Obecnie jestem w bardzo zlym stanie psychicznym,poniewaz mam trojke dzieci i zostalam sama jak palec. Zaczelo sie od tego iz wlasnie ja poprosilam pewnego razu o mala przerwe w naszym zwiazku i co sie stalo to to ze on w miedzy czasie znalazl sobie inna. Po tym jak mi sie do tego przyznal oswiadczyl ze bedziemy razem bo mnie kocha a bylam wlasnie w trzecim miesiacu ciazy. Wtym czasie mieszkal w miescie w ktorym pracowal i tam zostawal na noce ale obiecywal ze juz niebawem do mnie wraca. Niestety wszystko zaczelo sie przedluzac,gdyz w pewnym momencie zacza byc bardzo tajemniczy ale poniewaz mam z nim trojke dzieci brnelam w to nadal. Zacza w koncu przyjezdzac lecz niestety pokazywal sie w kratke to znaczy jak mu pasowalo. Mnie jednak zaczelo to przeszkadzac i zaczelam miec watpliwosci co do jego prawdomownosci wiec zaczelam go bardziej kontrolowac. Okazalo sie ze on caly czas ma kontakt z ta dziewczyna a moje sprawdzanie jego zaczelo dzialalc mu na nerwach. Po tym wlasnie zaczely sie wieksze awantury,poniewaz twierdzil ze mam chora wyobraznie. Postanowilam zdobyc jej numer telefonu i zaczelam do niej wydzwaniac i okazalo sie ze moje przeczucia sie sprawdzaja. Maz zacza bronic sie ze to ja go wyzucilam z domu wiec nie powinnam miec teraz do niego pretensji. Ale wyszlo tak ze zaczelam wierzyc w jego bajki i ciagnelo to tak sie nadal czyli raz byl raz nie byl. Od miesiaca jednak zacza wracac regularnie lecz od wczoraj znowu go nie ma i nie zapowiada sie zeby to sie zmienilo. Oczywiscie jest z nia bo mam niezbite dowody. Jestem w sytuacji niesamowicie trudnej,jest mi ciezko pogodzic sie ze zostawil mnie i dzieci dla niej.Nie wiem poprostu co mam o tym wszystkim myslec bo tak na prawde bardzo go kocham.
Podobne tematy
(...) wlasnie ja poprosilam pewnego razu o mala przerwe w naszym zwiazku (...)
jest mi ciezko pogodzic sie ze zostawil mnie i dzieci dla niej.(...)
Nie sądzisz, że te dwa zdania są ze sobą sprzeczne?
Ta przerwa nie byla bez powodu,bo maz malo czasu poswiecal dziecia i wogole i ile razy mu tlumaczylam to i tak nic do niego nie docieralo. Wiec pomyslalam ze dam mu jakis czas na przemyslenia i tyle. Nie sadzilam ze z niego bedzie taki ''szybki bill''.
Dałaś mu czas na przemyślenie, to przemyślał.
A to, że jego wnioski nie są zgodne z Twoimi oczekiwaniami, to zupełnie inna sprawa.
Z Twojej relacji wynika, że wasz związek nie był dobrym. Może to i lepiej, że nie będziecie razem i powodów do wzajemnego ranienia też nie będzie.
Mysle ze w kazdym zwiazku sa nieporozumienia i kazdy ma swoje sposoby na radzenie sobie z nimi. Sadzilam ze ta przerwa go czegos nauczy. Dzis do mnie dzwonil i oznajmil ze do niedzieli wszystko sobie na spokojnie przemysli,wiec nie wiem sama czy dac mu jeszcze szanse czy lepiej sie rozstac.Jak by nie bylo jestesmy razem juz 13lat i mamy trojke dzieci. Poprostu mam straszny metlik w glowie.
Zastanów się, czy chcesz z nim spędzić dalszą część swego życia.
Zastanów się, czy możesz mu ponownie zaufać.
Zastanów się, spełnienia jakich warunków oczekujesz przed jego powrotem.
Zastanów się, czego chcesz od niego t e r a z, bez oglądania się na 13 wspólnie przeżytych lat, bez "podpierania się" trójką wspólnych dzieci.
Powodzenia.
Witaj.
Obecnie jestem w bardzo zlym stanie psychicznym,poniewaz mam trojke dzieci i zostalam sama jak palec. Zaczelo sie od tego iz wlasnie ja poprosilam pewnego razu o mala przerwe w naszym zwiazku i co sie stalo to to ze on w miedzy czasie znalazl sobie inna.
Proszę napisz coś więcej:
- co było przyczyną, że poprosiłaś męża o przerwę w związku,
- ile trwała ta przerwa,
- czy zaszłaś w ciążę przed czy po rozłące,
- w jakim wieku są Twoje dzieci,
- czy pracujesz, jeśli nie to czy mąż daje pieniądze na Twoje i dzieci utrzymanie,
- czy możesz liczyć na jakąś pomoc ze strony rodziny,
- jak długo trwa już ten jego związek z kochanką.
Twoja sytuacja jest trudna z uwagi na trójkę dzieci. Skoro mąż decyduje się na rozmowę, to dobrze bo pewne sprawy sobie wyjaśnicie i ustalicie co dalej z Waszym małżeństwem.
Weź jednakże pod uwagę ten fakt, że mąż jest chwiejny ( niezdecydowany) w swoich decyzjach. Przez jakiś czas wracał do domu, a od wczoraj znowu jest na wychodnym.
Wszystko zależy od tej Waszej rozmowy, jeśli oczywiście nie ograniczy się do tego, że mąż tylko poinformuje o swoim odejściu. Natomiast jeśli będzie pytał o Twoje zdanie, a będziesz jeszcze niezdecydowana, to zawsze możesz poprosić o zwłokę - w żadnym przypadku nie spiesz się z decyzją.
Piszesz, że kochasz męża ( mimo wszystko),ale czy on nadal darzy Cię uczuciem.
Trzymam za ciebie kciuki i pisz co postanowicie.
Wiec;musze dodac co najwazniejsze ze bardzo dawno pod nieobecnosc meza (maz byl w tym czasie za granica)doszlo do zdrady do ktorej mu sie przyznalam.Oczywiscie wybaczyl mi pomimo ze dalam mu do zrozumienia ze jak zyczy sobie rozlaki to nie ma problemu.Maz stwierdzil ze mnie kocha i chce nadal ze mna byc(na ten moment bylo jedno dziecko).Po powrocie meza postanowilismy starac sie o drugie dziecko.Duzo osob mowilo ze jednak nie potrzebnie mu sie przyznalam ale mialam wielkie wyzuty sumienia wiec nie moglam postapic inaczej.Do zdrady doszlo pod wplywem impulsu takze to nie byl jakis powazny zwiazek.Trzecie dziecko ma obecnie piec miesiecy oraz(5lat,12lat).Przyczyna byla taka ze maz b.malo czasu poswiecal dziecia i przy prawie kazdej sprzeczce wypominal mi wlasnie ta zdrade(a ponoc mi wybaczyl)!Przerwa miala trwac ok.miesiaca ale nieoczekiwanie sie przedluzala.Byly wtedy poczatki ciazy.Od dwoch lat nie pracuje poniewaz maz ma wlasna firme ale do pracy mialam wrocic.Jego zwiazek trwa juz rok,oczywiscie w miedzy czasie wracal do mnie.
MIKI i tu jest właśnie pies pogrzebany.
Jedna z forumowiczek opisała podobną do Ciebie historię (samotna 77).
Też wypowiadałam się w jej wątku i zacytuję Ci fragment mojej wypowiedzi:
"Traumatyczne przeżycia pozostawiają w człowieku trwały ślad - choroba, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy, zdrada przez partnera itd.
Każdy człowiek w przypadku urazu odczuwa ból na poziomie fizycznym czy psychicznym, ale w różnym nasileniu chociaż przyczyna będzie ta sama. Np. jeden przewróci się i złamie nogę, a drugi tylko obedrze kolano.
Myślę, że tak samo można się odnieść w przypadku doznanego urazu psychicznego.
Wszystko zależy od psychiki danego człowieka, bo co jednego złamie, to drugiego umocni.
W odniesieniu do zdrady przez partnera myślę, że można posłużyć się tymi samymi fazami co w chorobie:
- wstrząsu, szoku, rozpaczy ( właśnie się dowiedziałaś/łeś, świat się zawalił),
- zaprzeczanie i negowanie ( może to nieprawda? niemożliwe...jakaś pomyłka),
- gniewu (np. do ludzi, do Boga , dlaczego ja, pretensje),
- targowania ( jak będę dobra/dobry to się zły los odwróci ),
- depresji ( płacz, złość albo zobojętnienie),
- akceptacja ( pogodzenie, powrót do radości, do normalnego życia)
Nie ma terminu czasu trwania poszczególnych faz i niekoniecznie musi się przejść przez wszystkie, niekoniecznie w takim samym nasileniu i czasie trwania. Mogą też wystąpić nawroty faz tj. cofania się do tego co zdarzyło się wcześniej."
Dlatego, moim zdaniem dobrze byłoby, aby Twój mąż zdecydował się na wizytę u psychologa, jeśli przeżywa obecnie okres nawrotu do zdarzeń, które go zraniły i jeśli to jest ta istotna przyczyna, że teraz on znalazł sobie kochankę. Oczywiście, jeżeli będzie dążył do tego byście nadal funkcjonowali jako rodzina.
Jeżeli związek męża trwa już rok, a dziecko ma pięć miesięcy to by znaczyło, że w jednym czasie współżył z Tobą i z kochanką. Tak sobie głośno myślę, czy aby ta kobieta nie jest w ciąży?
No cóż, w niedziele się dowiesz "na czym stoisz".
10 2011-09-02 22:51:26 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-02 22:52:46)
Wiec;musze dodac co najwazniejsze ze bardzo dawno pod nieobecnosc meza (maz byl w tym czasie za granica)doszlo do zdrady do ktorej mu sie przyznalam.(...)
No popatrz, jedno zdanie a jak bardzo zmienia optykę Twego pierwszego postu.
Więc nie tylko okazało się, że to Ty "poprosiłaś" męża o opuszczenie domu (nie zaś, że on Ciebie zostawił), to teraz napisałaś o swej zdradzie, która miała miejsce bardzo dawno temu (a wiedziałaś o niej rozpoczynając wątek). No, ale Twoja zdrada to taki mały, nieistotny szczegół.
I jak inaczej brzmi teraz zdanie o tym, że mąż mało czasu przebywał w domu.
Nie masz bezpośredniego wpływu na postępowanie swego męża, masz natomiast wpływ na własne zachowanie.
Jeśli chcesz dokonać skutecznej reaktywacji związku (zakładając taką samą ochotę męża), zacznij od s i e b i e. Dlaczego? Bo to Ty wiele lat temu zdradziłaś, nie Twój mąż. Zobacz swój udział w sprawie, własną odpowiedzialność (nie tylko męża), przestań siebie oszukiwać i też idź na terapię. A może, choć to niekonieczne, idźcie razem na terapię małżeńską?
Wiec;musze dodac co najwazniejsze ze bardzo dawno pod nieobecnosc meza (maz byl w tym czasie za granica)doszlo do zdrady do ktorej mu sie przyznalam.
Cóż...dla mnie oczywistym jest, że obecne problemy małżeńskie są konsekwencją Twojej wcześniejszej nieuczciwości. Mam nadzieje, że masz tego świadomość ...
Jesli chodzi o moja zdrade to jestem swiadoma ze postapilam okrutnie ale skoro maz znalazl sobie inna to moim zdaniem powinien nasz zwiazek odrazu zakonczyc.Powinien szczerze zemna porozmawiac i dogadac sie co do rozwodu. On natomiast przez ten caly rok obiecywal ze i tak mnie nie zostawi poniewaz za bardzo mnie kocha. W ten sposob ja robilam sobie nadzieja(jestem naiwna),takze to chyba nie jest fer wobec mnie.Moze maz to ciagnie bo nie jest jej do konca pewny !?Mnie ta cala sytuacja duzo nauczyla i jego tez powinna a tu nie widac konca.Boje sie ze w niedziele obieca ze bedzie tym razem ok. a za jakis czas znowu zniknie.Chciala bym bardzo wyleczyc sie z tej naiwnosci raz na zawsze!ale jak to zrobic i czy jest na to jakis konkretny sposob?
Jesli chodzi o moja zdrade to jestem swiadoma ze postapilam okrutnie ale skoro maz znalazl sobie inna to moim zdaniem powinien nasz zwiazek odrazu zakonczyc.(...)
Czemuś Ty tego nie zrobiłaś po swojej zdradzie, albo i przed. A teraz oczekujesz, że mąż zachowa się inaczej niż Ty się zachowałaś. Na jakiej podstawie?
Poza tym, znowu zajmujesz się postępowaniem męża (na co nie masz wpływu), nie zaś - swoim (na co wpływ masz).
Nie mogę dać Ci żadnej rady dotyczącej naiwności, bo nie widzę jej u Ciebie. Widzę jedynie determinację w obwinianiu męża.
miki52, zastanów się nad tym, co Ty chcesz zrobić i nad tym, jakie Ty masz plany.
Mysle ze zachowalam sie ok. poniweaz mu sie do tego przyznalam i zaznaczam ze od razu oznajmilam iz mozemy sie rozstac.Maz jednak nie dal mi odejsc a mial troche czasu na przemyslenia.Tak wogole czlowiek popelnia w zyciu rozne bledy i nie chodzi tu o to ze sie wybielam tylko mialam nadzieje ze nam sie ulozy,bo nadal go kocham.
Miki masz tylko 2 wyjścia: albo żyć dalej ta nadzieją i godzić się na zachowanie męża albo to skończyć.
Ty zdradziłaś męża, on Ciebie i jesteście niby kwita. Tylko wspólna chęć naprawy tu może coś zmienić. Jeżeli będzie chciało jedno to nic to nie da. Możesz powiedzieć wóz albo przewóz. Albo wracasz do domu i zaczynamy naprawę związku od zera, najlepiej z pomocą psychologa albo zostaje rozwód lub separacja.
Możesz oczywiście nie robić nic - to też decyzja - ale wtedy będzie to wybór opcji 1.
Wlasnie Anhedonia rowniez jestem tego zdania ze jestesmy kwita.Ja sie przyznalam do bledu(chodzi mi o zdrade) i to zakonczylam,gdyz chcialam ratowac malzenstwo ,a maz pomimo ze sie przyznal ciagna to nadal.
Wlasnie Anhedonia rowniez jestem tego zdania ze jestesmy kwita.Ja sie przyznalam do bledu(chodzi mi o zdrade) i to zakonczylam,gdyz chcialam ratowac malzenstwo ,a maz pomimo ze sie przyznal ciagna to nadal.
Sorki, ale szlag mnie trafia jak to czytam...
Z takim podejściem - to można tak do końca życie się "zerować" ![]()
Istotnym jest kto zdradził pierwszy, kto zawiódł zaufanie partnera, kto sprzeniewierzył się ustaleniom, które w tym związku obowiązywały.
Czy Ty nie widzisz, jak okrutne jest takie postawienie sprawy: "jak chcesz to odejdź"? Nie do twarzy Ci w gatkach OFIARY ![]()
To Twojemu mężowi wcisnęłaś je na tyłek razem z rogami. Dopóki tego nie zrozumiesz - nie ma szansy na wyjaśnienie sytuacji.
Wlasnie Anhedonia rowniez jestem tego zdania ze jestesmy kwita.Ja sie przyznalam do bledu(chodzi mi o zdrade) i to zakonczylam,gdyz chcialam ratowac malzenstwo ,a maz pomimo ze sie przyznal ciagna to nadal.
Sorki, ale szlag mnie trafia jak to czytam...
Z takim podejściem - to można tak do końca życie się "zerować" ![]()
Istotnym jest kto zdradził pierwszy, kto zawiódł zaufanie partnera, kto sprzeniewierzył się ustaleniom, które w tym związku obowiązywały. Łamiąc je - spowodowałaś, że od tego momentu NIE OBOWIĄZYWAŁY ŻADNE REGUŁY.
Czy Ty nie widzisz, jak okrutne jest takie postawienie sprawy: "jak chcesz to odejdź"? Nie do twarzy Ci w gatkach OFIARY ![]()
To Twojemu mężowi wcisnęłaś je na tyłek razem z rogami. Dopóki tego nie zrozumiesz - nie ma szansy na wyjaśnienie sytuacji.
miki52,
jeśli chcesz zrobić coś sensownego, to skończ ubieranie się w szaty ofiary, a mężowi nie zakładaj dalej katowskiego kaptura. I zacznij oddzielać skutek od przyczyny.
Jeśli natomiast chcesz dalej pozostać w swym myśleniu jako skrzywdzona, daj znać.
Napisze tak;ja sie nie wybielam czy usprawiedliwiam,chodzi o to ze po co on przez ten rok tak postepuje. Jezeli ja go zdradzilam i on teraz mnie zdradza to jakbysmy chcieli ratowac malzenstwo to ani ja ani on nie mielibysmy prawa wracac do tych nie milych zdazen(nawet w klotni)-to to mialo znaczyc ze jestesmy kwita.
Wlasnie Anhedonia rowniez jestem tego zdania ze jestesmy kwita.Ja sie przyznalam do bledu(chodzi mi o zdrade) i to zakonczylam,gdyz chcialam ratowac malzenstwo ,a maz pomimo ze sie przyznal ciagna to nadal.
Maz zacza bronic sie ze to ja go wyzucilam z domu wiec nie powinnam miec teraz do niego pretensji... Oczywiscie jest z nia bo mam niezbite dowody...
Chyba nie zostałam dobrze zrozumiana. Napisałam NIBY kwita... a to jednak różnica
NIE chodziło mi o zerowanie. Chodziło mi o rozwój sytuacji. Ona się przyznała i zerwała. On w analogicznej sytuacji dokonał innego wyboru.
Żeby cokolwiek ratować trzeba starań OBU stron. Tu ich nie widzę. Więc powtarzam jak powyżej, można się na to godzić lub to skończyć. Innego wyjścia chyba nie ma. W takich przypadkach mówi się chyba o winie obu stron?
Jak rozsądnie (jak zawsze) napisała Wielokropek:"Dałaś mu czas na przemyślenie, to przemyślał.
A to, że jego wnioski nie są zgodne z Twoimi oczekiwaniami, to zupełnie inna sprawa..."
Napisze tak;ja sie nie wybielam czy usprawiedliwiam,chodzi o to ze po co on przez ten rok tak postepuje. Jezeli ja go zdradzilam i on teraz mnie zdradza to jakbysmy chcieli ratowac malzenstwo to ani ja ani on nie mielibysmy prawa wracac do tych nie milych zdazen(nawet w klotni)-to to mialo znaczyc ze jestesmy kwita.
Jak mówi powiedzenie, diabeł tkwi w szczegółach.
Warunkiem niezbędnym do podjęcia prób reaktywowania związku jest właśnie powrót do tych zdrad. Do znalezienia ich przyczyn, do odszukania niespełnionych oczekiwań i niezaspokojonych potrzeb. Inaczej, wyleczycie być może objawy (zakończycie zdrady), ale nie dotkniecie rzeczy podstawowej - przyczyn choroby, która trawi wasz związek. Nie wyleczysz zapalenia płuc, podając lekarstwo obniżające temperaturę ciała.
A Ty upierasz się tylko przy obniżaniu temperatury i dziwisz się, że choroba nie ustępuje.
Jak by nie bylo winni jestesmy oboje!Po tym incydencie robie wszystko by miedzy nami bylo dobrze,bo wiem jakie maz ma oczekiwania(nawet sam mi ostatnio powiedzial ze widzi jak sie staram).MYsle ze jak mu tak zle ze mna,to powinien w koncu przestac klamac i sie okreslic(ja tez mam jakies uczucia).
A Ty wciąż wokół "powinności". Może i powinien Twój mąż się określić, może Twój mąż powinien do Ciebie wrócić, ale on ma lekki stosunek do wymyślonych przez Ciebie jego "powinności".
Taka sytuacja może trwać w nieskończoność, Ty będziesz myślała, że on powinien, on będzie nieświadomym jak dziecko we mgle.
A propos tej nieświadomości. Czy poinformowałaś go o swoich oczekiwaniach? Jeśli nie, to Twoje pretensje są niesłuszne. Jeśli tak, to już kilkakrotnie mąż udzielił Tobie odpowiedzi.
...MYsle ze jak mu tak zle ze mna,to powinien w koncu przestac klamac i sie okreslic(ja tez mam jakies uczucia).
Otóż - jeśli Tobie jest w tym układzie źle - to ZAŻĄDAJ aby się określił. Wóz albo przewóz... Ustal jakiś konkretny termin na ostateczną decyzję.
Jesli chodzi o moja zdrade to jestem swiadoma ze postapilam okrutnie ale skoro maz znalazl sobie inna to moim zdaniem powinien nasz zwiazek odrazu zakonczyc.Powinien szczerze zemna porozmawiac i dogadac sie co do rozwodu. On natomiast przez ten caly rok obiecywal ze i tak mnie nie zostawi poniewaz za bardzo mnie kocha. W ten sposob ja robilam sobie nadzieja(jestem naiwna),takze to chyba nie jest fer wobec mnie.Moze maz to ciagnie bo nie jest jej do konca pewny !?Mnie ta cala sytuacja duzo nauczyla i jego tez powinna a tu nie widac konca.Boje sie ze w niedziele obieca ze bedzie tym razem ok. a za jakis czas znowu zniknie.Chciala bym bardzo wyleczyc sie z tej naiwnosci raz na zawsze!ale jak to zrobic i czy jest na to jakis konkretny sposob?
Powtórzę za którymś z forumowiczów: TYLKO OSOBA ZDRADZONA ma prawo do tego, aby określać CZY i JAK DŁUGO potrzebuje na wybaczenie zdrady. Takie prawo OFIARY.
Może Twojemu mężowi wydawało się, że poradzi sobie z tą sytuacją, bo tak bardzo Cie kochał? Może przerosło to jego możliwości? Może teraz Ciebie KARZE za Twoje postępowanie? Może po prostu przestał Cie już kochać?
Trzeba porozmawiać i wyjaśnić tą całą sytuację. A jesli On nie chce rozmawiać - to chyba jest to JASNĄ odpowiedzią, prawda?
Za kazdym razem mu mowilam(oczywiscie po jego powrocie)czego od niego oczekuje i twierdzil ze teraz juz na pewno bedzie dobrze(nawet jeszcze lepiej niz bylo).Rano do niego napisalam,ze przemyslalam i nie bede mogla mu juz wiecej zaufac.Za jakis czas odpisal cyt."pilem cala noc"(za alkoholem on nie przepada).Wiec co to ma wspolnego do tego co ja mu napisalam?Postsnowilam wniesc o rozwod i mam nadzieja ze to bedzie dobry wybor,choc nie jest mi latwo:-(
Za kazdym razem mu mowilam(oczywiscie po jego powrocie)czego od niego oczekuje i twierdzil ze teraz juz na pewno bedzie dobrze(nawet jeszcze lepiej niz bylo).
A zapytałaś JEGO - czego On oczekuje? Odbyliście takie rozmowy po Twojej zdradzie? Czy wystarczyło Ci Jego zapewnienie, że wybaczył, bo kocha?
Za kazdym razem mu mowilam(oczywiscie po jego powrocie)czego od niego oczekuje i twierdzil ze teraz juz na pewno bedzie dobrze(nawet jeszcze lepiej niz bylo).Rano do niego napisalam,ze przemyslalam i nie bede mogla mu juz wiecej zaufac.Za jakis czas odpisal cyt."pilem cala noc"(za alkoholem on nie przepada).Wiec co to ma wspolnego do tego co ja mu napisalam?Postsnowilam wniesc o rozwod i mam nadzieja ze to bedzie dobry wybor,choc nie jest mi latwo:-(
Podjęłaś decyzję - dobrze.
Cały czas mam jednak wrażenie, że Twoja postawa i nastawienie do życia się nie zmieniły. Ja, moje, mnie, u mnie. Twój mąż miał się wszystkiemu podporządkować. Dlaczego? Bo tak. Bo Cię kocha.
miki52 napisał/a:(...)Dzis do mnie dzwonil i oznajmil ze do niedzieli wszystko sobie na spokojnie przemysli,(...)
Jak rozsądnie (jak zawsze) napisała Wielokropek:"Dałaś mu czas na przemyślenie, to przemyślał".
A to, że jego wnioski nie są zgodne z Twoimi oczekiwaniami, to zupełnie inna sprawa..."
Dziewczęta, mąż MIKE jeszcze "myśli". Deklarował się, że podejmie decyzję do niedzieli.
P.s. MIKE, właśnie doczytałam, że skontaktowałaś się z mężem (sms) i sama podjęłaś decyzję o rozwodzie. Mąż "zapija smutki", ale przecież otrzeźwieje. Może wówczas spotkajcie się i porozmawiajcie.
Tak naprawde to ta zdrada mnie juz duzo nauczyla bo wiem ze nie powinno to sie nigdy wydazyc!Jest mi bardzo z tym zle!!!!!!!!!!!!!!!(nie potrafilabym zrobic tego ponownie)!Poprostu bardzo meza kocham i przez to nie moge sie pogodzic z faktem ze nie bedziemy juz razem!!!!
miki52,
potrzebowałam trochę czasu, by "przetrawić" Twój ostatni post.
Byliście umówieni na rozmowę na najbliższą niedzielę. Decyzję o wniesieniu sprawy podjęłaś PRZED tą rozmową? Kolejna umowa, którą zerwałaś jednostronnie. Między partnerami handlowymi za jednostronne odstąpienie od umowy płaci się odszkodowanie. Ale nic to.
I o swojej decyzji poinformowałaś męża za pomocą sms-u? Aż tyle szacunku masz do niego? Nie lepiej było w ogóle go nie zawiadamiać, przecież i tak dostałby informację z sądu.
Tak naprawde to ta zdrada mnie juz duzo nauczyla bo wiem ze nie powinno to sie nigdy wydazyc!Jest mi bardzo z tym zle!!!!!!!!!!!!!!!(nie potrafilabym zrobic tego ponownie)!Poprostu bardzo meza kocham i przez to nie moge sie pogodzic z faktem ze nie bedziemy juz razem!!!!
Hmmm... niektórzy a nas wiedzą o tym BEZ zdradzania
Kwestia dojrzałości, wyobraźni, odpowiedzialności, miłości...
Do zdrady doszlo jak mialam 23lata,obecnie mam 31 moze wlasnie wtedy bylam jeszcze za malo dojrzala i brakowalo mi wyobrazni (sama juz nie wiem).Ja chyba tak do konca nie znam samej siebie bo z trudem wracam do tego zdazenia i zadaje sobie pytanie:jak moglam to zrobic?Czuje sie winna bez dwoch zdan i moze dla tego zezwalalam by maz wracal do mnie w kratke. Zalatwilam sprawe przez sms-a,poniewaz czuje ze jest z inna(zgadzam sie z wami ze to bylo nie fer) i takze ze boje sie tej rozmowy(niedzielnej),gdyz uwazam ze znowu bedzie wciskal mi jakies ciemnoty a ja ulegne.
Smutna historia. Czy coś się poprawiło od tego czasu?