A co powiecie na to, że ja uwielbiam być sama ze sobą? Tak sam na sam? Tak właśnie, jak dzisiaj. Mąż w pracy, a ja wreszcie mam wolny wieczór. Nie skorzystałam z zaproszenia znajomych, wolę posiedzieć sobie przed komputerem, nadrobić zaległości w słuchaniu radiowych list przebojów, poczytać książkę czy po prostu zapisać coś w pamiętniku...
Odkąd pamiętam, byłam typem, który chodzi swoimi ścieżkami. Nie ciągałam koleżanek do ubikacji, gdy sama potrzebowałam skorzystać. Nie chodziłam w parach "po kredę" do woźnej. Na studia też poszłam bez koleżanek, a gdy jedna taka uczepiła się mnie, bo akurat jeździłyśmy w tym samym kierunku, strasznie mnie irytowała swoją obecnością. Potrzebowałam w autobusie, w drodze do domu pobyć w ciszy, przeanalizować jeszcze raz to, co stało się w ciągu dnia.
To takie fajne, gdy można robić, co się chce i nie musieć nikomu się z tego tłumaczyć. Kupować, co się chce. Iść, dokąd się chce. Jeść, na co ma się ochotę... Być po prostu sobą!