Więc tak: to zaczęło się prawie trzy lata temu. Pewnego dnia mój mąż oznajmił mi że juz mnie nie kocha. To był dla mnie szok bo choc nasze malżeństwo nie było idealne, to uważałam że jestesmy szczęśliwi. Jednak wkrótce wyszło na jaw że mój mąż wdał się w romans z inną, naszą wspólną dobrą znajomą. Po miesiącu jednak kochanka z nim zerwała i on też chciał do mnie wrocić. Byłam załamana ale jednocześnie przerażona, że mogę go stracić więc mu wybaczyłam. Postanowiłam że będę ratować trwające 11 lat małżeństwo dlatego że nadal go kochałam. Rozmawialiśmy szczerze i zrozumialam że w tej drugiej szukał przede wszyskim ciepła no i tak naprawdę seksu. Ja nie byłam zbyt namiętną kobietą i nieraz lekceważyłam jego potrzeby w tym wględzie. Ponieważ pod innymi względami uważałam sie za dobrą żonę, to nie myślałam że może to popchnąć go do szukania szczęścia gdzie indziej. W każdym razie postanowiliśmy zmienić nasz zwiazek, jednak mąż nie wytrwał długo w tym postanowieniu, gdyż stwierdził że nie jest w stanie tak szybko zapomnieć o tylu latach odrzucenia przeze mnie. On tak odbierał moje zachowania no i widać brakowalo nam szczerych rozmów żeby rozwiązać nasze problemy. Nadomiar złego w czasie gdy powinniśmy sami odbudowywać nasz związek nasza kolejna wspólna znajoma zaczęła się wtrącać w nie swoje sprawy niby chcąc nam pomóc. Absolutnie o to ją nie prosiłam ale mój mąż polubił ją i jej męża i chciał z nimi spędzać czas a ja głupio się na to godziłam bo wtedy ja też mogłam być z nimi. Ci znajomi byli czymś w rodzaju bufora między nami. Z czasem zauważyłam jednak że mój mąż za bardzo zbliżył sie do tej kobiety i prosiłam go żeby przestał się z nią spotykać. Tak samo rozmawiałam z nią ale nic nie docierało. Twierdzili zgodnie że są tylko przyjaciółmi i nie spotykają sie po kryjomu. Czułam że jest inaczej ale nie miałam dowodu, a to dla mnie ważne (nie wchodząc w szczegóły). W końcu po wielkiej awanturze o tą kobietę nastąpiła separacja. Notabene aby ta historia była jeszcze dziwniejsza to obie te panie miały zaburzenia seksulane, a jedna z nich pojechała z tego co wiem na leczenie z erotomanii. Boże z kim ja się nieświadomie zadawałam?! Wracając do opowieści: wiedziałam że nadal się spotykają ale zaczęłam żyć swoim życiem. Choć mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu nie spaliśmy razem, nie rozmawialiśmy, byliśmy w zasadzie jak obcy. Łączyły nas tylko finanse. Dlaczego się nie rozwiodlam? To skomplikowane, ale myślę że to był czas kiedy byłam tak zdruzgotana, że nie umiałam nic zrobić. A może dlatego, że miałam dalej nadzieję, że coś się zmieni? No i potem nagle mój mąż zmienił front. Zaczał szukać mojego towarzystwa, inaczej mnie traktowal aż wreszcie powiedział że chce być znów ze mną bo zrozumial, że to mnie kocha. Zerwał miesiąc wczesniej kontakty z tamtą choć ona się rozwiodła i chciała z nim być. Choć się bałam to mu uwierzyłam i znów zaczęliśmy ratować nasze małżeństwo. Tym razem było inaczej bo on naprawdę sie starał. Był czuły, dobry, wiedziałam że mnie kocha. Byłam szczęśliwa. Niestety trwało to tylko parę miesiecy, bo potem jak już wspomniałam on stwierdził, że ja nic się nie zmieniłam. Jak to teraz mniej wiecej jest to wiecie. Mój mąż... w wielu dziedzinach dobrze nam ze sobą, i seks też jest bardzo dobry (przynajmniej dla mnie). No i go dalej kocham. Wczoraj sam pokroił warzywa do obiadu, dzieli się ze mną swoimi pomysłami, pomógł mojej siostrze. To niby takie głupoty ale dla mnie ważne. Ogólnie to dobry człowiek tylko w sferze emocjonalnej coś zgrzyta między nami i nie umiem stwierdzić co mam robić. Jeszcze raz nawiąże do postu Dunkisa z innego wątku: mój mąż też uważa że mam postawę roszczeniową, że jestem egoistką i księżniczką. Więc jednak może coś nie gra z mojego powodu? On się starał, myślał, że da radę a tu znów ma to samo? To tyle. W razie czego pytajcie bo moze to nie mieć ni ładu ni składu.
Podobne tematy
2 2011-08-31 12:52:59 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-08-31 12:54:14)
Więc tak: to zaczęło się prawie trzy lata temu. Pewnego dnia mój mąż oznajmił mi że juz mnie nie kocha. To był dla mnie szok bo choc nasze malżeństwo nie było idealne, to uważałam że jestesmy szczęśliwi. Jednak wkrótce wyszło na jaw że mój mąż wdał się w romans z inną, naszą wspólną dobrą znajomą. Po miesiącu jednak kochanka z nim zerwała i on też chciał do mnie wrocić. Byłam załamana ale jednocześnie przerażona, że mogę go stracić więc mu wybaczyłam. Postanowiłam że będę ratować trwające 11 lat małżeństwo dlatego że nadal go kochałam. Rozmawialiśmy szczerze i zrozumialam że w tej drugiej szukał przede wszyskim ciepła no i tak naprawdę seksu. Ja nie byłam zbyt namiętną kobietą i nieraz lekceważyłam jego potrzeby w tym wględzie. Ponieważ pod innymi względami uważałam sie za dobrą żonę, to nie myślałam że może to popchnąć go do szukania szczęścia gdzie indziej. W każdym razie postanowiliśmy zmienić nasz zwiazek, jednak mąż nie wytrwał długo w tym postanowieniu, gdyż stwierdził że nie jest w stanie tak szybko zapomnieć o tylu latach odrzucenia przeze mnie. On tak odbierał moje zachowania no i widać brakowalo nam szczerych rozmów żeby rozwiązać nasze problemy. Nadomiar złego w czasie gdy powinniśmy sami odbudowywać nasz związek nasza kolejna wspólna znajoma zaczęła się wtrącać w nie swoje sprawy niby chcąc nam pomóc. Absolutnie o to ją nie prosiłam ale mój mąż polubił ją i jej męża i chciał z nimi spędzać czas a ja głupio się na to godziłam bo wtedy ja też mogłam być z nimi. Ci znajomi byli czymś w rodzaju bufora między nami. Z czasem zauważyłam jednak że mój mąż za bardzo zbliżył sie do tej kobiety i prosiłam go żeby przestał się z nią spotykać. Tak samo rozmawiałam z nią ale nic nie docierało. Twierdzili zgodnie że są tylko przyjaciółmi i nie spotykają sie po kryjomu. Czułam że jest inaczej ale nie miałam dowodu, a to dla mnie ważne (nie wchodząc w szczegóły). W końcu po wielkiej awanturze o tą kobietę nastąpiła separacja. Notabene aby ta historia była jeszcze dziwniejsza to obie te panie miały zaburzenia seksulane, a jedna z nich pojechała z tego co wiem na leczenie z erotomanii. Boże z kim ja się nieświadomie zadawałam?! Wracając do opowieści: wiedziałam że nadal się spotykają ale zaczęłam żyć swoim życiem. Choć mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu nie spaliśmy razem, nie rozmawialiśmy, byliśmy w zasadzie jak obcy. Łączyły nas tylko finanse. Dlaczego się nie rozwiodlam? To skomplikowane, ale myślę że to był czas kiedy byłam tak zdruzgotana, że nie umiałam nic zrobić. A może dlatego, że miałam dalej nadzieję, że coś się zmieni? No i potem nagle mój mąż zmienił front. Zaczał szukać mojego towarzystwa, inaczej mnie traktowal aż wreszcie powiedział że chce być znów ze mną bo zrozumial, że to mnie kocha. Zerwał miesiąc wczesniej kontakty z tamtą choć ona się rozwiodła i chciała z nim być. Choć się bałam to mu uwierzyłam i znów zaczęliśmy ratować nasze małżeństwo. Tym razem było inaczej bo on naprawdę sie starał. Był czuły, dobry, wiedziałam że mnie kocha. Byłam szczęśliwa. Niestety trwało to tylko parę miesiecy, bo potem jak już wspomniałam on stwierdził, że ja nic się nie zmieniłam. Jak to teraz mniej wiecej jest to wiecie. Mój mąż... w wielu dziedzinach dobrze nam ze sobą, i seks też jest bardzo dobry (przynajmniej dla mnie). No i go dalej kocham. Wczoraj sam pokroił warzywa do obiadu, dzieli się ze mną swoimi pomysłami, pomógł mojej siostrze. To niby takie głupoty ale dla mnie ważne. Ogólnie to dobry człowiek tylko w sferze emocjonalnej coś zgrzyta między nami i nie umiem stwierdzić co mam robić. Jeszcze raz nawiąże do postu Dunkisa z innego wątku: mój mąż też uważa że mam postawę roszczeniową, że jestem egoistką i księżniczką. Więc jednak może coś nie gra z mojego powodu? On się starał, myślał, że da radę a tu znów ma to samo? To tyle. W razie czego pytajcie bo moze to nie mieć ni ładu ni składu.
jak to czytam , to odnosze wrazenie , jakbys relacjonowala taka znajomosc...cos jakby KOLEZENSTWO...nie zrozum mnie zle
"ogolnie to dobry czlowiek", "pokroil warzywa"...
to tak , jakby tam nic wiecej nie bylo tylko przyzwyczajenie i zycie pod wspolnym dachem
Bosa jak to czytam to jestem przerażona, bez urazy ale w tym co piszesz nie ma uczucia, a na pewno nie z jego strony. Pomyśl o sobie i zastanów się czy takie życie Ci odpowiada i czy dalej chciałabyś tak żyć. Temu człowiekowi nie można ufać, zdradzał Cie tyle razy, a Ty nie jesteś zabawką, którą można rzucać w kąt kiedy tylko ma się na to ochotę. Przepraszam za brutalność, ale właśnie tak to widzę. Pomyśl o sobie póki jeszcze jest czas.
Powodzenia!!!
4 2011-08-31 13:20:38 Ostatnio edytowany przez bosa (2011-08-31 13:23:42)
Gwoli wyjasnienia: specjalnie tak to napisałam, jako relację faktów. Co do uczuć to pod spodem jest burza i to tak skomplikowana, że trudno to opisać. Ci co wczesniej czytali moje posty wiedzą jak to wygląda. Innych nie chcę szokować ale to dla mnie jedyny sposób w jaki mogę przedstawić tą historię: muszę mieć dystans żeby nie zwariować.
A i nie chcę powtarzać swojej dyskusji z wątku zdradzonejkasieńki. Może moderator ma jakiś sposób by to wkleić?
bosa dla mnie to obłęd jak można mieszkać z takim człowiekiem pod jednym dachem mimo seperacji,kobieto opanuj się i otwórz oczy .Jak można mieszkać z kimś kto potrafi tak zranić.Biedny mężuś zdradza ,a potem wraca z podkulonym ogonem a ty mu wybaczasz masakra.I jakby to było 1 raz i to jeszcze z wasza wspólna znajoma.Taki człowiek się nie zmieni a ty nigdy już mu nie będziesz wierzyć .Jak ma wyglądać wasze dalsze życie.Będziesz go sprawdzać na każdym kroku ,czy czekać na kolejny jego wyskok kiedy mu się znowu znudzisz.Ja bym tak nie mogła.Pomyślałaś czemu tak naprawdę wraca,wierzysz w te bajki że cię kocha itp.Kobieto kochanka jest dobra ale na krótko potem tez się zaczyna psuć morze oczekiwała od niego za dużo?może to ona go rzuciła .Myślisz że prawdę ci powie Przemyśl to nie warto w to wchodzić kolejny raz .Co on z ciebie robi .Jak myślisz kto mu kapcie poda ,pilota,kto oprasuje opierze ugotuje myślisz że kochanka?wszędzie dobrze ale w domu najlepiej Nie daj się wykorzystywać
Bosa - napiszę wieczorem, teraz po prostu nie dam rady.
oznajmił mi że juz mnie nie kocha
To już Ci powiedział wtedy
kochanka z nim zerwała
dlatego wrócił
Byłam załamana ale jednocześnie przerażona, że mogę go stracić więc mu wybaczyłam
za szybko
Rozmawialiśmy szczerze i zrozumialam że w tej drugiej szukał przede wszyskim ciepła no i tak naprawdę seksu. Ja nie byłam zbyt namiętną kobietą i nieraz lekceważyłam jego potrzeby w tym wględzie.
jakby miał nadal kochankę tej rozmowy by nie było, dlaczego "lekceważysz" jego potrzeby ?
postanowiliśmy zmienić nasz zwiazek, jednak mąż nie wytrwał długo w tym postanowieniu, gdyż stwierdził że nie jest w stanie tak szybko zapomnieć o tylu latach odrzucenia przeze mnie.
to jak długo to trwało ? w jaki sposób go odrzucałaś ?
On tak odbierał moje zachowania no i widać brakowalo nam szczerych rozmów żeby rozwiązać nasze problemy.
i to bardzo
Zerwał miesiąc wczesniej kontakty z tamtą choć ona się rozwiodła i chciała z nim być.
o to ciekawe,rozwiodła się dla NIEGO ?
wiedziałam że mnie kocha.
a przecież on Ci powiedział że nie kocha ?
Byłam szczęśliwa. Niestety trwało to tylko parę miesiecy, bo potem jak już wspomniałam on stwierdził, że ja nic się nie zmieniłam.
a Ty co stwierdzasz ?
Mój mąż... w wielu dziedzinach dobrze nam ze sobą, i seks też jest bardzo dobry (przynajmniej dla mnie). No i go dalej kocham.
A to Ty dalej nie wiesz czy dla niego też ?
Wczoraj sam pokroił warzywa do obiadu, dzieli się ze mną swoimi pomysłami, pomógł mojej siostrze.
a przedwczoraj ? to nie ma żadnego znaczenia,bo problem jest gdzie indziej
To niby takie głupoty ale dla mnie ważne.
Ja uważam że,ważne jest coś zupełnie innego ... myślisz w złych kategoriach,mało istotnych
Ogólnie to dobry człowiek tylko w sferze emocjonalnej coś zgrzyta między nami i nie umiem stwierdzić co mam robić.
Ogólnie tak,ogólnie to dużo jest dobrych ludzi
Jeszcze raz nawiąże do postu Dunkisa z innego wątku: mój mąż też uważa że mam postawę roszczeniową, że jestem egoistką i księżniczką.
To może teraz jakieś przykłady Twojego zachowania ?
Pewnego dnia mój mąż oznajmił mi że juz mnie nie kocha.
Chyba dośc jasne postawienie sprawy.
Jednak wkrótce wyszło na jaw że mój mąż wdał się w romans z inną, naszą wspólną dobrą znajomą. Po miesiącu jednak kochanka z nim zerwała i on też chciał do mnie wrocić.
Czyli powód powrotu jest jasny - rzuciła go kochanka.
Byłam załamana ale jednocześnie przerażona, że mogę go stracić więc mu wybaczyłam. Postanowiłam że będę ratować trwające 11 lat małżeństwo dlatego że nadal go kochałam. Rozmawialiśmy szczerze i zrozumialam że w tej drugiej szukał przede wszyskim ciepła no i tak naprawdę seksu. Ja nie byłam zbyt namiętną kobietą i nieraz lekceważyłam jego potrzeby w tym wględzie.
Kochana - czy nie uważasz, że to kiepski powód wybaczenia? STRACH...Prawdę mówiąc ja też widzę tu tylko strach, a nie miłość.
TY postanowiłaś ratować? A co postanowił ten, który zdradził?
Przepraszam, ze tak obcesowo, ale co znaczy "nieraz lekceważyłam jego potrzeby w tym względzie"? Bo to akurat pewnie ma znaczenie.
Ponieważ pod innymi względami uważałam sie za dobrą żonę, to nie myślałam że może to popchnąć go do szukania szczęścia gdzie indziej.
Wybacz, ale to już naiwność. To nie Twój syn, tylko mąż.
W każdym razie postanowiliśmy zmienić nasz zwiazek, jednak mąż nie wytrwał długo w tym postanowieniu, gdyż stwierdził że nie jest w stanie tak szybko zapomnieć o tylu latach odrzucenia przeze mnie. On tak odbierał moje zachowania no i widać brakowalo nam szczerych rozmów żeby rozwiązać nasze problemy.
Napisz proszę, co konkretnie postanowiliście. Co miał zmienić mąż, a co Ty? I jak było z realizacją założeń?
Na domiar złego w czasie gdy powinniśmy sami odbudowywać nasz związek nasza kolejna wspólna znajoma zaczęła się wtrącać w nie swoje sprawy niby chcąc nam pomóc. Absolutnie o to ją nie prosiłam ale mój mąż polubił ją i jej męża i chciał z nimi spędzać czas a ja głupio się na to godziłam bo wtedy ja też mogłam być z nimi. Ci znajomi byli czymś w rodzaju bufora między nami. Z czasem zauważyłam jednak że mój mąż za bardzo zbliżył sie do tej kobiety i prosiłam go żeby przestał się z nią spotykać. Tak samo rozmawiałam z nią ale nic nie docierało. Twierdzili zgodnie że są tylko przyjaciółmi i nie spotykają sie po kryjomu. Czułam że jest inaczej ale nie miałam dowodu, a to dla mnie ważne (nie wchodząc w szczegóły). W końcu po wielkiej awanturze o tą kobietę nastąpiła separacja.
Aż się ciśnie na usta, że pierwsze doświadczenie powinno Cię czegoś nauczyć...
Nie bardzo zrozumiałam - dlaczego się godziłaś na te spotkania - bo chciałaś pilnować męża?
Notabene aby ta historia była jeszcze dziwniejsza to obie te panie miały zaburzenia seksulane, a jedna z nich pojechała z tego co wiem na leczenie z erotomanii.
Skąd te informacje? Bo mnie coś "pachnie" zgrabnym usprawiedliwieniem...
wiedziałam że nadal się spotykają ale zaczęłam żyć swoim życiem. Choć mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu nie spaliśmy razem, nie rozmawialiśmy, byliśmy w zasadzie jak obcy. Łączyły nas tylko finanse. Dlaczego się nie rozwiodlam? To skomplikowane, ale myślę że to był czas kiedy byłam tak zdruzgotana, że nie umiałam nic zrobić. A może dlatego, że miałam dalej nadzieję, że coś się zmieni? No i potem nagle mój mąż zmienił front. Zaczał szukać mojego towarzystwa, inaczej mnie traktowal aż wreszcie powiedział że chce być znów ze mną bo zrozumial, że to mnie kocha. Zerwał miesiąc wczesniej kontakty z tamtą choć ona się rozwiodła i chciała z nim być. Choć się bałam to mu uwierzyłam i znów zaczęliśmy ratować nasze małżeństwo.
No to już znamy. Ty też. I znów zapytam - co znaczy "ratowaliśmy"?
Tym razem było inaczej bo on naprawdę sie starał. Był czuły, dobry, wiedziałam że mnie kocha. Byłam szczęśliwa.
Czy Ty naprawdę uważasz, ze możliwy jest tali kalejdoskop "kocha - nie kocha"?
Niestety trwało to tylko parę miesiecy, bo potem jak już wspomniałam on stwierdził, że ja nic się nie zmieniłam.
A jak Ty uważasz? I co miałaś zmienić? A czy Twój mąż miał jakoś się zmienić?
Jak to teraz mniej wiecej jest to wiecie. Mój mąż... w wielu dziedzinach dobrze nam ze sobą, i seks też jest bardzo dobry (przynajmniej dla mnie).
Czyli co jest nie-tak?
Wczoraj sam pokroił warzywa do obiadu, dzieli się ze mną swoimi pomysłami, pomógł mojej siostrze. To niby takie głupoty ale dla mnie ważne.
A dla niego? Głupota czy ważne?
Bo dla mnie jednak głupoty... Zwłaszcza w zderzeniu z "nie kocham Cię" i wielomiesięcznymi romansami.
Ogólnie to dobry człowiek tylko w sferze emocjonalnej coś zgrzyta między nami i nie umiem stwierdzić co mam robić.
Z tego, co pamiętam: w ogóle ze sobą nie rozmawiacie. To nie zgrzytanie, to życie OBOK siebie.
Jeszcze raz nawiąże do postu Dunkisa z innego wątku: mój mąż też uważa że mam postawę roszczeniową, że jestem egoistką i księżniczką. Więc jednak może coś nie gra z mojego powodu? On się starał, myślał, że da radę a tu znów ma to samo? To tyle. W razie czego pytajcie bo moze to nie mieć ni ładu ni składu.
Starał się - poproszę o konkrety - co robił? I na czym ma polegać Twoja roszczeniowa postawa?
Kochana - ja tu widzę dwoje żyjących OBOK siebie osób. Ty boisz się zostać sama i "wybaczasz" zdrady mężowi. On - wraca do Ciebie, gdy rzucają go kolejne kochanki.
Gdzie tu miłość? Gdzie szacunek? Nie widzę też chęci do naprawienia czegokolwiek... Widzę tylko po obu stronach strach przed zostaniem samym.
9 2011-08-31 21:21:13 Ostatnio edytowany przez bosa (2011-08-31 21:46:51)
Muszę parę rzeczy wytłumaczyć aby obraz był pełny. Więc teraz trochę o moim małżenstwie sprzed zdrady bo to może naświetlić pewne fakty. Pobraliśmy się z wielkiej miłości ale bardzo młodo. Dla mnie to był i jest pierwszy jedyny facet, ja dla niego pierwsza ale już niestety nie jedyna. Rodzice radzili żebyśmy się nie spieszyli, ale my jak to młodzi zrobiliśmy po swojemu. Teraz wiem, że nie miałam pojęcia o małżeństwie i miłości, tym bardziej, że nie miałam z domu dobrych wzorców. Ja byłam osobą, która nastawiła się w związku na branie. Piszę to ze wstydem, tym bardziej, że jeszcze niedawno mi się wydawało, że jak dbam o dom to mąż powinien być zadowolony. Kompletnie nie zaspokajałam jego prawdziwych potrzeb, a oczekiwałam, że ja będę zawsze dla niego najważniejsza. I przez pewien czas byłam. Teraz jak o tym pomyslę to płakać mi się chce jak mój mąż o mnie dbał a jaka ja byłam zimna i niedostępna. Najgorsze jest to, że wtedy wcale tak nie myślałam: raczej że mam cudownego męża, małżeństwo i wszystko jest super. On nigdy nie ukrywał, że seks jest dla niego bardzo ważny, a ja to lekceważyłam. Poza tym nie poświęcałam mu czasu. Przed znajomymi byłam dumna jakiego dobrego, inteligentnego męża mam, ale on mi potem powiedział, że czuł się jak mebel do podziwiania w moim domu. Zdarzało się, że o tym mówił, był wtedy płacz skrucha, ale po jakimś czasie wracałam do starych nawyków. On coraz bardziej się odsuwał a ja nawet tego nie widziałam. W sumie jak myślę o tym bez emocji (o ile się tak da) to podziwiam go, że tyle ze mną wytrwał. Inny facet już dawno, by mnie rzucił, albo przynajmniej przetrzepał skórę... (symbolicznie). Po prostu nie traktowałam go jak faceta. Byłam raczej jak dziecko, a on czasem mi wypominał, że domagam się opieki od niego jak od ojca (mój mnie zostawił). A on potrzebował kobiety. No i w końcu znalazł. Dlatego Dunkis miał rację: przygotowałam świetny grunt pod zdradę, niedoceniony i niezaspokojony facet w końcu znalazł pocieszycielkę. Nie chcę się wdawać w analizę psychologiczną, dlaczego tak postępowałam, bo już to przerobiłam. Przyjmuję na siebie tę część winy za rozpad mego małżeństwa. A mój mąż tak długi czas żywił do mnie urazę i jak sam ostatnio stwierdzil, nie do końca mu przeszło. Nie chcę z siebie robić męczennicy, która to ma strasznego męża, bo sama mam niejedno za kołnierzem. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że jak wszystko opiszę, to wiele osób się zdziwi, że chcę nadal z nim być, że chcę ratować to małżeństwo. Ale jestem pewna, że go kocham. A mój mąż ma jakiś głębszy problem, bo nagromadziło się w nim wiele gniewu nie tylko na mnie, ale i na niektórych naszych przyjaciół, rodziców, nawet Boga. Poza tym kiedy to wszystko się zaczęło to on się całkiem zmienił: zaczął słuchać "strasznej" muzyki (dla niektórych pewnie death metal nie jest straszny), do tego doszła straczeńcza jazda samochodem, tak, że nawet znajomi boją się z nim jeżdzić i ogólnie nihilistczne poglądy. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie popadł w depresję, ale na moją sugestię odparł, że nawet jeśli tak to sobie poradzi. Przez ostatni rok widzę, że powoli zaczął wracać do normy, tak ogólnie życiowo. Jest spokojniejszy i ma bardziej optymistyczne podejście.
Pewnie nie wszystkich zadowoliłam tym postem bo padło wiele pytań, ale wszystko po kolei. Staram się być rzeczowa w tym co piszę, ale to nie jest łatwe.
Co miałam zmienić? Miałam zacząć okazywać mu ciepło i nie lekceważyć seksu w związku. Czy mi się to udało? On twierdzi, że nie, a ja sama nie wiem. Wydaje mi się, że jestem inna ale może to tylko pozór? Może za dobrze o sobie myslę? W wątku zdradzonejkasieńki Dunkis ciekawie mnie scharakteryzował, mój mąż by się z nim zgodził więc możliwe, że to oni mają rację. Swoje starania też opisalam w tamtym wątku i nie chcę się powtarzać. Mąż jednak nadal mi zarzuca, że nie wiem co to jest namiętność.
Mój mąż obiecał z kolei, że już nigdy więcej mnie tak nie skrzywdzi (banalne), że będzie rozumiał moje obawy i nie będzie ukrywał telefonu, nie będzie wychodził nocami, ani kontaktował się z kochanką. Wykasował jej numery, kiedy początkowo jeszcze pisała do niego mówił mi o tym szczerze i jej nie odpisywał. Wiem, że z nią zerwał. Do innych rzeczy srednio się zastosował, bo miał ze mną rozmawiać i szczerze mówić o swoich uczuciach, a tego nie robi. W rezultacie nie wiem co on tam sobie duma. No i ciągle przesiaduje przed komputerem wieczorami, kiedy można robić coś innego.
Wspomnienie o erotomanii, nie mialo na celu usprawiedliwienia. Wiem o tym na pewno z ust tych kobiet. Były one moimi bliskimi znajomymi, a same się przyjaźniły ze sobą. Jedna deprawowała drugą. I wiem z ich opowieści, że mój mąż nie był ich jedynym kochankiem, choć obie były mężatkami. Wstyd mi teraz, że byłam w stosunku do nich taka głupia i naiwna.
bosa napisał/a:Jeszcze raz nawiąże do postu Dunkisa z innego wątku: mój mąż też uważa że mam postawę roszczeniową, że jestem egoistką i księżniczką.
To może teraz jakieś przykłady Twojego zachowania ?
Przykładów konkretnych nie podam, bo to raczej mąż powienien ale zacytuję dosłownie jego słowa, które nie dawno do mnie napisał na ten temat. Mam je przed sobą i nic nie zmieniam. Otóż w jego oczach dalej jestem zimna seksualnie. Zarzucił mi że seks jest dla mnie na ostatnim miejscu, bo nie kochamy się np. dwa razy, albo cały dzień. Że nie stwarzam namiętnej scenerii i nie kocham sie długo. Ze szukam księcia z bajki, który będzie mnie nosił i uwielbiał a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszcze. A on już nie ma siły na inicjatywę i to jest efekt moich działań. No nie podał żadnych konkretów, a kiedy wspomnialam, że ja to trochę inaczej widzę, że nie jestem automatem, który przez cały dzien nie ma nawet odrobiny bliskości a w nocy zamienia się w demona seksu, odparł, że w ogóle nie czuję tego tematu, że po prostu tego nie mam. I wierzę, że on rzeczywiscie tak mnie odbiera mimo tego co robię w seksie (o tym też już pisałam). Więc tak pewnie jest, bo jak dyskutowac z odczuciami? Z faktami prznajmniej można. Nigdy nie miałam okazji, żeby sprawdzić jak odbierałby mnie inny facet (pewnie i tak bym nie skorzystała
), ale może ja naprawdę jestem zimna i tylko mi się wydaje inaczej? Może mam jakiś defekt, o którym nie wiem a inni to czują? Może nie chodzi mi konkretnie tylko o seks, bo są osoby, które mówiły mi, że jestem niedostępna. Może nieświadomie jestem taka dla mojego męża?
(dla niektórych pewnie death metal nie jest straszny)
NIE DEATH ALE POLECAM (youtube.com)
A tu tekst jakby był mało czytelny :
Na dnie sarkofagu
Noc,
Czarna suknia
Rozrzucam korale wspomnień...
- Wtulona w włosów płaszcz,
Wonna rodnią swą.
Teraz okryta snem.
Na wpół lodowata dłoń.
Zimne twe usta...
A jeszcze niedawno ogień tlił.
Pamiętam rozkoszny wiatr,
Masztem gnący
sztorm.
Daję ci moją łzę.
Okręt mój płynie dalej
Gdzieś tam...
Serce choć popękane, chce bić.
Nie ma cię i nie było
Jest noc.
Nie ma mnie i nie było
Jest dzień...
12 2011-09-01 00:10:32 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-09-01 00:12:48)
bellew napisał/a:bosa napisał/a:Jeszcze raz nawiąże do postu Dunkisa z innego wątku: mój mąż też uważa że mam postawę roszczeniową, że jestem egoistką i księżniczką.
To może teraz jakieś przykłady Twojego zachowania ?
jestem zimna seksualnie
seks jest dla mnie na ostatnim miejscu
Że nie stwarzam namiętnej scenerii i nie kocham sie długo
a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszcze
Jak to nie podał konkretów ?
a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszcze ??? tu jest konkret
13 2011-09-01 00:18:09 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-01 00:25:49)
Okręt mój płynie dalej
Gdzieś tam...
Serce choć popękane, chce bić.
![]()
No właśnie - to bardzo a propos. Dla większości osób na tym forum ![]()
bosa napisał/a:bellew napisał/a:To może teraz jakieś przykłady Twojego zachowania ?
jestem zimna seksualnie
seks jest dla mnie na ostatnim miejscu
Że nie stwarzam namiętnej scenerii i nie kocham sie długo
a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszczeJak to nie podał konkretów ?
a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszcze ??? tu jest konkret
Tak było parę lat temu, a teraz to ja mogę to o nim powiedzieć. Z tym, że nawet na pogłaskanie nie mogę liczyć.
Gwoli wyjasnienia: specjalnie tak to napisałam, jako relację faktów. Co do uczuć to pod spodem jest burza i to tak skomplikowana, że trudno to opisać. Ci co wczesniej czytali moje posty wiedzą jak to wygląda. Innych nie chcę szokować ale to dla mnie jedyny sposób w jaki mogę przedstawić tą historię: muszę mieć dystans żeby nie zwariować.
A i nie chcę powtarzać swojej dyskusji z wątku zdradzonejkasieńki. Może moderator ma jakiś sposób by to wkleić?
Tak potwierdzam, bosa, gdy ją namawialiśmy do założenia własnego tematu, najbardziej obawiała sie tego, że przedstawi temat stronniczo. Zastanawiała sie nawet nad tym, że nie będziemy mogli poznać spojrzenia męża, bo ona nie jest nim i tak nie potrafi. Chciał to zrobć po prostu - chłodno, by ... ktoś kto będzie jej odpowiadał, dał mądre rady, takie, które jej pomogą. Skończyło się to tym, że wyszła na zibną babę... a tak nie jest.
eH..Nie wiem co powiedzieć, nie byłam w takiej sytuacji, ale czego się nie robi dla miłości ? Szczerze? Każda miłość jest ślepa ... Ale każda warta poświęcenia...
bellew napisał/a:bosa napisał/a:jestem zimna seksualnie
seks jest dla mnie na ostatnim miejscu
Że nie stwarzam namiętnej scenerii i nie kocham sie długo
a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszczeJak to nie podał konkretów ?
a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszcze ??? tu jest konkret
Tak było parę lat temu, a teraz to ja mogę to o nim powiedzieć. Z tym, że nawet na pogłaskanie nie mogę liczyć.
tzn nie wiem czy dobrze rozumiem bo piszesz też ;
seks też jest bardzo dobry (przynajmniej dla mnie) ?
bosa napisał/a:Gwoli wyjasnienia: specjalnie tak to napisałam, jako relację faktów. Co do uczuć to pod spodem jest burza i to tak skomplikowana, że trudno to opisać. Ci co wczesniej czytali moje posty wiedzą jak to wygląda. Innych nie chcę szokować ale to dla mnie jedyny sposób w jaki mogę przedstawić tą historię: muszę mieć dystans żeby nie zwariować.
A i nie chcę powtarzać swojej dyskusji z wątku zdradzonejkasieńki. Może moderator ma jakiś sposób by to wkleić?Tak potwierdzam, bosa, gdy ją namawialiśmy do założenia własnego tematu, najbardziej obawiała sie tego, że przedstawi temat stronniczo. Zastanawiała sie nawet nad tym, że nie będziemy mogli poznać spojrzenia męża, bo ona nie jest nim i tak nie potrafi. Chciał to zrobć po prostu - chłodno, by ... ktoś kto będzie jej odpowiadał, dał mądre rady, takie, które jej pomogą. Skończyło się to tym, że wyszła na zibną babę... a tak nie jest.
Jeszcze nikt nigdzie nie wyszedł
,stwierdzamy fakty aby dojść do wniosków które być może pomogą autorce
a więc czym więcej wiemy tym więcej pomożemy
eH..Nie wiem co powiedzieć, nie byłam w takiej sytuacji, ale czego się nie robi dla miłości ? Szczerze? Każda miłość jest ślepa ... Ale każda warta poświęcenia...
Nie każda jest warta poświęcenie.
Skreisi napisał/a:eH..Nie wiem co powiedzieć, nie byłam w takiej sytuacji, ale czego się nie robi dla miłości ? Szczerze? Każda miłość jest ślepa ... Ale każda warta poświęcenia...
Nie każda jest warta poświęcenie.
Poświęcenia ![]()
Poświęcić to można ....
bosa napisał/a:bellew napisał/a:Jak to nie podał konkretów ?
a ja będę sobie słodko leżeć i może go czasem pogłaszcze ??? tu jest konkret
Tak było parę lat temu, a teraz to ja mogę to o nim powiedzieć. Z tym, że nawet na pogłaskanie nie mogę liczyć.
tzn nie wiem czy dobrze rozumiem bo piszesz też ;
seks też jest bardzo dobry (przynajmniej dla mnie) ?
Przyznaję to słuszna uwaga. Mój dzisiejszy post jest wynikiem wczorajszego rozczarowania...Wczoraj fajnie pojechaliśmy sobie nad jeziorko po pracy, a że sceneria była romantyczna to zaproponowałam żebyśmy skręcili w jakąś ciemną ścieżkę w lesie. No i nic z tego nie wyszło, bo mój mąż wolał jechać do domu. W domu siadł przed kompem, ale po jakimś czasie postanowiłam spróbować szczęścia jeszcze raz, ale znów nic z tego. Odparł, że chce skończyć wymyslanie jakiegoś hasełka na głupi konkurs, w którym można wygrać samochód. Wtedy nie zdzierżyłam i wygarnęłam mu co myslę o jego zarzutach, ze to ja jestem zimna. To oczywiście nic nie dało, ale przynajmniej mi trochę ulżyło. Choć ogólnie to smutne
pod wpływem tych emocji napisałam tego posta. A seks jest fajny jeśli oboje się angażują. Oczywiście czasem jest tak, że jedna strona więcej daje, czasem druga, ale generalnie jeśli twój partner jest prawie całkiem bierny to nie pobudza namiętności..
bellew napisał/a:bosa napisał/a:Tak było parę lat temu, a teraz to ja mogę to o nim powiedzieć. Z tym, że nawet na pogłaskanie nie mogę liczyć.
tzn nie wiem czy dobrze rozumiem bo piszesz też ;
seks też jest bardzo dobry (przynajmniej dla mnie) ?
Przyznaję to słuszna uwaga. Mój dzisiejszy post jest wynikiem wczorajszego rozczarowania...Wczoraj fajnie pojechaliśmy sobie nad jeziorko po pracy, a że sceneria była romantyczna to zaproponowałam żebyśmy skręcili w jakąś ciemną ścieżkę w lesie. No i nic z tego nie wyszło, bo mój mąż wolał jechać do domu. W domu siadł przed kompem, ale po jakimś czasie postanowiłam spróbować szczęścia jeszcze raz, ale znów nic z tego. Odparł, że chce skończyć wymyslanie jakiegoś hasełka na głupi konkurs, w którym można wygrać samochód. Wtedy nie zdzierżyłam i wygarnęłam mu co myslę o jego zarzutach, ze to ja jestem zimna. To oczywiście nic nie dało, ale przynajmniej mi trochę ulżyło. Choć ogólnie to smutne
pod wpływem tych emocji napisałam tego posta. A seks jest fajny jeśli oboje się angażują. Oczywiście czasem jest tak, że jedna strona więcej daje, czasem druga, ale generalnie jeśli twój partner jest prawie całkiem bierny to nie pobudza namiętności..
Po przeczytaniu tego posta, utwierdziłem się w tym, co powinienem zrobić. Wyślę Ci coś na maila.
Dunkis napisał/a:Skreisi napisał/a:eH..Nie wiem co powiedzieć, nie byłam w takiej sytuacji, ale czego się nie robi dla miłości ? Szczerze? Każda miłość jest ślepa ... Ale każda warta poświęcenia...
Nie każda jest warta poświęcenie.
Poświęcenia
Poświęcić to można ....
Skreisi napisał/a:eH..Nie wiem co powiedzieć, nie byłam w takiej sytuacji, ale czego się nie robi dla miłości ? Szczerze? Każda miłość jest ślepa ... Ale każda warta poświęcenia...
Nie każda jest warta poświęcenia.
Pozwolę się zgodzić.
Połączenie tych dwóch wyrazów: miłość i poświecenie nijak mi nie pasuje.
Sorki, ale ja tu nie widzę ognia, namiętności i pożądania. Widzę układ koleżeńsko-biznesowy.
Mam wrażenie, że już za późno.
Że to już próba reanimowania zwłok. Niestety.
Sorki, ale ja tu nie widzę ognia, namiętności i pożądania. Widzę układ koleżeńsko-biznesowy.
Popieram
dodatkowo co ważne również dla ducha
przyjaźni,miłości,szacunku,wierności
itd
niekochana72 napisał/a:Sorki, ale ja tu nie widzę ognia, namiętności i pożądania. Widzę układ koleżeńsko-biznesowy.
Popieram
dodatkowo co ważne również dla ducha
przyjaźni,miłości,szacunku,wierności
itd
Hmmm.... Coś mi ten duch umknął
No właśnie - teraz już obraz jest pełny. A właściwie - obnaża PUSTKĘ.
Zważywszy na to, że w pewnym wątku pojawił się apel Catwoman, żeby pokończyć swoje historie postanowiłam wrócić do tematu, który przywiódł mnie na to forum ![]()
Jak skończyła się moja historia? Właściwie powiedzenie, że się skończyła jest nietrafne, bo mam nadzieję, że się zaczyna. Od kilku miesięcy jestem z mężem w separacji, dochodzę do siebie. Decyzje co do mojego małżeństwa podejmowałam z trudem, ale przynajmniej się ich trzymam
Cóż mogę dodać? Nie jestem już nieszczęśliwa. Czy szczęśliwa? Na razie trudno powiedzieć. Na pewno jestem dużo spokojniejsza mimo, że mam przed sobą jeszcze niełatwe zadania. Czy warto było walczyć, wybaczyć? Szczerze - z perspektywy czasu widzę, że nie, ale przecież wtedy tego nie wiedziałam dlatego nie żałuję, że spróbowałam. Ale nie żałuję też decyzji o rozstaniu, którą podjęłam. Dla mnie poskładanie małżeństwa po zdradzie okazało się niemożliwe.
Dla osób, które obecnie borykają się z podobnymi problemami mam jedną radę - spróbujcie ostudzić emocje i nigdy nie podejmujcie ważnych decyzji kierując się tylko nimi. Rozum i myślenie o swoim dobru przede wszystkim ![]()
Pozdrawiam
Ach Bosa,jakże Twoje małżeństwo przypomina moje(już byłe).To wmawianie mi(skuteczne zresztą)że jestem zimna,że nie jestem prawdziwą kobietą,że on tak cierpi wytrzymując z taką księżniczką jak ja,te maratony sexu po kilka godzin(a i tak był niezadowolony),ta szaleńcza jazda samochodem("wjadę w któreś drzewo bo nie można z tobą wytrzymać)itp.itd. Dużo by pisać.Czytałam od początku i zastanawiałam się czy Ci sugerować żebyś tak bardzo nie szukała w sobie winy,że mała szansa na ratowanie małżeństwa.Głównie dlatego iż podejrzewam że to całe czepianie się to tylko tłumaczenie zdrad.Myślę że dobrze zrobiłaś.Ja,tak jak Ty,próbowałam wybaczyć ale on moją chęć naprawiania wykorzystał tylko do kolejnych wyskoków,czuł się"bezkarny".
I zanim ktoś napisze żebym szukała winy w sobie-on swoją obecną partnerkę też zdradza,zdradzał też inne,wiele ich było a ja ułożyłam sobie życie z kimś"normalnym".I już nie słyszę że jestem zimna.Czego i Tobie serdecznie życzę...:)