Witam wszystkich.
Jestem tu po raz pierwszy, licze na to, że ktoś z Was pomoże mi uporać się z moją sytuacją.Jest mi potwornie źle, nie radzę sobie i nie ma mi zabardzo kto pomóc...
Wygląda to następująco. Mam znajomego-kolegę z uczelni, często dzwoniłam do Niego, gdy miałam jakiś problem. On zawsze mi pomagał,tłumaczył a nawet bardzo często zapraszał wtedy do knajpy na kawę, drinka i tam tłumaczył zagadnienia.Za każdym razem wybierał inna, dbał o to by było miło.Na tych spotkaniach patrzył na mnie zawsze rozmarzonym, wnikliwym wzrokiem. Dawał mi do zrozumienia,że mu zależy. Mówił wielokrotnie,że zaprosi mnie na koncert, zrobi mi obiad itp. nigdy jednak tego nie uczynił.Nigdy też nie zadzwonił pierwszy. Polegało to na tym,że ja dzwoniłam z jakimś problemem,a on ucieszony od razu mówił,że może lepiej osobiście o tym pogadamy i proponował spotkanie.Gdy mnie widział stawał się radosny itp. Trwało to około 3 miesięcy. Chciał wtedy dowiadywać się wszystkiego o mnie,interesowała Go moja osoba, nigdy nie usiłował być nachalny i nie próbował mnie w żaden sposób dotknąć. Był miły i szarmancki.Pomyślałam sobie,ze może daję mu jakieś sprzeczne sygnały, może jest nieśmiały. To dziwne,ale ta znajomość nie posuwała się do przodu. Mówił mi komplementy-że urzeka Go moja wrażliwość,której sam nie posiada, albo że mam piękne oczy. Postanowiłam zrobić krok naprzód-napisałam,że mi się śnił i czy na spotkaniu chciałby się dowiedzieć jak wyglądał ten sen z nim.Odpisał, że zamieni się w słuch i da znać, na początku tygodnia,kiedy wróci do miasta i kiedy będzie mógł się spotkać. Jednak dni mijały, a on milczał. Wkurzyłam się nieco i napisałam mu,że chyba nie chce się ze mną spotkać, gdyż jest już początek tygodnia. Odpowiedział,że dopiero jedzie.Zadzwonił w ten sam dzień w nocy. Był inny- ciepły. Uznałam, że zrozumiał, iż mi zależy.Mówił,ze byłam troszkę niecierpliwa,jak pisałam mu, że chyba już ma mnie dość. Pytał czy chce się spotkać na następny dzień. Chciał wybrać lokal koło mnie, bym nie musiała daleko chodzić.Umówiliśmy się na 15. Byłam pełna euforii. Od rana szykowałam się na to spotkanie. Wyszłam dość wcześniej z domu,jednak stało się wtedy coś,co prawie doprowadziło mnie do obłędu- zadzwonił godzinę przed spotkaniem, że wypadło mu ważne służbowe spotkanie i że niestety nie będzie mógł się spotkać,ani w ten dzień,ani w tym tygodniu. Byłam zrozpaczona..Powiedział,że zagadnienie ,które miałam z nim omówić prześle mi mailem.
Czekałam na znak wczoraj i dzisiaj, myślałam,że się odezwie w tym tygodniu, skoro miał mieć czas dopiero teraz. Dziś już jest środa-nie ma od niego żadnej wiadomości.Nie wiem, co robić,nie wysłał nawet tego maila.Zakochałam się w nim,nie mogę przestać o nim myśleć, nie mogę się na niczym skupić. Co mam myśleć o tej sytuacji, o Nim. Wiem,że mieszka sam,raczej nie ma nikogo.Dużo pracuje.Mhhh Ma trochę dziwną osobowość. Napisać mu coś? Ze jest mi źle,ze zostałam tak potraktowana? Co w ogóle zrobić, nie wiem co on myśli,czuje. Pomocy:(
l