netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Moja historia...nie wiem co dalej....

15 odpowiedzi3 436 wyświetleńzałożony przez koala fighter, 27.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia...nie wiem co dalej....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Moja historia...nie wiem co dalej....

Postanowiłem podzielić się swoją historią i zasięgnąć rady co robić dalej....

Otóż byliśmy ze sobą 1,5 roku. Był to bardzo intensywny czas. Wiele słów, wiele deklaracji, wiele magicznych chwil, planowaliśmy razem przyszłość, to co będziemy mieli w naszym wspólnym mieszkaniu itd. Pod wieloma względami takimi jak poczucie humoru byliśmy tacy sami. Ona mówiła, ze to miłość jej zycia, ze nigdy jeszcze czegoś takiego nie czuła.

Był jednen problem, który powstał..,moje problemy z pracą (zwolniony zostałem z powodów strukturalnych). Po zwolnieniu nie potrafiłem się odnaleźć. Chodziłem na rozmowy, na różne castingi...ale opuściło mnie szczęście. Co byłem blisko, albo przeszedłem do jakiegoś wyższego etapu to ....nic z tego. Dorabiałem sobeio różnymi rzeczami, były jakies umowy tymczasowe. W niektórych miesiącach zarobiłem normalną pensje, w niektórych nic. Ogólnie występowała u mnie frustracja i zaniżona samoocena. Ona znalazła pracę....w sfeminizowanym środowisku.

I to chyba był gwóżdz do trumny. Dodam jeszcze, że X (tak będę ją tu nazywał) ma bardzo toksyczną i zgorzkniałą matkę, która jest nieobliczalna oraz silną psychicznie koleżankę przez którą jest zdominowana. Po jakimś czasie okazało się, ze X nie ma już w ogóle czasu na nasze spotkania. Mówiła, ze a to jest zmęczona, a to musi coś do pracy zrobić...wiecznie nie miała czasu. A jej praca to po prostu normalny 8h etat. Ona zachowywała się jakby pracowała 15h w kamieniołomach ("nie mam siły", "spotkajmy się innym razem" itd).W weekendy były zaś jakies sprawy rodzinne (problemy z dziadkami). Osobiście nigdy tego nie łykałem do końca. Bo miałem przekonanie, ze gdyby była w niej wola spotkania to by ten czas znalazła. Poza tym ona zaczeła mówić o wspólnym spotkaniu jako chyba o dodatkowej pracy. Bo jak była zmęczona to ten fakt jakby wykluczał nasze spotkanie. I zaczeły się wspólne wypady z nowymi koleżaneczkami...a to grill a to jakieś wyjście do clubu.

Tymczasem jej matka zaczęła byś mi przeciwna, mówić, że ze mną nie ma przyszłości.

Byliśmy umówieni na weekend X nie przyjechała, dzwoni i mówi, że źle się czuje. Ja zły bo to już było 10. pod rząd odwołane spotkanie. Ona na to, że bardzo, bardzo mnie kocha. Następnego dnia przyjeżdża do mnie spóźniona parę godzin (była u swojej najlepszej kumpeli). I mówi, że nie wie czy chce ze mną być, nie wie czy mnie kocha...Daliśmy sobie tydzień czasu...I to był najgorszy tydzień w moim życiu. X na każdy kontakt reagowała agresją, wyzwiskami, krzykiem, złością ....byłem w ciężkim SZOKU!!!!!!Umówiliśmy się przyjechała spóźniona o 2 godziny (była oczywiście u swojej najlepszej koleżanki) na uwagę, że czuję się lekceważony zareagowała wyzwiskami i przekleństwami w moim kierunku. Rozmawialiśmy z 20 min., płakaliśmy, powiedziała, że nie ma czasu na dłuższą rozmowę, ze sobie to odbijemy kiedy indziej.

Pózniej okazało się, że jej nowe kumpele z pracy za plecami ją obgadują. I w taki sposób doszło do mnie, że X zarejestrowała się na portalu randkowym, gdzie poznała jakiegoś pajaca. Gość był jakimś 3-rzędnym Casanovą (stale obecny na 3 portalach randkowych). Jej koleżaneczki twierdza, że poznała go jak jeszcze była ze mną (teraz przypominam sobie, że pod koniec związku zaczeła chodzić na solarium, zmieniła fryzurę itd). Gość pobawił się trochę nową zabaweczką robiąc w międzyczasie 2 inne laski. Po gorącym romansie została z niczym. Zadzwoniła do mnie i nic nie mówiąc zaczeła mówić, że jej mnie brakuje, naszych chwil i tak dalej. Nawet powiedziała, że chyba do mnie na noc przyjedzie bo jest umówiona na wino u swojej najlepszej koleżanki, ale póżnej stwierdziła, ze nie wie czy ta ją puści. Ale jej przeszło i pare dni póżniej była już zimna i arogancka.

Znalazła innego kolesia na portalu (jej koleżanki obgadują ją pełną parą, a osoba, którą znam/znałem jest w ich towarzystwie więc siłą rzeczy to do mnie dochodzi.

I teraz nie wiem czy starać się ją odzyskać. Nie wiem czy to ma sens. Kochałem ją z całego serca i duszy. Uważałem za drugą połówkę. A ona w ten sposób mnie potraktowała. Wiem, ze były błędy po mojej stronie, nie jestem leniem, w tym roku może dostanę dobrą pracę w innym mieście, mam także konkretny plan otworzenia firmy (mam już pomysł i wspólników). Cały czas się staram. Poznałem nową osobę (zastanawiam się czy się z nią nie związac), która mi mówi, że jest pod dużym wrażeniem mojej walki, pomysłowości i ambicji, i że wierzy, że w końcu osiągnę to co chce; wierzy we mnie.

Ja jednak wracam myślami do X. Tęsknię. Z jednej strony widze u niej totalny brak chęci aby się jakoś zbliżyć. Jest z innym kolesiem, mówi, że go nie kocha. Dowiedziałem się także, że jej najlepsza koleżanka (myślałem, że moja też) gorąco jej odradzała aby ze mną była. I tu jest problem X jest osobą niesamodzielną, aby sie do niej zbliżyc musiałbym chyba zbliżyć się do jej koleżanek. Najlepsza kumpela X to osoba mało wrażliwa, która innej koleżance na problemy małżeńskie doradziła znalezienie sobie kochanka i dobry sex. To ona doradziła X portal randkowy. Czuję, że również kibicowała w ewentualnej zdradzie mnie (X twierdzi, że tego nie zrobiła, jej koleżaneczki rozpowiadają, że tak). X jest pod wpływem toksycznej matki, cynicznej koleżanki i kumpelek z pracy co się z niej wręcz nabijają i mają rozrywkę jej kosztem i jej "przygód".

Sam nie wiem czy próbować do niej wrócić i szukać z nią kontaktu (raczej nie jest skora) czy sobie odpuścić. Z jednej strony potraktowała mnie jak śmiecia, z drugiej tęsknię. Może powinienem skupić się na rysującej się nowej relacji i swojej przyszłości o którą cały czas walczę. Jak rozmawiam z X jest w niej prawie 0 chęci spotkania czy rozmowy. Mam wrażenie, że mój głos budzi w niej złość. Że jest inną osobą niż ta za którą tęsknię.

Gdy chciałem wziąć swoje rzeczy od niej powiedziała, że nie ma czasu. Pomimo, iż byliśmy umówieni (ja pożyczyłem samochód) olała mnie. Wtedy w złości jej powiedziałem co wiem, o tym jak jej koleżanki się z niej nabijają i jak ją obgadują. Parę dni później powiedzieliśmy, ze może postaramy sie do siebie zbliżyć (nie wrócić ale zbliżyć aby sprawdzić czy nasze rozstanie to nie jest błąd). Ale ona zachowywała się tak samo: ciągły brak czasu (teraz wiem, ze jak kiedyś mi mówiła o braku czasu to miała go full dla swoich koleżaneczek i pajaca z netu), lekceważenie. Ostatnio gadaliśmy przez telefon to powiedziała, ze nie wie czy chce się z bliżyć. Że musi to przemysleć. Sam nie wiem czy jeszcze próbować czy dać sobie z nią spokój (nie takie proste). Mam wrażenie, że kiedyś była całkowicie inną osobą, a teraz jest najgorszą wersją siebie. Wiem, że jest w stadzie wilków, ludzi, którzy niekoniecznie chcą dla niej dobrze. I chyba oni są ważniejsi.

Może coś poradzicie?

2

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Ja nie wiem czy cokolwiek Ci jestem w stanie racjonalnie pomóc, bo sama jestem na skraju obłedu...

Powiem Ci tylko, że ja rok temu bardzo zawalczyłam o niego (mimo, że nie było to rozstanie z mojej winy), udało się, wrócił do mnie. Byliśmy razem jeszcze rok. Cudowny rok. Oświadczył się, zamieszkaliśmy razem. Tydzień temu, półtora miesiąca po wspaniałych zaręczynach zostawił mnie z dnia na dzień, z powodów podobnych do tych sprzed roku, czyli praktycznie żadnych poważnych. Mimo, że deklarował, że sobie wszystko przemyślał, że mnie bardzo kocha, że to co było rok temu więcej się nie powtórzy. Powtórzyło się. Rok temu postanowiłam sobie, że drugi raz nie będę go błagać, tak naprawde to on powinien blagac mnie... I tak tez staram sie robic teraz, choc mi bardzo cięzko i nie wytrzymując piszę do niego. Tobie tez jest napewno bardzo cięzko, ale pewnie racjonalnie patrząc powinieneś odpuścic, skoro ona nie chce tego kontaktu to na siłe nie sprawisz, że znów pokocha i nie wyzabijasz wszystkich osób z jej otoczenia, które taki mają na nią wpływ. Jeśli faktycznie związek z Tobą coś dla niej znaczy, to sama przyjdzie. Jak ją teraz wezmiesz na litosc, wspomnienia, ze TY ją kochasz itp, to może wróci, ale boję się, że za jakiś czas zrobi to samo, a wtedy boli 100 razy gorzej...

3

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Dzięki za odpowiedz. Przykro mi, że przechodzisz przez ten trudny czas, tym bardziej, że były zaręczyny....wiem, że to musi boleć.

Ja jestem zły na siebie, że nieraz zachowuję się jak jakiś mięczak...ale cóż...chyba moja pięta achillesowa, bo w życiu miałem raczej niedobór uczuć...a z nią czułem się szczęśliwy. Chciałbym być takim twardzielem aby powiedzieć do nie po męsku...spadaj!

Masz rację na litość nic się nie wskóra, nie robię tego. Musiałaby sama chcieć powrócić, a na razie nie ma na to żadnej ochoty. Miała tylko chwilę  jak jej miłość z internetu okazał się być pajacem co z portali randkowych uczynił sobie hobby...ale chyba jej otoczenie wybiło jej z głowy kontakty ze mną. Teraz jest z innym kolesiem  - a jakże z internetu. Żal, po prostu żal, bo myśmy się poznali na przystanku w deszczu, wieczorem. Nasz związek miał duszę, wspaniałą historię, masę symboli, mieliśmy wspólny język, który nikt nie rozumiał, te same żarty...a tu sztuczna znajomość z internetu...z portalu randkowego. Ech...

Tęsknię za nią, ale widzę, że ma to gdzieś, ja zaś w ogóle jej nie poznaję. Gdy się rozstawaliśmy powiedziałem jej, że mam wrażenie, ze ktoś ją porwał i umiescił w piwnicy a to co przede mną stoi to jakaś osoba co tylko jej maskę założyła. Bo serio takie można było odnieść wrażenie. Jest zimna, i za każdym razem jak się mieliśmy spotkać po rozstaniu to olewała, zawsze mówiła, zę nie ma czasu, że zmęczona.

Boli cholernie to wszystko...taki mój czuły punkt, nikomu o tym nie mówię aby nie wyjść na mięczaka...ale jak się rozstawaliśmy to po nocach prawie wyłem z bólu...i niestety choć chłopaki nie płaczą płakałem jak bóbr.

Najbardziej boli to, że z dnia na dzień zostałem wyrzucony z jej życia i, że po tym wszystkim już ma mnie gdzieś. W szoku jestem, że można taki czas tak łatwo zapomnieć. Że można mówić, zę sie kogoś kocha i na zawsze chce się z nim być i nagle nie czuć już nic. Kiedyś byłem najbliższą dla niej osobą, dzisiaj nikim, powietrzem.

Zawsze myślałem, ze mam grubą skórę a dzisiaj już jestem cynicznym człwoiekiem. Nie wierzę w sens jakichkolwiek uczuć. Wydaję mi się, że wszystko jest cyniczne. Że wierność, miłość to jakieś bzdury. Niby już mnie to tak strasznie nie boli zerwanie z X; nie pieczę. Ale została we mnie dziura i głęboki uraz. Nikomu już nie ufam, nie wierzę w jakieś większe wartości. Wierzę w kasę i może siłę. Sam się łapię na tym, że straciłem do kobiet jakiś szacunek. Choć nigdy nie myślałem o nich jak o księżniczkach z bajki to wierzyłem, ze sa wartościowe kobiety i sam taką mam.

Ale to działa w dwie strony. Dopiero teraz widze, że szczęśliwe małżeństwa czy długoletnie związki to wyjątkowa rzadkość. Jak wygranie w totka, zdarza się ale generalnie nie warto żyć taką nadzieją.

4

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Dla mnie to, że facet walczy nie jest absolutnie przejawem bycia mięczakiem. Dla mnie mięczakami sa właśnie tacy, których stac tylko na to, żeby odwrócić się na pięcie.

koala fighter napisał/a:

Najbardziej boli to, że z dnia na dzień zostałem wyrzucony z jej życia i, że po tym wszystkim już ma mnie gdzieś. W szoku jestem, że można taki czas tak łatwo zapomnieć. Że można mówić, zę sie kogoś kocha i na zawsze chce się z nim być i nagle nie czuć już nic. Kiedyś byłem najbliższą dla niej osobą, dzisiaj nikim, powietrzem.


Ale to działa w dwie strony. Dopiero teraz widze, że szczęśliwe małżeństwa czy długoletnie związki to wyjątkowa rzadkość. Jak wygranie w totka, zdarza się ale generalnie nie warto żyć taką nadzieją.

Ja niestety czuję dokłądnie tak samo. "Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz". Do mnie tez kompletnie nie dociera jak można roznieść w pył w jednej sekundzie to, co budowało sie tak starannie i długo. Jak się ludziom nie układa, nie dogadują się, ignorują to jeszcze jakoś można chyba łatwiej pogodzić się ze stratą. Ale najgorzej jak jest jak w bajce, jest wam naprawde dobrze razem, czujecie się bratnimi duszami, myślisz, że druga osoba w ogień by za Tobą skoczyła i nagle wszystko znika.

Sama jestem z rozbitej rodziny, ojciec się nad nami znęcał, a moja mama trwała w tym przez ponad 20 lat...
Wokół tez widzę, jakie to słowo "kocham" jest dziś płytkie. Tracę wiarę w prawdziwą odwzajemnioną miłość, jak stracę do końca to... aa zmazałam...

Czytam trochę to forum teraz i nasuwa mi się jedno pytanie, skoro jest tyle osób potrafiących i chcących KOCHAĆ to dlaczego los ich jakoś nie połączy, tylko tak bardzo doświadcza, że najczęściej trafiają na takich "popaprańców" i cierpią:(


Bądź silny, mam nadzieję, że wszystko się dobrze u Ciebie ułoży!

5

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

"dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz" powiedziałem jej te same słowa przy rozstaniu.

Wiesz u mnie to było tak, że niby jakieś symptomy były, i było jakies lekceważenie, złoszczenie się o nic, i za nic. Każdy pretekst był dobry aby się na mnei obrazić. Ale jednoczesnie cały czas mówiła jak bardzo mnie kocha.

Na dzień przed tym jak mi powiedziała, że mnie nie kocha, mówiła ..., że mnie kocha. NA DZIEŃ PRZED!!!

Także infinity wiem, jak to jest. Dla mnie to był totalny szok.

postaraj się odzyskać wiarę i stabilność.

6

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Z tym obrażaniem to wiesz, często faceci mówią, że kobieta sie obraża ( strzela fochy) bez powodu, choć dla kobiety ten powód jednak jest. To jest trochę tak, że faceci nie widzą niektórych problemów, a kobiety czasem widzą te, których nie ma. Spróbuj odróżnić to, że faktycznie na siłę chciała sie obrazić, żeby mieć pretekst do spławienia Cie czy było tak jak opisałam powyżej.

Ja nie uslyszałam "nie kocham". No ale jak ktoś tak postępuje to wiadomo, że nie kocha, przynajmniej nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Wolał własną wygodę, niż podjąc jakis chociaż minimalny trud.
No, ale za to jakieś pół godziny przed tym jak usłyszałam, że zrywa, powiedział, że chce ze mną być...;|
Chyba to pisałam w innym wątku już, że były to drugie zerwane przez niego oświadczyny i choć nie było mnie rzecz jasna przy pierwszych to z tego co mówił było jeszcze jako takie uzasadnienie, że do siebie nie pasowali, no tylko że on się nad tym zaczął zastanawiac PO zaręczynach z nią a nie PRZED, no a że ze mną to juz co innego, że jestem kobietą jego życia i że sobie to przemyślał. Co za kretyn! Czemu ja kocham tak bardzo takiego kretyna?! sad

Koala tak tu siedzę i czytam to forum od kilku godzin, przynajmniej nie płaczę. I utwierdziłam się w tym co Ci napisałam wcześniej, że jak się samemu nie zawiniło to nie można jeszcze walczyć i się płaszczyć. Więc poczekaj. Może sama przyjdzie, tylko żeby własnie nie wyglądało to tak, że lovelas z neta mnie nie chciał to z braku laku wrócę "na stare śmieci" i Ty się zgodzisz, no bo ją kochasz.


Heh tak sobie cwaniakuję, ale pewnie jakby teraz G. powiedział, że chce wrócić to bym skakała z radości pod sufit...Na tym forum widzę, że jest masa naprawdę dobrych rad, tylko trzeba jeszcze się złamać, żeby mieć siłę zamienić je na czyn. Ja od ponad pół roku chodzę do psychologa i widzę jak ciężko jest zacząć myślec zdrowo, szczególnie jak sie kocha za bardzo.

7

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

witaj,
ekhm jak się czujesz z faktem, że będąc w związku Twoja kobieta urozmaica sobie czas na portalach randkowych? nie obawiasz się, że to może się powtarzać? poza tym skoro szukala gdzieś indziej niż w Tobie to na pewno coś to oznacza, czegośjej brakowało ( racjonlanie lub irracjonalnie - punkt widzenia zależy  od . ... wiadomo czego) czy Ty wiesz czego jej brakowało? czy próbowaliście udoskonalać swój związek?

8

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Ininity ja właśnie też pochodzę z rozbitej rodziny, gdzie działy się rzeczy dalekie od normy. I raczej nie mam z rodziną silnych więzów. Stąd pewnie taka moja uczuciowość, która nie pasuje ogólnie do mnie (wszyscy myślą, żem twardy chłop). X zapełniła we mnie pustkę i bardzo walczyła o moje uczucie na początku. Masz racje teraz ten "twój facet" powinien walczyć o Ciebie a nie na odwrót. Z drugiej strony to osoba mało odpowiedzialna skoro doprowadza do zaręczyn a póżniej się wycofuje. To czas na wycofanie miał przed, zaręczyny to jednak taka pewność dla kobiety, że facet chce z nią być i myśli już o ślubie. Czyli naprawdę chamsko się zachował.

Do KGB: Jak się czuję z tym, że moja dziewczyna w końcowej fazie związku już szukała na portalu randkowym innych facetów? Cholernie żle. Wiem, że to też żle wróży. Ogólnie to dla mnie policzek. Ale masz racje czegoś we mnie brakowało skoro tak bardzo chciała być nagle z kimś innym. Może nie widziała ze mną przyszłości? Jak napisałem wpadłem w czarną dziure w życiu. Wiem również, że jej najlepsza koleżanka, która ma na nią ogromny wpływ jest osobą, która usłyszawszy o jej problemach ze mną mogła jej doradzić: znajdz sobie na necie innego faceta, tylu ich jest. Mam za to ogromny żal. Za to, że nigdy ze mną nie porozmawiała, że coś sie dzieje nie tak. Nigdy nie było jakiejś poważnej rozmowy o tym co trzeba zmienić, nad czym popracować; ot pewnego dnia przyjechała i powiedziała, że mnie już nie kocha ( a dzeiń wcześniej mówiła, że bardzo). Za tydzień przyjechała juz zła i agresywna i powiediząła, że zrywa. Teraz czuję, że w tym tygodniu musiała się z nim spotykać często, gdyz na rozstaniu była zmieniona...no i jej zachowanie. Ogólnie to mam poczucie jakbym całkowicie w jednej chwili poszedł na out. Mogła ze mną zerwać jakoś kulturalnie z szacunkiem, dając mi czas abym na tej decydującej rozmowie mógł z nią porozmawiać długo i sobie parę kwestii wyjaśnić. A to było tak, że wpadła 15 min. i że się śpieszy; a więc zerwanie ze mną to było między czymś a czymś.

Minimalna sprawiedliwość, że facet którym w którym była tak bardzo zakochana okazał się totalnym pajacem. Wiem, że przeżyła to bardzo. Bo to była z jego strony czysta zabawa, i mówiąc wprost facet posuwał dwie inne laski z portali w trakcie "związku" z nią. Ogólnie jak odkryła, że on ma ją w głębokim poważaniu i tyle mu zależy na niej jak rybie na ręczniku to była głęboko zraniona. Było to czuć i to wtedy miała chwilę słabości, ze do mnei przedzwoniła i mówiła bardzo miłe rzeczy. Oczywiście o tym wszystkim dowiedziałem się póżniej.

Czyli raczej nie wróży to dobrze, teraz nawet nie odpisuje na sms, nie zawsze odbierze telefon. Na każde ewentualne spotkanie na które byśmy się umówili, i tak zadzwoni i powie, zę coś jej wypadło i aby przełożyć; a póżniej te przełożone znowu aby przełożyć i tak w kółko.

Ja oczywiście nie bombarduję jej telefonami czy smsami. Nie skomlę. Raczej tak staram się zachowac kontakt. Spytałem czy nei chciała by się zbliżyć, powiedziała, że może spróbować. Ale nic za tym nie poszło. Teraz nie wie czy chce. Jest z jakimś gościem o którym mówi, że nic do niego nie czuje.

Nie wiem czemu tak bardzo dużo czuję do niej. Rozum mówi aby odpuścić totalnie, ale serce nie sługa...

9

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Jak dla mnie, dziewczyna zachłysnęła się pseudo powodzeniem, którego doświadczyła na portalu randkowym. Teraz tylu fascynujących mężczyzn, zabiega o jej względy... wink Pewnie doszła do wniosku, że zasługuje na kogoś ?lepszego?, niż Ty. Uważam, że aktualnie nie należy jej przeszkadzać w weryfikacji wyobrażeń z rzeczywistością. Niech popróbuje tego miodu... smile Myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy dziewczyna zrozumie, że ?lepsze? bywa wrogiem dobrego...

Tęsknota za obiektem uczuć, to normalna sprawa. Przestań jednak o nią zabiegać i zajmij się sobą. Masz w  planach otwarcie firmy i aktualnie skup się na tym. Będziesz miał  zdecydowanie mniej czasu na myślenie o niej... Dasz radę ! smile

10 Ostatnio edytowany przez koala fighter (2011-08-28 12:34:06)

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Tak masz rację, zasmakowała już w tym internetowym miodzie i stała się "singielką z aspiracjami". Ona zawsze miała jakies kompleksy mimo, iz jej mówiłem, ze jest atrakcyjną dziewczyną i bardzo mi się podoba (tak rzeczywiście było). Widocznie moje uznanie to było za mało. A na takim portalu to pewnie podbudowała swoje ego jak zdesperowani faceci szukający przygód/związku zaczęli do niej podbijać. Masz racje zasmakowała w tych emocjach; choć teraz ma już jakiegoś kolesia z którym jak się wyraziła "spotyka się". Mówi, że teraz ona się chce kimś pobawić (trauma po e-darlingowym lovelasie). Nie wiem co jej odbiło, przeszła gruntowna transformacje na gorsze. Wpadła w złe towarzystwo fałszywych przyjaciółek + najlepsza kumpela i matka- terrorystka emocjonalna.

Rozum mi podpowiada, że raczej już nie zatęskni. Ja mogę dla niej już pewnie nie istnieć.

Wiem, że teraz to ja powinienem być dla siebie najważniejszy. Muszę się skupić na odbudowie własnego życia i naprawić dewastacje jakie wyrządziło we mnie brak stabilnej pracy oraz wyrzucenie z życia osoby, którą się kochało na zabój.

Wiem, że dla kobiet nie ma nic bardziej atrakcyjnego niż facet, który odnosi sukcesy. Wiem, że muszę odzyskać kontrolę nad własnym życiem.

Szkody emocjonalne jakie X wyrządziła mogą juz być nieodwracalne bo ja zwyczajnie nie wierzę w jakieś głębsze emocje. I nawet teraz stojąc u progu nowej relacji zaangazownanie dziewczyny nie robi na mnie wrażenia, bo uważam to podświadomie za jakiś teatrzyk. Ale cóż może  przyjmując takie podejście do życia i uczuć nabiorę większej męskości:)

X ciągle mnie zbywa nawet wtedy, kiedy dzwonię z technicznymi sprawami takimi jak uregulowanie naszych rzeczy.

Mam wrażenie, że ona potrzebuje albo psychiatry albo egzorcysty bo taka przemiana jaka się u niej stała to coś CHOLERNIE NIEBYWAŁEGO! SZOK, ŻE MOŻNA TAK SIĘ ZMIENIĆ!

11

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....
koala fighter napisał/a:

Wpadła w złe towarzystwo fałszywych przyjaciółek ...

Muszę Cię zmartwić, ona w nic nie wpadła... jej takie towarzystwo, zwyczajnie odpowiada. Myślę, że jest dużo prawdy w powiedzeniu,  że dobrego karczma nie zepsuje, a złego kościół nie naprawi smile

Może jak piszesz, dziewczyna aktualnie przeżywa transformację osobowości, a może znudziło się jej maskowanie ? Jakby nie było... razem już Wam, nie po drodze. Czas na zmiany. Widać są one Tobie potrzebne, chociaż jeszcze tego nie dostrzegasz... wink Nie zamykaj się też, na nowe relacje  i nie odgrywaj na innych dziewczynach, za grzechy swojej byłej. To do niczego dobrego Cię nie doprowadzi. Bądź ostrożny ale otwarty na nowe uczucie smile

12

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Dzięki Volver. Sam nie wiem jak to z nią jest. Może taka była a tylko ze mną się maskowała? Ja w sumie taki rys "zła" zawsze w niej widziałem, odkąd sie poznaliśmy wiedziałem, ze w niektórych sprawach jest bardzo bezwzględna. Ale mi to nie przeszkadzało dopóki była mi oddana. I wierzyłem, że ja ją uchronię od tej tej cząstki osobowości.

Nie zamykam się na nowe relacje. Ale mi trudno uwierzyć w głebsze uczucia. W nowej relacji jak "ta" dziewczyna mówi mi, że jestem wyjątkowy i mnie nie odpuści to szczerze ale mam ogromne poczucie dyskonfortu, nawet ją poprosiłem aby tak nie mówiła, bo X mi takie rzeczy mówiła dzień w dzień (do pewnego czasu) i to mnie już tylko rozzłaszcza.

Także zniszczenia emocjonalne są cholerne. Nie chcę sie mazać jaj baba, ale ta kwestia to jest tak zdewastowana, ze sam nie wiem czy będę umiał jeszcze z kims być i komuś zaufać.

13

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Liczysz na to ,że wrócicie do siebie i Ty będziesz z TĄ dziewczyną, która jest zamknięta w piwnicy?.. tej dziewczyny juz nie ma.. poczytaj co sam piszesz na jej temat...chcesz takiej dziewczyny?  doceń tą osobę, która poznałeś.. przemyśl czy nie warto spróbować?

14

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....
Malwina69 napisał/a:

Liczysz na to ,że wrócicie do siebie i Ty będziesz z TĄ dziewczyną, która jest zamknięta w piwnicy?.. tej dziewczyny juz nie ma.. poczytaj co sam piszesz na jej temat...chcesz takiej dziewczyny?  doceń tą osobę, która poznałeś.. przemyśl czy nie warto spróbować?

niestety coś w tym jest. Tak, tej dziewczyny juz nie ma, choć neiraz coś tam przebija od niej. Może to było tak, że jak była we mnie zakochana to była taka jaka była, ale jak już opadły te wielkie emocje (jak w każdy związku opadają motylki w brzuchu) to wróciła do normalnej kondycji. Może? Tęsknię nieraz za nią. Ona teraz jest z kims innym. Rozmawialiśmy i choć wczesniej mówiła, ze go nie kocha, to teraz powiedziała, że nie jest to wielkie uczucie, ale on by dla niej wszystko zrobił, i że może uczucie przyjdzie z czasem.

A z nową osobą, jest mi na razie dobrze, ale nie umiem jeszcze jej pokochać, bo zdaje sie żałoba jeszcze nie opadła. Ale bardzo dobrze się z nią dogaduje, dobrze nam się rozmawia.

15

Odp: Moja historia...nie wiem co dalej....

Jhunki hunkestem wdową mam dwie córki, jedna wyszła za mąż ma dwoje dzieci druga jest chora ma niepełnosprawność umiarkowaną. druga córka mieszkała w warszawie ma tam dom . Zostawiła tam wszystko i wróciła do mnie .BARDZO MNIE GNĘBI i chorą siostre nie daje pieniędzy na życie na rachunki jest bardzo niedobra żle mnie traktuje czasami mnie ubezwłasniawalnia. poniża dręczy siostre ćcieia wszystko muszę płacić co mam robić. pomóżćcie.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia...nie wiem co dalej....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026