netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Forever alone

20 odpowiedzi5 092 wyświetleniazałożony przez człowiek_cień, 13.10.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: Forever alone

Witam!

Chciałbym zacząć od tego że dopiero co zarejestrowałem się na tym forum, po przeczytaniu kilku tematów na temat niskiej samooceny.
Po lekturze postów, postanowiłem napisać coś o sobie.
Jestem 22-letnim studentem jednej z warszawskich uczelni. Moje życie towarzyskie nie istnieje i jak w tytule-nigdy nie miałem dziewczyny i nie zanosi się by miało się to zmienić.
Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale nie potrafię złapać kontaktu z ludźmi. czuję się jak gdyby życie toczyło się obok mnie.
Jeszcze kilka la temu, sytuacja wyglądała nieco inaczej-miałem grupę znajomych, z którymi się dogadywałem i na których mogłem liczyć. Doskwierało mi trochę że w przeciwieństwie do kolegów, nie mam dziewczyny. Po rozpoczęciu studiów wszystko się zmieniło-znajomi zajęli się własnym życiem i straciłem z większością kontakt. Nie pochodzę z Warszawy, więc kontynuacja nauki wiązała się z przeprowadzką, liczyłem że będzie to dla mnie szansa zawrzeć nowe przyjaźnie, ale wszystko wyszło na odwrót...
Nie potrafiłem się zgrać z ludźmi z roku. Na dodatek, ze względu na moje hobby-strzelectwo, zacząłem być postrzegany jako ktoś nienormalny.
Koniec końców, ze względu na swój charakter-jestem łagodnym, unikającym konfliktów człowiekiem ze specyficznym poczuciem humoru- oraz famę, stałem się obiektem drwin.
Nie dzielę zainteresowań z rówieśnikami (piłka, motoryzacja itd.), hołduje innym wartościom (czasem wydaje mi się że urwałem się z innej epoki), a co najgorsze nie potrafię się bawić na imprezach (dyskotekach/klubach). Przez to mam bardzo ograniczony kontakt z ludźmi hmm Wszyscy dziwią się że nie imprezuję, bo przecież to oczywiste ze powinienem...
Nigdy nie byłem obiektem zainteresowań dziewczyn (a przynajmniej nie wiadomo mi o tym), a sam nie potrafiłem nic zdziałać.
Często spotykając jakąś dziewczynę, łapę się na tym ze patrzę na nią, jako na potencjalną partnerkę. Próbowałem się umawiać przez internet-w realu jakoś nie potrafiłem-ale nic z tego nie wyszło.
Rok temu, kiedy postanowiłem zaprzestać poszukiwań i zostawić sprawy losowi, poznałem dziewczynę. Widziałem ją już wiele razy, ale nie znałem jej osobiście. Wydawała mi się idealna i co najlepsze, lubiła przebywać ze mną (co było dla mnie szokiem-nie zdarzyło mi się wcześniej by jakaś dziewczyna chciała utrzymywać ze mną kontakt). Dobrze się dogadywaliśmy. Pierwszy raz od dawna czułem się dobrze, wydawało mi się że w końcu jestem komuś potrzebny do szczęścia.
I kiedy uwierzyłem że los się odwrócił i w końcu znalazłem kogoś, z kim mogę spędzić resztę życia, a stwierdzenie że każdy na kogoś trafi jest prawdziwe, wszystko się s********.
Na imprezie na którą poszedłem specjalnie po to by ją tam spotkać, zaczęła się dziwnie zachowywać względem mnie. Następnego dnia zaczęła mnie unikać.
Do tej pory nie mogę się z nią porozumieć, choć widzimy się często-teraz już nawet nie próbuję, przestałem wierzyć w tego sens. Widać źle zinterpretowałem jej intencje i kiedy ktoś okazał mi dobroć, uznałem to za coś więcej.
Teraz nie mam już siły na nic. Chciałbym przebywać z ludźmi, ale nie potrafię się zmobilizować do działania.
Jedynym moim oparciem są przyjaciółki z czasów liceum, które mają już mnie chyba dosyć-ileż można zajmować się czyjąś niezaradnością.
Brakuje mi strasznie drugiej osoby, a w realnym życiu facetowi "nie wpada" się żalić, bo to oznaka słabości.
Coraz częściej wydaje mi się ze jestem chodzącą porażką.

2

Odp: Forever alone
człowiek_cień napisał/a:

Rok temu, kiedy postanowiłem zaprzestać poszukiwań i zostawić sprawy losowi, poznałem dziewczynę. Widziałem ją już wiele razy, ale nie znałem jej osobiście. Wydawała mi się idealna i co najlepsze, lubiła przebywać ze mną (co było dla mnie szokiem-nie zdarzyło mi się wcześniej by jakaś dziewczyna chciała utrzymywać ze mną kontakt). Dobrze się dogadywaliśmy. Pierwszy raz od dawna czułem się dobrze, wydawało mi się że w końcu jestem komuś potrzebny do szczęścia.
I kiedy uwierzyłem że los się odwrócił i w końcu znalazłem kogoś, z kim mogę spędzić resztę życia, a stwierdzenie że każdy na kogoś trafi jest prawdziwe, wszystko się s********.
Na imprezie na którą poszedłem specjalnie po to by ją tam spotkać, zaczęła się dziwnie zachowywać względem mnie. Następnego dnia zaczęła mnie unikać.

Apropo tej dziewczyny, weź jakoś dokładniej opisz co zaszło to może da się coś z tego wykombinować, na razie to w Twojej wersji są ogóły a one nie pomogą rozszyfrować o co jej chodziło. smile

"Często spotykając jakąś dziewczynę, łapę się na tym ze patrzę na nią, jako na potencjalną partnerkę."

Podstawowy błąd, ja wiem po sobie że jest ciężko ale zdecydowanie lepiej i zdrowiej jest tak nie myśleć, popracuj nad tym.

"Próbowałem się umawiać przez internet-w realu jakoś nie potrafiłem-ale nic z tego nie wyszło."

To znaczy co nie wychodziło? Nie chciały się spotykać w ogóle czy spotkanie było klapą czy co?

Poza tym napisz coś więcej o sobie, dlaczego masz takie problemy? Co podejrzewasz za powód? Nieśmiałość? Psychikę? Wygląd? Zachowanie? Charakter? Coś innego? Sam mam dosyć podobny problem także wiem jak to jest więc niejako "siedzę" w temacie. wink

3

Odp: Forever alone

Co do tej dziewczyny:
Dwa tygodnie wcześniej zamieniłem z nią kilka zdań-to był nasz pierwszy kontakt. Po rozpoczęciu semestru, okazało się że dopisano ją do mojej grupy. W czasie zajęć trzymała się zawsze mnie. Czułem się dowartościowany tym że atrakcyjna, fajna dziewczyna lubi kontakt ze mną. Wcześniej żadna nawet się na mnie nie spojrzała, a przynajmniej nie w kategoriach znajomości.
Przed tą nieszczęsną imprezą wypytywała się czy idę. Nie zamierzałem, ale uznałem że będzie to okazja zabawić się razem z nią.
Kiedy pojawiła się w klubie, najpierw zachowywała się jak wcześniej, a potem zaczęła mnie unikać. Stwierdziłem że skoro nie chce się ze mną bawić, to moja dalsza obecność w klubie nie ma sensu i wyszedłem. Następnego dnia już się do mnie nawet nie zbliżała. Sprawiała wrażenie jakby bała się mnie.
Jakiś czas potem dowiedziałem się od wspólnego znajomego że wtedy w klubie pytała się o mnie (zna mnie znacznie dłużej i ona o tym wiedziała).
Nadal gryzie mnie pytanie, co takiego się stało. Przyjaciółka sugeruje że zrozumiała że podoba mi się, a liczyła tylko na przyjaźń i wolała się wycofać. Ale nie mogę zrozumieć tej kompletnej izolacji.

Ciemnooki napisał/a:

Podstawowy błąd, ja wiem po sobie że jest ciężko ale zdecydowanie lepiej i zdrowiej jest tak nie myśleć, popracuj nad tym.

Wiem o tym i pracuję.


Ciemnooki napisał/a:

To znaczy co nie wychodziło? Nie chciały się spotykać w ogóle czy spotkanie było klapą czy co?

Z kilkoma do spotkania nie doszło, w jednym z przypadków stałem w umówionym miejscu z kwiatami jak pajac przez godzinę, a ona się nie zjawiła.
W pozostałych przypadkach, nie potrafiłem przełamać lodów. Było dziwnie.

Coś o sobie?
Dla większości osób jestem cichą nieśmiałą osobą. Boję się ludzi, braku ich akceptacji. Zbyt często rezygnuję z działania w strachu przed porażką. W dzieciństwie ojciec każdy błąd mocno piętnował i chyba stąd to wynika. Przyjaciele twierdzą ze gaduła ze mnie, problem w tym że nie mają teraz dla mnie czasu, to i nie mam z kim się rozgadać.
Jeśli chodzi o wygląd-jestem przeciętny, nie wyróżniam się ani urodą ani brzydotą.
Często mam wrażenie że inni wykorzystują moją dobroć przeciwko mnie. Powtarzam sobie że muszę myśleć o sobie, ale jak przyjdzie co do czego, nie potrafię być twardy.

4

Odp: Forever alone

wiem coś o tym mimo że mam 19 lat hmm jakbym miała coś w sobie takiego że tutaj nie pasuję. tez wszyscy w kółko gadają "poznasz kogoś na studiach" ale szczerze w to wątpię.nie wie m teraz strasznie dużo ludzi myśli tylko jednymi kategoriami nie patrząc na ludzi obok może w tym coś jest takiego że inaczej siebie postrzegamy. co do koleżanki hmm... wiem o tym bardzo dobrze że ludzie nieraz potrafią zakpić sobie z uczuć więc może to jest coś tego typu ale lepiej by było jakbyś szczerze z nią pogadał.

5 Ostatnio edytowany przez człowiek_cień (2011-10-13 21:38:00)

Odp: Forever alone
niewazne napisał/a:

wiem o tym bardzo dobrze że ludzie nieraz potrafią zakpić sobie z uczuć więc może to jest coś tego typu ale lepiej by było jakbyś szczerze z nią pogadał.

Ponad pół roku próbowałem z nią pogadać. Ale trudno jest to zrobić z osobą która cie unika. Inna sprawa że kiedy ją widziałem, język odmawiał posłuszeństwa. Udało mi się raz zapytać czy jest na mnie za coś zła. Odpowiedziała z dziwnym uśmiechem że nie...i zniknęła z prędkością światła. Ostatecznie kilka miesięcy temu zaproponowałem rozmowę, ale powiedziała twardo nie. Od tej pory nie próbuję. Ciężko mi z tym, zwłaszcza że często ją widuję.

A co do pasowania-zacznie lepiej dogaduję się z kumplami "po lufie". Problem w tym że większość z nich ma grubo po czterdziestce i swoje życie. Mało młodych interesuje się strzelectwem (nie chodzi mi o oglądanie durnowatych filmów akcji), więc trudno jest mi pogadać o tym z kimś młodszym. Zostają mi weekendowe wypady na strzelnicę. To chyba jedyna dawka endorfin w całym tygodniu.

6

Odp: Forever alone

Czytając ten wątek nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że słyszę siebie sprzed jakiś pięciu lat. Choć jestem tylko rok starsza od autora. Też czułam się nieakceptowana, nigdy nie maiłam chłopaka itp. Generalnie chyba to się zdarza młodym ludziom. Teraz pracuje, studiuje, mam męża. Full wypas. Daj sobie czas i zachowuj się normalnie, "polowanie" na partnerkę jeszcze nikomu nie pomogło, a wręcz odstręcza.

7 Ostatnio edytowany przez człowiek_cień (2011-10-14 17:15:28)

Odp: Forever alone

Staram się, ale jest mi ciężko.
Na studiach mam teraz dużo wolnego czasu, za dużo. Zbyt często siedzę w czterech ścianach i nie mam się do kogo odezwać, gdzie wyjść hmm
Na dodatek presja rodziny i znajomych-zawsze pytania, czy masz dziewczynę itd, bo przecież to normalne ze w tym wieku jest się z kimś związanym...
Nienawidzę przez to rodzinnych spotkań.

8

Odp: Forever alone

Kolejny..
Na tym forum to normalne czy jakiś jesienny wysyp?
Zapraszam tutaj:
http://www.netkobiety.pl/t23535.html
Jak sie zbierze jeszcze kilka osób zrobimy spotkanie, bedziesz miał okazje kogos poznać smile

9

Odp: Forever alone

Moim zdaniem mogła się domyślić, że liczysz na cos więcej, a dla niej byłeś tylko osoba, dzięki której nie czułaby sie obco w grupie.
Inna sprawa, to może na tej imprezie, gdy wyszedłeś, ktoś coś o Tobie powiedział, przez co może Cie teraz unikac. Jesli druga opcja jest prawdziwa, to chyba zgodzisz sie, ze nie warto byloby sie o nia starac...

10 Ostatnio edytowany przez człowiek_cień (2011-10-14 18:24:35)

Odp: Forever alone

Staram się już o tym nie myśleć. Obie opcje są prawdopodobne-jedna z jej koleżanek strasznie nie znosi mnie z jakiegoś powodu.
Co dokładnie zaszło, już raczej się nie dowiem.
Nie chce mi się już próbować z nią porozmawiać, bo czuję się jak jakiś prześladowca...a nie jest to raczej komfortowa ani dla niej, ani dla mnie.

11

Odp: Forever alone

Wszytsko przed Tobą, badz tylko soba, a spotkasz predzej czy pozniej odpowienia osobe. Nie zmieniaj sie. :-)

12

Odp: Forever alone

Kurcze, zupelnie, jakbym czytala o sobie. Ja czuje sie dokladnie tak samo, jak Ty, cieniu. Nawet nie wiem, jak to skomentowac. Moze moglbys podac do siebie jakis kontakt? Z checia pogadalabym prywatnie o Twojej pasji.

13

Odp: Forever alone

Ok, pisz na gg: 746688

14

Odp: Forever alone

Czuję sie podobnie. Przez całe dotychczasowe życie, przez tą cholerną nieśmiałość, niskie poczucie własnej wartości, czuje sie jak jakiś odszczepieniec. Czy nie zasluguje na normalne życie jak rówieśnicy, którzy już dawno np. pozakładali rodziny.
Czuje się cholernie samotnie w tym zyciu. I nawet nie chodzi o brak konkretnego faceta. Po prostu o kogoś bliskiego, przyjaciela, przyjaciółkę, kogoś do tańca i różańca, jak to się mowi.
Ale tez z drugiej strony mam jakieś nie zaciekawe podejście do ludzi. Nie umiem się otworzyc, być zabawna, wyluzowana, wygadana, super, extra, cool  i w ogóle? itp., itd.
Każdy teraz ma taki być, bo jeśli jestes nieśmiały, zakompleksiony, nudny,  nie masz nic ciekawego do powiedzenia i jeszcze podejrzanie wyglądasz, bo nie masz zajebistej fryzury, make up?u i ciuchów, to nie masz życia. Jesteś sam jak palec.
Ah, szkoda na to wszystko nerwów...

Samotność w dzień, samotność w nocy, samotność w cholerne urodziny, samotność pośród ludzi, samotność na spacerze, samotność w sklepie na zakupach, samotnie oglądane filmy, samotne posiłki,  samotność w samotności?
Samotność rozłożyła mnie dziś w nocy, płakałam jak głupia, dotarła do mnie świadomość prawdziwej samotności...

Dlaczego piszesz, że ze względu na hobby-strzelectwo, zacząłeś być postrzegany jako ktoś nienormalny?
Jesteś jakims mysliwym czy tylko strzelnica? Kurcze jak ja bym sobie postrzelała na takiej strzelnicy, całą tą zlość bym wyrzuciła tam...

15

Odp: Forever alone

Bo strzelectwo kojarzy się ludziom z zabijaniem i krzywdzeniem, ostatecznie ze snobistycznymi starymi panami, którzy postanowili zostać myśliwymi.
Strzelam tylko na strzelnicach, ale poza strzelaniem czytam wiele na temat strzelectwa i pokrewnych dziedzin. Przez to wiele osób kwalifikuje mnie jako wariata który nie wiedzieć kiedy powtórzy akcje jak Breivik.

16

Odp: Forever alone

Jestem twoim równolatkiem. Też mam po części takie odczucia jak ty autorze co do swojej osoby... widać, wielu jest takich ludzi. Podobnie jak ty, liczyłem na coś więcej na studiach i się przeliczyłem i podobnie jak ty także utraciłem sporo znajomości po skończeniu szkoły średniej... nie interesują mnie żadne standardowe sporty typu piłka nożna właśnie... nie chodzę do klubów ani na dyskoteki itp... Te rodzinne pytania odnośnie dziewczyn to w moim przypadku słyszę coraz rzadziej, był okres parę lat temu, że gdzie bym nie poszedł to słyszałem "taki przystojny chłopak to pewnie dziewuchy się oglądają", "a dziewczynę to jakąś masz?... a może chociaż jakąś koleżankę?" Wkurzało mnie to zawsze niezwykle i starałem się jakoś wymigiwać od odpowiedzi, ale na dzień dzisiejszy to po prostu mówię krótko, że nie będę na ten temat dyskutował i kropka... jakiś czas temu oznajmiłem swym dziadkom, żeby z mojej strony na prawnuki to nie liczyli... to im miny nieźle zrzedły, bo mówili, że właśnie wiązali z tym nadzieje... Ciekaw jestem czy już pojawiają się w rodzinie jakieś wewnętrzne rozmowy za moimi plecami typu "coś z nim chyba jest nie tak... może on woli chłopców?" w zasadzie mi to wisi, aczkolwiek jest to żałosne.
Co do twojego hobby, powiem ci, że dziwi mnie to co mówisz, że ktoś ma cię z jego powodu uważać za nienormalnego. Wydaje mi się, że albo rzeczywiście trafiłeś na jakichś strasznych debili którzy tylko "umca umca" mają we łbach, albo po prostu mylnie to oceniasz, może po prostu uważają, że jest to oryginalne a nie nienormalne.

Jeśli chodzi o tę dziewczynę... ja sobie tak pomyślałem, że może ona właśnie szukała kogoś takiego co na imprezy nie chodzi, a jak zobaczyła, że jednak i ty jesteś kolejnym który się tam pokazuje, to zmieniła zdanie co do twojej osoby... aczkolwiek to tylko taka moja myśl, bo zapewne z niej jakaś głupia pipa która wywęszyła, że może czerpać korzyści ze znajomości z tobą, bo jesteś podatny na jej wpływ (kobiety, szczególnie te ładniejsze mają w zwyczaju tak właśnie robić).

17

Odp: Forever alone

Słuchajcie panowie, moja rodzina to już od lat uważa mnie za czarną owcę, szczególnie taka część dalsza, zamieszkująca wioski i małe miasteczka... Ostatnio na pytanie, kiedy mam zamiar np. wyjść za mąż, ze śmiertelną powagą odpowiedziałam, że "przecież mój ślub odbył się w zeszły piątek!" (była to data ślubu tego księcia z UK)... co jakiś czas z resztą zwyczajowo wpędzam ich w nielichą konsternację.

Z tym, że u mnie sytuacja wygląda tak, że po dwóch związkach to ja już nie mam ochoty na bycie z kimś. Nie szukam, czasami się porozglądam i tyle, jestem zablokowana jak Kasprzaka o ósmej rano w poniedziałek. Czasami, jak ktoś mi przypomni niechcący o moim ostatnim rozstaniu, dostaję czkawki. Choć zmieniłam teraz pracę i już widzę, jak niektórzy panowie garną się do otwierania mi drzwi, przynoszenia jedzonka, odsuwania krzeseł i częstowania papierosami, z tym uśmiechem numer 5. na twarzach...

A nie jestem ani megaatrakcyjna, czy zabawna. Czuję się dziwnie w środowisku, gdzie faceci wciąż gadają o d*pach i siłowni, ewentualnie o jakichś sportach, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia; a panny o tym, kto robi najlepsze tipsy w mieście i czy kapusta jest bardziej kaloryczna od kabaczka. Momentami nie ogarniam kwestii, bo pracuję w zespole, w którym trzeba mieć tak wielki łeb, żeby wykonywać swoje zadania, że nie rozumiem, jak ludzie z taką wiedzą profesjonalną, prywatnie mogą być tak płytcy... No i główną rozrywką niezależnie od płci jest walenie wódy na różnego rodzaju spędach. I ja też odpowiadam często, że nie idę się nawalić i podlansować, ponieważ
- dziś gram na gitarze
- dziś gram na basie
- a dzisiaj akurat muszę skończyć pisać opowiadanie
- jutro w sklepie obiecali przywieźć mi nowe pędzle i będę coś pewnie malować
- w sobotę mam zamiar dać nową notkę na bloga
- a jeszcze kiedy indziej mam zajawkę wsiąść w pociąg/ samolot/ autobus i pojechać na koncert do Utrechtu/ Londynu/ Lublina

I lustrują wtedy mnie tym bazyliszkowym wzrokiem, babę w czarnym swetrze i jeansach, które pewnie tak samo klasycznie wyglądały w latach 80' i 90' jak dzisiaj i myślą, matko, matko, jaki nerd, jaki geek, jaka rąbnięta panna.
A ja tak patrzę na nich i też swoje myślę, tylko, czemu, cholera jasna, ich jest więcej i nie mam z kim często gęsto pogadać?

Ech!

18

Odp: Forever alone
maszkarada napisał/a:

Słuchajcie panowie, moja rodzina to już od lat uważa mnie za czarną owcę, szczególnie taka część dalsza, zamieszkująca wioski i małe miasteczka... Ostatnio na pytanie, kiedy mam zamiar np. wyjść za mąż, ze śmiertelną powagą odpowiedziałam, że "przecież mój ślub odbył się w zeszły piątek!" (była to data ślubu tego księcia z UK)... co jakiś czas z resztą zwyczajowo wpędzam ich w nielichą konsternację.

Z tym, że u mnie sytuacja wygląda tak, że po dwóch związkach to ja już nie mam ochoty na bycie z kimś. Nie szukam, czasami się porozglądam i tyle, jestem zablokowana jak Kasprzaka o ósmej rano w poniedziałek. Czasami, jak ktoś mi przypomni niechcący o moim ostatnim rozstaniu, dostaję czkawki. Choć zmieniłam teraz pracę i już widzę, jak niektórzy panowie garną się do otwierania mi drzwi, przynoszenia jedzonka, odsuwania krzeseł i częstowania papierosami, z tym uśmiechem numer 5. na twarzach...

A nie jestem ani megaatrakcyjna, czy zabawna. Czuję się dziwnie w środowisku, gdzie faceci wciąż gadają o d*pach i siłowni, ewentualnie o jakichś sportach, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia; a panny o tym, kto robi najlepsze tipsy w mieście i czy kapusta jest bardziej kaloryczna od kabaczka. Momentami nie ogarniam kwestii, bo pracuję w zespole, w którym trzeba mieć tak wielki łeb, żeby wykonywać swoje zadania, że nie rozumiem, jak ludzie z taką wiedzą profesjonalną, prywatnie mogą być tak płytcy... No i główną rozrywką niezależnie od płci jest walenie wódy na różnego rodzaju spędach. I ja też odpowiadam często, że nie idę się nawalić i podlansować, ponieważ
- dziś gram na gitarze
- dziś gram na basie
- a dzisiaj akurat muszę skończyć pisać opowiadanie
- jutro w sklepie obiecali przywieźć mi nowe pędzle i będę coś pewnie malować
- w sobotę mam zamiar dać nową notkę na bloga
- a jeszcze kiedy indziej mam zajawkę wsiąść w pociąg/ samolot/ autobus i pojechać na koncert do Utrechtu/ Londynu/ Lublina

I lustrują wtedy mnie tym bazyliszkowym wzrokiem, babę w czarnym swetrze i jeansach, które pewnie tak samo klasycznie wyglądały w latach 80' i 90' jak dzisiaj i myślą, matko, matko, jaki nerd, jaki geek, jaka rąbnięta panna.
A ja tak patrzę na nich i też swoje myślę, tylko, czemu, cholera jasna, ich jest więcej i nie mam z kim często gęsto pogadać?

Ech!

daj do siebie jakis namiar bo wyglada na to zes moja blizniacza siostra z drugiej matki big_smile Mam dokladnie to samo. Tylko ze u mnie w pracy dochodza jeszcze telenowele i Taniec z Gwiazdami.

19

Odp: Forever alone

@Maszkarada Korki na Kasprzaka... czyżbyś ty spod Panny Piotrkowskiej była? big_smile

20

Odp: Forever alone

No no, poco pisać posta skoro człowiek_cień mnie wyręczył. Jestem dokładnie takim samym przypadkiem.

Zastanawiam się tylko co sobie myślą kobiety o takich osobnikach, " O! Nie pali, nie pije, spokojny, solidny człek, dobry materiał na męża!" czy może: pfff bez znajomych, nie potrafi się bawić, nic z niego nie będzie, za kiepskie geny dla moich dzieci...".

Maszkarada, czytając posta widzę że porządna z Ciebie kobita, dziś ciężko taką znaleźć smile Mam dość widywania kobit w standardowym "modnym" zestawie: tunika, getry, farba na włosy, 500g makijażu... Których standardowym zajęciem jest wypad do "klubu"...

Post pisany pod wpływem Gorillaz.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026