do napisania tego posta zainspirowala mnie wypowiedz jednej z forumowiczek.dokladniej rzecz ujmując ,tesciowa stała sie poniekąd przyczyną rozpadu jej związku.
ponadto znam wiele przykladow gdzie owe"mamusie" staja sie w bezposredni sposób(dajac jasno do zrozumienia ,ze jest sie niepotrzebnym lub nie pasuje do jej dziecka lub inne tłumaczenia) -lub pośredni(grając cudowna ,wrażliwą mamusie co w towarzystwie jest na ranę przyłóż a ,kiedy wyjdziemy za drzwi ,miażdży nas;skutecznie wpływa na dziecko,argumentuje itp.
otóz w znanym mi przypadku tesciowa posuwała sie do calej serii zabiegów-zabierała synka na dlugie spacery do parku,wyjazdy do rodziny(bo lepiej zeby on kierowal bo ona w taka trase to sie troszke sama boi jechac),grzybobranie(od wczesnego ranka do poznego poludnia itd.
jeśli tescioweczka nie odetnie pępowiny na porodówce to potem to wplywa na pozniejsze zycie i niszczy potencjalne partnerki,rozbija zwiazki-gdzie absurdalnie - synek jest szczesliwy.
w znanym przeze mnie przypadku ow synek przejrzał na oczy- kilka lat starań partnerki/żony-jej cierpliwość i dystans -sprawiły że czas okazał sie łaskawy.owa "mamusia"cały czas sie stara ingerować(oj czasem zachwieje jeszzce związkiem) ale juz nie jest to az takie burzliwe jak na poczatku owego związku.
zatem moje pytanie brzmi:
jak skutecznie bronić sie przed "wpływową"teściową?,jak nie dać sie jej argumentom?,jak pokazać partnerowi ,że nie jesteś zlem koniecznym w związku?
jak walczyć z "chorymi"anarchistkami?
weżcie prosze udział w dyskusji bo jak sie rozejrzalam w temacie to jest to nie lada problem dla wielu ....