Drogie Kobietki...
Przeszukałam forum z nadzieją, że znajdę wątek o moim problemie, ale niestety nie znalazłam...
Dlatego też postanowiłam taki założyć.
Kurcze no, potrzebuje Waszej obiektywnej oceny i pomocy.
Z moim partnerem P. jesteśmy w udanym związku( takby się przynajmniej wydawało) On ma coraz mniej czasu. Pracuję w niemczech. z pl wyjeżdża do de na okres 9-10 dni, natomiast przyjezdza do pl na 4-5 dni. ja mieszkam już sama, wyprowadziłam się od rodziców, bo chciałam się usamodzilnić. Dodam, iż ja i P. mieszkamy od siebie w odległości 15 km. Jak on przyjeżdża do pl, to jest taki stęskniony, że w środku nocy potrafi przyjechać
to mi się akurat podoba :)ale, później coraz mniej okazuje te uczucia, kórymi mnie daży. Jak wypije piwko to robi się bardziej wylewny, mówi, że chce byśmy byli rodziną, że chce mieć ze mną dzieci, że nie chce innej kobiety.
w tej sprawie małe pytanko. Czy Wy panowie jak jesteście lekko skacowani, to najlepiej żeby dać Wam spokój?
Czy to normalne, czy to ja już świruje, jak widzę Jego z cholernie zmarnowaną miną? Wtedy przychodzą myśli, że to ja znowu coś źle zrobiłam:/ normalne to?
Drugi problem jaki mnie męczy, to sprawa, że jak się pokłócimy, to cały czas myślę, że on zakończy związek, że to moja wina, że być może za bardzo się czepiam...
Podam przykład z ostatniego weekendu:
pojechał z kumplami oglądać boks. Słynny boks między Adamkiem a Kliczkiem. przyjechał troszkę podpity. w środku nocy. Później napil się jeszcze 2 piwka. był milutki, kochany itp. bo był po alkoholu. wtedy powiedział, że na następny dzień( niedziela) pojedziemy do niego do wioski do kościoła. Ciszyłam się, bo myślałam, że w jakiś sposób traktuje mnie poważnie.. w niedziele gdy się obudził, owszem pamiętał o czym mówił, ale co z tego, bo powiedział, że nigdzie nie jedzie, bo nie jest w stanie. Cholernie się wkurzyłam, powiedziałam, że jest dupkiem i że nie chce mi się z nim gadać.
P. z kolei chyba się uodpornił się na moje pretensje, bo jak widzi, że coś zaczyna się dziać nie tak jak powinno, to słyszę teksty typu: "wznowu to samo", " znowu się zaczyna..." Nie wiem co robić...:/
Najgorsze jest jednak to o czym już wspomniałam, że po każdej kłotni, sprzeczce, ja uważam, że to moja wina i, że on zakończy nasz związek.
Nie chcę już ta myśleć, tak żyć, chce być w pełni szczęśliwa, dlatego będe Wam dozgonnie wdzięczna jeśli pomożecie..:)
Pozdrawiam i dziękuje
:*