycieczki zagraniczne ukierunkowane na zwiedzanie, a jeszcze inni mają ochotę na sączenie drinków w basenie 24 h na dobę, bo właśnie tak najlepiej odpoczywają. I nikt nie ma prawa oceniać, że spędza urlop jakoś "lepiej" od drugiego. Dlaczego chcesz decydować, w jaki sposób mają wydawać swoje ciężko zarobione pieniądze rodzice Twojego chłopaka i wszystko, co Tobie nie odpowiada, nazywasz trwonieniem kasy?

elfiona napisał/a:

Może to jest normalne, ale po prostu nie pasujemy do siebie, bo mamy inne normy, wywodzimy się z dwóch różnych światów?

Osoby z dwóch światów mogą być razem szczęśliwe, pod warunkiem, że uszanują swoją odmienność. A Twój chłopak Cię nie szanuje, pozwala swojej matce Cię obrażać i ingerować w Waszą prywatność. Czarno to widzę, przykro mi.

3

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

moze matka sie boi ze on sie znowu zaangaduje? moze poprzednie dziewczyny lecialy tylko na pieniadze?

4 Ostatnio edytowany przez elfiona (2011-11-06 19:34:09)

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

He, he, faktycznie cena domu jest nieadekwatna. Należałoby dodać jedno lub dwa zera. wink Dom jest strzeżony, ma alarm, więc musi sporo kosztować...

Właśnie też odebrałam to w taki sposób, że on mnie nie szanuje. Może powinnam powiedzieć, że mój chłopak jest niepełnosprawny. Nie jakoś strasznie, ale jednak... Jest w tej rodzinie jedynym synem. Ale mimo to nie usprawiedliwia to jego zachowania - ja bym w analogicznej sytuacji stanęła w jego obronie, niczym lwica walczyłabym!

Rzeczywiście nie powinnam oceniać takiej czy innej formy wypoczynku jako snobizm. To święta racja, że każdy ma prawo wypoczywać, jak mu się żywnie podoba. Po prostu takie miałam odczucia, kiedy o tym usłyszałam, jakby to brzmiało jak przechwalanie się, stąd moja reakcja... Bo nie znoszę pyszałków.

Powiedział, że miał przede mną 7 dziewczyn. W większości były to krótkie związki, a jeśli długie, to na odległość. Każda go prędzej czy później zostawiała. To faktycznie sporo rozczarowań jak na jednego chłopaka, ale nie dziwię się, że go zostawiały, skoro jego rodzina - być może, być może - wysnuwała opinię na ich temat tak negatywną, nigdy w życiu na oczy ich nie widząc, ba, nie chcąc nawet ich poznać, i ograniczając kontakty z jego sympatiami. Czy to aby nie zaborczość w stosunku do pierworodnej latorośli? Myślę, że każda rozsądna, szanująca się dziewczyna zostawiłaby takiego maminsynka... Bo jak wiadomo, teściowa to posag na całe życie. wink

5

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???
elfiona napisał/a:

Myślę, że każda rozsądna, szanująca się dziewczyna zostawiłaby takiego maminsynka... Bo jak wiadomo, teściowa to posag na całe życie. wink

abstrahujac od wszystkiego:
nie wybieralabym swojego meza na podstawie : "jaka jest tesciowa"
Z NIM bede zyla i jaka jest jego mama , to nie jego wina ani zasluga.

6

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

Nie każdy rodzic potrafi mądrze kochać dziecko. Tym bardziej, gdy jest tak schorowane. Tym bardziej, gdy to dziecko jest "świetną partią" i lgną do niego dziewczęta MOGĄCE mieć na uwadze jedynie pieniądze. Pomyśl, co Ty byś zrobiła, gdybyś miała niepełnosprawne, ukochane dziecko? Nie jesteś w stanie choć trochę zrozumieć "teściowej"?

Zostaw w spokoju jego matkę i zajmij się (jeśli w ogóle chcesz kontynuować ten związek, bo mam wrażenie, że już podjęłaś decyzję o rozstaniu!) szczerą rozmową z chłopakiem. Może on jeszcze coś zrozumie?

7 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-06 14:31:41)

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???
elfiona napisał/a:

(...)mój chłopak jest niepełnosprawny. Ma głębokie upośledzenie słuchu (ale w aparatach słyszy jako-tako) i porażenie mózgowe, jednak porusza się samodzielnie i jest (biorąc pod uwagę te choroby) zadziwiająco sprawny. (...)

Jakże inaczej, w świetle takich faktów, można zinterpretować post rozpoczynający wątek, a zwłaszcza zarzuty pod adresem matki chłopaka.


elfiona napisał/a:

(...)każda rozsądna, szanująca się dziewczyna zostawiłaby takiego maminsynka... Bo jak wiadomo, teściowa to posag na całe życie.

A Ty jesteś w grupie rozsądnych i szanujących się, czy w innej?
I jakie są kryteria kwalifikowania do tej pierwszej grupy, bo hasło "rozsądna i szanująca" ładnie brzmi, ale można pod nie podstawić wiele desygnatów.

8 Ostatnio edytowany przez elfiona (2011-11-06 16:47:10)

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???
pomaranczowa 1 napisał/a:
elfiona napisał/a:

Myślę, że każda rozsądna, szanująca się dziewczyna zostawiłaby takiego maminsynka... Bo jak wiadomo, teściowa to posag na całe życie. wink

abstrahujac od wszystkiego:
nie wybieralabym swojego meza na podstawie : "jaka jest tesciowa"
Z NIM bede zyla i jaka jest jego mama , to nie jego wina ani zasluga.

No cóż - błąd. Rodzina jest ważna. Przecież fajnie mieć dobre relacje z rodziną faceta.

W przypadku nadopiekuńczości często bierze się ślub też z matką chłopaka. Matką, która lubi się wtrącać, komentować małżeństwo syna, a jej zdanie ma znaczenie priorytetowe. Ja to nazywam syndromem nieodciętej pępowiny. Matka jest ważniejsza w tym wypadku od innej, obcej, złej kobiety, która zawłaszcza sobie to moje ukochane dziecko! Któremu tyle poświęciłam!!! I to matce należy się przede wszystkim szacunek. (Tego akurat nie neguję, tylko że cóż... No cóż... Miłość jest, a raczej powinna być bezwarunkowa, a oczekiwanie tak zażyłej relacji z dorosłym już dzieckiem nie jest zdrowe.)

Syna wychowuje się dla kogoś, dla świata, a nie dla siebie samej, żeby np. zrekompensować sobie nieudane małżeństwo czy nadszarpnięte poczucie wartości (nie oceniam, nie mówię, że jest tak w tym przypadku, przecież nawet nie znam tej rodziny, próbuję po prostu zrozumieć).



Nie wiem, co o tym myśleć. Zastanawiam się nad rozstaniem, bo rozmowy już były na ten temat, lecz nie sądzę, by się tym przejął... Ale może się mylę. Zobaczymy, co będzie dalej.

Nie wiem, czy jestem "szanująca się"; myślę, że tyle jest definicji tego słowa, ilu ludzi na świecie. Ale staram się siebie szanować. W swoim rozumieniu tego słowa.

9

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

Widac, ze mama odgrywa wielka role w zyciu twojego chlopaka. Faktyczniejest wychowywany troche pod kloszem. Ale z tego co piszesz, to wlasciwie moge to troche zrozumiec (jedyny syn, czesciowo niepelnosprawny). Kazda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej.
Mowisz, ze w ogole nie znasz jego rodziny. Dlaczego nie poznasz ich? Dlaczego nie pojdziesz do nich z pudelkiem czekoladek? Dlaczego nie pokazesz im, ze masz szczere checi wobec ich syna? Dlaczego nie dasz im szansy, zeby mogli sie polubic i ci zaufac? Oczywiscie pod warunkiem, ze chcesz kontunuowac ten zwiazek...

10 Ostatnio edytowany przez elfiona (2011-11-06 18:25:00)

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

Też o tym myślałam. Ale stwierdziłam, że będzie to sztuczne i na siłę. Bo tak naprawdę wcale nie mam na to ochoty. Postrzegam to jako niepotrzebny stres, wpychanie się na siłę tam, gdzie mnie nie chcą...

Jego rodzice nie zaprosili mnie ani nie zaproszą - na herbatkę, chwilę rozmowy - bo nie mają tego w zwyczaju ("To nie w moim stylu" - słowa jego mamy). Do tej pory spośród 7 dziewczyn mojego faceta poznali 1, i to na zasadzie minięcia się w drzwiach i paru minut luźnej wymiany zdań. Myślę, że podchodzą dość luźno do związku syna, w rodzaju "Była ta, będzie następna". Nie ukrywam, że to kolejna kwestia, która mi się nie podoba... Uważają, że ich syn powinien skupić się na nauce i rozwijaniu zainteresowań. Zupełnie, jakby miał 14 lat... Obawiam się, że przy sprzyjających okolicznościach będą mu tak układać życiorys do 30-tki...

Mój chłopak z kolei poznał moją rodzinę - wypiliśmy z nią herbatkę przy cieście, wtedy, gdy odwiedził mnie w rodzinnej miejscowości. Nic wielkiego, pół godziny miłej rozmowy, takiej zapoznawczej. wink Czegoś takiego bym chciała, ale wiem, że sama nie zbiorę się na to, by wykazać się inicjatywą. hmm

11

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

Najpierw były wesołe procenty potem sex...sex sex sex... i dlaczego oni nie traktują mnie jak synową?
Druga część historii to money money money...kto ile i za ile i co ma...a w ogóle Ty lepiej byś wiedziała jak fortunę spożytkować. Tylko bywa tak, że jak człowiek po świecie lata, cuda ogląda, na bankietach bywa to czasami marzy o tym by sobie spokojnie w tym zacisznym  spa wypocząć.

W trosce o syna jaka opisałaś nie widzę żadnej nadopiekuńczości. Pochodzicie z innych domów, inne zainteresowanie ze strony rodziców macie i może stąd to nieporozumienie.

12 Ostatnio edytowany przez elfiona (2011-11-06 20:11:06)

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

Taaak, bo my na pewno mamy wypisane na czole okoliczności rozpoczęcia naszego związku... Żenująca argumentacja. Niby skąd jego rodzice mają wiedzieć, czy uprawiamy seks? Noclegi o tym nie świadczą, on mieszka trochę daleko ode mnie, a poza tym - idąc ku drugiemu biegunowi - można to robić o każdej porze zarówno dnia, jak i nocy...

I chciałabym subtelnie zauważyć, że seks to działalność DWÓCH osób... Więc jeśli już decydujesz się na jakichś "podstawach" źle mnie oceniać, oceń tak samo również mojego wybranka...

A tak poza tym, och, muszę przyznać, że o niczym innym nie marzę, jak tylko o pożytkowaniu cudzej fortuny... Czuję, że to moje życiowe powołanie, ha, ha. Gwoli ścisłości - jego, a raczej powinnam była rzec, jego rodziców pieniądze (bo to nie on je zarobił) są dla mnie PROBLEMEM. Wolałabym, by ich nie było. Chyba powinnam poszukać sobie partnera do mnie podobnego - bez posagu - jeśli kiedykolwiek się czegoś wspólnie dorobimy, będziemy przynajmniej mieć świadomość, że zawdzięczamy to własnej ciężkiej pracy, a nie darowizny mamusi.

13

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

Elfiona , nie oceniam tego co robisz tylko to co napisałaś, ile w tym fantazji a ile rzeczywistości sama wiesz. W przeczytanej historii zauważyłam, że kładziesz akcenty akurat na te sprawy. W 1cz. brakowało tylko fotoreportażu a w 2cz zrobiłaś teściom audyt nieruchomości. Ani to smaczne ani eleganckie.


Z tego nieporozumienia można wynieść smile ...że nie z każdym ma się ochotę wypić "herbatkę".

14

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

OK. wink Heh, zabawne podsumowanie. Może wdrażam się do pisania dłuższych form przed rozpoczęciem tworzenia pracy licencjackiej? ;p Nie wiem. Może potrzebowałam się wygadać? wink

15

Odp: Czy to już nadopiekuńczość???

Elfiona, nie przejmuj się złośliwościami... Napisałaś to, co uważałaś za istotne by przedstawić sytuację i tyle. Kwestią dobrej lub złej woli jest "wyłuskiwanie" z kontekstu Twojej wypowiedzi słów właściwych dla narzuconej sobie tezy. Cóż, opis czy wycena - tutaj akurat - jest na miejscu, bo przedstawia zasobność rodzinki... A, że szczegółowa? I co z tego?
Liczy się zagadnienie, nie szczegóły.
Wracając do sedna... Myślę, że w przypadku Twojego chłopaka mamy do czynienia z "syndromem nieodciętej pępowiny". Pomijam fakt jakiejś niepełnosprawności, bo podejrzewam, że to coś marginalnego. Chłopak ma 24 lata, czyli może się jeszcze "wyrobi". Może... Ja w tym wieku już od kilku lat żyłem na swój rachunek, a krytykę mojego związku ze strony rodziców ignorowałem uznając, że to moje życie i to tylko ja decyduję co robię, jak żyję, z kim jestem... Na tym chyba polega ...dorosłość, tak? Twój chłopak jeszcze do tego nie dojrzał. Może i z wygodnictwa. Ale to tym dla niego gorzej...
Znam tą "nieodciętą pępowinę" z autopsji, bo sam byłem kilka lat w związku z kobietą, która swą rodzinę (mamę, starszą siostrę) miała za wyrocznię... Co z tego wynikło? Padło słowo "byłem" smile
Co powinnaś zrobić?
Trudno doradzać, ale najprościej byłoby odpuścić sobie i poszukać kogoś "z jajami"... Ale to nie takie proste, jeśli zauroczyłaś się tym chłopakiem... Porozmawiaj szczerze i otwarcie z nim. Powiedz mu czego oczekujesz od niego (charakteru, postawienia na swoim itd), na co się nie godzisz. I daj szansę sobie i jemu na naprawienie tego. Jeśli z tego ten chłopak nie skorzysta - odpuść sobie. Z dużym, niesamodzielnym dzieckiem nie układaj sobie życia...
Serio. Tylko będziesz cierpieć...

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to już nadopiekuńczość???

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026