Nie zwracałam uwagi na facetów, miałam swoje problemy z mężem nadużywającym alkocholu i dwoje dzieci ....po 11 latach małżeństwa w styczniu 2011 złożyłam pozew rozwodowy i w tedy się zaczęło...Poznałam przez neta ...Maxa . Faceta 10 lat starszego odemnie .... okazało sie pużniej że robi zakupy w sklepie w którym wówczas pracowałam .. i mieszka 3km ode mnie.
zaczeliśmy do siebie często dzwonić , nawet po kilka razy dziennie , traktowałam go jak kolęgę....rozmawialiśmy o swoich problemach i już przy pierwszej rozmowie telefonicznej powiedział mi że choruje na raka i że jest po chemi . I tak upływał czas na miłych pogawędkach o facetach , kobietach o życiu .... żadne z nas nie miało zamiaru się z nikim wiązać .... mieliśmy oboje doświadczenia życiowe ... karzde z nas wolało być singlem i nie zawracać sobie głowy głupotami .........spotkaliśmy się przez ten czas cztery razy... były uśmiechy ,żarty .... telefonujemy do siebie w dalszym ciągu , już nie tak często bo co drugi , trzeci dzień .. Choć od jakiegoś czasu jest inaczej .... zaczęłam jak na swój wiek dziwnie się zachowywać.... myślę ciągle o nim , mam ochotę go zobaczyć , usłyszeć..... Stwierdzam ... Zakochałam się !!!!!! Bojąc się, że przez moje głupie zachowania mogę go stracić , nic nie mówiłam o swoich uczuciach do niego ....aż kilka dni temu nie wytrzymałam ... zadzwoniłam mówiąc co czuję, ale nie powiedziałam słowa " KOCHAM CIĘ " i tak był w szoku i nie wiedział co ma powiedzieć..... umówiliśmy się na spotkanie następnego dnia... myślałam nawet że będzie chciał zakończyć tę znajomość i powie że będzie lepiej, jak się więcej nie spotkamy.... ma swoje problemy i jeszcze ta choroba .... następnego dnia zachowywał się bardzo poważnie ... widziałam że próbuje trzymać się ode mnie z daleka.... i w tedy mu powiedziałam " Czy nie widzisz jak się męczę będąc przy tobie i nie mogąc cię nawet przytulić... wtedy do mnie podszedł i mnie przytulił......... Problem w tym że on nie chce się wiązać z nikim z powodu choroby ,ale nie chce też stracić mnie ..... że dużo myślał i że ma uczucia ale nie potrafi o nich mówić .... dodając .....Cytuję.... "pamiętaj szanuje cię i jesteś skarbem , mam do Ciebie uczucia pozytywne " trudno mi to zrozumieć...... co ja mam z tym wszystkim zrobić......... czy mam odejść i próbować zapomnieć .... czy spotykać się z nim dalej nie wiedząc do końca co on do mnie czuje ...... a jeśli choroba będzie silniejsza i tak mi go odbierze........ Może dziewczyny wy to jakoś zrozumiecie i pomożecie.
Podobne tematy
"ZE WSZYSTKICH PRZECIWNOŚCI LOSU ,MIŁOŚĆ JEST NAJWIĘKSZYM WYZWANIEM!"
walcz o miłość i szacunek człowieka ,ktory jest obok ciebie.skoro piszesz ze zakonczyłas etap,gdzie walczyłaś o kazdy dzien przez 11 lat ,to teraz przyszedł czas aby dać szanse sobie,wam ,milosci.skoro czujesz ,że to co siedzi w środku ciebie -cie uskrzydla to dlaczego miałabyś z tego rezygnować.
w tej chorobie nigdy nie wiadomo ,co bedzie jutro.ludzie z tego wychodzą i szczęśliwie zyja.ja nie skresałabym wszystkiego.muisz byc jednak swiadomoa ,że jego walka może trwać dlugo-w tym czasie wasze relacje staną sie jeszcze bardziej zaciesnione i gdyby.... los zakpił....-bedzie cholernie bolało!to fakt.
ale teraz jestescie tu i jesli swiat pieknie sie wam ukłonił ,nie dawajcie mu "policzka";ładnie przytulcie i dajcie sie ponieść.
możecie rozmawiać, wspierac sie, spacerować, dzwonić, pisać i czuć ,że jest ktoś obok.
dla mnie to warte wszystkiego ponad wszystko.
reszta zalezy juz tylko od was.
pozdrawiam
Nigdy się nie spodziewałam że jeszcze kiedyś kogoś pokocham a teraz moim przyjacielem jest " Czas " dobrze zdawałąm sobie sprawę z tego co to za choroba ( moi rodzice odeszli .... oboje na raka ) Zastanawiam się czasem po co los postawił Go na mojej drodze,,,,