Jestem w związku od dwóch lat. Planowaliśmy w tym roku zamieszkać razem i rozmawialiśmy o tym często.. do czasu gdy termin zamieszkania razem zaczał się zbliżać. Wiadomo, mi zależy na tym by już coś znaleźć, wrzesień się zbliża, a my nadal nic nie mamy. Więc magluję ten temat trilion razy na dzień i chyba ma mnie już dość. Boję się, zwyczajnie się do jasnej choinki boję, że jak nie zamieszkamy razem to zwyczajnie się rozejdziemy. Bedziemy studiować od października w tym samym mieście (po dwoch latach widywania się co weekend, przeniosłam się na magisterkę do miasta, w którym on studiuje), ja pozapisywałam się na kursy, z myślą,że nawet jeśli będę wracać późno po zajęciach to i tak będę mogła z nim wieczorem posiedzieć. Z drugiej strony on ma rodzinny dom ok 20 km od miasta, i zwykle co weekend właśnie tam się widujemy. Jego rodzina jest fantastyczna, naprawdę, ale ja sama chciałabym juz czegoś więcej. Nie piszę tu o ślubie czy niczym takim, ale widywanie się znów tylko co weekend, ew. na 15 mint między zajęciami( dwie różne uczelnie), jakieś ew. odwiedziny u mnie(jak nie wynajmę z nim to będę musiała wynająć z jakąś dziewczyną), zero prywatności.. Wiem, ze naciskam na niego, ale nie wiem czy juz nie przekroczyłam pewnej linii.. Każde mieszkanie, które znajdę jest: albo za małe, albo nie tacy ludzie, albo daleko. Rozumiem go- to on musiałby się przenieśc (i dodatkowo płacić) z domu, w którym ma naprawdę wygodnie.. sama nie wiem co zrobić. Powinnam już zacząć przyzwyczajać się do myśli, ze nie zamieszkany razem?
Podobne tematy
Pytanie brzmi: Czy decyzja o mieszkaniu razem była wspólna? Czy on wypowiadał się pozytywnie: Tak, chcę, tak od września, tak już teraz? Czy to Ty powiedziałaś, że chcesz z nim mieszkać i to już natychmiast, a on tylko kiwał potakująco głową?
3 2011-08-19 13:52:58 Ostatnio edytowany przez katjaw89 (2011-08-19 13:53:22)
Planowaliśmy to razem już od długiego czasu. Ostatnio nawet poprosiłam go, żeby mi wprost powiedział, że już tego nie chce, a ja wtedy już sama sobie z tym poradzę, znajdę jakiś pokój, i jakoś to zaakceptuję. A on nadal mnie zapewnia, że tak, ze chce ze mną mieszkać. Taka fałszywa nadzieja na wspólne mieszkanie jest gorsza niż powiedzenie mi wprost;/
on ma pretensje, ze chcę coś wiedzieć, że potrzebuję deklaracji, żebym na lodzie nie wylądowała bez mieszkania, pretensje, że sama szukam. Podesłał mi dwa razy jakieś linki do 3 ofert, żebym ja tam zadzwoniła, ale potem już jak zobaczył te mieszkania to już mu się nie podobały.
No skoro tak, to masz go posadzić przed kompem, dać herbaty i kazać znaleźć mieszkanie takie, jakie mu pasuje, a potem niech Ci pokaże do zaakceptowania. I bez dyskusji, żadnych wymówek, że on sam to zrobi u siebie itp. Albo- albo. To taki typ faceta, że on chce, ale nie chce i taki niezdecydowany. Wspólne mieszkanie to nie jest wyjazd gdzieś na kilka godzin. Zmieniłaś uczelnienie, miasto, potrzebujesz mieć gdzie mieszkasz i w sumie czas się kurczy, bo musisz mieć jeszcze czas na formalności i ogarnięcie tematu. Także przyciskaj go i do przodu ![]()
6 2011-08-19 22:23:23 Ostatnio edytowany przez Ormianka (2011-08-19 22:24:47)
Być może to taki typ faceta jak pisze Teo, ale opowiem Ci moją story. Rok temu miałam podobny problem. Mieliśmy razem zamieszkać na 3 roku studiów. I też ja całe wakacje latałam jak pies z wywieszonym jęzorem, żeby znaleźć nam miejsce w Kraku gdzie studiujemy, a on nic, to nie, tamto nie, to za małe, tamte za drogie. W końcu przyszedł wrzesień i już było po ptakach. Nic nie można bylo znaleźć.. I wtedy , jak się kiedyś rozpłakałam już taką umęczona tym szukaniem, jego olewaniem i brakiem szukania i całą sytuacją wyznał ,że nie chce ze mną mieszkać. Nie że w ogóle, kiedyś może, ale nie teraz, tylko nie wiedział jak mi powiedzieć ... Było mi straaaasznie przykro, skończyło się awanturą, nawet otarło o rozstanie. Zostaliśmy w akademikach. Każdy w swoim. Niemal po dwóch stronach miasta Ale finał jest dobry - w te wakacje to ona szukał dla nas mieszkania co też powinien zrobić prawdziwy facet ! I za 3 tygodnie zamieszkamy razem !!!!!!!! Może ten Twój nie jest gotowy ?
I wtedy , jak się kiedyś rozpłakałam już taką umęczona tym szukaniem, jego olewaniem i brakiem szukania i całą sytuacją wyznał ,że nie chce ze mną mieszkać. Nie że w ogóle, kiedyś może, ale nie teraz, tylko nie wiedział jak mi powiedzieć ... Było mi straaaasznie przykro, skończyło się awanturą, nawet otarło o rozstanie. Zostaliśmy w akademikach. Każdy w swoim. Niemal po dwóch stronach miasta Ale finał jest dobry - w te wakacje to ona szukał dla nas mieszkania co też powinien zrobić prawdziwy facet ! I za 3 tygodnie zamieszkamy razem !!!!!!!! Może ten Twój nie jest gotowy ?
No to super ogarniętego chłopaka masz... ;/ Nie wiedział jak to powiedzieć? Normalnie! "Kochanie nie jestem gotowy na wspólne mieszkanie, jeszcze nie teraz" A jak będzie chciał z tobą zerwać to też nie będzie wiedział jak to powiedzieć i Cię zdradzi, żebyś miała powód go rzucić? Zastanów się dziewczyno z kim chodzisz...
No chyba nic z tego nie będzie.Nie naciskaj gościa do końca bo pęknie.Kobieto troszkę sprytu proszę.Pozdrawiam.