Witam
Postanowiłam napisać, dlatego, że potrzebuję się "wygadać". Jakiś czas temu zerwał ze mną chłopak. Związek może nie był zbyt długi i w porównaniu z tym, co przechodzą inne kobiety, nie powinnam się niczym przejmować. To była moja pierwsza miłość, a zamiast czegoś pięknego wyszedł z tego dramat. Sam związek i nasze relacje były dość skomplikowane i długo by opisywać. Tak czy inaczej skończyło się na tym, że zostałam sama, oskarżona przez niego oraz przez siostrę mojego byłego o kłamstwa, przez co zostałam zupełnie sama. Wspólni znajomi mają z nim kontakt, ja nie mam z nikim.
Sprawa wygląda tak, że on mnie zwodził, bawił się mną nawet po rozstaniu, dając mi nadzieję, a ja naiwnie się tego trzymałam, chociaż nie raz usłyszałam od niego przykre rzeczy. Teraz wiem, że powinnam była to zostawić, zerwać kontakt zupełnie, ale tego już nie zmienię. Najgorsze jest dla mnie to, że ja dla niego nie znaczę zupełnie nic. On układa sobie nowe życie, ja kompletnie nie potrafię ruszyć do przodu. Mam w sobie tak ogromną burzę przeróżnych emocji. Jakiś czas temu chciałam się od niego odciąć zupełnie, ale nie potrafię oprzeć się pokusie, żeby czegoś do niego nie napisać. Wiem, że to jest bez sensu, dlatego, że jego nic nie rusza. I wiem, że pewnie w pewnym sensie się upokarzam w momencie kiedy coś do niego napiszę. Ale pierwszy raz rozstałam się z kimś, kto był dla mnie tak ważny, usłyszałam od niego, że on do mnie nic nie czuł i kompletnie nie potrafię się pozbyć żalu, zazdrości, nienawiści. Czasami łapię się na tym, że mi go brakuje, później chciałabym mu coś zrobić za to, jak mnie potraktował. Później, w przypływie emocji napiszę do niego coś na gadu, a jeszcze później tego żałuję i cały dzień ryczę, bo widzę, co on ze mną zrobił.
Zawsze byłam osobą z dość niską samooceną, ale z tym walczyłam. Byłam mimo wszystko niezależna, walczyłam o siebie. Jak byłam z nim, czułam się dowartościowana przez kogoś. W końcu okazało się, że byłam tylko zabawką, a ja nie mam kompletnie siły. Boję się okropnie każdego dnia, zwłaszcza, że w tej chwili w zasadzie zostałam sama (dlatego piszę tutaj), bo siostra mojego byłego skutecznie się o to postarała, stając w jego obronie i całkowicie oczerniając mnie, tłumacząc go, że on jest przecież facetem, więc czego się spodziewałam.
Wiem, rozpisałam się trochę;) Ale może ktoś czuł się kiedyś podobnie, może sobie jakoś poradził. Ja w tej chwili chciałabym zapomnieć całkowicie, że on istniał, nie pamiętać tego, co zrobił. Wiem, że to niemożliwe, ale mam w związku z nim tak ogromną mieszankę przeróżnych uczuć. Tak bardzo, że właściwie sama czasami nie wiem, co czuję. Czasem go usprawiedliwiam, tłumacząc sobie, że pewnie przesadzam, czasem go nienawidzę, czasem tęsknie. Wiem tylko, że to wszystko okropnie boli, a ja już nie chcę się tak czuć.
Przy okazji nie jestem osobą, której łatwo przychodzi poznawanie nowych ludzi. A w tej chwili czuję się zablokowana bardziej, niż kiedykolwiek. Czuję się, jakbym już zawsze miała być sama, bo wszyscy ludzie są tacy sami. I okropnie boję się otworzyć na nowe relacje, "boję się mężczyzn", co więcej, nie wyobrażam sobie, że mogłabym kiedykolwiek byc z kimś innych, chociaż ten tak bardzo mnie zranił.