Od pewnego czasu nurtuje mnie kwestia noszenia obrączek ślubnych. Dotyczy to zarówno obrączek złotych jak i srebrnych bo wiadomo że i takie się nosi. Jedni uważają że obrączka wcale im nie jest potrzebna bo i tak kochają a obrączka to tylko symbol
inni uważają ze skoro została włożona w kościele wypowiadając słowa przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności to jest to nieodzowny element małżeństwa. Jestem młodą mężatką uważam że obrączka jest potrzebna i nie wyobrażam sobie abym miała ją zdjąć. Czy za kilka lat zmienię zdanie?? Czas pokaże. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
1 2011-09-12 12:35:13 Ostatnio edytowany przez asienka88 (2011-09-12 12:36:04)
Podobne tematy
A gdzie jest Twoje małżeństwo? Na palcu?
Zastanów się, co jest ważne, a co jest tylko symbolem ważnego. Dla mnie ważna jest druga osoba, i na pewno nie mylę osoby z symbolem osoby, związku z symbolem związku.
uważam że obrączka jest potrzebna i nie wyobrażam sobie abym miała ją zdjąć. Czy za kilka lat zmienię zdanie?? Czas pokaże. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Zaciekawiłaś mnie.
Do czego potrzebna jest obrączka? Bo to, że jest symbolem, to jasne.
Swojej obrączki nie noszę już wiele lat, mój mąż - podobnie. Przestaliśmy, gdy najpierw jedno, później drugie z nas zahaczyło obrączka o coś. Długo goiły nam się skaleczenia. I symbole odłożyliśmy do pudełka.
no to ja sie zastanawiam dlaczego zamiast obraczki biorąc slub nie założyliscie sobie np wianuszka na głowę????
po co ten cały rytuał z obrączkami jesli uważacie ze wam przeszkadzają w życiu????
a to ze mozna nią zahaczyć to juz cąłkiem płytkie wyobrażenie...
wiele dziewczyn nosi pierścionki , a obraczka w czym przeszkadza??
mój maż również w pracy nosi obrączkę i nie wyobraża sobie aby ja zdejmować
ja również ja noszę i dumna jestem z niej
:)
no to ja sie zastanawiam dlaczego zamiast obraczki biorąc slub nie założyliscie sobie np wianuszka na głowę????
po co ten cały rytuał z obrączkami jesli uważacie ze wam przeszkadzają w życiu????
a to ze mozna nią zahaczyć to juz cąłkiem płytkie wyobrażenie...
wiele dziewczyn nosi pierścionki , a obraczka w czym przeszkadza??
Czy ja kiedykolwiek napisałam, że mam głębokie wyobrażenie? Na pewno nie. I nie opowiadam o jakimś wyobrażeniu, tylko o faktach z mojego życia. I na palcach nie noszę żadnej biżuterii, ani obrączki, ani pierścionków.
Czy jestem dumna z obrączki?
Na pewno nie. Za to jestem szczęśliwa, że od wielu lat żyję w szczęśliwym związku. I z tego - jestem dumna.
Dla mnie sprawa jest bardzo prosta. Chcesz nosić obrączkę to ją nosisz. Nie chcesz nosić obrączki to jej nie nosisz.
uważam po prostu że jesli obrączke zaklada sie biorąc slub to powinno się ją nosic....
ONA1977 - Ja dziś miałem dwa głębokie wyobrażenia, tylko już nie pamiętam, jakie. Ale poza tym widziałem w telewizji (przypadkiem) fragment jakiegoś programu, panowie z pogotowia rozcinali pierścionki i obrączki, zniekształcone w jakiś sposób, by pani uwolnić palce, która mogła stracić.
Tak czy inaczej - romantyzm sięga czasem patologii. Człowiek tak się przejmuje gestami, symbolami, słowami, że traci z oczu to, co ma być opisane czy symbolizowane. Książka jest poświęcona dla okładki.
Kiedyś mi się wydawało, że to bardzo fajne, tak sobie obrączką podpisać kobietę, by się inni trzymali z daleka. A dziś nie interesuje mnie nic poza tym, co kobieta czuje i myśli, nie musi być podpisana. ![]()
Dobrze, że nie trzeba cały czas nosić skarpet, które się założyło w dniu ślubu.
9 2011-09-12 17:08:41 Ostatnio edytowany przez ONA1977 (2011-09-12 17:10:24)
no jesli obrączkę porównujesz do skarpet to inna inszość;)
to jest mój punkt widzenia dlatego wyrazilam swoją opinie..
oczywiscie mozna spekulować że noszenie obrączki może skończyć sie tragicznie hehhe to może nie wychodzić lepiej z domu bo coś nam sie przytrafi..
nie popadajmy w paranoję...
Witam.
Ja i mąż nie nosimy obrączek. Mąż miał przykre zdarzenie, bo zahaczył obrączką o klamkę i powiedział, że już jej nie założy
, a moja zrobiła się trochę przyciasna ![]()
Jednakże tak jak ONA 1977 uważam, że powinnam ją nosić - dać obrączkę do poszerzenia. Po prostu zwykłe niedbalstwo z mojej strony.
Kiedyś mi się wydawało, że to bardzo fajne, tak sobie obrączką podpisać kobietę, by się inni trzymali z daleka. A dziś nie interesuje mnie nic poza tym, co kobieta czuje i myśli, nie musi być podpisana.:)
Rozumiem, że żona ma taki sam pogląd...
W związku z tematem niniejszego wątku spróbowałam sobie przypomnieć jak to jest u moich znajomych. Okazuje się, że w większości nie noszą obrączek.
Wydaje mi się, że generalnie małżeństwa odchodzą od noszenia tego symbolu. Tak sobie bowiem kojarzę, że np. stojąc przy kasie z zakupami mam przed oczami bardziej ręce klientów niż twarze i też rzadko widuję na palcu obrączkę zarówno u kobiet jak i u mężczyzn.
Dzisiaj będę robiła zakupy, to jeszcze przyjrzę się...temu tematowi.:D
Mój znajomy nazywa obrączkę GPS'em ![]()
Poza tym, że to jest symbol to mi się wydaje, ze obrączka jest jeszcze informacją dla innych, że ten mężczyzna czy ta kobieta jest już zajęta i to na amen. Gdyby tak nie było to wszyscy Ci, którzy mają ochotę wdac się w jakiś romans nie chowali by obrączki do kieszeni widzą nową "zdobycz" na horyzoncie.
Ja obrączkę noszę i mój małżonek nosi. Na naszym ślubie Ci co bardziej konserwatywni goście byli oburzeni, że nasze obrączki są srebrne a nie złote. A co w tym złego!? Ja ani mój mąż nie lubimy złota, ewentualnie białe, ale zwykle nosimy srebrną biżuterię, więc i obrączki są srebrne. Nosimy je bo oboje mamy pracę w której te obrączki mieć możemy, ale mam wielu znajomych którzy nie noszą obrączki choć z powodu wykonywanej pracy czy po prostu nie przepadają za biżuterią i obrączkę zakładają tylko na ważne okazje. Niektórzy mają obrączki pochowane w pudełkach a mam kolegę który nosi obrączkę na łańcuszku. Ja ściągam obrączkę np. do zmywania, czy do kąpieli, w trakcie sprzątania czy na działce podczas pracy w ogrodzie. Robię to dlatego że zawsze ściągam biżuterię do pewnych czynności, a obrączka owszem ma dla mnie wartość sentymentalną, ale jest symbolem. Moja miłość nie wyraża się symbolami, a uczuciem.
Rozumiem, że kto nie chce, to nie nosi, bo nie jest to najważniejsze, aczkolwiek ja kiedyś myślę, że na pewno będę nosić, na początku przyzwyczaję się, że jest na paluszku, a potem po prostu nie wyobrażę sobie, bym mogła ją zdjąć
.
Ja również nie mówię że nie chce nosić mojej obrączki, póki co ona mi w życiu nie przeszkadza. Ja się do niej przyzwyczaiłam, może kiedyś moje poglądy się zmienią może nie. Póki co dobrze jest tak jak jest.
Ja mam srebrną, lubię nosic ja tak samo jak reszte pierścionków, narzeczony także, ale to jest tylko symbol i jak ktoś nie nosi, bo nie lubi to ja nie widzę problemu.
ja jestem w małżeństwie 4 pełne lata, a obrączkę łącznie nosiłam może pół roku. Z obrączką czuję się jakoś tak staro- kto chce może mnie wyśmiać, ale każdy może mieć swoje skrzywienia
Dodam, że biżuterię noszę i pierścionki różne również. Mój mąż ściągnął obrączkę z powodu pracy. Obrączka nie jest nam do niczego potrzebna. Nikomu nic udowadniać nie musimy. Obrączka to symbol małżeństwa, ale nie miłości, szacunku, oddania itp.
Tak czy inaczej - romantyzm sięga czasem patologii. Człowiek tak się przejmuje gestami, symbolami, słowami, że traci z oczu to, co ma być opisane czy symbolizowane. Książka jest poświęcona dla okładki.
Pójdźmy głębiej - sam ślub, w jakimkolwiek obrządku jest również symbolem - bo czymże więcej?
Kiedyś mi się wydawało, że to bardzo fajne, tak sobie obrączką podpisać kobietę, by się inni trzymali z daleka. A dziś nie interesuje mnie nic poza tym, co kobieta czuje i myśli, nie musi być podpisana.
Nieładne myśli się kotłowały w Twojej głowie... Tym bardziej, że coraz częściej czytam, ze właśnie mężatki są najbardziej atrakcyjne jako kochanki.Więc tak trochę jednak ryzykowne zachowanie - wystawienie na czysty strzał ![]()
Troszkę się znów obnażę. Jako ta, która popełniła ślub kościelny - posiadałam obrączkę. Nosiłam, była dla mnie pamiątką i budziła mój sentyment. Tak samo jak bransoletka, którą dostałam po urodzeniu się naszej córki - po prostu miłe wspomnienia.
Szanowny jeszczemąż nigdy nie wykazał ochoty do noszenia tego symbolu, a mnie nigdy nie przyszło do głowy wymagać tego od niego. Nigdy też nie traktowałam obrączki jako "podpisu" - cynicznie powiem: co to za podpis, który można w ułamku sekundy schować? Nooo... gdyby to był tatuaż na czole - wtedy zupełnie coś innego ![]()
Że DLA MNIE był to ważny symbol - przekonałam się, gdy postanowiłam odejść od męża. Odczułam potrzebę (kurcze, nawet przymus to był) zdjęcia obrączki, co tez uczyniłam. Ale symbolem pozostała nadal - tym razem mojego uwolnienia się. Leży sobie spokojnie w szkatułce z pozostałą biżuterią. Nie odczuwałam potrzeby ciśnięcia nią w twarz (to by było takie romantyczne...), ale czuję, że "pójdzie" na jakiś słuszny cel. Niech w końcu będzie z niej jakiś pożytek
Dobrze, że nie trzeba cały czas nosić skarpet, które się założyło w dniu ślubu.
Ale chyba nikt tu nie mówi, że TRZEBA cokolwiek... Wolność... Także w sprawie skarpetek. Byleby czyste były.
My z mężem nosimy obrączki. Od ośmiu lat mam na palcu złoty krążek. Jest to dla nas symbol miłości i wierności.
Najpierw obroczkę nosiłam , pozniej jakos zdjełam na pół roku ale teraz ją nosze cały czas razem z pierścionkiem zaręczynowym i nigdy jej nie zdejmuje . Jak pól roku nie nosiłam i kiedys spotkałam kolezanke w miescie i od razu padło pytanie czy sie rozwiodłam. Poczułam sie jakos niezręcznie, tłumacząc sie z tego. Bez sensu.
Widziałam dziewczynę która nosiła same obraczki i to zlote jedną na kciuku lewej ręki dwie pozostałe na prawej dłoni być może miała ich jeszce więcej aczykolwiek nie policzyłam ich wszystkich, wyglądalo to trochę dziwnie i wzbudziło moja ciekawość zaczełam się zastanawiać czy aby napewno była zamężna. Na ręce chyba prawe,j blisko dłoni miała też tatooaż taki napis w obcym języku i nie za duży bardzo ładny zresztą może to było czyjeś imię trudno jest mi teraz powiedzieć. Tatooaż strasznie mi sie spodobał! Aczykolwiek nnie poznałam tej dziewczyny mimo że podróżowalyśmy w jednym i tym samym autobusie.
My juz od dwoch lat stale nosimy obraczki. Pod pewnymi wzgledami jestem tradycjonalistka. Po prostu dla nas obojga jest to wlasciwe.
niekochana72 - znów zaszaleję ze stwierdzeniem ogólnym: bardzo, bardzo często opis ludziom przesłania fakt. Małpa najprostsza widzi i w najgorszym razie ma w głowie pustkę, człowiek, gdy widzi fakt, może mieć w głowie tyle bzdur, że zrozumienie faktu jest wręcz ujemne, a nie po małpiemu zerowe. Poznałem niedawno człowieka, który napisał kilkanaście (albo już kilkadziesiąt) sporych stron tekstu, by wyrazić myśl "niektóre rzeczy zmieniają się". Nie jest już w stanie zrozumieć banalności swej myśli, użył tak skomplikowanych narzędzi (błędnie), by teorię rozwinąć, że z samego tego faktu wydaje mu się ona odkrywcza. ![]()
Więcej opisu w stosunku do opisywanego, więcej znaczącego w stosunku do znaczonego, to zawsze ryzyko. Im więcej rytuałów się nagromadzi, im więcej stworzy się opisu, tym łatwiej zacząć żyć samym rytuałem, samym opisem, a zapomnieć w ogóle o treści, która miała być pod spodem.
Pamiętam - teraz będzie dygresja historyczna - jak w liceum koleżanki chciały zorganizować wyjazd/spotkanie/imprezę, by pokazać, że jesteśmy zgraną klasą. Byliśmy bardzo niezgraną klasą (i nawet nie tylko ja byłem odpowiedzialny za ten stan rzeczy), koleżanki zapomniały, że poza pokazywaniem może być jeszcze zgranie - o zgranie nie starała się żadna przez wszystkie licealne lata.
I tak wszędzie symbol, znak, może przesłonić treść, znaczenie. W filozofii, w małżeństwie, w sztuce.
Wreszcie powrót do tematu - piszesz, że ślub to symbol. I owszem. Zaskakuje mnie, że jeszcze tyle kobiet ślubu chce. Tak po prostu, bez zastanowienia. Przychodzi pewien wiek, pewien staż w związku - no to ślub. Tak całkiem bezmyślnie, bo wiemy, jaki kształt powinny mieć pozory, ale nikt prawie nie myśli, jak powinna wyglądać treść pod pozorami (i o pannę, która ze swym kawalerem ROZMAWIA jest już całkiem trudno).
Ślub to też tylko symbol. A Wilde'a czytam teraz, lepiej nie będę się zastanawiał, czego symbol. ![]()
Pamiętam - teraz będzie dygresja historyczna - jak w liceum koleżanki chciały zorganizować wyjazd/spotkanie/imprezę, by pokazać, że jesteśmy zgraną klasą. Byliśmy bardzo niezgraną klasą (i nawet nie tylko ja byłem odpowiedzialny za ten stan rzeczy), koleżanki zapomniały, że poza pokazywaniem może być jeszcze zgranie - o zgranie nie starała się żadna przez wszystkie licealne lata.
I tak wszędzie symbol, znak, może przesłonić treść, znaczenie. W filozofii, w małżeństwie, w sztuce.
Moja dygresja pewnie byłaby równie "historyczna"
Taka mała wiwisekcja. 16 lat udowadniania samej sobie, że BĘDZIEMY zgrani
Taka racjonalna niekochana72 i jednocześnie tyle lat myślenia magicznego? Psychika kobiety jest jednak niesamowita ![]()
Wreszcie powrót do tematu - piszesz, że ślub to symbol. I owszem. Zaskakuje mnie, że jeszcze tyle kobiet ślubu chce. Tak po prostu, bez zastanowienia. Przychodzi pewien wiek, pewien staż w związku - no to ślub. Tak całkiem bezmyślnie, bo wiemy, jaki kształt powinny mieć pozory, ale nikt prawie nie myśli, jak powinna wyglądać treść pod pozorami (i o pannę, która ze swym kawalerem ROZMAWIA jest już całkiem trudno).
Ślub to też tylko symbol. A Wilde'a czytam teraz, lepiej nie będę się zastanawiał, czego symbol.
Co raz mądrzejsze są kobiety - mniej ich już uważa, że "taka jest kolej rzeczy".
Mój osobisty ślub był zdecydowanie symbolem mojej prywatnej naiwności, głupoty i niedojrzałości. Mam nadzieję, że rozwód - wręcz przeciwnie ![]()
heathcliff napisał/a:Pamiętam - teraz będzie dygresja historyczna - jak w liceum koleżanki chciały zorganizować wyjazd/spotkanie/imprezę, by pokazać, że jesteśmy zgraną klasą. Byliśmy bardzo niezgraną klasą (i nawet nie tylko ja byłem odpowiedzialny za ten stan rzeczy), koleżanki zapomniały, że poza pokazywaniem może być jeszcze zgranie - o zgranie nie starała się żadna przez wszystkie licealne lata.
I tak wszędzie symbol, znak, może przesłonić treść, znaczenie. W filozofii, w małżeństwie, w sztuce.Moja dygresja pewnie byłaby równie "historyczna"
Taka mała wiwisekcja. 16 lat udowadniania samej sobie, że BĘDZIEMY zgrani
Taka racjonalna niekochana72 i jednocześnie tyle lat myślenia magicznego? Psychika kobiety jest jednak niesamowita
heathcliff napisał/a:Wreszcie powrót do tematu - piszesz, że ślub to symbol. I owszem. Zaskakuje mnie, że jeszcze tyle kobiet ślubu chce. Tak po prostu, bez zastanowienia. Przychodzi pewien wiek, pewien staż w związku - no to ślub. Tak całkiem bezmyślnie, bo wiemy, jaki kształt powinny mieć pozory, ale nikt prawie nie myśli, jak powinna wyglądać treść pod pozorami (i o pannę, która ze swym kawalerem ROZMAWIA jest już całkiem trudno).
Ślub to też tylko symbol. A Wilde'a czytam teraz, lepiej nie będę się zastanawiał, czego symbol.
Co raz mądrzejsze są kobiety - mniej ich już uważa, że "taka jest kolej rzeczy".
Mój osobisty ślub był zdecydowanie symbolem mojej prywatnej naiwności, głupoty i niedojrzałości. Mam nadzieję, że rozwód - wręcz przeciwnie
Niekochana, wszakże człowiek uczy się na błędach
.
Lubię Cię czytać, na pewno w końcu trafisz na porządnego faceta, tzn sama takiego sobie wybierzesz.
Wiadomo, że ludzie czasem chcą ślubu dla samego ślubu, wiążą się z nieodpowiednimi osobami, przez co małżeństwo wtedy jest jedną, wielką farsą, ale po to jest życie, by uczyć się na błędach, wyciągać wnioski, nic straconego
.
niekochana72 - masz zamiar przestać być naiwna? Byłoby strasznie szkoda.
26 2011-09-12 21:25:37 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-12 21:31:59)
Niekochana, wszakże człowiek uczy się na błędach
.
Lubię Cię czytać, na pewno w końcu trafisz na porządnego faceta, tzn sama takiego sobie wybierzesz.
Wiadomo, że ludzie czasem chcą ślubu dla samego ślubu, wiążą się z nieodpowiednimi osobami, przez co małżeństwo wtedy jest jedną, wielką farsą, ale po to jest życie, by uczyć się na błędach, wyciągać wnioski, nic straconego.
Po pierwsze - dziękuję za miłe słowa.
Ale żeby nie było tak słodko
Co innego wziąć "nietrafiony" ślub, a co innego przez 16 lat uprawiać myślenie magiczne w temacie "Udowodnię, że jesteśmy świetnym małżeństwem". Teraz juz wiem, że to MEGALOMANIA
Tak - uważałam, że JA potrafię. Że JA go zmienię, nauczę, pokaże i wytłumaczę.
Właśnie sobie przypomniałam, że nawet te cholerne obrączki ja SAMA wybrałam. Jemu było obojętne - i TO zachowanie powinno być dla mnie symbolem, a właściwie "zwiastunem" mojego małżeństwa.
P.S. Porządny mężczyzna? Hmmm...
truskaweczka19 napisał/a:Niekochana, wszakże człowiek uczy się na błędach
.
Lubię Cię czytać, na pewno w końcu trafisz na porządnego faceta, tzn sama takiego sobie wybierzesz.
Wiadomo, że ludzie czasem chcą ślubu dla samego ślubu, wiążą się z nieodpowiednimi osobami, przez co małżeństwo wtedy jest jedną, wielką farsą, ale po to jest życie, by uczyć się na błędach, wyciągać wnioski, nic straconego.
Po pierwsze - dziękuję za miłe słowa.
Ale żeby nie było tak słodko![]()
Co innego wziąć "nietrafiony" ślub, a co innego przez 16 lat uprawiać myślenie magiczne w temacie "Udowodnię, że jesteśmy świetnym małżeństwem". Teraz juz wiem, że to MEGALOMANIATak - uważałam, że JA potrafię. Że JA go zmienię, nauczę, pokaże i wytłumaczę.
Właśnie sobie przypomniałam, że nawet te cholerne obrączki ja SAMA wybrałam. Jemu było obojętne - i TO zachowanie powinno być dla mnie symbolem, a właściwie "zwiastunem" mojego małżeństwa.P.S. Porządny mężczyzna? Hmmm...
Wiem, wiem, to na pewno jest najgorsze samą siebie oszukiwać, ze da się wszystko posklejać i że on dla nas się zmieni, tylko trzeba czasu, więcej uwagi itp. Błędne myślenie.
niekochana72 - masz zamiar przestać być naiwna? Byłoby strasznie szkoda.
Kochany - to mój stygmat. Umrę z naiwnością dziecka w oczach i sercu.
Ale już jestem tego świadoma - to mi wystarcza
Przynajmniej tak naiwnie sądzę w tym momencie ![]()
Wiesz, ktoś kto dobrze poznał moja historię powiedział: "Naiwność Twoja, droga M była mocno przed mądrością" - i to jest prawda. Bo o ile w codziennych sprawach - mądrość mi się "włącza" przed naiwnością - po prostu jestem racjonalna do bólu, to w sprawach, gdzie w grę wchodzą uczucia (nie tylko miłość) - ta naiwność dziecka prze po trupie mądrości ![]()
niekochana72 - z naiwnością jest kobiecie do twarzy! Tylko trzeba się nauczyć znosić te wszystkie cierpienia, porażki, pomyłki, problemy, trudności i jakieś ogólne niezorientowanie. Ach, zapomniałbym. Czekałem tylko, aż mi napiszesz "Kochany", żeby zaprotestować, że mnie nazywasz jak wszystkich. Proszę jakoś bardziej oryginalnie.
Ładne obrączki wybrałaś?
Że DLA MNIE był to ważny symbol - przekonałam się, gdy postanowiłam odejść od męża. Odczułam potrzebę (kurcze, nawet przymus to był) zdjęcia obrączki, co tez uczyniłam. Ale symbolem pozostała nadal - tym razem mojego uwolnienia się. Leży sobie spokojnie w szkatułce z pozostałą biżuterią. Nie odczuwałam potrzeby ciśnięcia nią w twarz (to by było takie romantyczne...), ale czuję, że "pójdzie" na jakiś słuszny cel. Niech w końcu będzie z niej jakiś pożytek
Ze mną było bardzo podobnie
Swoją obrączke nosiłam do chwili, kiedy mentalnie poczułam, że zostałam zwolniona z danego mężowi słowa. W dniu swojej wyprowadzki, owy symbol zostawiłam na komódce dla mojej następczyni ![]()
W tym roku zmarła moja 97 letnia babcia. Przed śmiercią przypominała jeszcze, żeby przez przypadek, nikt nie zdjął jej z palca, ślubnej obrączki
Z tej obrączki, po tylu latach noszenia, została już tylko złota niteczka. Babcia nigdy jej nie zdejmowała. Dla niej obrączka, była symbolem miłości...
niekochana72 - z naiwnością jest kobiecie do twarzy! Tylko trzeba się nauczyć znosić te wszystkie cierpienia, porażki, pomyłki, problemy, trudności i jakieś ogólne niezorientowanie. Ach, zapomniałbym. Czekałem tylko, aż mi napiszesz "Kochany", żeby zaprotestować, że mnie nazywasz jak wszystkich. Proszę jakoś bardziej oryginalnie.
Ładne obrączki wybrałaś?
Wiesz, bardzo mi się spodobało to "ogólne niezorientowanie" - to taki piękny synonim
Wiesz, zdradzę Ci moja słodką tajemnicę. "Wichrowe wzgórza" to jedna z moich ulubionych książek. Jak się domyślasz - nie wynikło z tego nic dobrego dla mnie. Tak wiec Twój nick jest mi wyjątkowo bliski i wzbudza ambiwalentne uczucia.
Więc nie napisze już więcej do Ciebie 'kochany" - będę się pilnować. Pozostaniesz nieokiełznanym i szalonym heathcliff'em.
Obrączki kupiłam proste, bez żadnych ozdobników. Mnie się podobały.
32 2011-09-12 23:31:53 Ostatnio edytowany przez marynata (2011-09-12 23:57:59)
U nas było dość zabawnie. Przed ślubem twierdziliśmy, że chyba nie będziemy nosić obrączek, bo nie ma po co. Ale przyszedł ślub i... kiedy zapominamy o obrączce, to czujemy się jakoś tak... dziwnie
Jakbyśmy byli bez dokumentów, telefonu komórkowego...
Zastanawiam się, czym dla nas jest obrączka... i chyba przede wszystkim jest to element, który daje nam poczucie bezpieczeństwa. Patrzymy na obrączkę i wiemy, że ten ktoś jest obok - niezależnie od tego, czy akurat jesteśmy razem w tym momencie, czy jedno z nas gdzieś musiało wyjść.
No, i lubimy ją pokazywać wszystkim. Chwalimy się tym, że jesteśmy razem, że jesteśmy małżeństwem - a co! ![]()
Absolutnie nie nazywamy jej GPSem, smyczą, czy czymkolwiek jeszcze... To jest taki amulet - nasz specjalny ![]()
marynata podoba mi sie ta nazwa. Amulet...Brzmi lepiej niz "smycz" i GPS ktore jakos negatywnie mi sie kojarzy.
34 2011-09-13 00:01:52 Ostatnio edytowany przez marynata (2011-09-13 00:03:31)
marynata podoba mi sie ta nazwa. Amulet...Brzmi lepiej niz "smycz" i GPS ktore jakos negatywnie mi sie kojarzy.
Mi również "smycz" i GPS negatywnie się kojarzą.
Tak samo, jak fakt, że niektórzy panowie lub panie mówią o swojej żonie/mężu: "moja stara/mój stary". Wówczas mam ochotę zadać pytanie: "to jak się stało, że jesteście razem, skoro odnosicie się do siebie tak negatywnie?".
Zgodzę się z marynatą. Nigdy nie ekscytowałam się pierścionkami zaręczynowymi, sukniami ślubnymi ani resztą tej otoczoki- ale obrączki to jest inna bajka. Jak nie noszę na co dzień pierścionków, bo mnie irytują, tak obrączkę będę nosiła choćbym co dzień ryzykowała obcięciem palców. To symbol, "amulet", a także "przypominajka"- że kiedyś i gdzieś połączyło Cię z drugą osobą coś wyjątkowego, specjalnego, jedynego w swoim rodzaju. I ja też bardzo chętnie będę się chwalić, że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem- bo to jest prawdziwy sukces!
Taaak.
A mnie do przypomnienia, że jestem mężatką służy własna pamięć i spojrzenie na człowieka, który jest obok.
I nie krytykuję faktu noszenia obrączki przez kogokolwiek.
Natomiast argumenty "obrońców" noszenia symbolu - wywołują u mnie uśmiech.
Jestesmy 18 lat po ślubie, tydzień nosilismy obrączki (mąz zostawił swoją przez przypadek podczas wizyty u rodziny). Nigdy mi to nie przeszkadzało, ale.... Mąż zaczął interesować się młodszym towarzystwem, wiedzą, że ma rodzinę, ale brak obrączki interpretują, że mu się z żoną nie układa. Póki jesteście młodzi, symbole nie mają znaczenia, ale po pewnym czasie ich brak pomaga w zapomnieniu.
38 2011-09-13 10:50:47 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-13 10:52:23)
Póki jesteście młodzi, symbole nie mają znaczenia, ale po pewnym czasie ich brak pomaga w zapomnieniu.
Kwestia zapominania to nie sprawa wieku, tylko ochoty.
I zdradzający nie zapomina o tym, że jest żonatym/mężatką, tylko ma to za nic. Często osoby zdradzające noszą obrączkę do momentu rozpoczęcia uwodzenia kogoś, wówczas ją zdejmują chowając w kieszeń i zakładają przed powrotem do domu.
Myślenie o tym, że obrączka pomoże uniknąć zdrady jest myśleniem magicznym.
39 2011-09-13 11:17:58 Ostatnio edytowany przez stephanie (2011-09-13 11:19:14)
Ja nie noszę obrączki. Mój Mąż też nie.
Jesteśmy małżeństwem od 6 lat, więc raczej młodym. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi i obrączka moim zdaniem nie zmienia niczego.
Przynajmniej w naszym przypadku.
Miłość się buduje na zaufaniu, przyjaźni, wierności i bezpieczeństwie. I to dla nas jest najważniejsze.
Z czasem, jeżeli przestaje się pielęgnować miłość, czułość i ciągle się pracuje zapominając o spędzaniu czasu ze sobą, o rozmowach to tworzy chorą atmosferę w związku. I to często jest przyczyną jego rozpadu. Jeżeli partner nosi w sercu przysłowiową obrączkę i kocha, to nie zapomni. Ta na palcu niewiele daje. Przecież są ludzie, którzy noszą ciągle obrączkę i zdradzają regularnie. Tutaj zgadzam się w zupełności z Wielokropek
Na początku oczywiście nosiliśmy. ALe potem mi zaczęły puchnąć palce i wiecie jak to jest. Nie mogłam raz to założyć raz to ściągnąć, w kuchni jak coś się robi to też dla mnie był problem to dałam sobie spokój.
A Mąż z koleji był operatoerm maszyn swojego czasu i nie mógł w pracy nosić.
I po prostu się oduczyliśmy.
ALe niczego to w naszym małzeństwie nie zmieniło. Miłość ma się w sercu i umyśle. No chyba, ze ktoś uważa obrączkę za jakiś cudowny symbol. To może wtedy w jego psychice coś się zmienia...
Sadie napisał/a:marynata podoba mi sie ta nazwa. Amulet...Brzmi lepiej niz "smycz" i GPS ktore jakos negatywnie mi sie kojarzy.
Mi również "smycz" i GPS negatywnie się kojarzą.
Tak samo, jak fakt, że niektórzy panowie lub panie mówią o swojej żonie/mężu: "moja stara/mój stary". Wówczas mam ochotę zadać pytanie: "to jak się stało, że jesteście razem, skoro odnosicie się do siebie tak negatywnie?".
Dokladnie. A poza tym ta zonaczy ten maz ma imie, prawda? Czyz nie lepiej nazwac po imieniu a nie mowic stara/stary? No ale jak komus to nie przeszkadza to ja tez dzial ciezkich wytaczac nie bede
busiu mam tak samo. Nie przygotowywalam sie jakos histerycznie do slubu ale waznosc obraczki jest dla mnie duza. Zreszta chyba mam to po dziadku. On cale zycie nosil swoja i jak bylam dzieckiem i sie go pytalam czy moze ja zdjac bo chcialam zobaczyc to mowil "nosze ja tak dlugo ze przyrosla mi do palca". Smarkata bylam i mu wierzylam. Spedzili z babcia ponad 40 lat...
Ślub to też tylko symbol. A Wilde'a czytam teraz, lepiej nie będę się zastanawiał, czego symbol.
Skoro ślub traktujesz jako symbol to myślę że nie powinieneś go brać bo nie rozumiesz jego istoty.
Wszystko traktujesz jako symbole??? Seks też jest dla Ciebie tylko symbolem??? A dzieci to też "tylko" symbol miłości???
heathcliff napisał/a:Ślub to też tylko symbol. A Wilde'a czytam teraz, lepiej nie będę się zastanawiał, czego symbol.
Skoro ślub traktujesz jako symbol to myślę że nie powinieneś go brać bo nie rozumiesz jego istoty.
Wszystko traktujesz jako symbole??? Seks też jest dla Ciebie tylko symbolem??? A dzieci to też "tylko" symbol miłości???
Większość to tylko symbol/znak/opis, ale nie chciałbym Cię tu postraszyć wyjaśnieniem dotykającym językoznawstwa.
Skoro nalegasz tak uprzejmie, to nie wezmę ślubu, ale pamiętaj by mnie poinformować, jeśli zmienisz zdanie.
A powiedz mi, jaka jest istota ślubu? Tylko pomiń wszystko poza ślubem, by czasem się nie okazało, że ślub jest symbolem! Czyli zupełnie pomiń miłość, dla przykładu. Jaka jest istota ślubu? (Dzieci też nie będę miał specjalnie dla Ciebie).
heathcliff napisał/a:Ślub to też tylko symbol. A Wilde'a czytam teraz, lepiej nie będę się zastanawiał, czego symbol.
Skoro ślub traktujesz jako symbol to myślę że nie powinieneś go brać bo nie rozumiesz jego istoty.
Kurcze, że też nikt mi nie zabronił 16 lat temu... ![]()
Ja od 3 lat noszę łańcuszek z pieknym serduszkiem od ukochanego i nigdy nie zapominam go założyc, wstając rano. Podobnie jest z dwoma pierścionkami zawsze mam je na palcach.Podobnie będzie z obrączkami. Poza tym ja jestem za tradycją i pewnie obrączki nie będą Nam w niczym przeszkadzac.. ![]()
Witam.
Byłam wczoraj w osiedlowej "Biedronce" i w trakcie robienia zakupów spoglądałam na ręce klientów - było około 20 osób, w większości byli to znajomi, żonaci i mężatki. Z tej liczby tylko dwie kobiety i jeden mężczyzna mieli obrączki oraz jedna kasjerka.
Wychodzi na to, że statystycznie ludzie z takich czy innych powodów ich nie zakładają. ![]()
o czym pisałam już wcześniej.