Witajcie. Trafiłam na te forum przypadkiem, czytając rózne dylematy kobiet ale i przeróżne rady jakie sobie wzajemnie dajecie.
Napisałam więc z nadzieją, że również otrzymam jakąś radę.
W październiku ubiegłego roku (2010) poznałam czystym przypadkiem faceta (21lat). Dzwoniąc pod nr który podała mi koleżanka, zadzwoniłam z nadzieją, że odbierze jej kuzynka. Tak się stało, że któraś z nas pomyliła cyferki i wyszedł nr całkiem innej osoby. Jego.
Po czasie korespondencji, wielu wspólnych tematach, zwierzeń, rozmów telefonicznych... spotkaliśmy sie - w maju tego roku.
Hmmm całą zime praktycznie dużo pisaliśmy, wieczory spędzalismy wisząc na telefonie lub pisząć do rana. Co było bardzo miłe.
Z usmiechem na twarzy, czekałam na jego kolejną wiadomość.
Dzień spędzałam mysląc o Nim. Tak jak i On.
Potem spotkalismy sie jeszcze kilka razy. Na ostatnim spotkaniu poznałam jego kolegów dwóch. Wiem, że spotkań nie było duzo, bo około 5-ciu.... ale On twierdzi że coś do mnie czuje. A ja... hmm no i włąsnie tu jest problem. Bo nie wiem czy cos do niego czuje.... Jakiś czas temu byłam przekonana, że coś tam w głebi może z tego byc. Ale teraz sama nie wiem...
Wiem, że nie chce stracic tej znajomośći, jeśli mu powiem, że nic nie czuje (czego sama nie jestem pewna) strace jego i jego przyjaźń i ciepło jakim mnie darzy. Nie widujemy sie czesto, gdyz ja się jeszcze ucze jestem w 3 klasie technikum, On pracuje. Mieszkamy 100km, co troche utrudnia nam spotkania, Autobusem wychodzi to około 3 godz w jedna strone (o ile przesiadki pasują) i tak to wygląda.
On miał do mnie ostatnio troche zal ,ze nie chciałam go pocałować.... Niby chciałam ale cos mnie powstrzymywało, nie wiem co. Może to, że nie bylismy sami tylko ciagle gdzies cos, ktos. Nie wiem. A może to , że tak mało czasu razem spędzilismy... Bo co to jest w sumie te 5 spotkań na pół roku znajomości.
On jest nagrzany bo twierdzi, że jestem ta z która chciałby stworzyc cos trwałego. Tez tak czasem mysle ale czasem mam takie chwile, momenty że juz sama nie wiem.
On jest z natury spokojny, nie imprezuje, ma powazne plany, nie naduzywa alkoholu mimo ze ma kolegów którzy niczego sobie nie zalują. Miał trudne dzieciństwo, mimo to wyszedł na ludzi.Nie jest jakimś przystojniakiem ale charakteru mu odmówić nie mogę.
Co ja mam zrobic? Zakończyc te znajomosć? Czy może tkwic w tym i zobaczyc co będzie dalej?
Dziękuję za każdą odpowiedz.
Pozdrawiam.