Witajcie. Jestem nowa w tym forum . Znalazłam sie tu bo mam tylko 20lat ale mase problemow moze troszke do waszych podobnych. Mialam bardzo zle w dziecinstwie .
Matka bez przerwy bila i krzyczala, palila mi rzeczy, zamykala w piwnicy, w niskim stopniu molestowala seksualnie, tata tez na mnie zawśze krzyczal, w szkole mialam te same problemy od samego poczatku nauki.
Dzieci bily i wyzywaly,panie byly zawsze wredne,
Nigdzie nie mialam zadnego wsparcia. Ciagle chodzilam przestraszona przygnebiona i rozkojazona.
Ze nie lubia mnie w szkole, brak bezpieczenstwa i milosci w domu.
Balam sie kazdego nastepnego dnia,kazdego kontaktu z drugim czlowiekiem.
Tak zostało do dzis. Nie potrafie ufac nikomu, w kazdej spotkanej osobie wídze zagrozenie.
Kiedy jestem smutna lub zla nigdzie nie czuje akceptacji.
Teraz mam chlopaka od roku,ale nie potrafie okazywac mu zadnych dobrych uczuc. Jest mily i wyrozumialy kochany,ale ja nic nie czuje do niego . Marzylam cale zycie o tak czulym i wrazliwym chlopaku wiec dlaczego czuje sie zle kiedy mnie przytula?
Coś okropnie blokuje mnie przed bliskoscia z kimkolwiek.
Podobne tematy
Przeszłaś piekło... Ale teraz jest przy Tobie ktoś kto Cię kocha więc jest już lepiej ![]()
Idż do psychologa, moim zdaniem tylko on pomoże Ci uporać się z tym wszystkim, sama możesz nie dać rady. Trzymam kciuki i życzę powodzenia ![]()
Twój facet wie o Twoim dziecinstwie? Jeżeli nie to otwórz się przed nim, opowiedz mu wszystko, może to coś pomoże.
To psychologów lepiej nie chodź bo oni nie są do końca normalni(przynajmniej część) i ci wmówią jakieś choroby których nie masz. Pamiętaj że wszytko co może ci pomóc jest w tobie jeśli sama nie zaczniesz analizować co u ciebie jest nie tak i tego jak chcesz by było, to nikt ci nie pomoże. Nie myśl o tym co było, to jest przeszłość, to się zdarzyło ale to było kiedyś, teraz tak nie jest. Nie mówię byś zapomniała bo to może być nie możliwie, ale przestań to rozpamiętywać jako coś istotnego dla ciebie w obecnej chwili, bo tak nie jest, to było dawno temu i już więcej razy nie będziesz musiała przez to przechodzić. A Facetowi powiedz, nawet nie musisz się silić na jakieś wyszukane formy czy uczucia, po prostu powiedz mu to co napisałaś tu na forum, jakby to było sprawozdanie czy recytacja(jeśli nie czujesz się na siłach) , dokładnie o tym. Że masz problem z okazaniem mu uczucia ale że to nie jego winna, czy jakoś inaczej ale musisz jakoś mu o tej sprawie powiedzieć bo długo ciągnąć takiej szopki nie dacie rady.
Chodze do psychologa. Bylam do tej pory na dwoch, jest ok tam ale wizyty raz na tydzien tylko ,wiec miedzy wizytami wariuje bo dreczy mnie tak duzo a nie mam komu o tym powiedziec.
Z chlopakiem rozmawialam kilka razy na ten temat,ale on wychowywal sie w szczesliwej rodzinie i zdaje sie malo mnie rozumiec.
W.dlugim zwiazku czuje sie zle bo mysle ze on liczy na mile slowo,komplement cokolwiek oznaczajacego uczucie, a chyba boje sie uczuc,ze bedzie zalezec mi, ze znow bede cierpiec...i
Nie potrafie kochac. Unikam kontaktow z nim przez to,on sie zlosci a ja czuje sie calkowicie bezsilna.:-(
Chodze do psychologa. Bylam do tej pory na dwoch, jest ok tam ale wizyty raz na tydzien tylko ,wiec miedzy wizytami wariuje bo dreczy mnie tak duzo a nie mam komu o tym powiedziec.
Z chlopakiem rozmawialam kilka razy na ten temat,ale on wychowywal sie w szczesliwej rodzinie i zdaje sie malo mnie rozumiec.
W.dlugim zwiazku czuje sie zle bo mysle ze on liczy na mile slowo,komplement cokolwiek oznaczajacego uczucie, a chyba boje sie uczuc,ze bedzie zalezec mi, ze znow bede cierpiec...i
Nie potrafie kochac. Unikam kontaktow z nim przez to,on sie zlosci a ja czuje sie calkowicie bezsilna.
6 2011-09-08 22:51:02 Ostatnio edytowany przez artezz22 (2011-09-08 22:54:53)
Witam:) troche cie kochana rozumiem bo sam bylem wychowywany na "krotkiej smyczy" lecz nie tak ostro jak ty,znam ten bol.czasem bywa i tak ze sami rodzice nie potrafia sobie poradzic z blachym problem choc sa dorosli...maja stala prace..i tak jak kazdy mase problemow,a co za tym idzie najprostsza forma wyladowania emocji sa dzieci...prosta forma ktora nie ma nic do powiedzenia gdyz jest zalezna od nich.doskonale ten temat rozumiem.i powiem ci ze zadreczanie sie tym nic ci nie da,rozpamietywanie o tym takze...szczeze?to mam podobny problem z moja dziewczyna(chodzi o zaufanie,akceptacje i wogole ) nie wiem co jest ale od miesiaca proboje sie dowiedziec co jest dlaczego jest poprostu obojetna na zwiazek czego sie boi...to sa poczatki wiec ciezko tu mowi o otwrciu sie(adaptacj do twej osoby) ale jesli twoj chlopak jest z toba 1 rok to poprostu porozmawiaj z nim o tym ...tylko tak od serca bo zwykla luzna rozmowa nic nie da...co z tego ze on mial piekne zycie.jesli mu zalezy to moze poprostu porzmawiajcie razem z twoimi rodzicami moze maja oni problem...dlatego tak wyszlo tylko musisz trafic w ich najslabszy punkt gdzie poprostu najmocniej zaboli i wtedy ich poprostu moze sumienie ruszy jak postapili z wlasna corka...a co do ciebie to nie zadreczaj sie bo to ci nic nie da,jedynie poprostu wznieci bol wiec najlepsza rada bylo by rozmowa z wlasnymi rodzicami a jak to nie pomoze to poprostu moze rodzinna terapia u specjalisty tylko takiego ktory zrozumie sytuacje a nie takiego co da leki i odesle z choroba psychiczna.pozdrawiam
Artezz22 to nie jest takie proste.
Mam starszych braci ktorzy z matka mieli to samo a nawet gorzej niz ja za to nie mieli tak jak ja problemow w szkole. Mnie za nie winili wszyscy a ja nie mialam zadnego wplywu na to.
W szkole od pojscia do 1podstawowej do ostatniej sredniej,pieklo i nikt nie interesowal sie tym.
Sytuacja sie zmienila.
Mieszkam juz tylko z tata i bracmi,bez matki ktora miala chyba najwieksze te problemy.
jest lepiej.
Mimo wszystko uraz siedzi czasem zniknie ale kiedy tata lub brat krzykna na mnie,wraca.
Boje sie wtedy,tne sie ,uciekam na noc z domu. Nie rozumieja moich reakcji,sama tez ich nie rozumiem,ale nie wiem tez dlaczego musi to miec wplyw na moj zwiazek mimo ze od kilku miesiecy mam glownie spokoj.
Poprostu jak ci zalezy jeszcze na matce porozmawiaj z ojcem moze on cos wie dlaczego tak sie dziala a nie inaczej...nie bylem w takich sytuacjach jak ty ale rozumiem jak to jest,albo poprostu porozmawiaj z bracmi lub poprostu nie mysl o tym postaraj sie nie myslec jesli masz juz spokoj to poprostu postaraj o tym nie wspominac pomimo krzyku ojca lub braci...znajdz oparcie w chlopaku.az normalnie sam bym ci pomogl ale niestety nie widze cie na zywo:) bo poprostu szkoda mi sie ciebie zrobilo i jakos postanowilem napisac pare slow:) Lub zastosuj taki manewr...jesli ktos krzyczy to poprostu zrob to samo co on zalatw krzyk,krzykiem wykrzycz to co ci lezy na sercu dlaczego podnosi na ciebie glos, wtedy ta druga osoba bedzie zaskoczona ale jak to sie mowi ze dzieci popelniaja ten sam blad rodzicow...jaki ojciec taki syn czyli te same bledy...przemoc,rozne uzywki.Moja rada na to wszystko rozmowa z rodzina,oparcie w chlopaku a jak chlopak ma rozum dziecka i nie potrafi pomoc wtedy nie jest ciebie wart,a przedewszystkim nie rozpamietywac o tym pomimo problemow nawet jesli ktos krzyknie wiem ze to trudne bo uraz zostaje na cale zycie ale poprostu postaraj sie byc silna.wieze w ciebie dasz rade ![]()
Uraz z takiego dzieciństwa jest głęboki, ale też jest w Tobie dużo siły, żeby sobie z nim radzić. Psycholog Cię ukierunkuje w działaniach, dobrze że się u niego znalazłaś. Chodzenie częściej niż raz w tygodniu nie jest zalecane - nie "przerobisz" w takim tempie poruszanych problemów. Wychodzenie z urazów jakich doznałaś w dzieciństwie trwa, ale na koniec przynosi wymierne efekty.
Artezz22 przestraszyles mnie troche tym stwierdzeniem -jaki ojciec taki syn,bo znaczy tez
Jaka matka taka corka. To by oznaczalo ze ja tak jak ona bd niszczyc swoja rodzine i wyżywac sie na dzieciach i mezu.
Fakt,w zachowaniu i wygladzie jestem bardziej podobna do niej narazie. Pare osob tak mowilo mi,ale ja nie chce taka byc nie wiem czy dam rade odmienic sie.
Ona zawsze miala najwiekszy na mnie wplyw.
Ale lepiej mi ze ktos potrafi mnie zrozumiec.
LysyFacet,probowalam krzykiem oraz na spokojnie,
Zadne rozmowy wyjasnienia moich zachowan nie wchodza w gre,bo oni sa normalni i mysla ze ja tez jestem ale mam tylko fochy bo zazdrosna itp.
Poprostu bez ich pomocy musze stac sie inna,choc to trudne. Matka miala silna.depresje,ja tez dlatego tak mocno to wszystko wplywalo na mnie. Sama ze soba nie radzila sobie.
Wasze zrozumienie i rady pomagaja mi. Dzieki
Wiem przez co przechodzisz, może nie w 100%, ale w 80% na pewno. To jest smutna historia, ale Ty nie możesz pozwolić na to by Cię to atakowało i sprawiało, by Twoja przyszłość się zmarnowała przez przeszłość. To nie prawda, że jaki ojciec taki syn. Ktoś kto tak stwierdza sam jest nieszczęśliwym człowiekiem. Najpierw zadaj sobie pytanie, czy tak naprawdę chcesz być z własnym partnerem na dobre i na złe. Najlepiej zapisz sobie na kartce za i przeciw. To naprawdę pomaga. Pamiętaj także, że nie można być z człowiekiem tylko i wyłącznie dlatego bo chciałaś partnera, który Cię dobrze traktuje. To super, że trafiłaś na takiego człowieka, ale życie z kimś z rozsądku prędzej czy później też będzie bolesne. Musisz w siebie uwierzyć. I pamiętaj, że człowiek, który Cie dobrze traktuje nie oznacza, że musi być obdarzony miłością partnerską, może Ty go po prostu szanujesz? A serce nie sługa, i także nie możesz się zmuszać, do pokochania kogoś. Osobiście uważam, że tam gdzieś daleko czeka, ktoś na kogoś. Zawsze możesz spotkać człowieka, który będzie Ciebie tak samo dobrze traktować jak Twój obecny partner lub lepiej i to z dodatkowym plusem. PLUSEM ODWZAJEMNIONEJ MIŁOŚCI.
Trzymaj się i się nie poddawaj. Trzymam za Ciebie kciuki.
W moim domu,ani otoczeniu dalszym szkola podworko np. Nie bylo nigdy dnia zeby cos sie nie dzialo. Codziennie w domu dokuczali bracia,krzyczala i bila mama,
Poza domem codziennie ktos mnie uderźyl, wyzwal wielokrotnie, panie na lekcjach krzyczaly kiedy czegos nie umialam.
Jako 6-letnie dziecko bylam slaba psychicznie i do nauki i do obrony przed innymi dziecmi,a pozniej wszystko bylo gorzej i wiecej.
Dopiero od kilku miesiecy ucze sie jak wyglada szczesliwa rodzina, do tej pory widywalam taka.tylko w TV lub w gosciach gdzies. Nie moge sie przyzwyczaic do nowego obrazu swojej rodziny,wciaz tkwi w mojej glowie tamten zly obraz,boje sie ze kiedys wszystko powtorzy sie.
Tak doszlam do wniosku ze nie jestem zdolna do zadnej stabilizacji,poprostu nie potrafie zyc juz bez problemow. Z najlepszymi znajomymi,chlopakiem zrywam kontakty w obawie ze oni mnie skrzywdza chyba.
Nie spotykam sie nie kontaktuje juz z nikim z nich mimo ze sa dalej wazni dla mnie.
Boje sie bliskosci z kims.Nie
jestem zdolna kochac w takim stanie duszy.
trudna sytuacja, we mnie jest duzo zalu ze moje zycie tak sie ukladalo a nie inaczej ojciec alkoholik, klotnie w domu jak bylam mala. od kilku lat jest spokoj tylko ze jak jestem z kims i zaczynaja sie problemu ja sie wycofuje bo nie che bym miala jak matka