Witam jestem w związku od 6 lat mój obecny partner wielokrotnie nie wracał do domu, ponieważ nie miał siły, bo tak się upijał, że lądował przeważnie u znajomych lub u rodziny. Nie było to często, ale odkąd wrócił z Niemiec stał się innym człowiekiem. Na początku to było oki, ale odkąd poszedł do pracy zaczął coraz częściej popijać. Postawiłam raz ultimatum albo ja albo alkohol, ale to nie trwało długo. Po jakimś czasie znów sięgał po alkohol. Nie wiem czy to jest to, że jest uzależniony, czy tam panuje takie towarzystwo, które wyciąga, czy on po prostu gdzieś zbłądził ,czy cos mu nie wychodzi w życiu, czy się załamał. Nie wiem jak to napisać, nie wiem jak to nazwać, coś z nim się zaczyna dziać, a ja nie jestem w stanie mu pomóc, choć wiem, że on potrzebuje tej pomocy. Proszę o jakieś rady, co ja mam w takiej sytuacji zrobić, gdzie się udać i z kim o tym porozmawiać, bo szkoda chłopaka.
Staraj się nadawać tytuły adekwatne do treści. Proszę Cię abyś zwracała uwagę na pisownię i stosowała interpunkcje, ponieważ ciężko się czyta takie posty.
Moderatorka-apoteoza
Podobne tematy
Jeżeli Twój partner jest dorosłym człowiekiem (a tak podejrzewam), to bez jego zgody nie dostaniesz skierowania na jego jakiekolwiek leczenie.
Możesz zaproponować mu kontakt z: psychologiem, psychiatrą, grupą AA.
tyle to ja wiem ale on niechce o tym słyszeć bo powiedział ze jest dorosły i nie potrzebuje jakij kolwiek pomocy bo jeszcze ma kontrole ale tak kazdy mowi a potem jest juz za póżno na cokolwiek więc jak tu go zachecić jak znam zycie to dla kazdego faceta to wstyd ze pojsc i oddac sie w rece jakigos specjalisty bo co powiedzą koledzy ja widze ze w tym środowisku gdzie pracuje on sie nie odnajdzie i nie podejmie zadnych kroków zeby to zmienic i własnie to jest najwiekszy problem moze to bedzie radykalne posuniecie z mojej strony ale poprostu usunę go z mieszkania i albo zrozumie albo popłynie poniewaz ja juz tak dłużej zyć nie moge tak z nieodpowiedzialnym człowiekiem i tu sa dzieci wiec ja musze mysle tylko o nich i ta energie która on pochłania kiedyś moze mi nie starczyć na dzieci a dzieci sa moim całym życiem>
Jestem cała "za" tak radykalnym stawianiem sprawy alkoholikowi.
I, proszę, używaj znaków interpunkcyjnych. Bardzo trudno czyta się takie kilka linijek bez kropek, przecinków, itp.
Trzymam kciuki. ![]()
Czyli jak zrozumiałam powinnam tak zrobic popostu wyrzucić z domu i postawić wszystko na jedną kartę.
Czyli jak zrozumiałam powinnam tak zrobic popostu wyrzucić z domu i postawić wszystko na jedną kartę.
A jak inaczej sobie to wyobrażasz? Masz go głaskać po główce? Czy prosić, żeby przestał pić, on będzie obiecywał, tydzień będzie trzeźwy, a potem znów wpadnie w cug. I tak na okrągło. Jak nie osiągnie dna to się nie ogarnie. To podstawowa zasada.
Czyli jak zrozumiałam powinnam tak zrobic popostu wyrzucić z domu i postawić wszystko na jedną kartę.
Jest to jedyny, najbardziej (jeśli już) motywujący. Determinacja jest najlepszym motywatorem.
Głaskanie po głowie, choć przyjemne, niekoniecznie jest skutecznym środkiem.
Współczuję Ci mam ten sam problem , tylko masz ten plus że możesz go wyrzucić z tego co zrozumiałam to twoje mieszkanie . Ja niestety mieszkam u teściowej wiec nie mogę go wyrzucić . Z tego co się dowiedziałam taki sposób jest najlepszy dla alkoholika , nie zastanawiaj się bo lepiej nie będzie tylko coraz gorzej (wiem co mówię ) Powodzenia trzymam kciuki:)
Dziękuje za mądre rady, tez jestem tego samego zdania tak zwlekałam z nadzieją ,że jednaj sie ogarnie i da spokój ,ludzie nie taki mają problemy tzn brak zdrowia i itp i itd a ten poprostu miał za dobrze wszystko miał jego obowiązkiem było tylko zapracować pieniadze, że utrzymać rodzine. No ,ale cóż widocznie taki los spotyka takie dobre kobiety. Jedno jest pewne nie można być za dobrym trzeba umieć postawić sobie jak i zarówno facetowi granice i jesli ją przekroczy to potem trzeba być konskwetnym w tym i nie ulegać. Już zmieniłam zamki także czego go niespodzianka a reszta sie jakoś potoczy, jakoś będzie trzeba myśleć też o sobie a nie tylko skupiąc się na nich wróci , czy nie wróci , przyniesie kasę , czy ką przepiję już dosć oszukiwania siebie są jeszcze dzieci i to jest najważniejsze>
Dobroć człowieka nie polega na naskakiwaniu, usługiwaniu i wyręczaniu w obowiązkach. To, przepraszam, głupota.
Dobry człowiek wszystkich traktuje jedną miarą, siebie też.
Trzymam kciuki ![]()
nie jestem pewna ale moj patrner ma chyba problem z alkoholem... teraz jest w delegacji i czesto tam piją nawet w pracy w trasie gdy jedzie stąd pól polski do miejsca pracy .po pracy z nudów ....on ma chyba problem ja nie będę tego tolerowała...on uważa oczywiscie ze nie ma problemu ,przecież każdy tam pije...co robic:(
Odpowiedż sobie na pytanie czy ty go kochasz? bo wiesz oni zazwyczaj mówią, ze niema problemu ale jednak ten problem jest. Jeśli ktoś nie potrafi odmówić to już nie jest dobrze. Tak zaczęło się z moim partnerem.Jak wrócił z niemiec wszystko było oki dopóki nie poszedł do pracy i wtedy zaczęła się gehenna. A najlepsze jest z tego ze juz 5 dzień nie daję o sobie znaku pomimo, że ma telefon i niewiadomo co z tym zrobić. Są to trudne sytuacje , ale jeśli to są poczatki to jest jakaś szansa dla niego i ciebie ,ale ty musisz wiedzieć czego tak naprawdę chcesz. Jak go kochasz to walcz z nim o to jeśli nie to poprostu daj sobie spokój , póki jest wczesnie i niema jeszcze dziecka. Z własnego doświadzcenia wiem , że jakbym mogła cofnąć czas nigdy bym się w to nie wpakowała oj nie.
własnie kocham Jego bardzo,związek z nim nie należy do łatwych i sielankowych .on w tej delegacji ma byc rok czasu...i albo popłynie albo to powstrzyma.ja już powiedziałam jemu co o tym myślę on traktuje to jakby się nic nie stało a daje mu do zrozumienia że ma problem z tym,myślę o tym człowieku poważnie ,chcę z Nim spędzić resztę życia ale za dużo juz rys na Jego obrazku i coraz więcej wątpliwości co dalej...będe starała się jakoś mu pomóc ,przemówić do rozumu jak nie pomoże to koniec,nie mam zamiaru żyć z alkoholikiem.napatrzyłam się na to w życiu...nasz związek i tak ma troche problemów i jeszcze alkohol do tego;/ a jak sobie Ty radzisz?
Słuchaj ja próbowałam na wiele sposobów ale było troche spokoju a za jakis czas kończyło się podobnie.Ale z nimi tak jest jak zadawałam pytanie dlaczego tak robi to zawsze było niewiem albo chce albo znów mam jakis problem ja nie on i to tak się odbywało. Ja poprostu za szybko odpuszczałam i teraz mam to co mam jestem juz 5 dni sama i niewiem czy on żyje czy chodzi do pracy czy masz kogoś i ma wszystko gdzieś naprawde niewiem co ja mam myśleć poprostu jak sie wypijął na mnie to niech wprost powie zadzwoni umówi sie na zabranie wszystkiego i juz i trzeba żyć dalej ile mozna skupiać na komś, a i tak ja sie wypiąc to to zrobi i bedzie miał w nosie jak ty to przechodzisz oni juz tacy sa , odchodze wtedy kiedy zadużo wymagasz od nich kiedy się ciągle o coś czepiasz i itp. Najprosciej to cidoradze tak póki masz czas to się wycofaj naprawde bo to bedzie mało chwil wspaniałych a za dużo przykrych.W końcu w tym wszystkim zapomnisz o sobie a to ty jesteś najwazniejsza a nie on nie zapominaj o tym , bo ja zapomniałam troche i zaczynam budować to na nowo ale jescze to troche potrwa. A ty jesteś wogóle z Płocka.
A jeszcze jedno z czasem nauczy się człowiek z tym żyć i to jest głupie , bo życie ma się tylko jedno i powinno się je przeżyć tak żeby było co wspominać, a nie zastanawiać się czy ci facet wróci czy nie?????ja powiedziałam sobie dosc nim dawałam radę i jeszcze nieraz było tak ze ja utrzymywałam wszystko , więc teraz też dam radę co nas nie zabiję to nas wzmocni!!!!!!! I TEGO TRZEBA SIĘ TRZYMAC JESZCZE TYLE ŻYCIA MAMY DO PRZEŻYCIA!!!!!!!!
A jeszcze jedno z czasem nauczy się człowiek z tym żyć i to jest głupie , bo życie ma się tylko jedno i powinno się je przeżyć tak żeby było co wspominać, a nie zastanawiać się czy ci facet wróci czy nie?????ja powiedziałam sobie dosc nim dawałam radę i jeszcze nieraz było tak ze ja utrzymywałam wszystko , więc teraz też dam radę co nas nie zabiję to nas wzmocni!!!!!!! I TEGO TRZEBA SIĘ TRZYMAC JESZCZE TYLE ŻYCIA MAMY DO PRZEŻYCIA!!!!!!!!
GRATULUJĘ!
Mocno trzymam kciuki za Ciebie ![]()
nie ja jestem z mazowsza . to na prawdę jesteś silna że dałaś rade odejść ja pewnie odejdę jak nastąpi jakaś "tragedia" taki punkt kulminacyjny coś nie wybaczalnego,lubię tez popadać w paranoje i widzieć wszystko w ciemnych barwach ;/ i często panikuje bez potrzeby .także daje temu czas i zobaczę co dalej,na razie zbyt wcześnie na jakikolwiek ruch.z tego co piszesz to też bym dała sobie spokój ,jak facet nie odzywa się od tylu dni to jest nie ciekawa sprawa, a o nerwach już nie wspomnę ...mój raz zniknął na dzień i odchodziłam od zmysłów powiedziałam mu że ostatni raz takie coś ,na pewno drugi taki wyskok byłby nie wybaczalny z mojej strony(tak mi się wydaje...),Ty i tak wiele wytrzymałaś.trwałaś przy nim a on nic z tym nie zrobił;/ mimo że wiedział że jest chory ehh...alkohol tak gubi i zmienia ludzi jak nic innego
Widocznie tak musiało być , ale teraz wiem gdzie jest u swojej siostrzyczki , która zawsze przyczyniała sie do rozwalania kazdego zwiąku przetrzymując go ok ja sobie poradze i jakoś trzeba zyć dalej ale pamiętaj jak facet raz coś zrobi to zrobi to i drugi i następny. Także trzymaj rękę na pulsie i to ostro ale z drugiej strony to chcesz marnować życie na takiego człowieka. Ja juz powiedziałam sobie dość i zaczynam nowy rozdział w swoim życiu to tyle.
myśl tylko i wyłącznie o dzieciach. To one cierpią najbardziej. Jeżeli są jeszcze malutkie to oszczędź im takiego widoku, kiedy tata wraca z pracy pijany i się awanturuje. W przyszłości odbije się to zarówno na ich zdrowiu fizycznym jak i psychicznym. Jeżeli jesteście małżeństwem to masz zdolności prawne, żeby skierować go na odwyk. Tylko musisz pamiętać o jednej rzeczy: przyjmą go na tzw odtrucie, (ok 2 tyg.) po tym okresie jest terapia. Nadal pozostaje w ośrodku zamkniętym, ale pracuje nad swoją osobą. Mnóstwo spotkań z psychologami itd., którzy pomagają ludziom uzależnionym wyjść z nałogu. Jeżeli skierujesz swojego męża na odwyk to po odtruciu wcale nie musi zostać, nie mają możliwości zostawić go tam siłą. cały ten proces jest bardzo skomplikowany. Porozmawiaj z jego mamą , może ona Ci pomoże. Przede wszystkim rozmawiaj z dziećmi, wytłumacz im to na ile będziesz mogła. One muszą wiedzieć, że tato nie jest zły itd, tylko, że jest chory i potrzebuje pomocy.
Własnie to jest w tym problem ,że on niejest moim mężem tylko partnerem życiowym , z którym jestem już od 6 lat ,a dzieci tez nie sa jego , ale bardzo są do niego przywiązane i on też z nimi nigdy niezrobił im krzywdy wrecz przeciwnie ,nigdy nie przychodził i nierobił awantur , wolał nie wrócić niż dzieciaki miałyby go widzieć pijanego , ale najgorsze jest ,że dzieci pytają gdzie jest i co ja mam im wtedy odpowiedzieć ,a dzieci juz nie są takie małe bo mają po 11lat i 8 lat i już dość rozumieją, także tak to jest ,a jego matka mi napewno nie pomoże , bo nigdy nieakceptowała naszego związku. I tu jest problem , a on powiedział , że nie potrzebuje pomocy , bo wie kiedy moze wypić , a kiedy nie i nikt nie ma prawa robić z niego alkoholika. Także ręce związane , a ja poprostu już niemam siły na dalsze niańczenie jego i zastanawianie sie czy dzis wróci czy nie , ale z tego co wiem to jest u siostry i pow ,że niewraca bo ja mu dałam do zrozumienia , że ma niewracać co jest nieprawdą , ale to już jego wybór skoro potrafi nie pić od pon do piątku to jego zdaniem on nie potrzebyje żadnego leczenia. No trudno ja juz mam dość niech radzi sobie sam, może w ten sposób zrozumie co stracił i albo się obudzi , albo nie to zostawiąm w jego rekach ja chciałam pomóc odmawiał tej pomocy , może jak znajdzie inna kobiete to może ona będzie miała na to wpływ bo ja już jestem bezradna.
To jest Twoj partner ja nie moge sie domyslac z jakiego powodu zaczął pić...rozmawiałąs z nim? Wykazuje jakąś chęć rozmowy?
Witam coś Tobie poradzę i to bardzo mądra rada uciekaj od niego jeśli czujesz że nie możesz mu pomóc nie daj się wciągnąć w jego chory świat.A już na pewno nie wież w to że się z mieni że to wina przyjaciół że on taki jest alkoholicy tak mają oni wszędzie widza winę tylko nie w sobie.
Żeby zerwać z jakimkolwiek nałogiem trzeba ogromnego samo zaparcia i trzeba przede wszystkim widzieć że ma się problem a on tego nie widzi na razie. Nie wierz w to że potrafisz mu pomóc tu potrzeba profesjonalna pomoc życie z alkoholikiem to utopia to zaklęte koło. Tylko nie licznym udaje się zerwać z nałogiem nie lituj się nad nim może to okrutne co powiem ale taka jest prawda.
Jesteś młoda masz szanse spotkać kogoś bez problemów bo walka z alkoholem to walka z wiatrakami nie skazuj siebie i twoich przyszłych dzieci na takie życie nie warto bo będziesz cierpieć on będzie cholernie dużo obiecywał a jego słowa będą coraz mniej znaczące i nim się obejrzysz a minie ci piękne życie cała młodość która trafia się raz. Miłość miłością ale tu ważne jest TWOJE ŻYCIE zastanów się nad tym poważnie żebyś nie żałowała a wiem co mówię obserwując życie bliskiej mi osoby pozdrawiam Muszka28
Witajcie dziewczyny.Wiele problemów,które opisujecie nie jest mi obcych,a to że się pojawiam w waszym gronie świadczy o tym,że z pewnością się nie skończyły.Jeśli chcecie ratować swoje nie do końca zdrowe związki,najlepszym co możecie zrobić to udać się na spotkania Al-Anon- czyli dla rodzin osób pijących.Tam dokładnie objaśniają czym kierują się alkoholicy i jak nie dać się wmanewrować w ich grę,jak z nimi postępować na co dzień.Dowiecie się również,że nasze dobre serca pomagają im pić.Tak jak ktoś już tu pisał-alkoholik musi osiągnąć dno,by się od niego odbić.Kiedy na spotkaniach opowiadałyśmy nasze historie wszystkie czułyśmy jakby była mowa o jednym i tym samym człowieku.Czasem trzeba zacisnąć pięści,stłamsić łzy i być konsekwentną.Niestety tego ostatniego mi zabrakło i wpuściłam zbyt wcześnie swego partnera z powrotem do swego życia - pościemniał,ukorzył się,poprosił o pomoc i dałam się złapać.Historia po jakimś czasie zaczęła się powtarzać.Dziś jednak dzięki tym spotkaniom W Al-Anon nie zastanawiam się czy ze mną jest wszystko OK,bo ciągle on mnie o wszystko oskarża- jeśli tu jesteśmy i widzimy czyjś problem z piciem to na pewno z nami jest wszystko w porządku. Z całego serca Wam doradzam te spotkania.Sama znowu się też pewnie wybiorę. Pamiętajcie- idziemy tam by odbudować siebie a nie wyleczyć alkoholika(to akurat zależy wyłącznie od niego)-bo tylko silne i pewne siebie możemy stawiać opór chorobie alkoholowej i jej konsekwencjom.Mój jak wytrzeźwieje zapewne dostanie bilet w jedną stronę tym razem na dłuuuugo lub na zawsze-przynajmniej tyle będzie mojej konsekwencji :"Nie zgadzam się na alkoholizm w domu, a jeśli ty chcesz być jego źródłem- nie zgadzam się na ciebie.To moje prawo wyboru.Chcesz to pij, ja nie muszę się temu przyglądać". Pozdrawiam cieplutko was wszystkie.
24 2011-12-27 00:48:41 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-12-27 00:53:45)
Niestety mój mąż też ma najwyraźniej problem z alkoholem. Być może jest na początku "tej drogi do nikąd", ale pewne "objawy" od dawna mnie niepokoją i nie bardzo wiem jak mu pomóc i czy w ogóle da mu się pomóc. Przechodząc do setna sprawy-pije codziennie przynajmniej jedno piwo a przed wypiciem piwa "w ukryciu" drinka. Praktycznie codziennie musi ze sobą mieszać trunki. Przynajmniej 2 razy w tygodniu upija się, pije sam, bądź w pubie z kolegami. Dziś też leży już upojony wysky. Nie raz się już wywrócił, twierdząc, że "schody były za śliskie". Nie dochodzą do niego żadne argumenty, uważa, że wszystko ma pod kontrolą i , że jak nie pije od rana tylko wieczorem to nie znaczy, że jest alkoholikiem. Chowa po kątach różne trunki, a ja znajdując je zaraz je wyciągam i pokazuję, że widzę; mówię, że oszukuje tym siebie nie mnie, ale on nic. Nie wiem co robić. Mój ojciec też miał problem z alkoholem (choć wydawałoby się, że wykształcony, zawsze dobrze i ciężko zarabiający-taki był mój obraz widzenia świata) i sięgnął dna, odbił się od niego będąc już w starszym wieku i widziałam jak wygląda to "dno". Nie chciałabym, aby mąż kiedyś to cholerne dno osiągnął, ma dopiero 33 lata, życie już kiedyś nam się posypało, a teraz jeszcze to jego picie. Czasem zrzucam winę na siebie-że może to ja jestem winna temu, że pije, z resztą sam kiedyś stwierdził, że gdybym była "inna" to by nie pił. Wiem, że nie powinnam tak myśleć, bo "ratując" ojca- od specjalisty słyszałam, że alkoholik zawsze znajdzie winnego a nie siebie. Szukałam pomocy w jego rodzinie-bagatelizowali sprawę, bo on zawsze naopowiadał im, że ja sobie wymyślam. Dziś zobaczyli jak wyglądał i naprawdę się zdziwili, że jednak bezpodstawnie nie oskarżam go o picie. Widok przykry, również dla mojej córki. Na domiar tego-on nie ma jakiegoś konkretnego celu w życiu, nie pracuje od 2 miesięcy, zarabia dorywczo i zastanawia się nad założeniem firmy, jednak nie ma obowiązku rano wstać i iść do pracy. Szuka pracy, ale kto go przyjmie, jeśli na 7 w pracy się nie stawi, bo będzie "wczorajszy". Z wielu opresji w życiu go ratowałam, ale wydaje mi się, że tym razem nie dam rady. Owszem, mam siły, lubię pomagać, ale to co się obecnie z nim dzieje- siły powoli mi odbiera. Samej zaczynają mi się kłopoty zdrowotne i sama muszę o siebie zadbać. Siedzę bezradna i naprawdę nie wiem co robić??!!
1. poczytaj w internecie o osobach współuzależnionych - to Ty.
2. przeczytaj o zachowaniach współuzależnionych, które, wbrew intencjom, wspomagają picie.
3. skontaktuj się z poradnią ds. uzależnień - tam prowadzona jest terapia dla osób współuzależnionych.
26 2011-12-27 12:39:01 Ostatnio edytowany przez Liwia (2011-12-27 12:39:47)
Być może ja przesadzam, nie wiem. Mam mętlik w głowie. Może ja stwarzam takie sytuacje, że on pije, może ja nie potrafię stworzyć rodziny takiej jak on sobie życzy, nie wiem.....
Nocka była dość ciężka dla mnie. On tylko zapytał, dlaczego spałam w innym pokoju, a na moją ciętą ripostę na jego wczorajsze upicie się usłyszałam, że ja jestem dla niego problemem, z którym musi coś w końcu zrobić (gdzie 2 tygodnie temu wyznania miłości mi takie prawił, że szok!!)
Rano zadzwoniłam też do poradni uzależnień alkoholowych, zapiałam się sama na jutro, ale powinien być to mąż, a nie ja, jak powiedziała mi pani w rejestracji. Tyle, że uparłam się, że ja przyjdę, bo mąż za nic w świecie tego nie zrobi.
Zastanawiam się co jeszcze mi życie przyniesie, na razie wciąż coś. Nie mam spokoju żadnego, już nie mogę go w sobie odnaleźć i czuję bezsilność wobec siebie i wszystkiego dookoła. To co w sobie mam, to ostatni dech na ratowanie siebie. Kiedy cofnę się do tego jaka kiedyś byłam-to nie dowierzam w to kim jestem teraz. Chciałabym w końcu mieć poczucie spokoju i stabilizacji. Wiem, że być może jestem nudnym człowiekiem, czasem może nawet dołującym...ale chyba też zasługuję na odrobinę szczęścia.
Dzięki Wielokropku, że jesteś...
27 2011-12-27 15:06:10 Ostatnio edytowany przez ewakrysi (2011-12-27 15:08:49)
Dziewczyny gońcie alkoholików jak najdalej od siebie i od waszych dzieci. Litość to najgorsze co możecie zrobić. Człowiek "tonący " w alkoholu pociąga za sobą najbliższych i nie żal mu nikogo- byle dalej móc pić. Całą swoją energię poświęca manipulowaniu wami, oszukiwaniu, poniżaniu, byle trwać w tym chorym związku,bo mu tak wygodnie i jest to doskonała przykrywka przed społeczeństwem. Pierwsza i najważniejsza zasada: NIE BÓJCIE SIĘ O TYM MÓWIĆ GŁOŚNO! TO NIE WASZ WSTYD! a na tym alkoholikom najbardziej zależy. Ich to pogrąża a was ratuje. Spedziłam z takim człowiekiem 20 lat, moich najpiekniejszych. On tylko pił i spał i twierdził że mnie kocha. A ja sie na to godziłam. Wychowałam dwoje dzieci. Jestem wciąz atrakcyjna ale zdrowie mam zrujnowane przez nerwy. Dziś kończę z tym tyranem i jestem z tego powodu szczęśliwa. Zaczynam głęboko oddychać. Nie dajcie sie!
Ja mówię o tym głośno. Nic nie ukrywam, przed nikim, tym bardziej przed sobą. Widzę co się dzieje, widziałam też jak tato popijał i wiem jak to wygląda. Mężowi nie podoba się to totalnie, dodatkowo wszystkim mydli oczy, że ja "wydziwiam"-zwłaszcza swoim rodzicom, usilnie twierdzi, że ja przesadzam, a on ma przecież wszystko pod kontrolą. Powodem do picia było też to, że znajomy (z którym kiedyś byłam w bliższych relacjach)napisał do mnie smsa na święta z życzeniami-nawet teść mnie z tego "rozliczał"-bo mąż mu o tym powiedział.
Dziś z kolei rano wyszedł i wrócił chyba na 10min koło 18-19, oczywiście po 3h napisał gdzie jest. Obecnie w domu go nie ma, bo to "dzień piłki" i pewnie po gierce znów będą %. W między czasie jeszcze dostałam smsy z pytaniami-czy go kocham, czy bardzo? ![]()
Jutro mam nadzieję, że cokolwiek dowiem się od fachowca, nie zostawię go tak jak jest, ale nie dam się pociągnąć na dno ![]()
Wieczory i noce są najgorsze....jest tragicznie ciężko...
Jest prawie północ, a jego nie ma w domu, telefon nie odpowiada.....a miał być w domu o 22.
Przykre to moje życie ![]()