Witam.Moja historia związku/małżeństwa jest dość długa,ale postaram sie opisać tak w kilku zdaniach....
Jesteśmy w sumie razem ok 9 lat,w małżeństwie 7 lat.Córeczka ma 5 lat.Czasami zastanawiam sie czy ślub z nim nie był pomyłką?Z biegiem czasu tak to czuje;-(I z tym jest mi coraz gorzej,z tym poczuciem winy,bezradności itp.W sumie nie jest żle.Pracuje on ja zajmuje sie domem,dzieckiem.Zarabia,pracuje po kilkanaście godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu,niby niczego nie brakuje ale 'coś"jest nie tak?!Wraca z pracy i w domu chce mieć nie żone-swoją kobiete tylko sprzątaczke,praczkę kucharkę i prostytutkę w nocy.Seks z nim to pare minut,on kończy a ja...cóż?!Szkoda gadać.Leże koło niego jak koło obcego faceta.Czuje ze oprócz nazwiska,dziecka i wspólnych zobowiazań nic mnie z nim nie łączy.Nie ma tego ognia,pożądania,miłości,szacunku itp.Ogólnie nie jest zły ale czasami zachowuje sie tak że płakać sie chce;-(Wychodzimy gdzieś razem on sie napije a ja zostaje sama jeszcze warunki stawia ze mam go odwieżć do domu,ja nawet nie moge drinka wypić,nawet sie nie spyta czy moze i ja mam ochote?Ja poprostu nie moge bo musze go odwieżć do domu!?Jest typem domatora,ja znowu lubie rozrywke.Dobra ok nie czepiam sie on po cieżkim tyg pracy chce odpocząć w domu ok ale czemu ja też musze?Ja chcem do ludzi!!A nie lezeć i drapać go po pleckach;-(((Przed ślubem taki nie był.On zostawał w domu a ja z koleżankami wychodziłam sie bawić!Dziwi mnie ten fakt bo ja mam dopiero 28 lat on 26 i codziennie słysze ze jestem stara dupa i latac mi sie chce po klubach,pabach itp..On jest młodszy ode mnie o dwa lata a zachowuje sie gorzej jak 70 latek.Co ja z nim za życie bede miała za kilkanaście lat jak faktycznie bedziemy mieli po 50 lat chyba tylko trumna i przymiarka;-((Seks też nie jest satysfakcjonujący,gdyż jemy starczy 5 min i juz jest happy.Ja jak większosc kobiet potrzebuje wiecej czasu na gierki pieszczoty a jemu szkoda na to czasu a jak już go podepre do muru to ciagle zerka na zegarek ile czasu mu pozostało czasu do snu!!!!Wogóle seks nie jest moim spełnieniem marzeń.W domu sie czepia rozmowy z nim nawet o codzienności kończą sie kłótnią.Próbowałam z nim rozmawiaćale no nie da rady!!Wierzcie mi...nie da rady ma chatarkter swojej matki a z nią to już wogóle cieżka sytuacja....
Coraz częsciej mysle o innym o cichym tajemniczym przyjacielu,z którym i przy którym bedzie mi dobrze,że oderwe sie od rzeczywistości.Nie chcem psuć małżeństwa chociąz moja wieksza połowa by tego chciała.Kiedyś powiedziałąm mu o swoich obawach,uczuciach to zdenerwował sie,wyzwał i kazał wyp.... z domu!Zaproponowałam ze ja sie wyprowadze na jakis czas ze odpoczniemy od siebie to własnie tak zareagował!!Co mam robić..>???Moze faktycznie potrzebny jest mi kochanek?W sumie przyznam sie ze bym chciała!!??
Podobne tematy
(...)Nie chcem psuć małżeństwa (...)
Nie zmuszaj się, nie psuj popsutego.
Przed decyzją o rozpoczęciu romansu poczytaj wątki obecnych i byłych kochanek. Są też wątki osób zdradzonych. Pouczająca lektura.
A może do jakies pracy byś poszła? Dziecko odchowane, podzielicie obowiązki domowe a Ty zajmiesz się własnym rozwojem. Będziesz miała mniej czasu na marzenia o szalonym romansie.
To ale tez pocieszyłyście koleżanke, że wcale....romans - nie, małżenstwo - ze popsute, też kicha. To co teraz?
Proste.
Wyjścia są dwa.
Albo poprawić to, co popsute.
Albo rozstać się.
Oba są dobre, w zależności od chęci zainteresowanej. Oba też są dobre dla dziecka autorki - nie uczą córki złych relacji żony i męża.
Ale autorka wątku wcale pocieszenia nie szuka. W tytule wątku pyta o poradę gdyz znudziło się Jej małżeństwo. Bo w sumie zle nie jest, maż zasuwa na rodzinę, tyle, że nie chce ganiać po pubach i dyskotekach. To, że jest typem domatora autorka wiedziała zapewne od bardza dawna, wszak mają niezły staż jako para i małżeństwo. Skoro On pracuje po kilkanaście godzin dziennie, może wymagać by było ugotowane i posprzątane.
Hej. Może nie odrazu kochanek, tylko mały powód żeby mąż poczuł zazdrość? Bo romans to piekło z czasem. Może jakaś sexi bielizna dla męża? Może wymyśl sobie adoratora i powiedz mu, wpierw się zdenerwuje albo ''wyśmieje'' ale po chwili pomyśli nad tym, co ty na to?
8 2011-10-18 18:55:24 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-10-18 18:58:07)
........a ja tam mówie, że Wy chyba niezby dobrze sie dobraliście jako para (za wczesna decyzja o slubie, po 2 latach, chyba ze musieliscie brac z powodu wpadki) ........skoro odczuwasz ze on jest dla Ciebie obcym czlowiekiem....
Znajdz prace, wtedy wyjdziesz do ludzi, poczujesz sie lepiej. A On cóz - jest jaki jest.........wybralaś go.
za wczesna decyzja o slubie, po 2 latach, chyba ze musieliscie brac z powodu wpadki
A może by tak czytać posty dokładnie? Małżeństwo z siedmioletnim stażem, dziecko pięcioletnie, jaka wpadka?
A może znajdźcie sobie wspólne zajecie, takie żeby Ciebie nie nudziło a go nie męczyło;) Albo zróbcie sobie wycieczke za granice, tylko we dwoje:)
Jednak jesli go nie kochasz to szkoda życia udajac "szczęsliwa" rodzinke.
Mam sposób na naprawienie związku.
Najlepszy.
Zamieńcie się rolami.
Ty idź do pracy sześć dni w tygodniu po kilkanaście godzin, zarabiaj na dom i utrzymanie całej rodziny.
Twój mąż w tym czasie zajmie się wychowywaniem córki, sprzątaniem gotowaniem, prasowaniem i innymi pracami domowymi.
Ty po powrocie do domu chętna będziesz do wyjścia do pubów, klubów, koleżanek.
A i Twój mąż, po całodniowym pobycie w domu, chętnie pewnie będzie Ci towarzyszył.
Jak wrócicie do domu, oboje będziecie mieli ochotę na wielogodzinny seks.
Ja polecam rozmowę, długą i szczerą. jak nie jedną to 30 rozmów. Jak długo?? - do skutku. Nie rań gościa w taki sposób. Fajnie, że tu napisałaś przed tym co chcesz zrobić. Zdrada z perspektywy osoby zdradzanej jest niewyobrażalnie ciężkim szokiem. Lepiej pogadaj z mężem o Twoich odczuciach... o braku porządania i innych aspektach. Facet jest zmęczony. Kto by nie był po 6 dniach kilkunastogodzinnego tyrania. Nie usprawiedliwiam go, że Tobie nie pomaga. Powinien!! Niemniej jednak skoro Ty masz tylko i aż jeden etat w domu, a on 1,5 etatu poza domem + pracująca sobota. Ma prawo być zmęczony
Rozmowa Was uratuje, ale nie jedna ... tylko kilka, do skutku
Zyczę powodzenia!
Dzięki kobitki;-))Powiem tak.pracowałam w sklepie po 7 h dziennie +niedziela (co druga)I wcale nie było lepiej nie było pomocy w obowiazkach domowych itp.Ja zawoziłam córke do przedszkola,ja musiąłm kombinować aby ją odebrać,jak chorowała to ja zostawałąm w domu albo kombinowałąm opieke.Do domu przychodziałam ok 17 musiałąm napalić w piecu rąbać drzewo,ugotować poprać itp a on przychodził ok 18 jeść,srać jeszcze bzyknąć i lulu i jeszce marudzenie że coś,albo teks że ja pracowałąm tylko 7 h a on np 10 wiec jestem mniej zmeczona.On pracuje w prywatnej firmie.Córka zachorowała 6 dni w szpitalu podjełam rozmowe z nim ze skoro ja dopiero zaczełam prace to moze on z nią pobedzie w tym szpitalu i weżmie l4 to odpowiedział ze lepiej jak mnie zwolnią z roboty jak jego bo wiecej zarabia.I poszłam i mnie zwolnili (nie przedłużyli umowy po 3 ms) a póżniej słuchałąm ze mi sie robić nie chce!!No ryczeć sie chce!!Jak parcowaliśmy oboje on sie nie martwił o nic,wychodził a mi pozostawała cała reszta domu na głowie.Przychodziła sobota on odpoczywał a mnie ciągło to rozrywki do ludzi,do oderwania od tego wszystkiego;-(
Rozmawiałam z nim o tym wiele razy wierzcie mi ale każda rozmowa konczy sie wybuchem złosci,kłótnią a moim płączem;-((
Coraz częściej mysle o odejsciu od niego tak poprostu ale boje sie rakcji rodziny,najbliższych.Ktos z boku widzi małżenstwo udane na pozór.On pracuje,ona raj bo siedzi sobie w domku,jedno dziecko,dom.Czegóż chcieć więcej!!Ale praca,dom i pędzenie za kasą to nie wszystko...gdzie miłość,uczucia,wspólne spedzanie czasu,wychowanie dziecka,jakieś zainteresowania,pożądanie,gdzie ten ogień co był kiedyś między nami!!Nie ma...wygasł;-(I sądze ze i tak sie już poświeciłam,dałam sobie czas,nadzieje ze może sie ułozy,moze sie poprawi?!Ale głupia jestem bo sie zmeniło i owszem,ale na gorsze!!Uważam ze pomyliłam uczucie z przyzwyczajeniem do kogoś z kim sie jest 10 lat.Nie raz myśle ze jak mam tak trwać i dławić sie w tym zwiazku bo tak musze to uważąm ze garśc tabletek i wszystko sie samo rozwiąże...Ale za chwile opamiętanie..chwila a córka ona niczym nie zawiniła?Ją kocham najbardziej i ona jest dla mnie całym światem jej nie moge zostawić;-()Podnosze sie aby byc dla niej!Ale być z kims kogo sie już nie kocha tylko dla dziecka,dla wyższych idei?Nie ma sensu,bo nam a tym bardziej dziecku nie wyjdzie to na zdrowie?!Tkwie w tym złudzeniu już rok może półtora i nic dobrego z tego nie wychodzi.jestem nerwowa,płaczliwa,smutna!Meczę sie poprostu sie męcze;-((
Jeśli jest tak źle, jak opisujesz.
Jeśli on jest tak złym i nieczułym mężczyzną.
Jeśli Ty wyczerpałaś już wszelkie sposoby poprawy atmosfery.
Jeśli już nie masz żadnej nadziei.
Odejdź od niego. Ułóż swoje życie bez tego mężczyzny. Wówczas dopiero pomyśl o następnym związku. Inaczej skrzywdzisz i męża, i dziecko, i siebie. A związek będzie fikcją. Po chwili uniesień przyjdzie niesmak, upokorzenie, brak szacunku.
Hmm... jeżeli to co opisujesz jest prawdą, to mąż ma niezły charakterek. Rozumiem, że praca po kilkanaście godzin dziennie jest wyczerpująca. Może zaproponuj, że pójdziesz do pracy, by miał więcej czasu dla siebie (mniej godzin pracy), ale pod warunkiem, że obowiązkami domowymi dzielicie się 50/50. Przy tym postaw sprawę jasno: albo ratuje Wasz związek na równi z Tobą, albo pozostaje Wam rozstanie. Nie wiem co lepszego Ci doradzić, bo jeśli On nie wykaże odrobiny dobrej woli, to sama nie pociągniesz tego małżeństwa.
Lisiczka_29 Twoja historia jest baaaardzo podobna do mojej.Wiem co czujesz co przeżywasz,bo też przez to przechodziłam.Ale powiem ci ,że ja podjęłam decyzję o odejściu od męża i nie żałuję.Po moim odejściu mój mąż dopiero zobaczył ile dla niego znaczyłam,dopiero przejrzał na oczy.Może ty też postaw sprawę na ostrzu noża i zostaw go .Niech sam zajmuje się domem sam sobie sprząta,gotuje,napali w piecu.Ja dziś jestem inną kobietą,męża zostawiłam,dziecko jest ze mną,jestem panią swego losu.Nie wkurzam się,że sama muszę wszystko robić,kiedy mam ochote na wyjście do klubu,na kawę czy gdzieś tam indziej po prostu idę.Nikt mnie nie ogranicza,nikt nie ma do mnie o to pretensji.Ja jestem zadowolona z życia i z tego ,ze podjęłam taką decyzję,bo to zrobiło dobrze mnie ,mojemu mężowi i dziecku(wbrew niektórym opiniom). Dziecko jest szczęśliwe bo i ja jestem szczęśliwa,mam dla niego czas,i nie chodzę naburmuszona i zła na cały świat.Ale wierz mi,że zanim podjęłam taką decyzję to tysiąckrotnie ją przemyślałam.Wszystkie za i przeciw.Dziś nie żałuję:)Ty też dobrze wszystko przemyśl.A przede wszystkim poszukaj dobrego psychologa:)
Jeśli jest tak źle, jak opisujesz.
Jeśli on jest tak złym i nieczułym mężczyzną.
Jeśli Ty wyczerpałaś już wszelkie sposoby poprawy atmosfery.
Jeśli już nie masz żadnej nadziei.
Odejdź od niego. Ułóż swoje życie bez tego mężczyzny. Wówczas dopiero pomyśl o następnym związku. Inaczej skrzywdzisz i męża, i dziecko, i siebie. A związek będzie fikcją. Po chwili uniesień przyjdzie niesmak, upokorzenie, brak szacunku.
Nic dodać, nic ująć. Przemyśl sobie sprawę i powiedz mu to wszystko co nam tutaj piszesz. Powiedz o swoich odczuciach, ale staraj się powstrzymywać emocje, jak płacz, krzyk itd. Jak facet kumaty zrozumie, że może kogoś najważniejszego na świecie stracić. Rozmawiaj wiele razy. Jeśli nic nie będzie wskazywało na poprawę po prostu odejdź. Nie zdradzaj jednak męża, bo i on fatalnie się będzie czuł i Ty będziesz z czasem miała wyrzuty sumienia.
Pozdrawiam i życzę mądrych decyzji:)
18 2011-10-19 20:41:41 Ostatnio edytowany przez domini182 (2011-10-19 20:44:33)
Wiesz co lisiczka nie narzekaj,bo ja tez narzekałam ,były kłotnie, a teraz odszedł do innej i nie mam szans naprawic nic zostałam sama zdradzona ,ponizona wyrzucona z mieszkania wiec prosze Cie ogarnij się porozmawiaj żeby nie było za późno zbyt późno.Bo wtedy zobaczysz jak brak jest tej codziennej nudy......Jak się męczysz to odejdź ,albo moze terapia dla małżenstw
Dziękuje Wam kobitki;-)Jest mi lepiej bo czuje ze nie jestem w tym gronie sama.
Do agusia2006 (chyba).Od ponad roku zastanawiam sie o tym co bedzie lepsze dla nas,dla mnie i dla dziecka!Są dni ze jest w miare ok,ale to są bardzo krótkie dni.Po jednym udanym dniu przychodzi 6 tych złych,gorszych w których ja nie daje rady.Dziecko słyszy i widzi naszą kłótnie,wybuchy złości i mój płacz;-((Przytula mnie i płacze ze mną i pociesza jednocześnie (mówi znajdziemy sobie innego tatusia..he)Córeczka w sumie nie jest za nim.Nie potrafi,nie chce z nim rozmawiać,bawić sie,opowiadać o przedszkolu itp,bo mąż niby jej słucha ale tv i przełącza guziki i kiwa głową <tak,tak,tak>a ona ma 5 lat i rozumie wiecej jak nam sie dorosłym wydaje;-)Maz nie potrafi okazywac jej miłosci,zainteresowania.Nie potrafi rozmawiać z nią,chwalić,tłumaczyć itp.Ale za to świetnie umie wrzasnąć tak na nią ze ona już tylko płacze...a za co?A za to ze zasłoniła tatusiowi tv,nie chcący,była tak zaintrygowana opowiadaniem dla tatusia ze znalazła sie na zakazanym torze czyli tatuś-tv;-(I płacz dziecka,a moja kłótnia z mężem itp.Myśle często nad rozwiązanem tej sytuacji.Obmyślam za i przeciw.Zastanawiam sie co bedzię lepsze?Nie wiem co mam poradzić?Mam dość!Spać nie moge,bo myślę,myślę i myślę....i co bym nie wymyśliła to każde rozwiazane jest złe;-(
witaj lisiczka
moje małżeństwo wygląda podobnie jak twoje
możecie tu na mnie naskoczyć ale ja znalazłam sobie kochanka
Dziecko słyszy i widzi naszą kłótnie,wybuchy złości i mój płacz;-((Przytula mnie i płacze ze mną i pociesza jednocześnie (mówi znajdziemy sobie innego tatusia..he)Córeczka w sumie nie jest za nim.Nie potrafi,nie chce z nim rozmawiać,bawić sie,opowiadać o przedszkolu itp,bo mąż niby jej słucha ale tv i przełącza guziki i kiwa głową <tak,tak,tak>a ona ma 5 lat i rozumie wiecej jak nam sie dorosłym wydaje;-)Maz nie potrafi okazywac jej miłosci,zainteresowania.Nie potrafi rozmawiać z nią,chwalić,tłumaczyć itp.Ale za to świetnie umie wrzasnąć tak na nią ze ona już tylko płacze...a za co?A za to ze zasłoniła tatusiowi tv,nie chcący,była tak zaintrygowana opowiadaniem dla tatusia ze znalazła sie na zakazanym torze czyli tatuś-tv;-(
Za to bym odeszła. Natychmiast. I wtedy dopiero związała się z kimś innym (gdybym chciała).
A nie myślała o kochanku, bo pięciolatka teraz rozumie, że ma tatusia chama, a jak podrośnie to może pomyśleć, że tatuś był taki, bo mamusia chodziła na boki. Obraz jednego rodzica córka ma już zniszczony, nie niszcz jej i drugiego, Twojego.
I jeszcze jedno: po Twoich pierwszych postach można było pomyśleć, że ot, leniwa baba, siedzi w domu podczas gdy mąż haruje i jeszcze myśli, jak mu rogi przyprawić. Dopiero to, co napisałaś teraz, daje jasny obraz Twojego męża. Z takimi ludźmi nie da się żyć.
I z tym jest mi coraz gorzej,z tym poczuciem winy,bezradności itp.
A za co się winisz ? dlaczego jesteś bezradna ?
Zarabia,pracuje po kilkanaście godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu,niby niczego nie brakuje ale 'coś"jest nie tak?!
Takie role sobie wyznaczyliście sami razem
Wraca z pracy i w domu chce mieć nie żone-swoją kobiete tylko sprzątaczke,praczkę kucharkę i prostytutkę w nocy.
Tego oczekuje po tej pracy - by w domu było ok - bo to Twoja praca w tym momencie - nie mówię że łatwiejsza ale Twoja
Seks z nim to pare minut,on kończy a ja...cóż?!
Standard ? obowiązek ? Egoizm ? wymyśl co chcesz,co więc Ty zrobiłaś żeby było lepiej ?
Leże koło niego jak koło obcego faceta.Czuje ze oprócz nazwiska,dziecka i wspólnych zobowiazań nic mnie z nim nie łączy.
No jeśli Ty tak myślisz,to jakiego seksu oczekujesz ?
Nie ma tego ognia,pożądania,miłości,szacunku itp.
W nim ? W Tobie? Między Wami ? Czujesz się ognistą kobietą przy nim ? Czy też z obowiązku ?
Wychodzimy gdzieś razem on sie napije a ja zostaje sama jeszcze warunki stawia ze mam go odwieżć do domu,ja nawet nie moge drinka wypić,nawet sie nie spyta czy moze i ja mam ochote?
Tylko na drinka wychodzicie,czy robicie coś wspólnie razem ?
Jest typem domatora,ja znowu lubie rozrywke.
a od kiedy tak ?
Dobra ok nie czepiam sie .
no tak napewno ![]()
on po cieżkim tyg pracy chce odpocząć w domu ok ale czemu ja też musze?Ja chcem do ludzi!!
To idź !
A nie lezeć i drapać go po pleckach;-(((
Może to będzie początek pożądania
no ale jak Ci się już nie chce ![]()
Przed ślubem taki nie był.
Przed ślubem,poważnym związkiem świat jest inny,jak przy kochanku ![]()
On zostawał w domu a ja z koleżankami wychodziłam sie bawić!.
![]()
Co ja z nim za życie bede miała za kilkanaście lat jak faktycznie bedziemy mieli po 50 lat chyba tylko trumna i przymiarka;-((
Co WY będziecie mieć za życie .Opierasz Swoje życie na facecie ?
Seks też nie jest satysfakcjonujący,gdyż jemy starczy 5 min i juz jest happy.Ja jak większosc kobiet potrzebuje wiecej czasu na gierki pieszczoty a jemu szkoda na to czasu a jak już go podepre do muru to ciagle zerka na zegarek ile czasu mu pozostało czasu do snu!!!!
To może tak rozmowa ? Czy zawsze taki był ?
Wogóle seks nie jest moim spełnieniem marzeń.
A co jest ?
W domu sie czepia rozmowy z nim nawet o codzienności kończą sie kłótnią.Próbowałam z nim rozmawiaćale no nie da rady!!Wierzcie mi...nie da rady ma chatarkter swojej matki a z nią to już wogóle cieżka sytuacja....
A w jaki sposób z nim rozmawiasz ? z jakiej pozycji ?
Coraz częsciej mysle o innym o cichym tajemniczym przyjacielu,z którym i przy którym bedzie mi dobrze,że oderwe sie od rzeczywistości.
no to napewno - do pewnej chwili ![]()
Nie chcem psuć małżeństwa chociąz moja wieksza połowa by tego chciała.Kiedyś powiedziałąm mu o swoich obawach,uczuciach to zdenerwował sie,wyzwał i kazał wyp.... z domu!
To faktycznie nie ładnie
Zaproponowałam ze ja sie wyprowadze na jakis czas ze odpoczniemy od siebie to własnie tak zareagował!!Co mam robić..>???Moze faktycznie potrzebny jest mi kochanek?W sumie przyznam sie ze bym chciała!!??
Odejdź,stań sama na nogach,znajdź kochanka i hulaj dusza....
Dziękuje Wam kobitki;-)Jest mi lepiej bo czuje ze nie jestem w tym gronie sama.
Do agusia2006 (chyba).Od ponad roku zastanawiam sie o tym co bedzie lepsze dla nas,dla mnie i dla dziecka!Są dni ze jest w miare ok,ale to są bardzo krótkie dni.Po jednym udanym dniu przychodzi 6 tych złych,gorszych w których ja nie daje rady.Dziecko słyszy i widzi naszą kłótnie,wybuchy złości i mój płacz;-((Przytula mnie i płacze ze mną i pociesza jednocześnie (mówi znajdziemy sobie innego tatusia..he)Córeczka w sumie nie jest za nim.Nie potrafi,nie chce z nim rozmawiać,bawić sie,opowiadać o przedszkolu itp,bo mąż niby jej słucha ale tv i przełącza guziki i kiwa głową <tak,tak,tak>a ona ma 5 lat i rozumie wiecej jak nam sie dorosłym wydaje;-)Maz nie potrafi okazywac jej miłosci,zainteresowania.Nie potrafi rozmawiać z nią,chwalić,tłumaczyć itp.Ale za to świetnie umie wrzasnąć tak na nią ze ona już tylko płacze...a za co?A za to ze zasłoniła tatusiowi tv,nie chcący,była tak zaintrygowana opowiadaniem dla tatusia ze znalazła sie na zakazanym torze czyli tatuś-tv;-(I płacz dziecka,a moja kłótnia z mężem itp.Myśle często nad rozwiązanem tej sytuacji.Obmyślam za i przeciw.Zastanawiam sie co bedzię lepsze?Nie wiem co mam poradzić?Mam dość!Spać nie moge,bo myślę,myślę i myślę....i co bym nie wymyśliła to każde rozwiazane jest złe;-(
Zrób tak żebyś była w porządku,jeżeli dialogi,rozmowy,monologi nie przyniosą oczekiwanego rezultatu ....
abyś nigdy nie czuła się winna . Facet przyjął postawę samca co kasę przynosi a resztę ma w d.....
I go to dussssssiiiiiiii ....zwyczajnie w świecie a jedyną odskocznią od rzeczywistości jest :
DRINOL + TV + KILKUMINUTOWY "SEKS"
Nie przejmuj się jednak ,dużo ludzi tak żyje,zagryza zęby i żyje ...
sorry ale co to za rada
zaciśnij zęby i wytrzymaj
sorry ale co to za rada
zaciśnij zęby i wytrzymaj
To nie była rada ![]()
I jeszcze jedno: po Twoich pierwszych postach można było pomyśleć, że ot, leniwa baba, siedzi w domu podczas gdy mąż haruje i jeszcze myśli, jak mu rogi przyprawić. Dopiero to, co napisałaś teraz, daje jasny obraz Twojego męża. Z takimi ludźmi nie da się żyć.
No, nie do końca. Przecież nawet w pierwszym poście stoi wyraźnie ![]()
Kiedyś powiedziałąm mu o swoich obawach,uczuciach to zdenerwował sie,wyzwał i kazał wyp.... z domu!
Lisiczko, mówisz, że zastanawiasz się, bo ''tak źle i tak niedobrze''. Jakie są więc plusy obecnej sytuacji?
27 2011-10-23 00:30:38 Ostatnio edytowany przez majka11 (2011-10-23 00:41:15)
Kiedy czytalam Twoj watek czulam sie tak jakbym czytala o sobie samej. Tkwilam w tym 10 lat w tym 6 lat po slubie. Bylo dokladnie tak samo. On pracowal ja zajmowalam sie dziecmi 2 i domem. Na mojej glowie bylo wszystko procz zarabiania pieniedzy Bo on pracowal mial tylko 3 zmiany wracal spal byl z nami 2h i jechal z powrotem do pracy.I tak przez 10 lat. Z czasem wszystko sie wypalilo. Nie bylo z jego strony nic tak pochlonelo go zarabianie pieniedzy. Oczywiscie tez pracowalam miedzy czasie i tez nie mialam wtedy taryfy ulgowej. Proponowalam aby zmienil prace na dogodne zmiany ale nieee bo w innej nie bedzie mial takiego szefa
i co psulo sie strasznie . Pogubilismy sie w tym wszystkim. Rozstalismy sie 2 lata temu. Teraz ukladam sobie zycie na nowo. Poznalam kogos kto jest ogromnym przeciwienstwem mojego bylego. I uwarzam ze szkoda czasu na kochanka. To jest tylko chwilowe a niesie za soba wiele nieprzyjemnosci. Pomaga ale nie rozwiazuje problemu. Dlatego przemysl to jeszcze raz i podejmnij dobra dla Ciebie decyzje. Albo zostajesz albo odchodzisz.
bellew nie wiem czym sie kierujesz w swoim przedostatnim poscie ale w niczym nie pomagasz. Oczywiste! Nie byles w takiej sytuacji wiec latwo sie pisze. Daruj sobie. Postaw sie w jej sytuacji. Postawiles sie? I co moze zacisnij zeby i zyj dalej. Zycie ma sie tylko jedno i trzeba robic tak aby przezyc go jak najlepiej.
28 2011-10-23 10:03:04 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-10-23 11:49:19)
Zycie ma sie tylko jedno i trzeba robic tak aby przezyc go jak najlepiej.
Oczywiście,że tak dlatego też napisałem o zagryzaniu - aby właśnie tego nie robić.
Poza tym skąd wiesz że nie byłem.Zresztą nieważne ![]()
Bellew przepraszam wiem ze troszeczke naskoczylam na Ciebie ale czytajac Twoja strasznie dluga wypowiedz burzyla mi sie krew w zylach... dlaczego?? Poniewaz nie byla w niczym pomocna. Bynajmniej mi by wcale nie pomogla...
Jestem pewna ze nie byles w takiej sytuacji. Bo gdyby bylo inaczej nie pisalbys takich postow.
To są historie Twoja, moja, jej też . Jako szczęśliwa rozwódka mam za sobą 25 lat doświadczenia małżeńskiego. Ostateczną winę za rozpad małżeństwa ponosi ex, zgodnie z wyrokiem sądu, ale ja też nie byłam święta.
Starsza córka na studiach (bez urlopu dziekańskiego i ze stypendium naukowym), potem praca, dom, sprzątanie, zakupy.
ZAWSZE musiałam zarabiać mniej niż ex , jak miałam chałtury, oszukiwałam że zarobiłam mniej?żeby lepiej się czuł.
Młodsza córka po 8 latach i 3,5 letnia przerwa w pracy. Koszmar. Co pół roku miałam dość, szukałam pracy, znajdowałam i rezygnowałam z propozycji, bo córki, dom, sprzątanie, zakupy. Na zajęcia tylko dla mnie brakowało kasy albo czasu, bo ex się rozwijał.
Po kilku latach po ślubie zmęczenie, brak satysfakcji w łóżku, brak uwielbienia. Zdradziłam ex kilkakrotnie. Było wspaniale, ale wyrzuty sumienia miałam straszne. Wzięłam się w garść, a ex nigdy się nie dowiedział. Źle robiłam, ale wyciągnęłam wnioski na całe życie. I nikt nie cierpiał przeze mnie, tylko i wyłącznie ja cierpiałam.
Ex pierwszy, półroczny romans zaczął tuż przed urodzeniem młodszej córki. Czułam, że coś jest nie tak, mała miała 4 miesiące jak przyszedł i mi o tym powiedział: jest ta trzecia. Zacisnęłam zęby, zrobiłam wszystko co potrafiłam i uratowaliśmy nasze małżeństwo na 15 lat. Ale wtedy powiedziałam sobie że już nigdy takiego cierpienia nie wytrzymam. Drugiej szansy już mu nie dałam. I jestem teraz szczęśliwa w nowym życiu, w nowym związku
Ja nie żałuję, że nasze małżeństwo rozpadło się, ale wciąż uważam, że mieliśmy szansę i nie wykorzystaliśmy jej. Tak osłabłam (ex psychiczni nas gnębił), że już nie miałam siły walczyć. Może to był instynkt samozachowawczy, ale pewne jest że jedna osoba związku nie uratuje.
31 2011-10-23 19:29:09 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-10-23 19:31:21)
Bellew przepraszam wiem ze troszeczke naskoczylam na Ciebie ale czytajac Twoja strasznie dluga wypowiedz burzyla mi sie krew w zylach... dlaczego?? Poniewaz nie byla w niczym pomocna. Bynajmniej mi by wcale nie pomogla...
Jestem pewna ze nie byles w takiej sytuacji. Bo gdyby bylo inaczej nie pisalbys takich postow.
Nie,nie musisz przepraszać.Nie czuję że naskoczyłaś.Wyraziłaś swoje zdanie.Ja też.Czy pomogła.Hm.Może tak może i nie.
A może pomoże
Może wyciągnie jakieś nowe wnioski.Ty tego nie wiesz więc nie oceniaj.Dalej nie wiesz czy byłem.
I się nie dowiesz.Nie ma takiej potrzeby.
Tak, nie poklepałem może po ramieniu ... to forum publiczne nie zależy mi na tym ![]()
Niech sama autorka oceni
Ważne jednak jest to żeby była szczęśliwa i dokonywała dobrych wyborów ot tyle
Ja wywnioskowałem tylko tyle : Nie potrafią ze sobą rozmawiać,a komunikacji nie ma żadnej
32 2011-10-23 20:43:19 Ostatnio edytowany przez nina1234 (2011-10-23 20:44:16)
Lisiczka 29 sama musisz zdecydować czy chcesz próbować naprawiać to małżeństwo i z tym się wiąże szczera rozmowa z mężem ,czy też kończysz ten związek.Pamiętaj o jednym teraz możecie rozejść się za porozumieniem stron ,jeśli zdradzisz a on się o tym dowie może Ciebie oskarżyć o rozpad małżeństwa,a wtedy twoja pozycja finansowa bardzo się zmieni.Jeżeli nie potrafisz z nim rozmawiać bez emocji napisz list, w którym wszystko mu przedstawisz, opisz co czujesz i czego oczekujesz.Potem zdecydujcie razem ,co dalej .Nie zdradzaj bo potem stracisz sama szacunek dla siebie.
33 2011-10-23 21:15:21 Ostatnio edytowany przez Koliber (2011-10-23 21:43:38)
???Moze faktycznie potrzebny jest mi kochanek?W sumie przyznam sie ze bym chciała!!??
no pewnie ze tak jakis młody ogierek fajny by był a nie 26 latek z rozumem 80 latka ![]()
[
Lisiczka_29 napisał/a:Seks z nim to pare minut,on kończy a ja...cóż?!
Standard ? obowiązek ? Egoizm ? wymyśl co chcesz,co więc Ty zrobiłaś żeby było lepiej ?
a co ona moze zrobić jak on za szybko kończy, to tak jakyb powiedzieć do mężczyzny-jak twoja kobieta jest za szeroka to weź coś zrób, chyba tylko w głowę sobie strzel.
Witam Was serdecznie;-)Dawno tu nie zaglądałam ale chcę sie podzielić z Wami moją historią,bo sama w sumie nie wiem co począć;-(
W moim małżeństwie nic sie nie zmieniło o ile można by powiedzieć że nie jest gorzej,ale niestety nie znalazłam w sobie na tyle odwagi i siły aby odejść.Dałam nam,sobie czas ale niestety wg mnie nic sie nie zmieniło;-(
Ostatnio trafiają mi sie nagłe ataki furii (mąż),przez co cierpi moje dziecko,bo widzi jak sie zachowuje jej mamusia...przykro mi z tego powodu bardzo że moje ukochane dziecko musi na to patrzeć.Przez moje kłótnie z mężem,córcia kilka razy w nocy zmoczyła sie (6lat).wydaje mi się że to przez sytuacje w domu,gdyż dzieje sie to wtedy kiedy z mężem sie kłócimy;-(Tłumacze jej że ją kocham najbardziej na świecie i ze jest dla mnie najważniejsza ale dziecko ślepe nie jest i widzi co się wkoło niej dzieje;-(
Co do mojego związku,jednym słowem tragedia nic ując nic dodać;-("Uciekam"byle z dala od domu,od niego.Robię wszystko żeby być od niego z daleka.Zmuszam sie do rozmowy z nim,do uśmiechu do normalnego bycia ale nie mam siły,jadę już na resztkach a we mnie wszystko wiruje,trzęsie się we mnie dosłownie wszystko a to dla tego ze do męża nic nie czuje,nic a nic....pustka;-(Mój mąż wie o wszystkim,wie o moich cierpieniach o uczuciach do niego,wie ze wszystko co czułam do niego wygasło,zamieniło sie w popiół;-(Mamy za sobą wiele godzin rozmów,tłumaczeń,z których i tak nic nie wynika,które do niczego nie prowadzą?!Ostatnio nie wytrzymałam i powiedziałam mu że się wyprowadzam,że mam dość takiego życia.Pakowałam się już gdy on dostał ataku szału!Zaczął płakać,trzęś sie,rzucać sobą,wszystkim,błagać na kolanach żebym go nie zostawiała,żebym została,żebym dała mu szanse,że sie zmieni,że naprawi to co zepsuł i zrobi wszystko żebym go pokochała na nowo.Ale czy ja go pokocham?Czy do miłości można sie zmusić?Ja szczerze w to wątpię,wiem jaki ma charakter,wiem że zmieni sie ale ta zmiana będzie chwilowa do czasu aż sie unormuje sytuacja w domu a później wrócimy do punktu wyjścia.Porównałam go do zachowania naszej córci jak chce zabawke to zrobi dosłownie wszystko żeby ją dostać,ale jak już ją dostanie robi to samo co wcześniej.Tak samo będzie z nami;-(Czuje sie jak w tej piosence Sylwii Grzeszczak <Łączy nas wiele spraw,jeszcze więcej dzieli,być blisko siebie a wciąż nie tak jakbyśmy chcieli,kręcimy sie jak w karuzeli>To tak jest właśnie z nami;-(Najśmieszniejsze a jednocześnie najgorsze jest to że gdy on tak sie zachował to we mnie nic nie drgnęło,nie czułam żalu,złości tylko spokój.Co mam myśleć na ten temat?Czy to może znaczyć że faktycznie mi na nim nie zależy tak jak powinno?Sama sie pogubiłam w tym wszystkim,ale moje zachowanie,moje odczucia co do niego były oschłe,zimne.Jedynie co czułam wtedy i teraz to poczucie winy i litość...Mąż mnie kocha wiem to i powiedział ze jego życie beze mnie,bez nas dla niego nie ma znaczenie,że woli skończyć ze sobą niż wiedzieć ze jestem gdzieś ale nie z nim;-(Że nie zniesie tego,że go to przerasta,że sie wykończy psychicznie.Błagał mnie żebym została!Myślałam ze jestem egoistką kiedy postanowiłam sie wyprowadzić i żyć swoim życiem.Zabrać córkę i być szczęśliwą,bo szczęście mojego dziecka i jej emocjonalny spokój jest dla mnie najważniejszy.Ale gdy mąż zagrał nie fer,szantażując mnie emocjonalnie,grożąc śmiercią,zrozumiałam jedno ze on to może faktycznie zrobić (jest słaby psychicznie)a tego bym raczej nie zniosła,nie wybaczyłabym sobie do końca życia.Nie mogłabym być już szczęśliwa żyjąc z takim poczuciem winy.Jego rodzina by mnie "zjadła"szczególnie jego mamusia!Ich reakcji boje sie najbardziej;-(
Druga sprawa jak mi ciąży na sercu jest postawa mojego taty;-(Myślałam że postara sie mnie zrozumieć,porozmawia ze mną,poda mi pomocną dłoń w ciężkiej dla mnie chwili,że postara sie mnie zrozumieć,że bedzie ze mną ze względu na to jaką podejmę decycję,że bedzie mnie wspierał.Nie oczekuje od niego ze mnie pochwali,ale ze bedzie przy mnie tak jak ja byłam przy nim kiedy umarła mama;-(I jak nic sie pomyliłam;-(W ogóle jego reakcja była śmieszna jak dla mnie,gdyż jak mu powiedziałam że odchodzę od męża,to jego pytanie a zarazem i odpowiedź była taka że skoro K coś"przeskrobał"to mi pomoże,że tak trzeba,w pierwszej chwili sie ucieszyłam ale zrozumiałam ze tata pomyślał że to K coś przeskrobał a nie ja,a to przecież ja chciałam odejść od męża.Więc szybko go z tego błędu wyprowadziłam i co efekt był odwrotny...Naskoczył na mnie że jak to tak?Jak można kogoś przestać kochać,że mi sie w dupie poprzewracało,że nie wiem czego chcę,że chce rozbić rodzinę i że myśle tylko o sobie o swojej d...Że jaki to wstyd przed ludzmi,przed rodziną jego,że jak to jego córka sie rozwodzi.Wg teorii taty powinnam siedzieć na dupie przy mężu,bez względu czy go kocham czy nie,czy jestem szczęśliwa czy nie-mam ku...siedzieć na dupie,a nie rozwalać rodzinę..Dla taty moje szczęście jest mało istotne,najważniejsza jest opinia ludzi!Druga strona medalu jest taka że jakby to K mnie zostawił,nie byłoby wstydu przed ludzmi,przed rodziną w istocie to ja byłabym tą poszkodowaną,biedną żoną,którą wredny mąż ot tak sobie zostawił.Tu jednak ja byłam tą złą żoną a mój maż był biedny poszkodowany...Punkt widzenia zalęży od punktu siedzenia święta prawda!!Miałam u taty zamieszkać gdyż jest sam i ma spore mieszkanie,ale skoro tak zareagował to nie moge na niego liczyć w tej sytuacji;-(Mam ogromy żal do niego,że tak to odbiera;-(I co zrobiłam w tej sytuacji?Zostałam;-(Męczę sie nadal,denerwuje,płaczę,mam dość!Ale że zostałam w tym wszystkim sama,bez wsparcia bez pomocy.Zostałam;-(
Cóż Ci mogę powiedzieć. Sprawa jest trudna. Nawet bardzo trudna. Dołączyłaś do grupy kobiet zombi w domu. Jesteś tylko ciałem a nie duszą. Nie masz wsparcia. Myślę że wcześniej czy później i tak się rozstaniecie. Jeżeli uczucie już wygasło i nie ma ochoty z Twojej strony ani jego odbudować je to będzie męczarnia. Cóż mogę poradzić. Odseparuj się od męża. Znajdź pracę. Stań się samowystarczalna. Wcześniej czy później znajdzie kochankę i w ten sposób będziesz wolna. Okrutne to, ale jak nie ma wyjścia. Na brak uczuć nie ma lekarstwa ani porady. Życie w związku tylko dlatego, bo co ludzie powiedzą jest masochizmem. Dla dziecka też nie bo jak opisujesz bardziej na tym cierpi niż zyskuje. Jeżeli ty spotkasz kogoś i się zakochasz, to po wydaniu się (a wyda się na pewno), będziesz na straconej pozycji przed sądem w sprawie o rozwód. Możesz nawet stracić dziecko. Bo on wierny, kochający, pracuje na rodzinę a ty wywołująca awantury które źle wpływają na dziecko i jeszcze z kochankiem.
Prawdę powiedziawszy nie wiem co Ci poradzić. Może jeszcze jedno.
Może pojedź do jego rodziców. Tobie i tak to ganz egal. Porozmawiaj z nimi, powiedz że jest źle, że nie widzisz przyszłości. Że jesteś zdecydowana odejść ale syneczek szantażuje samobójstwem i niech się nim zaopiekują. Musisz się liczyć że zwyzywają Cię od najgorszych a nawet wyrzucą z domu. Ale będziesz miała spokój sumienia, że przed odejściem zrobiłaś co w Twojej mocy aby żył.
Ojciec na pewno z czasem zrozumie że popełnił błąd, zmuszając Cię do trwania w tym związku. Tym się nie przejmuj.
Lisiczka_29
Jestem w podobnej sytuacji. 10lat znajomości w tym 5 lat po ślubie roczna córeczka. Może nie jest aż tak źle jeszcze jak u Ciebie ale kolorowo też nie jest. Nie u mimy się dogadać za bardzo. Roześmieliśmy budowę 3lata temu, mąż pracuje i wykańcza powoli. Cały czas chodzi zły i poddenerwowany bo pieniądze się kończą. Ostatnio wsiekał się że pojechałam do sklepu zrobić zakupu do jedzenia i dla malej mleko kupić z tym że na te zakupy wysłała mnie moja babcia i dała mi na nie pieniądze. Był zły bo mu wcześniej nie powiedziałam że będę jechała. Wpadł w szał walną z całej siły w ścianę. Zastanawiam się czy za niedługo jak nie będzie miał nic pod ręką na czym będzie mógł się wyżyć jak ta ściana czy nie trafi we mnie. Jak na razie nie zdarzyło się to ale widzę że z czasem jest coraz bardziej nerwowy i wpada w większa furie. Później pojechał po jakieś elementy na budowę i kupił przy okazji 0,5 wódki prawie całą ja wypił sam cichaczem (nie pierwszy raz). Na drugi dzień jak się pytam dlaczego to mówi mi że się zdenerwował. A mi ciągle wałkuje że musimy oszczędzać
Nie powiem czuje coś do niego nadal jednak więcej jest we mnie złości na niego na jego wybuchowość na czepiania się pierdół niż tej miłości. Pisałaś że łatwo było by wziąć garść tabletek. Też w mojej głowie kłębią się te myśli i ta sam a myśl co u ciebie a co z dzieckiem. Jestem raczej optymistką jednak on mnie zmienia. Na gorsze. Ma bardzo ciężki charakter. Nie chce od niego odchodzić bo ciągle mam nadzieje że to się naprawi skończymy dom będziemy na swoim będzie lepiej. Jednak czasami brak mi sił. Potrzebny mi jest kopniak do życia do działania i myślę że właśnie kochanek dał by mi to.
witam. czytając twoja historie czułam jak by ktoś opisał moje życie , smutne ale prawdziwe. Juz dawno mam dylemat czy odejsc , jesli tak to kiedy,(moja córeczka ma 2 latka) nad zdrada nigdy sie nie zastanawiałam , i myśle ze by nic nie pomogło, a jeszcze straciłabym szacunek do siebie, nie zeby go zostało za duzo ;( no właśnie chyba na tym polega nasz problem .wiem użalam sie nad sobą , on cały czas mi to powtarza,czasami jest lepiej, czasami nie. raz zagroziłam ze odejde, a właściwie ze on ma odejsc(długo by opowiadac , ale on mieszka u mnie ) i jakiś czas był spokój. ale było mineło. częste kłutnie o nic,on uważa ze to nic, moja wina i po 5 min jak by nic nigdy, ja nie, dawniej czułam bul,złośc, od ostatniej wiekszej potyczki nie czuje juz nic , pustka, w łuzku albo odmawiam albo czekam zeby szybko skończył i usnął, a ja leze i czuje do siebie wstret . nie szukam rad , chyba , nie mam odwagi odejsc. nie wiem co jest gorsze zaznac 5 min prawdziwej miłosci , czy całe życie spokoju.