Dzień dobry.
Mój partner postanowił zakończyć nasz związek. Byliśmy razem 9 lat i mamy 3-letnią córeczke Zuzie.
Ja mam 26 lat on 27. Rozstaliśmy sie w styczniu tego roku. Decyzja była jego i mimo usilnych prob nie udało mi sie jej zmienić.
Nie bede sie tu zagłębiać w powody , moge tylko dodac że była i jest inna dziewczyna.On w tej chwili jest w związku. Ja tez sie z kimś związałam i jezeli chodi o nowego partnera to dziekuje mojemu byłemu, ze odszedł i dał mi szanse Go spotkać.
Problem tkwi gdzie indziej, mianowicie w opiece nad Zuzią. Ojciec Zuzi po jakimś miesiącu od wyprowadzki zaczał mówić o opiece naprzemiennej. Byłam przeciwna. nie chciałam dziecku mącić w głowie i uważałam i teraz też uważam ze jest na to za mała i powinna miec przedewszystkim poczucie stabilności. Rozmawiałam z nim o tym, a zaznaczam tu, ze nasze relacje są moim zdaniem bardzo dobre, ale on cały czas odwołuje sie do argumentu ze to dla dobra małej i że mimo tego ze nie jesteśmy razem ona powinna mieć oboje rodziców. Popieram to więc do tej pory sie na to godziłam. Mamy system dośc skomplikowany ponieważ jakby odgórnie narzuca go moja praca. Pracuje jeden tydzień od7 do 15 i wtedy Zuzia spi u niego i rano ją odwozi do przedszkola, ja ją odbieram i jest u mnie do wieczora. Kolejny tydzień jest odwrotnie poniewaz pracuję od 11 do 19. Problem polega na tym, ze mała wcześniej nie robiła wiekszych problemów przy przekazywaniu,czasem mówiła, że nie chce do taty czy do babci ale potem szła bez problemu. Ale szybko to sie zmieniło a zasadzie od kiedy poszła do przedszkola. Zaczeła histeryzowac za kazdym razem jak tato po nią przyjezdza, że ona nie chce taty, ona chce zostac z mamusią, nawet nie chce sie z nim przywitać, mówi że chce mieszkać z mamusią. To nie sa moje słowa, ja naprawde chciałam zeby ten system działał bo choć nie jestem do niego przekonana to chciałam zeby miała stały kontakt z ojcem. Rozmawiałam z nim na ten temat. Probowałam wytłumaczyć, ze moze jednak nie dla nas taka forma opieki, ze moze jest za mała i dajmy jej czas. Jego reakcja było posadzenie mnie o nastawianie dziecka przeciwko niemu gdzie nic takiego nie ma miejsca. Udało mi sie go przekonac ze sie myli i że ja sie naprawde staram ale on uparcie nie chce zrezygnować i cały czas powtaza chce być dobrym ojcem. I tu sie zaczełam zastanawiać o co tak naprawde mu chodzi. Mówił ze o dobro dziecka ale dziecku tą sytuacja fundujemy tylko mnostwo stresu i płaczu. On chce sie realizowac w roli ojca za wszelka cene nawet kosztem Zuzi. Nie ozumiem tego ale zawsze trudno mi było z nim rozmawiać bo jego musi byc na wierzchu. Chce zrezygnowac z opieki naprzemiennej ale nie ograniczajac mu kontaktu z córka. Poprostu nie chce już wiecej patrezc jak płacze, krzyczy i szrpie sie bo chce do mamy a on ja na siłe pakuje do auta. Potem dzwonie ze juz sie uspokoiła ale jakoś ja nie moge sie potem uspokoić przez pół nocy. Nie wiem jak z nim rozmawiac zeby dotarło do niego przez co przechodzi nasze dziecko On cały czas twierdzi ze to normalne i ze sie przyzwyczaii. Bardzo chciałabym uniknąć sądu, przeraza mnie publiczne pranie brudów i szarpanina o dziecko, nikomu to dobrze nie zrobi.
Pomyślałam ze spotkanie z kims kto obiektywnie spojży na sprawe i ma doświadczenie w takich sytuacjach dobrze nam zrobi. Nie wykluczam mozliwości ze to on ma racje a ja jestem ta przewrazliwiona mamusia. Mam prawo do odrobiny przeczyicy bo do tej pory mała była cały czas ze mną a tatus wiecznie zapracowany albo przy komputerze. Wiem ze sie zmienił ale nie wiem czy tak małe dziecko jest w stanie ogarnąc tak duza zmiane w swoim małym zyciu. Uwazam, ze z duzo na nia spadło emocji w krotkim czasie i ze miotanie nią pomiedzy nami wcale nie robi jej dobrze a wrcz odwrotnie. Kompletnie zgłupiaam bo chce zrobic tak zeby wszyscy byli zadowoleni ale pomału dochodze do wniosku, ze tak sie nie da, więc na tam moment chce zrobić tak zeby mojej córeczce było dobrze.
Błagam o rade bo zwariuje.