Prosze o rade bo jestem strasznie zagubiona, sama z moimi myslami i nie wiem juz co mam zrobic... O to moja historia. Dosc dluga ale postaram sie skrocic jak najlepiej potrafie.
Bylam w zwiazku 8 lat, piekna milosc, zareczyny, wzloty i upadki.. Ostatni rok to wiecej upadkow niz wzlotow, sporo klotni.. Facet mnie zostawil.. Stwierdzil ze kocha ale nie mozemy byc razem. Peklo mi serce. Probowalam rozmawiac ale bylo poprostu gorzej. Wpadlam w depresje, On zreszta tez. Po jakims czasie On zaczal sie z kims spotykac, ja tez bylam na kilku randkach mimo tego ze nadal kochalam Jego, chcialam jakos zapomniec i zyc dalej... Kontakt jako taki mielismy ale czesto konczylo sie klotniami.
Po jakis 6 miesiacach rozstania sms od bylego... Teskni za mna, tamta nowa dziewczyna to porazka, nie potrafil o mnie zapomniec, chce sie spotkac. Na poczatku mialam watpliwosci czy chce do tego wszystkiego wracac ale szybko zdalam sobie sprawe z tego jak bardzo Go kocham i jak wiele bylabym mu w stanie wybaczyc... Zaczelismy sie spotykac, jako zwyczajni znajomi ale pozniej zaczelismy rozmawiac o ponownym zwiazaniu sie.. Nie chcielismy niczego robic pochopnie, On sie bal ze zejdziemy sie a potem znowu stwierdzi ze nie uklada nam sie i znowu zlamie mi serce.. Zaczelismy duuuzo rozmawiac, o naszych bledach. Pracowalismy nad tym, ja zdalam sobie sprawe z moich wad, zaczelam naprawde sie zmieniac na lepsze, walczylam.. Nie bylo juz tych starych klotni, byla znaczna poprawa. Przyznam ze nie bylo tej szalonej iskry jak kiedys ale tlumaczylam sobie to tym wszystkim przez co przesliszmy, ze nie od razu poczujemy sie w stu procentach oddani temu zwiazku, ze beda jakies obawy.. Najwazniejsza jest przeciez milosc a ja bylam pewna swojej ogromnej milosci, On z reszta tez powtarzal mi ze mnie kocha.. Wierzylam ze zmierzamy w dobrym kierunku...
Ustalilismy ze po okresie proby porozmawiamy o przyszlosci i czy nasz powrot do siebie ma sens.. Doszlo do rozmowy i On stwierdzil ze bardzo lubi spedzac ze mna czas, widzi jak sie staram i jak sie zmienilam (na lepsze) i ze kocha mnie ale jak przyjaciolke i nic wiecej... Zalamalam sie (po raz drugi). On bardzo mnie przepraszal, powtarzal ze naprawde chcialby byc ze mna ale nie moze zmusic sie do uczucia... Chce zebysmy pozostali w kontakcie, powtarza ze zawsze moge na Niego liczyc.
Co teraz? Czy to juz naprawde koniec?? Jestem zalamana.. On bardzo mnie przepraszal ze skrzywdzil mnie po raz drugi. W sumie nie mam do Niego o to zalu bo sama chcialam dac nam szanse.. Zla jestem tylko ze zrobil mi nadzieje bo powtarzal ze mnie kocha.. On mowi ze naprawde sam tego chcial i probowal.. Czy mam juz sobie odpuscic? Nie chce o Nim zapomniec ale czy jest jeszcze sens walczyc? Czy jest szansa ze zakocha sie we mnie po raz drugi??
Dodam tez ze bardzo mi ciezko bo nie mam z kim o tym porozmawiac.. Gdy zaczelismy spotykac sie z ex stwierdzilismy ze narazie nie bedziemy nikomu o tym mowic i zobaczymy jak bedzie. Teraz glupio mi przed najblizszymi przez moje klamstwa i tajemnice i nie chce ?zalewac? ich swoimi problemami i zlamanym sercem po raz drugi.... ![]()
Podobne tematy
bardzo Ci współczuję, wyobrażam sobie co czujesz...wydaje mi się, że Twój ex nie był pewien co do swoich uczuć względem Ciebie,myślę, że raz czuł,że Cię kocha a raz że jesteś dla niego tylko przyjaciółką, wydaje mi się, że skoro już doszedł do wniosku, że jednak chce się z Tobą przyjaźnić i nic więcej to najlepiej dać sobie spokój z nim, wiem, że to trudne, szczególnie po tak długim czasie,możliwe, że po prostu jego uczucia do Ciebie się wypaliły:( czasem tak już jest...spędzaj jak najwięcej czasu ze znajomymi, postaraj cieszyć się i leczyć rany po tym rozstaniu, nie spotykaj się z nim by sobie nie przypominać, a jeśli by znowu się odezwał do Ciebie, że chce wrócić to myślę, że nie ma co dawać mu szansy, bo jeszcze znowu Cię zrani,trzymaj się.
Zgadzam się z Martusią.
Chłopak podszedł do sprawy uczciwie.
Zatęsknił,ale dał do zrozumienia,że nie jest pewien i stąd spotkania potajemne i bez wiedzy innych.
Chciał się upewnić czy tęskni bo kocha, czy tęskni bo była to jedynie chwila słabości.
Niestety okazało się to drugie i raczej już nic z tego nie będzie.
Uczucia względem Ciebie przestały istnieć.
Musiałaś być dobrym partnerem dlatego Cię lubi,ale nic innego nie jest w stanie więcej wykrzesać.
Ten płomień zgasł,najprawdopodobniej już jakiś czas temu i tego momentu nie zauważyłaś.
Czy jest możliwość aby zakochał się na nowo?
wszystko w życiu jest możliwe,ale nie trzymała bym się tej opcji jak tonący brzytwy.
Współczuje Ci i przytulam mocno.
Dziekuje Wam za cieple slowa, jest mi naprawde ciezko. Strasznie sie obwiniam bo On kiedys kochal mnie ponad wszystko a ja to spieprz... Oczywiscie, nie byl idealem ale to przeze mnie bylo 80 procent klotni.. Gdyby to wszystko wydarzylo sie przez roznice charakterow to lzej bym to przezyla no bo nie zmienie tego kim jestem ale fakt ze potrafilam sie zmienic, sama zdac sobie sprawe z okropnych wad i ich sie pozbyc zabija mnie bo zrobilam to zdecydowanie za pozno ![]()
Co mam teraz zrobic? On chce byc moim wsparciem i przyjacielem przy czym prosi mnie zebym nie robila sobie nadzieji bo nic z tego nie bedzie. Ja mam teraz tylko Niego bo nikt wiecej nie wie. Wiem ze w takich sytuacjach niektorzy doradzaja calkowite urwanie kontaktu ale ja nie chce tego.. Czy w ogole moge jeszcze sprobowac zawalczyc? ale jak?
Powiem Wam ze gdyby nie Rodzice i fakt ze wiem ze gdybym odeszla to to by ich zlamalo to juz dawno mnie by tu nie bylo. Ale wiem wlasnie ze to by bylo samolubne wyjscie z sytuacji - pozbycie sie mojego smutku na rzecz smutku Rodziny..
nie zadręczaj się, nie obwiniaj, nigdy nie jest tak, że problemy w związku są winą jednej ze stron lub w większości jednej ze stron,poza tym w życiu każdy popełnia błędy,także dręcz się, bo będzie Ci gorzej,myślę, że już nie ma co walczyć, wiem, że ciężko Ci to przyjąć, ciężko taką myśl dopuścić,że nagle to wszystko po tylu latach pęka,ale tak już jest, dobrze chociaż, że nie zdradził Cię i był uczciwy, myślę, że daj na razie sobie odpocząć od niego, niech rana się trochę zabliźni.
Dzieki za odpowiedz. Faktycznie, naprawde ciezko jest mi to przyjac. Nie moge sie pogodzic z faktem ze to juz koniec.. Te wszystkie wspolne plany i marzenia.. Nie wiem czy bylo gorzej pierwszy raz gdy odszedl czy teraz, ten drugi raz, po tym gdy zrobilam sobie nadzieje i przez chwile mialam kawaleczek naszego dawnego wspolnego zycia.. Przezyc cos takiego raz jest ciezko, ale dwa.. Tzn nigdy sie z tym wczesniej nie pogodzilam ale bylo ciut lepiej, a teraz.... echhhh
Poza tym strasznie boje sie samotnosci i ze juz nigdy nie pokocham z wzajemnoscia.. Wiem co wszyscy mowia, ze czas leczy rany, ze napewno bedzie ktos nowy.. ale jak mozna znow pokochac kochajac tak mocno? A moze ja sie nigdy nie odkocham?
Dziekuje Wam za cieple slowa, jest mi naprawde ciezko. Strasznie sie obwiniam bo On kiedys kochal mnie ponad wszystko a ja to spieprz... Oczywiscie, nie byl idealem ale to przeze mnie bylo 80 procent klotni.. Gdyby to wszystko wydarzylo sie przez roznice charakterow to lzej bym to przezyla no bo nie zmienie tego kim jestem ale fakt ze potrafilam sie zmienic, sama zdac sobie sprawe z okropnych wad i ich sie pozbyc zabija mnie bo zrobilam to zdecydowanie za pozno
Co mam teraz zrobic? On chce byc moim wsparciem i przyjacielem przy czym prosi mnie zebym nie robila sobie nadzieji bo nic z tego nie bedzie. Ja mam teraz tylko Niego bo nikt wiecej nie wie. Wiem ze w takich sytuacjach niektorzy doradzaja calkowite urwanie kontaktu ale ja nie chce tego.. Czy w ogole moge jeszcze sprobowac zawalczyc? ale jak?
Powiem Wam ze gdyby nie Rodzice i fakt ze wiem ze gdybym odeszla to to by ich zlamalo to juz dawno mnie by tu nie bylo. Ale wiem wlasnie ze to by bylo samolubne wyjscie z sytuacji - pozbycie sie mojego smutku na rzecz smutku Rodziny..
Wiem co czujesz i to bardzo dobrze wiem. Też zmieniłam się dla męża i on to zauważył....ale niestety uczucia nie wróciły. Chce być przyjacielem, chce pomagać...ale naszego związku już nie ma. Parę dni temu się wyprowadził i teraz muszę się z tym pogodzić co się stało. Ja tez dałam szanse, bo mówił, że jednak kocha, że ważna jest rodzina, że próbował....ale jednak to nie jest to, myślał, że kocha. Do tego zakochany jest w innej kobiecie
.
Dzieki za odpowiedz. Faktycznie, naprawde ciezko jest mi to przyjac. Nie moge sie pogodzic z faktem ze to juz koniec.. Te wszystkie wspolne plany i marzenia.. Nie wiem czy bylo gorzej pierwszy raz gdy odszedl czy teraz, ten drugi raz, po tym gdy zrobilam sobie nadzieje i przez chwile mialam kawaleczek naszego dawnego wspolnego zycia.. Przezyc cos takiego raz jest ciezko, ale dwa.. Tzn nigdy sie z tym wczesniej nie pogodzilam ale bylo ciut lepiej, a teraz.... echhhh
Poza tym strasznie boje sie samotnosci i ze juz nigdy nie pokocham z wzajemnoscia.. Wiem co wszyscy mowia, ze czas leczy rany, ze napewno bedzie ktos nowy.. ale jak mozna znow pokochac kochajac tak mocno? A moze ja sie nigdy nie odkocham?
zobaczysz, że czas leczy rany, zazwyczaj po takich długich związkach dochodzi się do siebie po roku czasu, ja tak miałam, i obecnie jestem w nowym związku ze wzajemnością, także myślę, że się zakochasz i nie będziesz samotna, głowa do góry:)
zawsze inaczej się myśli sercem, a inaczej rozumem. kiedy jesteśmy pełni emocji trudno nam sobie wyobrazić, że coś może dla nas się obrocić na dobre. ale lepiej coś zakończyć teraz, niż trwać w zakłamanym związku, gdzie każdy idzie w swoją stronę, ale cały czas się oszukujecie.
Wiem co czujesz i to bardzo dobrze wiem. Też zmieniłam się dla męża i on to zauważył....ale niestety uczucia nie wróciły. Chce być przyjacielem, chce pomagać...ale naszego związku już nie ma. Parę dni temu się wyprowadził i teraz muszę się z tym pogodzić co się stało. Ja tez dałam szanse, bo mówił, że jednak kocha, że ważna jest rodzina, że próbował....ale jednak to nie jest to, myślał, że kocha. Do tego zakochany jest w innej kobiecie
.
Echh dzo dzo, przegladnelam Twoj temat i faktycznie widze ze jestesmy w podobnej sytuacji... Jak sie trzymasz? U mnie wieczna sinusoida, az zaczynam sie zastanawiac czy ja normalna jestem...
Troche mi lzej na sercu gdy widze ile kobiet jest w podobnej sytuacji, nie zycze nikomu takiego cierpienia ale przynajmniej nie czuje sie juz jak ta jedyna na swiecie tak strasznie skrzywdzona.. Wczesniej zastanawialam sie czym sobie na to wszystko zasluzylam..
Zastanawiam sie ile czasu zajmnie mi moje wyleczenie.. Tymbardziej ze w pewien sposob przezywam to cierpienie juz drugi raz. W sumie, wczoraj byl pierwszy, nieprzeplakany dzien od dluzszego czasu - moze jestem na dobrej drodze...
zobaczysz, że czas leczy rany, zazwyczaj po takich długich związkach dochodzi się do siebie po roku czasu, ja tak miałam, i obecnie jestem w nowym związku ze wzajemnością, także myślę, że się zakochasz i nie będziesz samotna, głowa do góry:)
Mam nadzieje.. Cholernie boje sie samotnosci a z drugiej strony balabym sie teraz z kims tak powaznie zwiazac. Balabym sie ze moje serducho znowu zostanie zlamane.. Ty nie mialas takich obaw?
zawsze inaczej się myśli sercem, a inaczej rozumem. kiedy jesteśmy pełni emocji trudno nam sobie wyobrazić, że coś może dla nas się obrocić na dobre. ale lepiej coś zakończyć teraz, niż trwać w zakłamanym związku, gdzie każdy idzie w swoją stronę, ale cały czas się oszukujecie.
Wiem ze masz racje, ale ja sie caly czas oszukuje.. Caly czas mysle sobie ze gdybysmy mogli spedzic razem troche wiecej czasu to moze znowu by mnie pokochal.. bo przeciez kochal!! wiem, glupia jestem.
Witaj zielone oczy'
Myślę, że jeśli będziesz tkwiła w swoich marzeniach i tęsknocie za swoim mężem, to nie otworzysz się nigdy na innego mężczyznę.
Napisałaś, że próbowaliście i on nie chce, a także, że to byłaś nazwijmy to awanturnicą w związku.
Mogło to w nim spowodować blokadę i teraz mimo ponownej próby - boi się, nie chce, nie ufa, a może po prostu woli pozostać luzakiem.
Napisałaś też, że się bardzo zmieniłaś, zatem tę zmianę wykorzystaj w swoim dalszym życiu i relacjach z mężczyznami.
Uporządkuj swoje sprawy poprzez rozwód. Zdarza się, że właśnie wtedy mężczyzna zaczyna o kobietę walczyć, gdy zaczyna widzieć, iż może ją nieodwracalnie stracić.
Na ten czas puść go wolno. Jeśli nie wróci, to bądź pewna, że nigdy nie był naprawdę Twój.
Wiesz co? Nie kieruj się tym co rodzice poczują, czy powiedzą.
Jesteś dużą dziewczynką i to Tobie ma być dobrze z tym, co w Twoim życiu dzieje się.
Martusia88 napisał/a:zobaczysz, że czas leczy rany, zazwyczaj po takich długich związkach dochodzi się do siebie po roku czasu, ja tak miałam, i obecnie jestem w nowym związku ze wzajemnością, także myślę, że się zakochasz i nie będziesz samotna, głowa do góry:)
Mam nadzieje.. Cholernie boje sie samotnosci a z drugiej strony balabym sie teraz z kims tak powaznie zwiazac. Balabym sie ze moje serducho znowu zostanie zlamane.. Ty nie mialas takich obaw?
bałam się tego, że będę sama cholernie,bałam się, że nikt mnie już nie będzie chciał...bałam się ponownie związać, i dlatego gdy poznałam mojego obecnego mężczyznę, ciężko mi było się przed nim otworzyć i zaufać...nie było lekko, ale w końcu udało mi się przekonać, ale to wymaga trochę czasu.
Dziewczyny, bo dwie już tutaj. Cierpicie i to jest OK. Jak Martusia napisała i to jest banał ale prawdziwy : czas leczy rany. Czasami zostaną ale takie malutkie, maciupeńkie. I nie można im pozwolić w przyszłości na wpływanie na nasze kolejne związki.
A trzeba to przecierpieć bo tak jest najlepiej. Nie zamiatać pod dywan, nie szukać klina (bo wy możecie kogoś skrzywdzić). Po prostu trzeba to przeczekać. Ale bez zamykania się w czterech ścianach i we własnej głowie. Jeśli pomoże na sen, to warto sięgnąć po jakieś środki.
No i radzę uciąć kontakty. Jeśli jest wam pisane po jakimś czasie być przyjaciółmi to nimi będziecie. A teraz tylko przedłużacie niepotrzebnie ból. Jak to są przyjaciele to zrozumieją i się nie obrażą.
dżo dżo napisał/a:Wiem co czujesz i to bardzo dobrze wiem. Też zmieniłam się dla męża i on to zauważył....ale niestety uczucia nie wróciły. Chce być przyjacielem, chce pomagać...ale naszego związku już nie ma. Parę dni temu się wyprowadził i teraz muszę się z tym pogodzić co się stało. Ja tez dałam szanse, bo mówił, że jednak kocha, że ważna jest rodzina, że próbował....ale jednak to nie jest to, myślał, że kocha. Do tego zakochany jest w innej kobiecie
.
Echh dzo dzo, przegladnelam Twoj temat i faktycznie widze ze jestesmy w podobnej sytuacji... Jak sie trzymasz? U mnie wieczna sinusoida, az zaczynam sie zastanawiac czy ja normalna jestem...
Troche mi lzej na sercu gdy widze ile kobiet jest w podobnej sytuacji, nie zycze nikomu takiego cierpienia ale przynajmniej nie czuje sie juz jak ta jedyna na swiecie tak strasznie skrzywdzona.. Wczesniej zastanawialam sie czym sobie na to wszystko zasluzylam..
Zastanawiam sie ile czasu zajmnie mi moje wyleczenie.. Tymbardziej ze w pewien sposob przezywam to cierpienie juz drugi raz. W sumie, wczoraj byl pierwszy, nieprzeplakany dzien od dluzszego czasu - moze jestem na dobrej drodze...
Nie wierzyłam w to jak czytałam, że czas leczy rany, a jednak to prawda. Od paru dni nie mieszkamy razem i wiesz co jest dużo lepiej. Co czuję jeśli chodzi o niego...nie wiem, jakby taką pustkę w sobie...taką obojętność. Wiem, że nie chce kontaktu z nim. Nie chce żeby dzwonił i do nas przychodził. Nie myślę gdzie jest, co robi, jak się czuje. Żeby to zrozumieć i czuć się tak jak teraz potrzebowałam 6 miesięcy. Ale nadal nie jest dobrze ale dużo, dużo lepiej niż na początku.
Nie wiem czemu ale uważam, że on i tak będzie chciał kiedyś wrócić, wiem, że jak już tak nasyci się tym nowym życiem, zaczną się kłótnie (zresztą już były), emocje opadną, motyle odlecą, to doceni to co stracił..ale jest jedno ale...wiem też, że jakby wrócił i bym się na to zgodziła to za kilka tygodni, miesięcy znowu nie pasowałoby mu takie spokojne, normalne życie bez emocji, brakowałoby adrenaliny.
Wiecie co, juz wiem ze to koniec. Wiem ze musze sobie odpuscic, ze nie mam o co walczyc. Chociaz wiedza to jedno a akceptacja faktu to drugie... Jest mi tak cholernie ciezko, tymbardziej ze nikt o tym nie wie. Tzn wszyscy wiedza o rozstaniu ale tym pierwszym, mysla ze juz sobie dobrze radze. Nie wiedza ze przechodze przez to pieklo po raz drugi. Zawalam prace. Czasem rycze przy biurku.. Sorry ze tak sie wyzalam ale nie mam komu...
Zaczelam sie zastnawiac czy jestem normalna. Pisze powaznie. Rozumiem ze nie jestem pierwsza ani ostatnia osoba ktora przezywa smutek ale ze mna dzieje sie cos dziwnego.. W jednej chwili wpadam w panike, boje sie samotnosci, trzese i placze a np pol godziny pozniej mowie sobie glowa do gory, ludzie maja wieksze problemy.. Czasami nawet widze ta sytuacje w pozytywnym swietle, chociaz przez chwile. Czy takie totalne zmiany nastrojow sa normalne w mojej sytuacji?
Nie wierzyłam w to jak czytałam, że czas leczy rany, a jednak to prawda. Od paru dni nie mieszkamy razem i wiesz co jest dużo lepiej. Co czuję jeśli chodzi o niego...nie wiem, jakby taką pustkę w sobie...taką obojętność. Wiem, że nie chce kontaktu z nim. Nie chce żeby dzwonił i do nas przychodził. Nie myślę gdzie jest, co robi, jak się czuje. Żeby to zrozumieć i czuć się tak jak teraz potrzebowałam 6 miesięcy. Ale nadal nie jest dobrze ale dużo, dużo lepiej niż na początku.
Nie wiem czemu ale uważam, że on i tak będzie chciał kiedyś wrócić, wiem, że jak już tak nasyci się tym nowym życiem, zaczną się kłótnie (zresztą już były), emocje opadną, motyle odlecą, to doceni to co stracił..ale jest jedno ale...wiem też, że jakby wrócił i bym się na to zgodziła to za kilka tygodni, miesięcy znowu nie pasowałoby mu takie spokojne, normalne życie bez emocji, brakowałoby adrenaliny.
Dzo dzo jestes silna kobietka! My juz od dluzszego czasu nie mieszkamy razem jednak mi to nie pomaga.. Czulam sie lepiej gdy byl w pokoju obok - chociaz wiem ze to niezdrowe..
Do tego z Twoich postow wyczytalam ze nie stracilas szacunku dla samej siebie.. Ja niestety przed moim bylym zblaznilam sie nie raz, plaszczylam sie, ryczalam, blagalam na kolanach.. ale wstyd ![]()
Co do powrotow.. Jesli czujesz tez ze po powrocie szybko by sie Toba "znudzil" to nie rob tego samego bledu co ja i nie otwieraj swojego serducha dla Niego po raz drugi czy trzeci juz w sumie..
bałam się tego, że będę sama cholernie,bałam się, że nikt mnie już nie będzie chciał...bałam się ponownie związać, i dlatego gdy poznałam mojego obecnego mężczyznę, ciężko mi było się przed nim otworzyć i zaufać...nie było lekko, ale w końcu udało mi się przekonać, ale to wymaga trochę czasu.
No tak, wiec i jest nadzieja dla mnie.. Jednak nie jestem jeszcze gotowa na nowy zwiazek.. Tzn chcialabym strasznie pozbyc sie tej samotnosci i chcialabym dzieki komus nowemu zapomniec.. ale to pewnie zle by sie odbilo na tym nowym zwiazku..
Przez jakis czas bylam na portalu randkowym, nie traktowalam tego powaznie, raczej jako taka odskocznia, cos co moze podniesie troche moja niska samoocene, ale teraz sama nie wiem czy to dobry pomysl...