witam
jestem własnie w trakcie rozwodu.po 14 latach małżenstwa zdecydowalam sie na ten krok,długo dojrzewalam do tej decyzji.....
moje malzenstwo od poczatku nie bylo zbyt udane ale ja wierzylam ze kompromisem zdolam to wszystko pociagnac dalej.......
bylo tak maz troche pil a ja staralam sie mu nie wchodzic w droge,obiadek,posprzatane itd,tyle ze i tak zawsze bylo cos nie tak.....
on z kolegami ,ja z dzieckiem w domu,zadnych kolezanek,wyjsc,zadnych kwiatów,prezentów,nawet z okazji świat.......
cierpialam ale wybaczalam,były czasem lepsze dni i tak dorobilismy sie 3 dzieci....dwoch synow(12i 13 lat ) i corki(10lat)....
wkoncu stal sie nie do wytrzymania,przestał trzezwiec,ciagle wracal potłuczony do domu i urzadzal awantury.......przestalam z nim spac i wyniosłam sie do pokoju dzieci
dzieci wkoncu zaczely sie bac,PLAKALY JAK WRACAL PIJANY I STAWALY W MOJEJ OBRONIE,zaczol mi kontrolowac,nawet czy aby napewno jestem w wc,sprawdzal torebke,telefon,komputer,wyzywal i szarpal.....zaczelam wzywac policje bo zaczol mi grozic,balam sie ze naprawde cos mi zrobi,zalożylam mu ,,niebieska karte,,ale niewiele to zmienilo,policja przyjezdzała i odjezdzala,jedyne co uzyskalam to ograniczenie mu praw do dzieci i dozor kuratora.....
pewnego dnia juz tak miałam dosc ze pomyslalam albo sobie cos zrobie albo zwariuje,tylko mysl o dzieciach mnie trzymała.....
zlozylam pozew o rozwod w pazdzierniku zeszlego roku...do tej pory jeszcze nie uzyskalam rozwodu bo sedzia ma obiekcje a noż sie uda uratowac to małżenstwo(!)
i zylabym tak dalej ,w pokoju z kuchnia,bez lazienki i cieplej wody,gdyby nie......
w koncu pazdziernika zeszlego roku kogos poznalam....w koncu stycznia tego roku zamieszkalismy razem.....mam ladne mieszkanie,dzieci maja swoje pokoje,my mamy swoj,mam upragniona łazienke....i co najwazniejsze........MAM SPOKUJ,JA I DZIECI,JESTESMY SPOKOJNI,WESELI I USMIECHNIECI,nowy partner jest dobrym czlowiekiem,niepijacym,polubili sie z moimi dziecmi i tworzymy szczesliwa rodzine,nie zaluje swojej decyzji.