Witam wszystkich..wlasnie sie zarejestrowalam..poniewaz potrzebuje sie wygadac i potrzebuje rady...szczerej nawet do bolu..
Mam 34 lata..Marcina poznalam po dosc nieudanym zwiazku z facetem,ktory okazal sie miec inna orientacje seksualna...na poczatku z Marcinem wiele rozmawialismy...wydawalo mi sie,ze bardzo mi pomaga..ze bardzo rozumie...teraz widze..ze dokladnie mnie poznal i zaczal dawac to,czego nie mialam w poprzednim zwiazku...przysylal kwiaty do pracy..uwodzil...pisal piekne listy..wszystko cudownie,pieknie i jak z bajki...Aaa..jeszcze szczegol...mieszkalismy dosc daleko od siebie...
Pierwsze nasze spotkanie na zywo...naprawde ogromna chemia...tego akurat nie moge negowac..bylo cudownie..dalam sie nabrac...teraz widze,ze nie dosc,ze zakochalam sie jak nastolatka...to jeszcze chcialam szybko uciec od problemow po poprzednim zwiazku..na to wszystko mialam blogoslawienstwo rodziny,przyjaciol...kazdy jak nas widzial..mowil,ze widac jak on mnie kocha..jak szanuje...ze w koncu sobie na to zasluzylam..
zaczelam jezdzic do Marcina...mieszka sam..ale zaraz poznal mnie ze swoja rodzina..akurat byly chrzciny jego siostrzenca,,wiec poznalam cala rodzine..
Marcinowi bardzo zalezalo,abysmy byli razem..zeby nie jezdzic w kolko do siebie i tracic czasu..z uwagi na nasze wyksztalcenie i prace ustalilismy,ze lepiej bedzie jak ja sie przeprowadze do niego...ten argument byl rzeczowy.
Zeby pokazac "szczerosc" swoich planow..oswiadczyl sie..nie chcial,bym przeprowadzala sie jako dziewczyna..a jako narzeczona..zaczelo sie szukanie pracy..powolne przewozenie rzeczy..Marcin bardzo mi pomagal..jego rodzice tez...wozili na rozmowy kwalifikacyjne..mama zapraszala na pogaduchy,zebym nie siedziala sama...myslalam,ze w koncu zlapalam szczescie...zaczelam dbac o nasz dom..marcin bardzo to docenial..wszedzie sie chwalil mna,docenial,ze ma czego nie bylo w poprzednich zwiazkach.
Choc miedzy wierszami widzialam,ze bywa egoistyczny..ze ma problemy emocjonalne..przyznal sie nawet,ze sie leczyl..ale milosc zaslepia wszystko.,,myslalam,ze dam sobie z tym wszystkim rade.
Zaczelismy urzadzac razem mieszkanie...zeby bylo milo..byly drobne sprzeczki..ale myslelismy,ze to moze na poczatku..ze trzeba sie dotrzec..ze to wszystko przez stres..ja dosc szybko znalazlam prace...a mialam problemy w starej,zeby odejsc..
Byly zapewnienia wobec moich rodzicow,ze bedzie dbal o mnie,ze kazdy bedzie mogl do mnie przyjezdzac..
To wszystko pokrotce..przeprowadzilam sie...miesiac temu...juz ostatni tydzien przed ostatecznym przyjazdem zauwazylam,ze jest cos nie tak..marcin byl smutny..odpychajacy..gdy spytalam czy to ma zwiazek z naszym byciem razem...zaprzeczal...dopiero jak sie sprowadzilam przyznal,ze czuje,ze wraca jego depresja..ze zaczyna sie jesien..ze teraz bedzie gburowaty,ze bedzie odpychajacy,ze nie bedzie chcial ze mna rozmawiac,ze bedzie zamkniety w sobie..ze jesien pokaze,czy ja to wytrzymam..
nie bylo juz czasu..poszlam do nowej pracy..nie moge mowic..staral sie..wozil do pracy...ale nagle i niespodziewanie okazalo sie,ze jestem w ciazy..ciagle zle sie czulam..bylam przerazona...nowa praca..nowe miejsce...a tu ciaza...do tego naprawde czulam sie fatalnie...zemdlalam..marcin nie umial mi pomoc..stal nade mna i nie wiedzial.co robic...to byl przelom...zaczelam domagac sie jakiejs opieki..ciagle tylko potrafil dawac mi piekne slowa-ze przez wszystko przejdziemy razem..ze najwazniejsze ze jestesmy..reszta sie ulozy..a on jest tak szczesliwy,ze bedzie mial dziecko...ze przez to dziecko pokochal mnie bardziej..
Nie bede wchodzila w szczegoly..opisze dzien 7 pazdziernik...rano odwiozl do pracy..przytuli..powiedzial Kocham Cie skarbie..to byl piatek..zapewnial,.ze bedzie piekny weekend..ze odpoczniemy..ze bedziemy razem..w ciagu dnia dzwonil,pisal..martwil sie o zdrowie..ja akurat caly tamten dzien wymiotowalam,,,wygladalam jak zdjeta z krzyza...powiedzial,ze zwolni sie z pracy i przyjedzie po mnie..bo chce byc szybciej ze mna..mielismy jechac na zakupy..a potem juz cudowny weekend..przyjechal...pocalowal..sam stwierdzil,ze zle wygladam,ze musze zle sie czuc...w aucie trzymal ze reke..powiedzial,ze zamiast jechac od razu na zakupy pojedziemy do domu sie przebrac..a do tego dzwonili jacys znajomi,ktorzy chca wpasc na chwile na kawe..w domu dwa razy przytuli...pocalowal..przyszli znajomi..przedstawil..kazal na chwile usiasc z nimi..i powiedzial.ze mam 5 minut,zeby sie wyprowadzic,bo on juz nie daje rady,bo ja wymagam za duzo od niego..bo jestem agresywna!!!!!!!!!!!!!!!! Zero litosci,zero tlumaczen..jeszcze mnie poganial,ze mam isc szybko,bo czas znajomych jest ograniczony..aaaaaa...dobrodusznie zaproponowal,ze wynajmnie mi hotel na jedna noc..wiedzial,ze nie mam tam nikogo.ze rzucialm dla niego wszystko..
w nocy przyjechali po mnie rodzice..na razie jestem na zwolnieniu..ale tam do pracy nie wroce..nie dam rady byc sama daleko od domu..przyjaciol..i jeszcze zle sie czujac w ciazy
Mam tylko jedno pytanie...dlaczego?????????