Witam,
Musze się chyba po prostu wygadać. Nie wiem, od czego zacząć, ale może od początku. W związku jestem od 7 lat w zeszłym roku zaręczyliśmy się. Nagle wszystko przybrało tępa, poznawanie rodziców, ustalona data ślubu, czułam się jak w bajce - poszukiwania idealnego fotografa, kamerzysty zespołu czy restauracji. W końcu doszło do mnie, że w bajce tej sama biorę udział? Nie zwracałam uwagi, że narzeczony niczym się nie interesuje, tłumaczyłam i wmawiałam sobie, że po prostu faceci tak mają. Finansowanie wesela odbywało się na zasadzie za gości płacą rodzice my za całą resztę. Problemy zaczęły się z listą gości wtedy okazało się, że osoby, które mają zostać zaproszone ze strony narzeczonego mogą stworzyć ?napiętą atmosferę? nie byli oni członkami rodziny, lecz znajomymi rodziców, więc uważałam, że nie będzie żadnego problemu i po prostu narzeczony najzwyczajniej w świecie zajmie się tym problemem. Niby błaha sprawa, ale to właśnie w tym momencie straciłam ochotę na wszystko. Narzeczony po prostu nie potrafi rozmawiać z rodzicami i najprawdopodobniej się ich boi, uważa, że jeśli oni płacą za gości to mogą zapraszać, kogo chcą. Stwierdziłam, że chyba najlepszym sposobem będzie odwołanie wesela, bo jeśli taka błahostka jest dla nich takim problemem to, co będzie dalej? Mogłabym bym pisać i pisać o ich głupich pomysłach czy narzucaniu różnych rzeczy, na wszystko się zgadzałam myślałam ?a niech im będzie? w końcu, gdy chce żeby było po mojemu to oni mają to gdzieś. Narzeczony bez emocji stwierdził, że jeśli tak chcę to niech tak będzie, myślę, że mu nie zależy, albo też cała ta sytuacja go przerosła. W końcu porozmawiał z rodzicami i oznajmił im, że ślubu nie będzie. Najciekawsze jest to, że oni w ogóle się nie przejęli, nic, żadnego telefonu, słowa nic. Jest mi przykro i głupio, że angażowałam moich rodziców, byliśmy podnieceni całą tą sytuacją, jeżdżeniem, załatwianiem, wyborami sukni itd. teraz najchętniej uciekłabym gdzieś daleko i wróciła za miesiąc. Chciałabym o tym wszystkim zapomnieć, ale się nie da. Cieszę się w sumie, że wyszło to teraz, im szybciej tym lepiej. Widocznie tylko mi zależało na tym wszystkim. Czekam na Waszą krytykę, opinie i rady w sumie nie wiem czy zaradzić jest jeszcze co?
Podobne tematy
Szczęście w nieszczęsciu, że wyszło to teraz a nie po ślubie przy jakiejś naprawdę poważnej sprawie. Nie masz co się martwić, ale ma przyszłość pamiętaj, żeby rodzinę partnera poznawać dużo wczesniej, a nie po 7 latach chodzenia na rok przed ślubem. Pamietaj, biorą ślub wiązesz się z całą rodziną parntera, a nie tylko z nim.
Masz rację, chociaż znałam ich od dawna wiedziałam jacy są i łudziłam się że się zmienią albo chociaż zmienią myślenie. Czasem ktoś musi odpuścić i iść na kompromis ale tym kimś nie mogę też być zawsze ja. Przeliczyłam się i przerosło mnie to wszystko:(
Przeczytałam cały post wyjątkowo starannie.
Uderzyło mnie jedno.
Planowałaś ślub i małżeństwo z kompletnie obcym mężczyzną. Ani słowa (nawet między wierszami) o jakimś uczuciu, z jego strony do Ciebie, i z Twojej do niego. Dwoje nieznanych i niezaprzyjaźnionych ludzi planowało swój ślub od strony czysto technicznej, lista gości, sukienka, orkiestra. Tylko po co?
Mysle że postąpiłaś słusznie.. to Twoje wesele i pomimo tego że rodzice płacą za nie to powinien być twój najszczęśliwszy dzień w życiu, a Twój facet sie boi chyba wesela. Po 7 latach wypada sie ożenić i tak my się wydaje że myślał Twój facet. Mam nadzie je Twój facet otworzy wreszcie oczy i uświadomi sobie że to wlaśnie Ty jesteś osobą z którą chce spędzić reszte życie.
Po tym wszystkim spotykach sie z chłopakiem/nażeczonym???
Wielokropek- pewnie dlatego tak to zrozumiałaś bo pisząc to jestem chyba zła na cały świat a tymbardziej na niego więc nie ma w poście "miłości"
Kaśka - tak jesteśmy ze sobą. Z jednej strony myślę że to nie jego wina że ma taką rodzinę ale z drugiej mógłby coś zrobić przysłowiowo uderzyć w stół... ale najwidoczniej nie chciał
Taaak.
Rozumiem, że cały wasz ślub i wesele zaplanowaliście wspólnie, we dwójkę, a on "odwrócił kota ogonem".
8 2011-10-06 11:12:57 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-06 11:15:15)
a za pare lat bedzie tu kolejny post pod tytulem "moj maz mnie nie kocha i nie rozumie". Cale to weselisko to jedna wielka farsa, z ktorej natychmiast zrezygnowalabym na rzecz malego ale wymarzonego przez oboje mlodych (a nie ich rodziny) slubu.
Cala ta szopka to jedynie stres i kupa wywalonej kasy a pozniej i tak rozwod, jesli juz teraz brak wspolnych marzen i checi ich spelnienia. Jak wy podejmiecie wspolne decyzje w przyszlosci, duzo wazniejsze niz caly ten bajkowy slub, jesli przy takich..sory, pierdulkach, decydujecie sie na rozstanie?
na slub decyduja sie ludzie,ktorzy znają siebie i swoje oczekiwania.tutaj najwyrazniej zabraklo tego elementu.piszesz ,że to była twoja bajka,on nie brał w niej czynnego udzialu.szkoda -ale lepiej dowiedzieć sie na pczatku wspolnej drogi ,że starania o przyszlość to tylko twoje marzenie nikomu niepotrzebne i dla nikogo nie tak wazne jak dla ciebie.
rozsadnie jest powiedziec koniec,basta gdy ta cala historia dotyczyła tylko ciebie;jesli on nie potrafił byc jej czescia to nie masz czego załować;unikniesz w przyszłości problemów ,że rodzina meza cie nie lubi,nie rozumie itd.
zycze powodzenia w milości i wytrwałości w czasie tej...burzy!
Te wydarzenia powinny Cie jeszcze bardziej utwierdzic w przekonaniu, ze brak zaangazowania w sprawy slubu Twojego eks-narzeczonego to rowniez brak zainteresowania waszym wspolnym zyciem. Widac tutaj, ze splynelo to po nim jak po kaczce, a zazwyczaj odwolanie slubu to dla ZAKOCHANYCH trauma i przykra sprawa. Ciebie to obchodzi, Ty jestes przybita. Ale widac, ze tylko Ty, niestety.
Nie chodzi tylko o biala sukienke i formalnosci, ale o przyszlosc. Myslisz, ze to malzenstwo byloby udane? Bo ja mam co do tego watpliwosci. I nie musze Was dokladnie znac, zeby to stwierdzic. Wystarczyl mi Twoj post.
Jesteście jeszcze razem?!?!?!?!?!? A po jaka cholerę???!?!?!?! O.O
Hej,
ja też chce się wygadać a nie mam komu i raczej nie jest łatwo mi mówić o tym.
Narzeczona przed ślubem powiedziała, że ma mnie dość i odwołuje ślub ![]()
Ponieważ,
nie chcę się do niej wprowadzić - takie miałem do tej pory przekonanie o życiu razem przed ślubem - miałem, bo już we wszystko zwątpiłem.
Każde trwało przy swojej racji. Ja, że tak nie powinno być a Ona nie chce już mieszkać sama. Prosiła ale ja nie umiałem podjąć tej decyzji wtedy. Zawsze coś mnie blokowało - chyba całe życie w swoich przekonaniach, że są dobre i każdy tak by chciał jak ja.
Odkąd się znaliśmy wiedziała jaki jestem, jakie mam podejście - mówiła, że rozumie potem, że nie rozumie i znowu, że rozumie.
Ona się męczyła strasznie na pewno ale ja też po nocach nie spałem, bo wiem, że powinienem jej pomóc.
Bańka w końcu pękła. Oznajmiła mi, że mimo, że już przyjechałem z walizką nie chce mieszkać, znać mnie i widzieć - jest bardzo zobojętniała przez swoją złość, bo generalnie upór jest jej główną cechą charakteru a jak się zaprze to nie popuści.
Mówi, że kocha ale patrzeć nie umie na mnie wręcz pogardę pokazuję (albo tak mi się wydaję).
Teraz wiem, że dużo zepsułem tym, że też uparcie tkwiłem przy swoim.
Nie chce się rozstawać, chcę to naprawić. Wiem, że jak się kogoś kocha to każde nieporozumienie da się przejść razem.
Dać jej czas czy zostać przy niej nawet wbrew jej słowom żeby pokazać, że jestem? Bardzo mnie to męczy co zrobić - na pewno nie odpuścić.
Złość jej w końcu minie, poczekam czy jej słowa, że mnie kocha to tylko słowa czy jak się uspokoi to zostanie coś więcej niż obojętność - ta miłość, którą mi tyle razy wyznawała.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Błądzić, rzecz ludzka. Trwać w błędzie dobrowolnie jest rzeczą diabelską.
Jesteście jeszcze razem?!?!?!?!?!? A po jaka cholerę???!?!?!?! O.O
No właśnie, ja też nie rozumiem
Facet Ci dał do zrozumienia, że w sumie wcale go nie obchodzisz, Twoje plany i marzenia są nieistotne, a jedynie liczy się ze zdaniem rodziców. Serio, Ty chcesz z kimś takim być??? Zamurowało mnie totalnie ![]()
Ale ten wątek jest sprzed 4 lat:P
Ale ten wątek jest sprzed 4 lat:P
O Jezu, nie zauważyłam ![]()
Ciekawe ,czy dziś są jeszcze razem.. Jak potoczyły się ich losy.