W połowie maja, moja była żona, oskarżyła mnie o molestowanie
sexualne mojej córki Zosi, doskonale wiedząc iż takie
sytuacje nie mają miejsca i jest to tylko wybieg w celu ograniczenia mi
spotykania się z córką.
29.06.2011 roku, była żona poinformowała mnie w smsie...cytuję:
''Były już psy po Ciebie?
Wyślę Cię na wakacje do pierdla.
Cieszysz się?
29.06.2011 godz 23:36
Następnie...
Skomlesz jak pies już?
Byli po Ciebie?
Nie planuj sobie raczej wakacji.
Mimo oskarżeń, gróżb i zastraszania mnie wydała mi moją córkę
Zosię na wakacje w czerwcu nad morze z moją siostrzenicą i jej
partnerem i dwojgiem ich dzieci, 5 letnią Oliwią i 6 miesięczną
Antosią poza moim planogramem spotkań z córką.
Spędziłem też dwa tygodnie wakacji w lipcu i dwa tygodnie wakacji w
sierpniu z córką, a także córka została mi wydana w sierpniu poza
planogramem spotkań kilku krotnie w tym na chrzciny do przyjaciół i na
wyjazd z siostrzenicą i jej dziećmi nad jezioro Solińskie.
Nie było też problemów z grafikiem spotkań we wrześniu, ponieważ
spędziłem z córką połowę miesiąca, zgodnie z grafikiem spotkań.
Realizuję w sposób prawidłowy obowiązki nałożone na mnie przez
Sąd, jak i te wynikające z odpowiedzialności rodzica za prawidłowe
zabezpieczenie interesów dziecka i prawidłową opiekę.
W środy uczęszczam z moją córką na naukę gry na pianinie do klubu
edukacyjnego dla dzieci, ponadto
córka uczęszcza w tym klubie na zajęcia z logorytmiki i baletu, które
bardzo lubi.
W wekeendy uczęszczamy na basen i przymierzamy się
do nauki pływania i lekcji gimnastyki wodnej z elementami baletu.
W piątek 16 Września odebrałem córkę z przedszkola w obecności
mojej matki, podpisaliśmy obydwoje listę i
oświadczenie, że córka jest odebrana w obecności mojej matki z
którą mieszkam.
Około godziny 20:00 tego dnia (16 września 2011 roku), moja była żona
przyszła w asyście policji do mojego domu, odebrać mi siłą córkę w
bardzo brutalny, agresywny i ordynarny sposób krzycząc, wyzywając
domowników w obecności funkcjonariuszy i naszej wspólnej córki.
Córka krzyczała do matki, żeby się wynosiła, po co tu przyszła,
żeby dała nam spokuj.
Była żona słysząc te słowa z ust mojej córeczki,wpadła w szał i
zaczęła w jej obecności okładać pięściami moją matkę, a babcię
Zosi. Dziecko było przerażone tą sytuacją, zmoczyło się na moich
rękach w majtki, krzyczało żeby jej mama wynosiła się i zostawiła
babcie a moją matkę, nie biła.
Trzymając dziecko na ręku, schowałem się do pokoju Zosi, a
funkcjonariusze wyprowadzili siła moją byłą żonę z mieszkania do
którego wtargnęła siłą, na klatkę schodową.
Policjanci byli świadkami pobicia.
Odstąpili od czynności.
Została zrobiona obdukcja lekarska i sprawa została zgłoszona na
Komisariat Policji w dniu 19 września 2011 roku.
Jest to nie pierwszy taki przypadek agresywnego zachowania mojej byłej
żony w stosunku do mojej matki.
Wcześniejsze sprawy były zgłaszane do dzielnicowego.
Matka moja jest osobą starszą mającą problemy z poruszaniem się, po
długotrwałych rehabilitacjach na stawy i kolana.
W dniu następnym (17 września 2011 roku), około godziny 21:00 do domu
przyszedł kurator sądowy w asyście dwóch policjantów i policjantki,
w celu odprowadzenia mojej córki do domu matki, który znajduje się na
przeciwko mojej klatki schodowej i dzieli nas odległość około 20
metrów.
Córka prosiła go, że nie chce iść do mamy, że chce zostać z
tatą.
Płakała histerycznie trzymając mnie za szyję i prosząc kuratora,
żeby nie zabierał jej od taty.
Kurator odstąpił od czynności, ze względu na dobro dziecka,
zaistniałą sytuację tego dnia i dnia poprzedniego.
Następnie, w poniedziałek, kurator zadzwonił do mnie i poinformował
mnie, że jest właśnie po rozmowie z panią Sędzią, która wydała
wyrok 15 września 2011 roku i dla dobra dziecka, mogę zajmować się
swoją córką na dotychczasowych zasadach tj porozumienia z dnia 16
listopada 2010 roku.
Matka dziecka doskonale wie i rozumie, że córka przebywając u mnie w
domu, przebywa też w obecności mojego ojca i
mojej matki, którzy są emerytami i mieszkają w
tym samym mieszkaniu ze mną.
Widzimy się z byłą żoną z okien, które ze sobą sąsiadują i
jesteśmy "sąsiadami", mieszkamy na tym samym podwórku, korzystamy z
tego samego sklepu, bazarku, kiosku, chodzimy do tej samej przychodni,
czy na tę samą pocztę.
Córka moja, ma osobny pokój i nie ma takiej możliwości, jak twierdzi
matka, że śpię z dzieckiem w jednym łóżku. To matka mojego dziecka
śpi z moją córką w jednym łóżku, ponieważ u niej w domu, córka
nie ma osobnego pokoju jak u mnie i odpowiednich warunków do
prawidłowego rozwoju.
Nigdy wcześniej nie nadużywałem swojej władzy rodzicielskiej, jak
twierdzi moja była żona i nie miały miejsca sytuacje, kiedy
nieprawidłowo sprawuję opiekę nad swoim dzieckiem.
Opiekę nad córką sprawuję w sposób odpowiedzialny, wychowawczy i
pedagogiczny, czego nie mogę powiedzieć o byłej żonie.
Zapisałem się nawet do "Szkoły Rodziców", pierwsze zajęcia odbyły
się 27 września w Poradni Psychologicznej, z
czego jestem bardzo zadowolony.
Żona jest osobą karaną za fałszowanie dokumentów, świadectw,
matur.
Toczy się wobec niej postępowanie za groźby karalne i grożenie
śmiercią.
Ponadto już 30 czerwca wysłałem do sądu rodzinnego pismo, w którym
opisuję patologiczne zachowania matki wobec mojej córki a także wobec
mojej osoby, prosząc o wyznaczenie kuratora.
Opisuję w tym piśmie także wiele nieprawidłowości i nadużyć,
które dopuszcza się moja była żona w stosunku do mnie jak i do mojej
córki.
Posiadam doskonałe opinie Psychologa Klinicznego z listy sądu
Okręgowego, jak też opinie że w żaden sposób nie zagrażam mojej
córce, wręcz przeciwnie jestem odpowiedzialnym i dobrze wykonującym
swoje obowiązki rodzicem.
Harmonogram spotkań, który proponuje pełnomocnik mojej byłej żony w
rażący sposób zahamuje rozwój mojej córki i nie wpłynie on
pozytywnie na jej rozwój emocjonalny i psychiczny, ponieważ moja córka
nie wytrzymuje kilku dni bez mojej obecności, bardzo za mną tęskni,
ucieka swojej matce z domu, placyku, sklepu - do mnie do domu, lub pod
moje okno...
Wykorzystuje każdą nadarzającą się chwilę, żeby tylko ze mną
być.
Mamy bardzo silny kontakt emocjonalny, kochamy się i obydwoje nie
wyobrażamy sobie kilku dni bez siebie, bez naszych zajęć.
Bez agresywnej i wulgarnej matki córka odpoczywa i wycisza się w mojej
obecności, w moim domu i w swoim pięknym księżniczkowym pokoju.
Córka ma atopowe zapalenie skóry.
Gotuję dla córki specjalne dietetyczne obiady, kupuję ekologiczną
żywność, lekarstwa.
Stosuję tylko balsamy, szampony, kremy i wszystkie kosmetyki wyłącznie
dla ''Atopowców''.
Żona nie stosuje żadnych diet, lekarstw, nie gotuje specjalnych
obiadów, nie dba o rany na ciele córki.
Dowodem na ograniczoną wiedzę mojej byłej żony jest chociażby to,
że kupiła córce w tamtym roku świnkę morską, która bardzo silnie
uczula moją córkę.
Córce puchną oczy, twarz, dostaje wysypki na całym ciele w
szczególności na zgięciach pod kolanami, na rękach i dłoniach.
Matka dziecka nic sobie z tego nie robi. Woli faszerować córkę
tabletkami uspokajającymi, żeby spała w nocy i się nie drapała.
Dziecko rozdrapuje u matki rany do krwi, które potem ja muszę leczyć,
kiedy dziecko jest u mnie i dochodzi do siebie.
W ostatniej rozmowie z kuratorem, doszliśmy wspólnie do porozumienia, że
z powodu wielomiesięcznych zaniedbań byłej żony w leczeniu córki, nie
chodzenia na umówione wizyty lekarskie i utrudnianiu chodzenia na takie
wizyty mojej osobie, trzymaniu w domu świnki morskiej, gdzie dr. Głowacka
kategorycznie zabroniła trzymaniu takiego zwierzaka w domu, która silnie
uczula moją córkę i wywołuje stany alergiczne, opuchliznę na twarzy i
oczach, swędzenie całego ciała...
Po rozmowie z kuratorem, wziąłem urlop do końca tego tygodnia,
poszedłem dzisiaj z córką do lekarza rodzinnego z fatalnymi wynikami
moczu i krwi. Lekarz skierował nas w przyszłą środę na badanie USG
brzucha, skierowanie na badanie moczy w piątek rano.
Oprócz tego, córka skarży się na bóle zębów. Córka jest zapisana
jutro do prywatnego dentysty.
Kurator powiedział, że po rozmowie z byłą żoną, godzi się ona,
żebym chodził z córką prywatnie na te wszystkie badania i nie ma ona
żadnych pretensji ani zastrzeżeń co do terminów, byle bym ją o tym
poinformował...
sms do ex
Informuję Cię, że z powodu Twoich zaniedbań w leczeniu Zosi i
niechodzenia na umówione wizyty lekarskie,
wziąłem urlop, idę jutro z Zosią do dentysty, w piątek rano oddaje
mocz,
a w przyszłą środę idziemy na USG brzucha.
Więc teraz nie przeszkadzaj, jak sama od roku nic nie robisz, tylko
utrudniasz.
05.10.2011 godz 18:21
Na co ex mi odpisuje:
Nie zapomnij sobie głowy przebadać...
05.10.2011 godz 18:32
Po odprowadzeniu córki, która została przyprowadzona wczoraj około
godziny 18:00 do mnie do domu, przez moją byłą teściową, do domu
matki, matka mojego dziecka informuje mnie, że nie pozwala mi robić
żadnych badań mojemu dziecku w dniu jutrzejszym i w dniach następnych (
co jest zaprzeczeniem porozumienia jakie wypracował kurator w tym temacie
), stwierdzając iż ona ma już zaplanowane inne sprawy i idzie z córką
do KOLORADO na kulki...
Lekarz Zosi, skierował nas na badania moczu w piątek i badanie USG w
środę, aby wykluczyć piasek w nerkach dziecka.
Więc oprócz świnki morskiej, atopowego zapalenia skóry (lekceważonego
przez byłą żonę), dochodzi następny, bardzo poważny problem z nerkami
dziecka, który jest bagatelizowany przez nią, bo wyjście do KOLORADO
jest ważniejsze, niż zdrowie mojego dziecka.
Karpi mózg??
Dodam tylko do tego wszystkiego to, że sąd odebrał mi na czas kuratora prawa rodzicielskie i widuję od dzisiaj córkę tylko 4 dni w mcu po 2,5 godziny...to normalne jest...? W jakim my kraju żyjemy...
Pomagają mi różne fundacje, Centrum Praw Ojca i Dziecka, Fundacja Domino, zapobiegająca patologiom w rodzinie, adwokaci, psycholog sądowy-kliniczny z listy sądu Okręgowego w Warszawie, który wydał wspaniałe opinie o związku emocjonalnym córki z ojcem, że jestem dobrym i odpowiedzialnym rodzicem i nie zagrażam w żadnym stopniu córce, wręcz przeciwnie...
Czekamy teraz na RODK...boimy się, co z nami będzie dalej, co z Zosią, jej dietą, zdrowiem, emocjami...