Netkobiety, potrzebuje rady. Chodzi o chlopaka, ktory mi sie podoba i ja mu chyba tez. Ale to tyle. Zadnego kroku naprzod...
Wiec historia zaczyna sie kiedy zaczelam pracowac w klubie (cos a la bar przy stadionie) i on tam czesto przychodzil ze swoimi znajomymi, byli oni czescia klubu, oni tam graja i mieszkaja tez w tym miescie od zawsze, wiec wszyscy sie znaja, przyjazna atmosfera itp itp. Ja jestem "spoza". No i ogolnie przykulam uwage, chyba tym, ze jestem tam jedna z niewielu kobiet (sami mezczyzni, glownie czlonkowie klubu) i do tego mloda i ladna. (No serio. zle nie jest
)
I zaczal mnei podrywac jeden koles i pisal do mnie smsy ale po jakims czasie staly sie strasznie seksualne, takze nie odpisywalam do niego, a mo szef powiedzial mu, zeby mnie zostawil bo ja sie stresuje.
Minelo kilka miesiecy, nie mialam z nimi wiekszego kontaktu przez tamtego kolesia i w ogole troche dziwnie. Pracowalam tam tylko 2 dni w tyg, wiec nie bylo az tak duzo czasu na interakcje. Po jednym waznym meczu, poszlam ze znajomym na miasto, zeby pojsc do baru a pozniej potanczyc i tak sie zdarzylo, ze ich spotkalam. I tego jednego kolesia, ktory mi sie podobal. Kupil mi drinka, splawil mojego znajomego (doslownie), tanczylismy, byla ta seksualna magia miedzy nami. Pozniej sie calowalismy, znowu tanczylismy... Spotkalismy jego kolegow, wszyscy nas widzieli. Skonczylismy u mnie, bylo fajnie.
Pozniej widzialam go raz, zanim wyjechalam z kraju na miesiac. Kiedy wrocilam, on kilka razy spytal jak bylo, ale nie rozmawialismy. Jakos dwa tyg pozniej (ok maja) wszyscy nagle zaczeli sie pytac mnie (tzn jego koledzy) jak sprawil sie x. Oczywiscie jak bylam w pracy.
I on od tamtej nocy przychodzi zwykle, kiedy ja jestem i pyta czy ktos jest, albo przyjdzie sie z kims przywitac i zawsze sie do mnie usmiecha. Ja na poczatku troche glupio sie z tym czulam,ze wyszlo jak wyszlo, ale on jest naprawde przystojnym mezczyna i poza tym jestesmy tylko ludzmi, i czasami moze sie tak zdarzyc. No i ja sie troche peszylam, tzn mowilam mu czesc i zaczelam sie czerwienic, i on robil tak samo. Czerwienil sie i spuszczal wzrok.
I to by bylo na tyle. Takie usmiechanie sie trwalo, a ja nie umialam za bardzo utrzymac z nim kontaktu wzrokowego, bo no koles jest niesamowity. No i upilam sie z kolezanka, i ona wyslala mu wiadomosc na fejsbuku, cos w stylu: "hej jak sie masz, fajna pogoda, co robisz". Nie odpisal.
Wiec spoko. Stwierdzilam, ze to nawet dobrze, ze zaryzykowalam, bo chociaz wiem na czym stoje. Podoba mi sie, ale wiem, ze powiedzial swoim kolegom (nie wiem komu), ze sie ze mna przespal a pozniej nie zareagowal, jak wszyscy mnie pytali jaki byl w lozku. Ja chcialam porozmawiac i napisalam na fejsbuku, a on nie odpisal. Wiec spoko.
Ale on nadal to robi. Przychodzi (nawet bez kolegow, a to bardzo nienaturalne, bo oni zawsze trzymaja sie w gromadzie:P) i np. pyta mnie o mecz, czy jestesmy otwarci wieczorem, czy jest Tomek. I dobra, nie jestem taka glupia, moze wcale nie chodzi o mnie. Ale serio, po co przychodzi i zadaje glupie pytania? Tak jakby szukal kontaktu. Jesli podchodzi do baru, i pracuje kilka osob, to podchodzi tak, zebym ja go obsluzyla i sie usmiecha.
W piatek bylam z kolezanka potanczyc i zaczelismy pic w barze na miescie. Dosiadlo sie do nas kilku chlopakow i gadalismy z nimi. On wszedl tam z innym kolesiem (z mojego miejsca pracy, nazwijmy go Szymon), podszedli do baru i Szymon mnie zauwazyl. Ja zobaczylam ich wczesniej wiec powiedzialam mojej przyjaciolce, zeby obserwowala sytuacje. Powiedziala mi, ze Szymon powiedzial x, ze ja tam jestem i on sie odwrocil. Po czym znowu sie odwrocil i sie patrzyl. Podeszli do stolika, jak szedl tam podobno caly czas sie na mnie patrzyl. Usiadl do nas tylem, po czym moja przyjaciolka mi mowila (ja patrzalam na nia z boku i udawalam,ze ich nie widze, mimo, ze sa naprzeciwko), ze odwracal sie co chwila i udwal, ze patrzy sie na drzwi, po czym patrzyl na mnie. Caly czas. I caly czas chodzil do lazienki i jak wracal to patrzyl caly czas na mnie. Kiedy ja poszlam do lazienki i ich widzialam to sie na mnie patrzyl, dopoki nie spojrzalam na niego i pomachalam ale on udawal, ze nie widzi i chyba byl czerwony.
I kontynuowal swoja gre. Pozniej widzialam ich jeszcze raz i on znwou spuscil wzrok, kiedy patrzylam na niego, ale kiedy nie patrzalam ja, to patrzyl on i mierzyl mnie wzrokiem.
Pozniej poszlysmy potanczyc, on byl z kolegami przy barze i tam stali, my tanczylysmy. Moja kolezanka mi powiedziala, ze on nas ciagle obserwuje i nawet sie z tym nie kryje. Podszedl 2x do jakiegos kolegi, ktory byl za nami. I ona mi powiedziala, ze on caly czas sie gapil albo staral sie byc blisko i jak byl blisko, to tez sie na mnie patrzyl.
No i tyle historii.
Pytania, bo nie umiem go rozgryzc:
a) Czy mu sie podobam?
b) Dlaczego on do mnie nie zagada?
c) Czy to jest tak, ze ja moge mu dawac niewystarczajace sgnaly, ze mi sie podoba? (I czy moge w ogole tak powiedziec, skoro juz ze soba spalismy?:P)
d) Jakby to byl tylko jednorazowy numerek, to spoko, nigdy nie liczylam na nic wiecej, ale teraz to sie robi intrygujace. Dlaczego on sie ciagle na mnie patrzy ale nie odpisal mi na fejsbuku?
e) Co powinnam zrobic?
Pomozcie zielonej parasolce, potrzebuje opinii. Moga pomoc zbudowac moj swiatopoglad.