Zbierałam się żeby opisać moja historie około pół roku.zawsze miałam nadzieję ze jakos się skonczy rozmaze po prostu minie.ale to nie jest takie proste a moze jest tylko ja sama komplikuje wszystko.mam meza dziecko no i zeby nie było nudno kochanka moze nie do konca mozna go tak nazwac.jest ode mnie starszy o 20 lat mało atrakcyjny wcale bogaty rewelacyjny w lozku tez nie jest nawet slaby.a mimo to kocham go bardzo.wytłumaczcie dlaczego.ja juz rozum stracilam chyba.spotykamy sie co dwa tygodnie na kilka godzin dzwonimy raz w tygodniu smsy od do bo wiadomo zona maz.w sumie nic nadzwyczanego nie ma nie unosze sie w powietrzu jak go widze ale jak jest daleko to zwijam sie z tesknoty jak paragraf.wpadek zaliczylismy juz co niemiara byla nawet konfrontacja z jego zona.ponizam sie zla jestem pozniej na siebie wkurzona ale bez niego jest do niczego.ciagnie sie to juz oklo 7 lat.nigdy nie bedziemy razem wiem o tym.chce tylko porady jak zakonczyc to w miare bezbolesnie ot tak.
Podobne tematy
Nie ma bezbolesnych rozstań .. zmień nr niech on usunie Twój na Twoich oczach . No chyba że pamiętacie je na pamięć , to juz problem .. Ale jeżeli nie to zawsze jest jakiś krok do przodu .
Życze powodzenia .
Jest możliwe, ale tylko w przypadku, gdy kogos się już nie kocha...
To może taka perspektywa Cię otrzeźwi:
1. Macie rodziny. Żadne z Was swojej nie zostawi.
2. Facet Cię nie kocha, używa Cię jako 20 lat młodszą dziewczynkę do bzykania, bez zobowiązań.
3. Z jakiś głupich powodów uzależniłaś się od niego. To nie jest miłość, miłość się rozwija, zakochani robią krok na przód Ty od 7 lat co dwa tygodnie bzykasz się z nim w weekendy.
4. Spójrz na siebie w lustrze i daj sobie porządnie po buzi pytając się siebie "Co ty, do cholery robisz?!"
5. Jeżeli to nie pomoże to rozpędź się i zatrzymaj dopiero wtedy jak Twoja głowa wyrżnie o ścianę.
Od 7 tal jesteś zabawką starego dziada, który przechodzi kryzys wieku średniego. Upokarzasz się przed jego żona, a do siebie szacunek straciłaś już bardzo dawno. Ranisz męża, dzieci, swoją rodzinę i jego rodzinę.
Czas dorosnąć! Najwyższa pora.
5 2011-09-27 08:05:23 Ostatnio edytowany przez Zajin (2011-09-27 08:09:58)
@ Teo
Prawdziwy kubeł zimnej, zdrowej wody!
Ilość osób, które są ranione, a zarazem oszukują się w tej chorej sytuacji jest zadziwiająca i smutna!
Nie wiem w jakim wieku są dzieci, ale one pewnie prędzej, czy później zaczną coś zauważać, albo poczują relację rodziców.
Niepokojąca jest także postawa męża Monchi oraz żony owego kochanka, skoro była wpadka, a oni nic z tym nie robią? Ustalono jakiś sposób wyjścia z tej krępującej sytuacji zdrady, czy może sprawę olano, albo ludzie tylko udawali, że im zależy na rozwiązaniu problemu?
Przynajmniej 4 dorosłych ludzi tutaj się wzajemnie oszukują. Czy to z naiwności, czy niedojrzałości, czy celowo, trudno powiedzieć, ale wszyscy cierpicie od zdrady, kłamstwa i fikcji małżeństwa = związku.
Jeśli minęło już tyle czasu, to sytuacja nie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Zmieni się jeśli wy będziecie nad tym pracować.
Jeśli chcecie zmiany i rozumiecie, ze zmiana oznacza wysiłek i cierpienie (przez pewien czas, bo trzeba pozmieniać swoje nawyki życiowe, zacząć od nowa, zatroszczyć się bardziej o dzieci, to nie jest łatwe...) to:
- Spotkajcie się (ty z jego żoną, ty z kochankiem ty z mężem itd) Ustalcie co jest dla was ważne, czego pragniecie (pierwsze wspólne ustalenie: ?Nie chcę już cierpieć z powodu tej sytuacji, chce ją zmienić,?)
- Bądźcie uczciwi wobec samych siebie.
- Ustalcie, co konkretnie będziecie robić, by zbliżać się do tego, co jest dla was ważne, ustalcie bardzo realne i możliwe do wykonania kroki.
- Bądźcie konsekwentni w postanowieniach. Bo one nie będą przyjemne, ale pomogą i docenicie je po jakimś czasie = gorzkie lekarstwo.
- Dbajcie o dzieci, by odczuły tę rewolucję jak najmniej, ale jak jej nie przeprowadzicie, to i tak będą cierpieć i myślę, że nawet bardziej!
Lepiej dać im przykład, że w życiu różne rzeczy się dzieją, ale sztuką jest wyjść z kryzysu, rozwiązywać problem, a nie udawać, że go nie ma, albo marudzić, że jest źle, ale nic nie robić ku zmianie.
Bezbolesne rozstania:
Zwykle łzy i ból są po prostu wcześniej, niemniej zdarzają się bezbolesne rozstania.
Nawet radosne, kiedy ludzie szanują się, ale razem dochodzą do wniosku, że nie są w stanie być szczęśliwą parą, że są fajnymi ludźmi, którzy się lubią, ale nie związkiem.
Wiem, o czym mówię, z moją byłą cierpieliśmy przed rozstaniem, próbowaliśmy, męczyliśmy się, nie wychodziło, ale w pewnym momencie doszliśmy dno wniosku, że rozstanie to najlepsze rozwiązanie. Że nie ma już przyszłości, a pozostają dobre wspomnienia i do dziś mamy bardzo dobre relacje.
zbłądziłaś i to bardzo.. co on ma takiego czego nie ma Twoj mąż? Twoj mąż wie o Was? kurcze masz rodzine, meza i dzieci, a szukasz czegos poza domem? w czym problem? czego szukasz? czego nie daje maz? a co zrobisz jak Twoj maz odejdzie bo nie bedzie chcial byc oszukiwany.. co wtedy?? pomysl czy warto..
wszystko fajne takie mądre. tylko nie działa.rozstalismy się na jakieś dwa miesiace i było jeszcze gorzej.ten stary dodajmy jeszcze alkoholik dziad uzaleznil mnie od siebie a ja jak ten najgorszy narkoman nie potrafie zakonczyc tego przerwac.co on ma? czego nie ma moj maz?szczerze NIE WIEM.Tego nie mozna okreslic. na razie tkwie w tym marazmie po co i jak dlugo??GŁUPIA BABA
wszystko fajne takie mądre. tylko nie działa.
A przepraszam, wyrżnięcia głupim łbem o ścianę próbowałaś? Chyba nie, w związku z tym nie pisz, że nic nie działa.
Powiem tak, bo mam już dosyć rozczulania się i "taktowania" nad tępymi babami, które sobie coś ubzdurają w tych swoich małych główkach, a potem płacz i lament bo olaboga!. Jak już się walniesz w ten głupi łeb to następnie skieruj swoje kroki do psychologa i zacznij się leczyć z głupiego uzależnienia. Koniec. Taka moja rada.
9 2011-09-27 18:30:30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-27 18:30:54)
(...)ten stary dodajmy jeszcze alkoholik dziad uzaleznil mnie od siebie (...)
Proponuję wziąć odpowiedzialność za swoje działanie, czyli nie myśl "on uzależnił mnie od siebie", tylko "uzależniłam się od niego". Do tanga trzeba dwojga. Gdyby nie Twoja decyzja, on mógłby stanąć na głowie i skutku żadnego dla Ciebie by nie było.
(...)ja jak ten najgorszy narkoman nie potrafie zakonczyc tego przerwac(...)
A w ogóle chcesz to zakończyć, czy tylko tak sobie gadasz, piszesz i narzekasz. Przeczytaj moją sygnaturę. W niej masz odpowiedź.
(...)na razie tkwie w tym marazmie po co i jak dlugo??(...)
Tkwisz, bo taka decyzję podjęłaś. Rad tutaj dostałaś bardzo dużo, wystarczy skorzystać, jeśli chcesz. Możesz też powiedzieć sobie, że podjęłaś decyzje o nic nie robieniu. Tylko i w jednym, i w drugim wypadku narzekać hadko.
dziekuje WAM bardzo.Potrzebowałam takiego wielkiego kopa w tyłek.az wstyd mi sie zrobiło jak to wszystko przeczytałam.staram sie od dzisiaj stosowac do tyh rad musze byc dzielna i wiem ze sie uda.do diabła z tym chorym układem poleci pare łez i koniec jeszcze nie poleciało.zaczne byc dobra zona a przede wszystkim wierna.BARDZO BARDZO CHCE.
dziekuje WAM bardzo.Potrzebowałam takiego wielkiego kopa w tyłek.az wstyd mi sie zrobiło jak to wszystko przeczytałam.staram sie od dzisiaj stosowac do tyh rad musze byc dzielna i wiem ze sie uda.do diabła z tym chorym układem poleci pare łez i koniec jeszcze nie poleciało.zaczne byc dobra zona a przede wszystkim wierna.BARDZO BARDZO CHCE.
Pamiętaj o jednym jeszcze: nic nie musisz, dużo możesz.
Trzymam kciuki za zrealizowanie Twoich "chceń" i deklaracji.
wiecie co az nie moge uwierzyc ze mozna byc taka idiotka!czytając to az włos mi sie zjeżył CO JA WYPRAWIAM GDZIE MÓJ MÓZG?!!!!!!! DZIĘKI DZIĘKI DZIĘKI