Czesc Dziewczyny!
Zarejestrowalam sie na tym forum poniewaz potrzebuje od was malej porady.
Opowiem wam cala historie abyscie mogly wczuc się w to wszystko. i mam nadzeje ze znajdą sie chętnee na przeczytanie mojej trudnej sprawy.
Mianowicie
6 lata temu poznalam faceta. byla to internetowa znajomosc po 1,5 roku postanowilismy sie spotkac. bylo pieknie oboje zakochalismy sie po uszy. byla mama przeszkoda ja mialam 17 lat i bardzo ostroznych rodzicow. chlopaka mialam z Katowic sama jestem z Torunia. dzieli nas szmat drogi dlatego niemozliwym bylo spotykanie sie z nim w tamtym czasie. bylam poprostu za mloda. Utrzymywalismy kontakt jednak wiadomo bylo ze smsy nie zastapia prawdziwej bliskosci. rozstalismy sie ale w zgodzie oboje wiedzielismy ze to nie mialo w tamtym czasie sensu. Kontakt na poczatku byl... owszem cierpielismy.. z czasem jednak kontakt troszke zanikl.. przez rok prawie wcale go nie bylo pozniej sie odnowil i znowu zanikl...
tak minely okolo 2 lata. na pisaniu i niepisaniu. ale zawsze ale to zawsze obiecywalismy sobie milosc po grob. wiem moze to smieszne ale naprawde ja w to wierze. czy mialam kogos czy nie czy on mial kogos czy tez nie zawsze kiedy pisalismy raze pisalo nam sie cudownie. tesknilismy za soba. czekalismy na siebie. Kochalismy sie zawsze!
okolo roku temu Marek bo tak mu na imie napisal do mnie. pisal ze nadal o mnie mysli ze caly czas ma mnie w sercu. te mile slowa delikatne flirty przerodzily sie w w silne uczucie. spotkalismy sie. postanowilismy tworzyc zwiazek. bylo cudownie naprawde cudownie za nic w swiecie bym tego nie zamienila. lata czekania az wkoncu mamy siebie. minelo 9 miesiecy naszego bycia razem. wyjechalismy na wakacje. bylo pieknie. ale po powrocie jakos zaczelo sie psuc ![]()
Nasze klotnie liczac do listopada trwaly 3 miesiace (sierpien wrzesien pazdziernik)
raz bylo lepiej ale znowu byle pretekst do klotni i bach. wzajemne wyrzuty. przykre slowa. smutki lzy. staralismy sie to naprawiac ale naprawde nie wiem dlaczego czy to moj czy jego jakis gorszy okres w zyciu, ale byle pretekst stawal sie pwoodem do awantury. to bylo przykre. Marek ma swoje zasady ktorych twardo sie trzyma. obiecalismy sobie na poczatku ze sie nigdy nie rozstaniemy. ale ja nie wytrzymalam w jednej z klotni powiedizalam dosc! to koniec. zawiodlam go tym bo zlalalam obietnice aczkolwiek zrozumial to bo sam porzyznal ze byl dla mnie okropny. mimo wszystko wydaje mi sie ze nie potrafil sie z tym pogodzic. jakas taka nasz twierdza ktora byla ta obietnica upadla. wrocilismy do siebie pojechalam do niego na tydzien. hmmm pisal ze nieziemsko za mna teskni ze nie moze sie doczekac. ale kiedy bylam u niego cos bylo nie tak.. owszem przytulal calowal ale... to nie bylo to. czesto musialam sie o to prosic przytulalam sie do niego sama. potzrebowalam bliskosci a on mnie nia jakos chojnie nie obdarzyl.. postanowilam zostawic mu list. napisalam w nim ze chyba spodziewalam sie czegos wiecej ze byl oschly mometami nie mily. ale ze byly tez momety mile. chcialam tylko zapytac czy cos jest nie tak. odpowiedzial mi ze chyba nie myslalam ze po 2 miesiacach klotni tak nagle zapomnimy o wszystkim i bedzie CUDOWWWWWWWNIE!! ze na wszystko trzeba czasu.. a ze ja podsumowalam wyjazd do niego jako nieudany to go bardzo zabolalo. hmmm po tygodniu to on chcial sie rozstac na poczatku powiedzial ze potzrebujemy czasu zeby wszystko wrocilo do normy. zeby odpoczac od tych codziennych wyrzutow krzykow pretensji
zeby emocje opadly. ja nie umialam sie z tym pogodzic pisalam dzownilam blagalam... bezskutecznie...
dowiedizalam sie ze pisal ze swoja byla dziewczyna. wiem pisanie to nie zbrodnia ale oszukal mnie przy tym. rozmawialam z nim na skypie powiedzial ze idzie spac. a tak naprawde jeszcze 1,5 godziny pisal z byla.. nie wiem dlaczego po co.
zrobilam mu awanture o to. ze oszukuje mnie ze wie w jakim stanie jstem ze jak tak w ogole moze!! wszysktko sie pogorszylo. on ma pretensje ze go szpieguje... ja zal za to ze oklamal...
Powiedzial mi tak ze nie che teraz ze mna byc chce byc sam. ma dosc roztan porotow. tych klotni. krzykow, placzu, pretensjii. powiedzial ze za jakis czas ze nie wie za ile moze uda nam sie cos stworzuyc. ale on nie wie czy na pewno. jak mowie mu ze bede czekac na ta chwile mowi ze nie chce zebym czekala. bo on nie wie co bedize. ze mnie kocha ale nie wie co dalej. wszystko sie tak nagromadzilo.
nie wiem co robic. jakies 3 dni temu postanowilam dac mu swiety spokoj. bo wkoncu chce odpoczac a ja co? pisze pisze dzwonie. nie daje mu tej szany. ja wiem ze on mnie kcoha
ale to wszystko co sie dzialo troszke przytlumilo uczucie. jak myslicie co robic? czekac?? czy zyc wlasnym zyciem. a jesli kocha to jeszcze bedzie sie o mnie straal?
wiem ze napisalam duzo. czekam na wasze odpowiedzi. dziekuje wszystkim tym ktore przeczytaja
pozdrawiam
:*