Wszedłem na ten forum... tak, wszedłem, ponieważ jestem mężczyzną, ale uważam że kobiety bardziej pomogą mi w mojej sytuacji jakąś radą. Proszę
Otóż pracuję w pewnej dużej firmie X. Nie długo pracuję, tylko rok. Rekrutowały mnie zupełnie inne osoby, ponieważ bezpośredniego kierownika nie było. Pracowałem spokojnie 3 miesiące i się stało. Wrócił kierownik. Jak się okazało - kobieta, kobieta moich marzeń. Jeden tylko raz poznałem miłość w życiu wiele lat temu ale życie nie pozwoliło nam być razem, dla tego znałem to uczucie, mimo tego że minęło 7 lat. Serce mi prawie stanęło jak ją pierwszy raz zobaczyłem. Było to na spotkaniu organizacyjnym (raporty, plany i takie pierdoły). Spotkanie trwało ze 2 godziny, ale to dla mnie nie miało znaczenia. Nie słuchałem co mówiła, po prostu nie mogłem się ruszyć i prawie nie mogłem oddychać. Mam 25. Zawsze podobały mi się kobiety starsze i z klasą. Takie bizneswoman, ponieważ dziewczyny studentki mają wiatr w głowie, i większość zero ambicji. I się stało: mój typ kobiety: Kobieta z bardzo wysokim poziomem inteligencji, wysoka, niebieskie oczy, blondynka, nie małe piersi... Z tym że ... ma 2 dzieci i chłopaka(WTF?) którego kocha(?). Jest starsza o 5 lat w końcu. Każda kobieta chyba w tym wieku chce dzieci. Zagłuszałem to swoje uczucie ponieważ nie chce popsuć komuś życie. Ale chyba jakoś nie świadomie podawałem jakieś znaki. Coraz więcej zaczynaliśmy rozmawiać, aż w końcu złamaliśmy granicę podwładny-przyłożony. Zaczęliśmy rozmawiać o tym że chyba coś w powietrzu się unosi. Widzę że ona by wszystko rzuciła i uciekłaby na koniec świata, ale potrzebuje żebym ja ją porwał, ale ja cały czas powtarzam do niej że nie może nic się unosić, że ma każdy z nas swoje życie i na nie plany. Z tym że ... kłamię! ja dnia nie mogę przeżyć nie słysząc jej głosu! Ale z drugiej strony - nie chce pokazać jej tego ponieważ ma rodzinę i nie chce żeby coś odwaliła. już nie mogę z tym walczyć... Chyba muszę się zwolnić. Męczy mnie codzienne udawanie przed wszystkimi obojętność do szefowej, poza tym może coś to zmieni jak nie będę tam pracował. Podsumowując: mózg mówi nie, a serce tak. Zgubiłem się...
Podobne tematy
Przytomnie opisujesz sytuację, swoje uczucia i wątpliwości. Wiesz, co podpowiada Tobie rozum. Podjąłeś decyzję o kierowaniu się jego podpowiedziami. Zagubienia nie widzę. Zgubienia się - też nie.
Więc bądż zdecydowanym facetem i porwij ja! Serca nie oszukasz! Decyzja,co zrobi ona i tak należała będzie do niej. Spróbuj!
Zaufaj rozumowi, doradzam.
Mądrze myślisz opisując ,że nie chcesz popsuć jej rodziny, słuszne przemyślenia.
O to w życiu właśnie chodzi ,żeby dostrzegać innych, tych z po za .
Dzieci są bardzo ważne i bezbronne , dorośli niestety często o nich zapominają podejmując podobne decyzje.
Nie daj ich matce możliwości skrzywdzenia ich , nie pomagaj jej w tym bynajmniej. Bez względu na to czy nadal będziesz tam pracował czy też nie.
Jedna "koleżanka" z forum opisała swój romans w pracy z szefem, polecam lekturę.
posłuchaj rozumu, przede wszystkim dlatedo,że kobieta ma dzieci. kiedyś byś mógł usłyszeć od nich,że to przez Ciebie mama nie jest z tatą.by cię traktowały, jak wroga nr1. pomyśl o tym w ten sposób-chciałbyś,żeby to twoje dzieci musiały przejść przez rozstanie rodziców?bo mamusia zobie kogoś znalazła? raczej nie.
Mam podobną sytuację tylko odwrotnie...
Najpierw znaliśmy się jako współpracownicy. Zawsze mi się podobała, chemia była z obu stron.
Potem ja zostałem szefem. Chemia trwa nadal. Początkowo starałem się to ignorować, nawet nieźle mi szło. Ale teraz jest coraz gorzej. Czasem mam ochotę walić głową w mur - dosłownie. Jej obecność aż boli, a ja nie mogę nic zrobić, bo chcę pozostać profesjonalistą.
Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę: ona ma męża i poza tym pracujemy w dwóch różnych krańcach kraju.
Czasem chce mi się śmiać: przecież w moim nadmorskim mieście jest tyle fajnych, pięknych, inteligentnych kobiet. A ja zakochałem się właśnie w Niej: mojej zamężnej podwładnej z Dolnego Śląska.........