Postanowiłem podzielić się swoją historią i zasięgnąć rady co robić dalej....
Otóż byliśmy ze sobą 1,5 roku. Był to bardzo intensywny czas. Wiele słów, wiele deklaracji, wiele magicznych chwil, planowaliśmy razem przyszłość, to co będziemy mieli w naszym wspólnym mieszkaniu itd. Pod wieloma względami takimi jak poczucie humoru byliśmy tacy sami. Ona mówiła, ze to miłość jej zycia, ze nigdy jeszcze czegoś takiego nie czuła.
Był jednen problem, który powstał..,moje problemy z pracą (zwolniony zostałem z powodów strukturalnych). Po zwolnieniu nie potrafiłem się odnaleźć. Chodziłem na rozmowy, na różne castingi...ale opuściło mnie szczęście. Co byłem blisko, albo przeszedłem do jakiegoś wyższego etapu to ....nic z tego. Dorabiałem sobeio różnymi rzeczami, były jakies umowy tymczasowe. W niektórych miesiącach zarobiłem normalną pensje, w niektórych nic. Ogólnie występowała u mnie frustracja i zaniżona samoocena. Ona znalazła pracę....w sfeminizowanym środowisku.
I to chyba był gwóżdz do trumny. Dodam jeszcze, że X (tak będę ją tu nazywał) ma bardzo toksyczną i zgorzkniałą matkę, która jest nieobliczalna oraz silną psychicznie koleżankę przez którą jest zdominowana. Po jakimś czasie okazało się, ze X nie ma już w ogóle czasu na nasze spotkania. Mówiła, ze a to jest zmęczona, a to musi coś do pracy zrobić...wiecznie nie miała czasu. A jej praca to po prostu normalny 8h etat. Ona zachowywała się jakby pracowała 15h w kamieniołomach ("nie mam siły", "spotkajmy się innym razem" itd).W weekendy były zaś jakies sprawy rodzinne (problemy z dziadkami). Osobiście nigdy tego nie łykałem do końca. Bo miałem przekonanie, ze gdyby była w niej wola spotkania to by ten czas znalazła. Poza tym ona zaczeła mówić o wspólnym spotkaniu jako chyba o dodatkowej pracy. Bo jak była zmęczona to ten fakt jakby wykluczał nasze spotkanie. I zaczeły się wspólne wypady z nowymi koleżaneczkami...a to grill a to jakieś wyjście do clubu.
Tymczasem jej matka zaczęła byś mi przeciwna, mówić, że ze mną nie ma przyszłości.
Byliśmy umówieni na weekend X nie przyjechała, dzwoni i mówi, że źle się czuje. Ja zły bo to już było 10. pod rząd odwołane spotkanie. Ona na to, że bardzo, bardzo mnie kocha. Następnego dnia przyjeżdża do mnie spóźniona parę godzin (była u swojej najlepszej kumpeli). I mówi, że nie wie czy chce ze mną być, nie wie czy mnie kocha...Daliśmy sobie tydzień czasu...I to był najgorszy tydzień w moim życiu. X na każdy kontakt reagowała agresją, wyzwiskami, krzykiem, złością ....byłem w ciężkim SZOKU!!!!!!Umówiliśmy się przyjechała spóźniona o 2 godziny (była oczywiście u swojej najlepszej koleżanki) na uwagę, że czuję się lekceważony zareagowała wyzwiskami i przekleństwami w moim kierunku. Rozmawialiśmy z 20 min., płakaliśmy, powiedziała, że nie ma czasu na dłuższą rozmowę, ze sobie to odbijemy kiedy indziej.
Pózniej okazało się, że jej nowe kumpele z pracy za plecami ją obgadują. I w taki sposób doszło do mnie, że X zarejestrowała się na portalu randkowym, gdzie poznała jakiegoś pajaca. Gość był jakimś 3-rzędnym Casanovą (stale obecny na 3 portalach randkowych). Jej koleżaneczki twierdza, że poznała go jak jeszcze była ze mną (teraz przypominam sobie, że pod koniec związku zaczeła chodzić na solarium, zmieniła fryzurę itd). Gość pobawił się trochę nową zabaweczką robiąc w międzyczasie 2 inne laski. Po gorącym romansie została z niczym. Zadzwoniła do mnie i nic nie mówiąc zaczeła mówić, że jej mnie brakuje, naszych chwil i tak dalej. Nawet powiedziała, że chyba do mnie na noc przyjedzie bo jest umówiona na wino u swojej najlepszej koleżanki, ale póżnej stwierdziła, ze nie wie czy ta ją puści. Ale jej przeszło i pare dni póżniej była już zimna i arogancka.
Znalazła innego kolesia na portalu (jej koleżanki obgadują ją pełną parą, a osoba, którą znam/znałem jest w ich towarzystwie więc siłą rzeczy to do mnie dochodzi.
I teraz nie wiem czy starać się ją odzyskać. Nie wiem czy to ma sens. Kochałem ją z całego serca i duszy. Uważałem za drugą połówkę. A ona w ten sposób mnie potraktowała. Wiem, ze były błędy po mojej stronie, nie jestem leniem, w tym roku może dostanę dobrą pracę w innym mieście, mam także konkretny plan otworzenia firmy (mam już pomysł i wspólników). Cały czas się staram. Poznałem nową osobę (zastanawiam się czy się z nią nie związac), która mi mówi, że jest pod dużym wrażeniem mojej walki, pomysłowości i ambicji, i że wierzy, że w końcu osiągnę to co chce; wierzy we mnie.
Ja jednak wracam myślami do X. Tęsknię. Z jednej strony widze u niej totalny brak chęci aby się jakoś zbliżyć. Jest z innym kolesiem, mówi, że go nie kocha. Dowiedziałem się także, że jej najlepsza koleżanka (myślałem, że moja też) gorąco jej odradzała aby ze mną była. I tu jest problem X jest osobą niesamodzielną, aby sie do niej zbliżyc musiałbym chyba zbliżyć się do jej koleżanek. Najlepsza kumpela X to osoba mało wrażliwa, która innej koleżance na problemy małżeńskie doradziła znalezienie sobie kochanka i dobry sex. To ona doradziła X portal randkowy. Czuję, że również kibicowała w ewentualnej zdradzie mnie (X twierdzi, że tego nie zrobiła, jej koleżaneczki rozpowiadają, że tak). X jest pod wpływem toksycznej matki, cynicznej koleżanki i kumpelek z pracy co się z niej wręcz nabijają i mają rozrywkę jej kosztem i jej "przygód".
Sam nie wiem czy próbować do niej wrócić i szukać z nią kontaktu (raczej nie jest skora) czy sobie odpuścić. Z jednej strony potraktowała mnie jak śmiecia, z drugiej tęsknię. Może powinienem skupić się na rysującej się nowej relacji i swojej przyszłości o którą cały czas walczę. Jak rozmawiam z X jest w niej prawie 0 chęci spotkania czy rozmowy. Mam wrażenie, że mój głos budzi w niej złość. Że jest inną osobą niż ta za którą tęsknię.
Gdy chciałem wziąć swoje rzeczy od niej powiedziała, że nie ma czasu. Pomimo, iż byliśmy umówieni (ja pożyczyłem samochód) olała mnie. Wtedy w złości jej powiedziałem co wiem, o tym jak jej koleżanki się z niej nabijają i jak ją obgadują. Parę dni później powiedzieliśmy, ze może postaramy sie do siebie zbliżyć (nie wrócić ale zbliżyć aby sprawdzić czy nasze rozstanie to nie jest błąd). Ale ona zachowywała się tak samo: ciągły brak czasu (teraz wiem, ze jak kiedyś mi mówiła o braku czasu to miała go full dla swoich koleżaneczek i pajaca z netu), lekceważenie. Ostatnio gadaliśmy przez telefon to powiedziała, ze nie wie czy chce się z bliżyć. Że musi to przemysleć. Sam nie wiem czy jeszcze próbować czy dać sobie z nią spokój (nie takie proste). Mam wrażenie, że kiedyś była całkowicie inną osobą, a teraz jest najgorszą wersją siebie. Wiem, że jest w stadzie wilków, ludzi, którzy niekoniecznie chcą dla niej dobrze. I chyba oni są ważniejsi.
Może coś poradzicie?