Opowiem Wam historię.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Opowiem Wam historię....

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 238 ]

Temat: Opowiem Wam historię....

Nie lubię rozmawiać z matką przez telefon w obecności żony, unikam takich sytuacji bo wiem, że może zaraz wyniknąć jakaś sytuacja, że nie spodoba jej się że albo coś za dużo powiedziałem, albo coś źle powiedziałem albo mama coś powiedziała czego nie powinna.

Z mamą rozmawiam raz na tydzień, do moich rodziców jeździmy co 2 tygodnie (zgodnie z tym co ustaliliśmy z żoną).

Musiałem zadzwonić do mamy w obecności żony. Chodziło o umówienie się na weekend. Powiedziałem mamie, że przyjedziemy do nich w sobotę (wiadomo..dzień ojca), a w niedzielę jedziemy do taty mojej żony. Dzwoniąc do niej podejrzewałem, że mogą mieć w sobotę plany (dowiedziałem się od siostry). My nie mogliśmy zmienić swoich planów. Dzwonię więc by powiedzieć matce, że przyjedziemy i by może przełożyli to co mają zaplanowane. W trakcie rozmowy zadała tylko raz delikatnie pytanie czy nie możemy jechać w sobotę do taty mojej żony. Powiedziałem jej, że nie bo w sobotę tata żony pracuje, a w niedzielę ma wolne i tylko w niedzielę możemy go odwiedzić. Przyjęła to i powiedziała że ok, pogada tylko z ojcem i z siostrą i da mi znać (ale byłem już niemal pewien, że na 90% będą w stanie przełożyć swoje plany).

Ich planem było jechanie do ojca mojego taty (mojego dziadka) i jechanie z siostrą do Ikei. Siostra przeprowadziła się 400km stąd, wzięła ślub i ma nowe mieszkanie, przyjeżdża na weekend i chcieli z nią jechać do ikei. Wstępnie planowali sobotę lub piątek.

Po 2 godzinach dostałem smsa od mamy, że nie ma problemu, że możemy wlecieć w sobotę (z uśmiechami).

Rzecz w tym, że moją żonę BARDZO ZABOLAŁO pytanie mojej mamy czy możemy przełożyć na sobotę wyjazd do jej taty (była przy całej rozmowie z moją mamą i wszystko słyszała).

Żona stwierdziła, że moja matka ma dupie jej ojca, że ważniejsza jest ikea dla niej, że przecież mogą jechać w inny dzień - są na emeryturze. Posypały się różne inne oskarżenia, foch, złość na mnie, że oczywiście nic matce nie powiem, że jej nie zwrócę uwagi, zaczęła mi dzisiaj ryczeć, że najlepiej jakby jej tata umarł nie było by dylematów i moja mama by była szczęśliwsza...generalnie wiele raniących mnie i moją matkę słów.

Stwierdziłem, że pytanie mojej matki było nie przemyślane, że nieświadomie zraniła moją żonę....


A do tego jeszcze jeden problem...po pracy postanowilem ze pojde sobie na 1.5 godzinki na rower by sie nieco odstresowac. Zona lezala na lozku od 2-3 godzin i ogladala seriale. Mowie jej ze ide na rower na poltorej godzinki (normalnie zawsze sie pytam czy moge isc, czy nie mamy planow). Ustaliliśmy, że raz-dwa razy w tygodniu mogę wychodzić (kiedyś więcej jeździłem, ale to na osobny temat się nadaje, nie będę się rozpisywał). Po chwili slysze "o widze ze teraz co dwa dni chodzisz na rower". W poniedzialek bylem i wtedy sie pytalem. Odebralem to jako zlosliwosc, zona oczywiscie twierdzi ze to bylo tylko stwierdzenie faktu. Po chwili uslyszalem ze jak jest problem to zaraz uciekam na rower. Podnioslem nieco glos bo sie zdenerwowalem. Gdybym powiedział, że idę na spacer (a po kłótni czasem tak robię żeby mi nerwy puściły, żeby się odstresować i przemyśleć) to by nie było problemu, ale rower to już jest problem i ucieczka od problemów.

Oczywiscie pretensje ze krzycze ze jak mam zamiar tak sie zachowywac to moge isc do rodzicow. Wyszedlem na ten rower. Oczywiscie teraz pretensje do mnie ze nawet nie zapytalem. Powiedzialem wprost zonie ze chcialem pobyc sam, odstresowac sie, przemyslec. To wyskoczyla z tekstem ze teraz ona bedzie tez wychodzic sama bo tez ma do tego prawo (Żona praktycznie nigdzie sama nie wychodzi, nie spotyka się z koleżankami, kolegami) - jednak gdyby chciała i miała ochotę to przecież bym jej nie zabraniał, a nawet bym się ucieszył. Powiedziala ze jutro jej caly dzien nie bede widzial bo ona chce pobyc sama...perfidne robienie na zlosc ale jak jej to powiedzialem to ze ja moge wychodzic bez pytania a ona nie? Oburzyła się, że powiedziałem że robi to na złość....

Tak jak powiedziała, tak zrobiła, do tego jeszcze przypadkowo spotkaliśmy się w miejscu poza domem, podchodzę do niej, chciałem się z nią przywitać bo nie potrafię tak obojętnie koło niej przejść, a ona się odwróciła i odeszła bez słowa. Po chwili dostałem wiadomość, że przecież mi mówiła, że nie ma ochoty na mnie patrzeć dzisiaj więc po co podchodzę.

W kolejnym dniu to samo, nie odzywa się, uważa że żyjemy osobnym życiem bo ja powiedziałem, że idę na rower na półtorej godziny, bez pytania, a ona teraz za to wychodzi sobie na cały dzień sama.

Mysle jak do tego podejsc...rozmowy nic nie daja, odbijanie pileczki, nerwy, przeklenstwa, krzyk, placz, uzalanie sie ze mi w niej wszystko przeszkadza i najlepiej jakby zdechla to mialbym spokoj. sad

Męczy mnie to psychicznie, próbuję być obojętny, ale w środku nerwy i smutek.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Opowiem Wam historię....

Macie dzieci?

3

Odp: Opowiem Wam historię....

Matko Boska... Czytam i nie wierzę... Ty jesteś chłopa czy p... takie słowo na p jest, ale użyję zamiennika "mokry pierożek" ?!
Baba Cię rozstawia po kontach, szantażuje, odpiernicza manniany, udaje pokrzywdzoną, a Ty jak taki pantofel... BOZIA JAJA DAŁA? To może pierd**nij łapą w stół i daj jej do zrozumienia kto w tym domu spodnie nosi? Chyba ze rurki nosisz...

"normalnie zawsze sie pytam czy moge isc, czy nie mamy planow"  << nie wierzę w to co czytam...

Ja tu nie widzę gdzie Ty odbijasz piłeczkę? To jest Drama! Jesteś pewien, że rogów już nie masz? Może masz i właśnie dlatego jej psyche siada...

4 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-06-23 18:06:48)

Odp: Opowiem Wam historię....

chyba wam obojgu brakuje życia.
ani nie rozumiem czemu jesteście tak uwiązani od rodziców, ani tym bardziej tego uzależnienie od siebie nawzajem - skoro ona nie ma znajomych, jej aktywności to telenowele, to jakie może mieć plany "wspólne"??? rozumiesz słowo "wspólne"? to nie jej plany względem ciebie, tylko wspólne, bo np. macie ochotę spędzić fajnie wieczór i jedno daje swoje propozycję, potem drugie, a na koniec wybieracie wspólnie to co razem będziecie robić.

Dobry związek to nie toksyczny bluszcz - jak najbardziej powiedz jej niech sobie wychodzi do kina, na fitnes, do koleżanki, możecie razem planować wspólny wyjazd, teatr, sport, cokolwiek...

Ta kontrola również dla niej jest niezdrowa.

5

Odp: Opowiem Wam historię....

Twoja żona to jakaś rozkapryszona wariatka. Wybacz, ale to mi pierwsze przyszło, jak przeczytałam...

Jest rozgoryczona, bo sama nie ma, co robić, więc tyłek, kanapa, telewizor. Najlepiej by było jakbyście sie razem kisili...

Musisz reagować bardziej ostro, zawalczyć trochę o swoje, bo teraz jak spytasz - źle, jak nie spytasz - źle. Cokolwiek zrobisz, niezadowolona.

6

Odp: Opowiem Wam historię....

Stary jak możesz aż tak żyć pod pantoflem? Ograniczasz wyjścia na rower bo Ci żona nie pozwala? Niby czemu? Rozumiem, gdyby miała pretensje o imprezowanie z mieszanym towarzystwem nonstop, ale aktywność fizyczna? Ta kobieta nie ma życia i chce sobie Ciebie podporządkować. Najlepiej zamknełaby Cię pod kloszem, byś przypadkiem nie był w dobrej formie i mógł zobaczyć jakąkolwiek inną kobietę poza domem.

Musisz się postawić, ale na to może być już za późno. Ile masz lat? Jeżeli to 82 to rocznik to jestem pod wrażeniem jak facet w Twoim wieku może aż tak być uległy...

Nie wdawaj się w żadne dyskusje, czy przepychanki. Trzeba było powiedzieć, że Twoja mama chciała ustalić tak by jej pasowało, nie udało się to trudno. Skąd mogła wiedzieć, że Twoj ojciec akurat pracuje w sobotę i to jest taki duży problem zamienić dni Waszych odwiedzin. Powiedz, żeby nie robiła afer o byle gó*no i tyle. A jak będize tak cały czas dramatyzować bo ją nauczyłeś że może i tak wywalcza dla siebie prawa, to możliwe, że jest już za późno na jakąkolwiek zmianę.

Jak wygląda u was seks? Istnieje jeszcze? Bo często jak kobieta sobie tak faceta podporządkuje to staje się on dla niej totalnie aseksualny i ten ważny aspekt zanika...

7

Odp: Opowiem Wam historię....

Straszne i śmieszne? dla mnie po prostu przykre. Jakiś dziwny model tego waszego małżeństwa:( Masz żonę księżniczkę, tylko chyba nie ma czego gratulować. Z Twojego opisu wygląda jakbyście mieli po 6 lat ( zakładam jednak, że jesteście co najmniej pełnoletni ale raczej nie dojrzali). Człowieku ogarnij najpierw siebie, jak Ci tu radzą, potem jaśnie panią małżonkę. Szkoda życia na takie bzdurne nerwy.

8 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-06-23 18:43:29)

Odp: Opowiem Wam historię....

Przeczytałam Twoje wcześniejsze posty, Autorze, i zastanawiam się, po co Wy w ogóle ze sobą jesteście?

Bo wynika mi, że nie ma z tego pożytku dla nikogo. No, ewentualnie Twojej Żonie jest miło mieć pod kapciem niewolnika, ale jakby jej było z tym tak naprawdę dobrze, to chyba by jej to tak nie denerwowało...

9 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-06-23 18:52:44)

Odp: Opowiem Wam historię....

Traktujesz żonę jak przedszkolak mamusię- mamo, mogę iść na rower? To się nie dziw, że ma focha.. Może sama nie wie o co...
Matkę też traktujesz jak  jajo Faberge- patrzysz by się nie potłukło.. To na dłuższą metę moze być i dezorientujące i wkurzające.
Pewnie zona chciałaby wywalić tę całą frustrację na Ciebie, ale jak to zrobić, jak Ty taki Anioł? wink
Sama mam wyrzuty jak to piszę.

10 Ostatnio edytowany przez ShyGuy82 (2017-06-23 18:54:45)

Odp: Opowiem Wam historię....
pannapanna napisał/a:

Macie dzieci?

Nie nie mamy...jeszcze

TenGłos napisał/a:

"normalnie zawsze sie pytam czy moge isc, czy nie mamy planow"  << nie wierzę w to co czytam...

Ja tu nie widzę gdzie Ty odbijasz piłeczkę? To jest Drama! Jesteś pewien, że rogów już nie masz? Może masz i właśnie dlatego jej psyche siada...

Nie mam rogów na 200%, a czy nie wypada w małżeństwie zapytać czy nie mamy planów? Wydawało mi się, że tak....żona mnie tego nauczyła

Averyl napisał/a:

skoro ona nie ma znajomych, jej aktywności to telenowele, to jakie może mieć plany "wspólne"??? rozumiesz słowo "wspólne"? to nie jej plany względem ciebie, tylko wspólne, bo np. macie ochotę spędzić fajnie wieczór i jedno daje swoje propozycję, potem drugie, a na koniec wybieracie wspólnie to co razem będziecie robić.

Dobry związek to nie toksyczny bluszcz - jak najbardziej powiedz jej niech sobie wychodzi do kina, na fitnes, do koleżanki, możecie razem planować wspólny wyjazd, teatr, sport, cokolwiek...

Tylko, że my zawsze planujemy wspólnie. A w opisywanej przeze mnie sytuacji najlepsze jest to, że żona leżała bo ją noga bolała i skarżyła się, że nie może chodzić, ale chodzi jej o to, że nie zadałem tego pytania...jak powiedziałem że i tak byśmy nic nie robili bo oglądała serial i leżała to mi mówi, że skąd wiem, nie siedzę w jej głowie...


ronnypaua napisał/a:

Stary jak możesz aż tak żyć pod pantoflem? Ograniczasz wyjścia na rower bo Ci żona nie pozwala? Niby czemu? Rozumiem, gdyby miała pretensje o imprezowanie z mieszanym towarzystwem nonstop, ale aktywność fizyczna? Ta kobieta nie ma życia i chce sobie Ciebie podporządkować. Najlepiej zamknełaby Cię pod kloszem, byś przypadkiem nie był w dobrej formie i mógł zobaczyć jakąkolwiek inną kobietę poza domem.

Dokładnie też tak kiedyś argumentowałem, co jest złego w tym że idę na rower, kiedyś była to zdaniem mojej żony ucieczka od problemów w domu, zamiast je rozwiązywać to uciekałem na rower, od tamtego momentu ograniczyłem wyjścia. Wtedy chodziło też między innymi o brak seksu...i że nic nie robię w tym kierunku by to zmienić. Też jej to powiedziałem, że najlepiej jakbym siedział w domu, aż na łeb dostanę - bo człowiek na półtorej godziny wyjść nie może bo odrazu że "zaczynam żyć swoim życiem"

ronnypaua napisał/a:

Musisz się postawić, ale na to może być już za późno. Ile masz lat? Jeżeli to 82 to rocznik to jestem pod wrażeniem jak facet w Twoim wieku może aż tak być uległy...

Tak 82 to mój rocznik..jestem uległy bo tak zostałem wychowany, zawsze bywałem grzeczny, nie potrafiłem odmawiać...

ronnypaua napisał/a:

A jak będize tak cały czas dramatyzować bo ją nauczyłeś że może i tak wywalcza dla siebie prawa, to możliwe, że jest już za późno na jakąkolwiek zmianę.

Jak wygląda u was seks? Istnieje jeszcze? Bo często jak kobieta sobie tak faceta podporządkuje to staje się on dla niej totalnie aseksualny i ten ważny aspekt zanika...

To nie pierwszy raz taka akcja..historia moja ciągnie się już dobre 3 lata...Seks wygląda tak, że ostatnio był we wrześniu ubiegłego roku...bo było trzeba. Staramy się o dziecko. Od września do teraz co najwyżej "robiłem to" do probówki....
Żona nie robi nic żeby pokazać mi, że ma jakąkolwiek ochotę na seks, ja w drugą stronę..mimo, że podniecenie czuję bo mam swoje potrzeby seksualne....

Chciałem by osoby z boku oceniły tą sytuację, bo ja jestem zamknięty na opinię żony, choć mam swoje zdanie to niemal zawsze ulegam i robię tak by było dobrze i by żona była zadowolona.

11

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
pannapanna napisał/a:

Macie dzieci?

Nie nie mamy...jeszcze

TenGłos napisał/a:

"normalnie zawsze sie pytam czy moge isc, czy nie mamy planow"  << nie wierzę w to co czytam...

Ja tu nie widzę gdzie Ty odbijasz piłeczkę? To jest Drama! Jesteś pewien, że rogów już nie masz? Może masz i właśnie dlatego jej psyche siada...

Nie mam rogów na 200%, a czy nie wypada w małżeństwie zapytać czy nie mamy planów? Wydawało mi się, że tak....żona mnie tego nauczyła

Averyl napisał/a:

skoro ona nie ma znajomych, jej aktywności to telenowele, to jakie może mieć plany "wspólne"??? rozumiesz słowo "wspólne"? to nie jej plany względem ciebie, tylko wspólne, bo np. macie ochotę spędzić fajnie wieczór i jedno daje swoje propozycję, potem drugie, a na koniec wybieracie wspólnie to co razem będziecie robić.

Dobry związek to nie toksyczny bluszcz - jak najbardziej powiedz jej niech sobie wychodzi do kina, na fitnes, do koleżanki, możecie razem planować wspólny wyjazd, teatr, sport, cokolwiek...

Tylko, że my zawsze planujemy wspólnie. A w opisywanej przeze mnie sytuacji najlepsze jest to, że żona leżała bo ją noga bolała i skarżyła się, że nie może chodzić, ale chodzi jej o to, że nie zadałem tego pytania...jak powiedziałem że i tak byśmy nic nie robili bo oglądała serial i leżała to mi mówi, że skąd wiem, nie siedzę w jej głowie...


ronnypaua napisał/a:

Stary jak możesz aż tak żyć pod pantoflem? Ograniczasz wyjścia na rower bo Ci żona nie pozwala? Niby czemu? Rozumiem, gdyby miała pretensje o imprezowanie z mieszanym towarzystwem nonstop, ale aktywność fizyczna? Ta kobieta nie ma życia i chce sobie Ciebie podporządkować. Najlepiej zamknełaby Cię pod kloszem, byś przypadkiem nie był w dobrej formie i mógł zobaczyć jakąkolwiek inną kobietę poza domem.

Dokładnie też tak kiedyś argumentowałem, co jest złego w tym że idę na rower, kiedyś była to zdaniem mojej żony ucieczka od problemów w domu, zamiast je rozwiązywać to uciekałem na rower, od tamtego momentu ograniczyłem wyjścia. Wtedy chodziło też między innymi o brak seksu...i że nic nie robię w tym kierunku by to zmienić. Też jej to powiedziałem, że najlepiej jakbym siedział w domu, aż na łeb dostanę - bo człowiek na półtorej godziny wyjść nie może bo odrazu że "zaczynam żyć swoim życiem"

ronnypaua napisał/a:

Musisz się postawić, ale na to może być już za późno. Ile masz lat? Jeżeli to 82 to rocznik to jestem pod wrażeniem jak facet w Twoim wieku może aż tak być uległy...

Tak 82 to mój rocznik..jestem uległy bo tak zostałem wychowany, zawsze bywałem grzeczny, nie potrafiłem odmawiać...

ronnypaua napisał/a:

A jak będize tak cały czas dramatyzować bo ją nauczyłeś że może i tak wywalcza dla siebie prawa, to możliwe, że jest już za późno na jakąkolwiek zmianę.

Jak wygląda u was seks? Istnieje jeszcze? Bo często jak kobieta sobie tak faceta podporządkuje to staje się on dla niej totalnie aseksualny i ten ważny aspekt zanika...

To nie pierwszy raz taka akcja..historia moja ciągnie się już dobre 3 lata...Seks wygląda tak, że ostatnio był we wrześniu ubiegłego roku...bo było trzeba. Staramy się o dziecko. Od września do teraz co najwyżej "robiłem to" do probówki....
Żona nie robi nic żeby pokazać mi, że ma jakąkolwiek ochotę na seks, ja w drugą stronę..mimo, że podniecenie czuję bo mam swoje potrzeby seksualne....

Chciałem by osoby z boku oceniły tą sytuację, bo ja jestem zamknięty na opinię żony, choć mam swoje zdanie to niemal zawsze ulegam i robię tak by było dobrze i by żona była zadowolona.

A czy to wina żony, że zostałeś tak wychowany przez matkę na posłusznego pieska? A raczej wytresowany?
Widocznie jej to nie odpowiada, skoro nie moze się w tym znaleźć?
A tobie to odpowiada, buntowałeś się kedyś przeciwko matce- kiedykolwiek?
Bo jeżeli dla Ciebie jest Ok, a dla żony nie- bo tak naprawdę chce faceta a nie pantoflarza to czarno to widzę.
Druga możliwość to że żona chce takiego męża, ale rywalizuje z Twoją matką.
Bardzo ciekawe zdanie- czekasz na sygnał zony- by pokazała że ma ochotę na seks.. Dziłasz tylko na sygnały od kobiet.
Nienawidzę Twojej matki! Na myśl jak Cię tresowała nóż otwiera się w kieszeni.

12

Odp: Opowiem Wam historię....

To jest chore. Przyznaje nie wiem co powiedzieć. Tu trzeba resocjalizacji. Broń Panie Boże nie miejcie dzieci.

13

Odp: Opowiem Wam historię....

Podobnie jak santapietruszka przeczytałam Twoje wcześniejsze posty. I co? Trzy lata nie zmieniły kompletnie nic w Waszym związku - ona skacze Ci do gardła, a Ty odsłaniasz kołnierzyk, żeby mogła sięgnąć głębiej. Matka Cię 'upupiła', więc pewnie wybór żony też był nieprzypadkowy, podświadomie lub świadomie wybrałeś sobie taką którą będzie tresowała Cię w dorosłym życiu. Oczywiście fakt, że jesteś pantoflarzem nie usprawiedliwia braku szacunku, nie mieści mi się w głowie jak można odnosić się tak do własnego męża i nie mieć żadnej refleksji na temat swoich krzyków, przekleństw, niczym nieuzasadnionej złośliwości. Twoja żona reaguje alergicznie na Ciebie i o byle gówno wybucha złością, manipuluje, odwraca kota ogonem, bo przecież jesteś winny za całe zło tego świata. Nie ma co, trafił jej się dobry materiał ćwiczebny, bo i tak nic z tym nie zrobisz - czego najlepszym dowodem jest ten temat, który w zasadzie niczym się nie różni od poprzedniego sad

14

Odp: Opowiem Wam historię....

1

mobydick napisał/a:

Podobnie jak santapietruszka przeczytałam Twoje wcześniejsze posty. I co? Trzy lata nie zmieniły kompletnie nic w Waszym związku - ona skacze Ci do gardła, a Ty odsłaniasz kołnierzyk, żeby mogła sięgnąć głębiej. Matka Cię 'upupiła', więc pewnie wybór żony też był nieprzypadkowy, podświadomie lub świadomie wybrałeś sobie taką którą będzie tresowała Cię w dorosłym życiu. Oczywiście fakt, że jesteś pantoflarzem nie usprawiedliwia braku szacunku, nie mieści mi się w głowie jak można odnosić się tak do własnego męża i nie mieć żadnej refleksji na temat swoich krzyków, przekleństw, niczym nieuzasadnionej złośliwości. Twoja żona reaguje alergicznie na Ciebie i o byle gówno wybucha złością, manipuluje, odwraca kota ogonem, bo przecież jesteś winny za całe zło tego świata. Nie ma co, trafił jej się dobry materiał ćwiczebny, bo i tak nic z tym nie zrobisz - czego najlepszym dowodem jest ten temat, który w zasadzie niczym się nie różni od poprzedniego sad

Przypomnę, że od września chłop ma szlaban na sex. sad

15

Odp: Opowiem Wam historię....
balin napisał/a:

1

mobydick napisał/a:

Podobnie jak santapietruszka przeczytałam Twoje wcześniejsze posty. I co? Trzy lata nie zmieniły kompletnie nic w Waszym związku - ona skacze Ci do gardła, a Ty odsłaniasz kołnierzyk, żeby mogła sięgnąć głębiej. Matka Cię 'upupiła', więc pewnie wybór żony też był nieprzypadkowy, podświadomie lub świadomie wybrałeś sobie taką którą będzie tresowała Cię w dorosłym życiu. Oczywiście fakt, że jesteś pantoflarzem nie usprawiedliwia braku szacunku, nie mieści mi się w głowie jak można odnosić się tak do własnego męża i nie mieć żadnej refleksji na temat swoich krzyków, przekleństw, niczym nieuzasadnionej złośliwości. Twoja żona reaguje alergicznie na Ciebie i o byle gówno wybucha złością, manipuluje, odwraca kota ogonem, bo przecież jesteś winny za całe zło tego świata. Nie ma co, trafił jej się dobry materiał ćwiczebny, bo i tak nic z tym nie zrobisz - czego najlepszym dowodem jest ten temat, który w zasadzie niczym się nie różni od poprzedniego sad

Przypomnę, że od września chłop ma szlaban na sex. sad

Poczytaj wcześniejsze posty, to się dowiesz, że wcześniej też seksu nie miał tongue

16

Odp: Opowiem Wam historię....

Tu akurat jest większy problem z seksem. On teraz ma szlaban, a wcześniej sam zablokował się na dwa lata z powodu krytyki żony (wyrzuciła mu, że jest zbyt 'mechaniczny' w łóżku) i nie inicjował seksu. W ogóle moderacja powinna połączyć te wątki.

17

Odp: Opowiem Wam historię....
mobydick napisał/a:

Tu akurat jest większy problem z seksem. On teraz ma szlaban, a wcześniej sam zablokował się na dwa lata z powodu krytyki żony (wyrzuciła mu, że jest zbyt 'mechaniczny' w łóżku) i nie inicjował seksu. W ogóle moderacja powinna połączyć te wątki.

Dlatego ja pytam, co oni w ogóle ze sobą robią, skoro nawet seks ich nie łączy... nieważne już, kto komu szlaban, kto się blokuje i z jakiego powodu - seksu nie ma...

A połączenie wątków, owszem, dałoby znacznie wyraźniejszy obraz sytuacji, bo nie wszystkim chce się szukać smile

18

Odp: Opowiem Wam historię....

Autor żyje w przekonaniu, że On nie musi nic zmieniać, bo jego zachowanie jest ok- jest wychowany, na grzecznego, czekającego na komendy i spolegliwego.
Im szybciej pójda na terapię tym lepiej..Nie rozumiem jak może to trwac już tyle lat..

19

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
ronnypaua napisał/a:

Jak wygląda u was seks? Istnieje jeszcze? Bo często jak kobieta sobie tak faceta podporządkuje to staje się on dla niej totalnie aseksualny i ten ważny aspekt zanika...

To nie pierwszy raz taka akcja..historia moja ciągnie się już dobre 3 lata...Seks wygląda tak, że ostatnio był we wrześniu ubiegłego roku...bo było trzeba. Staramy się o dziecko. Od września do teraz co najwyżej "robiłem to" do probówki....
Żona nie robi nic żeby pokazać mi, że ma jakąkolwiek ochotę na seks, ja w drugą stronę..mimo, że podniecenie czuję bo mam swoje potrzeby seksualne....
.

...i ty grzecznie walisz w tą probówkę, by doczekać się potomka???
Będziesz odpowiedzialny za koszmarne życie wasze - ale to robicie dla własnej sado-masochistycznej przyjemności i ewentualnych dzieci.
Bierne obserwowanie z boku to jeden z największych i niewybaczalnych grzechów w małżeństwie, prowadzących w prostej linii do rozpadu.

Żeby było jasne - nigdy nie zadowolisz swojej żony, choćby odgadywał i wykonywał każde najmniejsze jej pragnienie. W takim toksycznym człowieku nie chodzi o to, by uzyskać coś od drugiej osoby, tylko by dręczyć. Ona może nawet tego sobie nie uświadamiać, ale z czasem i ją to będzie męczyć, bo jednak nakręca się, irytuje się, krzyczy, złości się, ona też nie jest szczęśliwa w związku... a to odbija się na jej zdrowiu i psychicznymi i fizycznym.

20

Odp: Opowiem Wam historię....

Nie bede sie teraz rozpisywal ale generalnie problem nie jest w tym ze zona mi zakazuje wyjsc, ale jej chodzi o sam fakt zadania pytania czy moge isc czy nie mamy planow bo jest to (jak ona stwierdzila) okazaniem szacunku jesli jest sie w zwiazku malzenskim. Jej chodzi tylko o to ze nie bylo pytania. Z czym ja sie nie zgadzam. Jesli to by bylo notoryczne to ok, jest problem. Ja tak postapilem pierwszy raz od nie pamietam kiedy i uwazam ze mialem do tego prawo w tym konkretnym momencie.

21 Ostatnio edytowany przez Jacenty89 (2017-06-24 00:52:53)

Odp: Opowiem Wam historię....

O facet ja jestem grzeczny i ułożony, ale jakby kobieta mi kazała się pytać o to czy mogę gdziekolwiek wyjść to zanim by się obejrzała to bym podążył tam gdzie pieprz rośnie.
Jeśli druga osoba wcześniej Ci nie komunikuje o waszych wspolnych planach to jest brak szacunku z Jej strony.

22 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2017-06-24 02:29:09)

Odp: Opowiem Wam historię....

Nie lubię, jak ktoś rzuca metaforami "gdzie masz jaja" i "chyba że nosisz rurki".

To co poprzednicy chcą powiedzieć, to że w ogóle to brzmi, jakbyś gdzieś schował swoją osobowość głęboko i daleko stąd. Chowasz się, jak rozmawiasz z matką. Ona ma fochy, więc ty się stresujesz i starasz ją ochronić przed jej fochami, robiąc tak, żeby było jej wygodnie - podporządkowujesz się. Nawet nie w konflikcie - tylko przed. Wygląda na to, że robisz wszystko, żeby żonka nie miała focha, nie miała pretensji, chronisz ją, gdzieś tam uciekasz, żeby broń borze nie usłyszała czegoś, co ją sprowokuje, dajesz jej się stłamsić, wciągać w gierki,


To jest to, co z tego opisu robisz ty. Nie wnikam w to, co robi żona - też ma swoje powody na to, żeby tak się zachowywać. Ty masz swoje. Ty jesteś tu na forum, więc to, co możesz zrobić, to zmienić swoje zachowanie.

Myślę, że wam obojgu jest źle w takim układzie, w jaki weszliście. Gdzieś macie swoje niepisane zasady bycia razem i w nich mieści się to, że żona może kwestionować twoje wybory, krytykować je bez ograniczeń, mieć pretensje, żale - a ty masz być grzeczny. Na coś takiego się umówiliście (pewnie bez rozmowy, "samo wyszło"), no i wychodzi na to, że żona przestała być partnerką, ale kimś na kształt... matki? moderatorki? To ona rozdaje karty, a ty się na to już od bardzo dawna godzisz. Dla niej to nie jest fajne - bo spada na nią duża odpowiedzialność; dla ciebie też nie, no bo raczej nie chcesz być traktowany jak dziecko.

23 Ostatnio edytowany przez Summerka (2017-06-24 07:21:32)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Z mamą rozmawiam raz na tydzień, do moich rodziców jeździmy co 2 tygodnie (zgodnie z tym co ustaliliśmy z żoną).

Musiałem zadzwonić do mamy w obecności żony. Chodziło o umówienie się na weekend. Powiedziałem mamie, że przyjedziemy do nich w sobotę (wiadomo..dzień ojca), a w niedzielę jedziemy do taty mojej żony. Dzwoniąc do niej podejrzewałem, że mogą mieć w sobotę plany (dowiedziałem się od siostry). My nie mogliśmy zmienić swoich planów. Dzwonię więc by powiedzieć matce, że przyjedziemy i by może przełożyli to co mają zaplanowane. W trakcie rozmowy zadała tylko raz delikatnie pytanie czy nie możemy jechać w sobotę do taty mojej żony. Powiedziałem jej, że nie bo w sobotę tata żony pracuje, a w niedzielę ma wolne i tylko w niedzielę możemy go odwiedzić. Przyjęła to i powiedziała że ok, pogada tylko z ojcem i z siostrą i da mi znać (ale byłem już niemal pewien, że na 90% będą w stanie przełożyć swoje plany).

Ich planem było jechanie do ojca mojego taty (mojego dziadka) i jechanie z siostrą do Ikei. Siostra przeprowadziła się 400km stąd, wzięła ślub i ma nowe mieszkanie, przyjeżdża na weekend i chcieli z nią jechać do ikei. Wstępnie planowali sobotę lub piątek.

Po 2 godzinach dostałem smsa od mamy, że nie ma problemu, że możemy wlecieć w sobotę (z uśmiechami).

Rzecz w tym, że moją żonę BARDZO ZABOLAŁO pytanie mojej mamy czy możemy przełożyć na sobotę wyjazd do jej taty (była przy całej rozmowie z moją mamą i wszystko słyszała).

Żona stwierdziła, że moja matka ma dupie jej ojca, że ważniejsza jest ikea dla niej, że przecież mogą jechać w inny dzień - są na emeryturze. Posypały się różne inne oskarżenia, foch, złość na mnie, że oczywiście nic matce nie powiem, że jej nie zwrócę uwagi, zaczęła mi dzisiaj ryczeć, że najlepiej jakby jej tata umarł nie było by dylematów i moja mama by była szczęśliwsza...generalnie wiele raniących mnie i moją matkę słów.

Stwierdziłem, że pytanie mojej matki było nie przemyślane, że nieświadomie zraniła moją żonę....


A do tego jeszcze jeden problem...po pracy postanowilem ze pojde sobie na 1.5 godzinki na rower by sie nieco odstresowac. Zona lezala na lozku od 2-3 godzin i ogladala seriale. Mowie jej ze ide na rower na poltorej godzinki (normalnie zawsze sie pytam czy moge isc, czy nie mamy planow). Ustaliliśmy, że raz-dwa razy w tygodniu mogę wychodzić (kiedyś więcej jeździłem, ale to na osobny temat się nadaje, nie będę się rozpisywał). Po chwili slysze "o widze ze teraz co dwa dni chodzisz na rower". W poniedzialek bylem i wtedy sie pytalem. Odebralem to jako zlosliwosc, zona oczywiscie twierdzi ze to bylo tylko stwierdzenie faktu. Po chwili uslyszalem ze jak jest problem to zaraz uciekam na rower. Podnioslem nieco glos bo sie zdenerwowalem. Gdybym powiedział, że idę na spacer (a po kłótni czasem tak robię żeby mi nerwy puściły, żeby się odstresować i przemyśleć) to by nie było problemu, ale rower to już jest problem i ucieczka od problemów.

Oczywiscie pretensje ze krzycze ze jak mam zamiar tak sie zachowywac to moge isc do rodzicow. Wyszedlem na ten rower. Oczywiscie teraz pretensje do mnie ze nawet nie zapytalem. Powiedzialem wprost zonie ze chcialem pobyc sam, odstresowac sie, przemyslec. To wyskoczyla z tekstem ze teraz ona bedzie tez wychodzic sama bo tez ma do tego prawo (Żona praktycznie nigdzie sama nie wychodzi, nie spotyka się z koleżankami, kolegami) - jednak gdyby chciała i miała ochotę to przecież bym jej nie zabraniał, a nawet bym się ucieszył. Powiedziala ze jutro jej caly dzien nie bede widzial bo ona chce pobyc sama...perfidne robienie na zlosc ale jak jej to powiedzialem to ze ja moge wychodzic bez pytania a ona nie? Oburzyła się, że powiedziałem że robi to na złość....

Tak jak powiedziała, tak zrobiła, do tego jeszcze przypadkowo spotkaliśmy się w miejscu poza domem, podchodzę do niej, chciałem się z nią przywitać bo nie potrafię tak obojętnie koło niej przejść, a ona się odwróciła i odeszła bez słowa. Po chwili dostałem wiadomość, że przecież mi mówiła, że nie ma ochoty na mnie patrzeć dzisiaj więc po co podchodzę.

W kolejnym dniu to samo, nie odzywa się, uważa że żyjemy osobnym życiem bo ja powiedziałem, że idę na rower na półtorej godziny, bez pytania, a ona teraz za to wychodzi sobie na cały dzień sama.

Mysle jak do tego podejsc...rozmowy nic nie daja, odbijanie pileczki, nerwy, przeklenstwa, krzyk, placz, uzalanie sie ze mi w niej wszystko przeszkadza i najlepiej jakby zdechla to mialbym spokoj. sad

Męczy mnie to psychicznie, próbuję być obojętny, ale w środku nerwy i smutek.

Potrzebujesz spojrzenia kogoś postronnego.Napisałeś o wspólnych ustaleniach, że co dwa tygodnie jedziecie do rodziców. Mam pytanie. Czy rodzice o tym wiedzieli? Jak dla mnie, co dwa tygodnie, to za często. Każdy może mieć swoje plany, zapragnąć inaczej spędzić sobotę, mieć zły dzień lub chcieć odpocząć. Przed każdym wyjazdem do rodziców, lepiej wcześniej potwierdzić telefonicznie. A po drugie czy to nie za wygodne wyjeżdżać  na weekendy zamiast cieszyć się wspólnym spędzaniem czasu w domu lub gdziekolwiek. Okopujecie się obydwoje, żeby tylko lepiej się nie poznawać. Po trzecie mówienie do, zdawałoby się,ukochanej osoby, że się ma jej dość, to szukanie powodu do awantury albo do zastanowienia się czy chcę, żeby moja żona w ten sposób odnosiła się do mnie. Jeśli pomijasz ten fakt milczeniem, nie szanujesz siebie. Nie powinieneś się zgadzać  na takie traktowanie.
Mówienie o tym, że najlepiej "żeby zdechła"świadczy jak bardzo przeżywa, że nie możecie się porozumieć i sobie zaufać. Odbieram to tak jakby czuła się odrzucona i nieważna w twoim życiu. Dlaczego? Sam wiesz najlepiej.
Sprawa wychodzenia na rower. Nie możesz żony zabrać ze sobą? Jeśli chcesz odpocząć od krzyków i awantur, to nawiąż do tego co was łączyło wcześniej. Przypomnijcie sobie, że nie zawsze były pretensje i narzekania.
Ty grzeczny a ona awanturująca się - nie kupuję tej  historii.

24

Odp: Opowiem Wam historię....

Oprócz tego co pisali inni taka rzecz rzuciła mi się w oczy

ShyGuy82 napisał/a:

....Tylko, że my zawsze planujemy wspólnie...

ShyGuy82 napisał/a:

Mowie jej ze ide na rower na poltorej godzinki (normalnie zawsze sie pytam czy moge isc, czy nie mamy planow)...

Jesteś obecny przy planowaniu czy nie? Nie musisz odpowiadać poprostu zastanów się nad tym co wszyscy piszą..... ale z drugiej strony wygląda na to że taki układ Ci odpowiada skoro przez lata nic nie zmieniłeś.  Tak Ty. Bo jak chcesz zmian to powinieneś zacząć od siebie.  Już wcześniej pisano Ci co możesz zrobić i wygląda na to że nie bardzo tego chcesz .

25

Odp: Opowiem Wam historię....

Shy, moim zdaniem Twoja żona stosuje wobec Ciebie przemoc - agresję czynną i bierną. Moim zdaniem jej histeryczne, przerysowane reakcje są na pokaz. Wyżywa się na Tobie, kontroluje Cię jak klawisz w więzieniu. Doskonale wie, że zależy Ci na jej samopoczuciu i gra emocjami, żeby na Ciebie wpłynąć.
Doradzam Tobie w tajemnicy przed nią skorzystać z kilku wizyt u psychologa, który pomoże Ci zobaczyć jak wygląda naprawdę Wasza relacja. A jeśli nie chcesz, to chociaż poczytaj o przemocy psychicznej i o biernej agresji.

Ty się boisz, cały czas boisz się, bo nie wiesz, kiedy ona wybuchnie i chodzisz koło niej na paluszkach, żeby broń Boże jej nie zdenerwować. Chcesz skończyć w psychiatryku z depresją i nerwicą? Chcesz zobaczyć jak ona tak traktuje Wasze ewentualne dziecko?

26

Odp: Opowiem Wam historię....
Summerka napisał/a:

Potrzebujesz spojrzenia kogoś postronnego.Napisałeś o wspólnych ustaleniach, że co dwa tygodnie jedziecie do rodziców. Mam pytanie. Czy rodzice o tym wiedzieli? Jak dla mnie, co dwa tygodnie, to za często. Każdy może mieć swoje plany, zapragnąć inaczej spędzić sobotę, mieć zły dzień lub chcieć odpocząć. Przed każdym wyjazdem do rodziców, lepiej wcześniej potwierdzić telefonicznie. A po drugie czy to nie za wygodne wyjeżdżać  na weekendy zamiast cieszyć się wspólnym spędzaniem czasu w domu lub gdziekolwiek. Okopujecie się obydwoje, żeby tylko lepiej się nie poznawać.

Moi rodzice mieszkają 15 minut drogi od nas i jadąc do nich jedziemy na 4-6 godzin maksymalnie raz na dwa tygodnie. Kiedyś jeździliśmy w tygodniu na 2-3 godziny co tydzień. Po rozmowie z żoną ograniczyliśmy wizyty do dwóch tygodni. Rodzice nie wiedzą o naszym postanowieniu, po prostu dzwonię do nich u mówię, że wlecimy. Pozostałe części weekendu spędzamy razem, wtedy kiedy nie jedziemy do moich rodziców też. Do ojca mojej żony jeździmy rzadziej, a jak jedziemy to na cały weekend bo mieszka 100km od naszego miejsca zamieszkania. Jeździmy rzadziej bo nasze wyjazdy tam się kończą tym, że i tak siedzimy prawie cały czas sami, albo z macochą żony, która to jest na dłuższą metę męcząca. To jest temat na osobną rozmowę...wymagający rozwinięcia

Summerka napisał/a:

Sprawa wychodzenia na rower. Nie możesz żony zabrać ze sobą? Jeśli chcesz odpocząć od krzyków i awantur, to nawiąż do tego co was łączyło wcześniej. Przypomnijcie sobie, że nie zawsze były pretensje i narzekania.Ty grzeczny a ona awanturująca się - nie kupuję tej  historii.

A myślisz, że nie proponuję? Rzadko kiedy są chęci, sama z siebie nigdy nie zaproponuje. Wychodzimy ostatnio bardzo dużo razem, kiedyś nie spędzaliśmy tyle czasu ze sobą co teraz. Rower jest raz na 2-3 tygodnie może, ale są inne wyjścia. To mnie tym bardziej zastanawia, że kiedyś problemem było to, że nie wychodziliśmy, że co tydzień do matki jeździliśmy mojej. Staram się teraz coś organizować i więcej wychodzimy.

27

Odp: Opowiem Wam historię....

Opowie wam historię... nie ma jaj.

28 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-06-24 14:15:27)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Potrzebujesz spojrzenia kogoś postronnego.Napisałeś o wspólnych ustaleniach, że co dwa tygodnie jedziecie do rodziców. Mam pytanie. Czy rodzice o tym wiedzieli? Jak dla mnie, co dwa tygodnie, to za często. Każdy może mieć swoje plany, zapragnąć inaczej spędzić sobotę, mieć zły dzień lub chcieć odpocząć. Przed każdym wyjazdem do rodziców, lepiej wcześniej potwierdzić telefonicznie. A po drugie czy to nie za wygodne wyjeżdżać  na weekendy zamiast cieszyć się wspólnym spędzaniem czasu w domu lub gdziekolwiek. Okopujecie się obydwoje, żeby tylko lepiej się nie poznawać.

Moi rodzice mieszkają 15 minut drogi od nas i jadąc do nich jedziemy na 4-6 godzin maksymalnie raz na dwa tygodnie. Kiedyś jeździliśmy w tygodniu na 2-3 godziny co tydzień. Po rozmowie z żoną ograniczyliśmy wizyty do dwóch tygodni. Rodzice nie wiedzą o naszym postanowieniu, po prostu dzwonię do nich u mówię, że wlecimy. Pozostałe części weekendu spędzamy razem, wtedy kiedy nie jedziemy do moich rodziców też. Do ojca mojej żony jeździmy rzadziej, a jak jedziemy to na cały weekend bo mieszka 100km od naszego miejsca zamieszkania. Jeździmy rzadziej bo nasze wyjazdy tam się kończą tym, że i tak siedzimy prawie cały czas sami, albo z macochą żony, która to jest na dłuższą metę męcząca. To jest temat na osobną rozmowę...wymagający rozwinięcia

Summerka napisał/a:

Sprawa wychodzenia na rower. Nie możesz żony zabrać ze sobą? Jeśli chcesz odpocząć od krzyków i awantur, to nawiąż do tego co was łączyło wcześniej. Przypomnijcie sobie, że nie zawsze były pretensje i narzekania.Ty grzeczny a ona awanturująca się - nie kupuję tej  historii.

A myślisz, że nie proponuję? Rzadko kiedy są chęci, sama z siebie nigdy nie zaproponuje. Wychodzimy ostatnio bardzo dużo razem, kiedyś nie spędzaliśmy tyle czasu ze sobą co teraz. Rower jest raz na 2-3 tygodnie może, ale są inne wyjścia. To mnie tym bardziej zastanawia, że kiedyś problemem było to, że nie wychodziliśmy, że co tydzień do matki jeździliśmy mojej. Staram się teraz coś organizować i więcej wychodzimy.

Przeczytalam ten watek Autorze, przeczytalam wczesniejszy i powiem jedno dla mnie jestes taka meska pipą...delikatnie mowiac. Tobie sie wydaje ze jak bedziesz bardziej scielil sie do stop zonie to ona wkoncu usatysfakcjonowana tym zlagodnieje i okaze Ci wiecej uczuca i ciepla. Jest wrecz odwrotnie. W jej oczach jestes takim cienkim bolkiem ze prosisz sie wrecz zeby Cie jeszcze bardziej potyrac.
Mam podobnego kolege w pracy. Pantofel jakich malo, zona wiecznie awantury i pretensje i wszystko pod jej dyknando. Na poczatku probowalam mu pomoc, delikatnie zasugerowac ze nie powinien pozwolic sie tak traktowac itp. Nie skutkowalo bo ona w sumie jest wspaniala ..tylko nerwowa, musi postawic na swoim, bo faktycznie to jego wina, moze za malo przeprosil. Po czasie widzac jak on sie zachowuje poczulam do niego cos na kszalt pogardy i ...zaczelam odnosic dosc lekcewazaco. Moze to malo chwalebne ale jesli ktos sam dobrowolnie robi z siebie sciere do podlogi i nie szanuje to jak inni maja jego szanowac?
Dlatego albo odnalez swoje jaja i zacznij wymagac szacunku od swojej zony furiatki albo miej dalej "niskie poczucie wartosci" i pod jego pretekstem  daj soba dalej pomiatac. Gwarantuje Ci ze bedzie tylko gorzej i za chwile zaczniesz przepraszac ze zyjesz.  W sumie juz to robisz.

29

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

A myślisz, że nie proponuję? Rzadko kiedy są chęci, sama z siebie nigdy nie zaproponuje. Wychodzimy ostatnio bardzo dużo razem, kiedyś nie spędzaliśmy tyle czasu ze sobą co teraz. Rower jest raz na 2-3 tygodnie może, ale są inne wyjścia. To mnie tym bardziej zastanawia, że kiedyś problemem było to, że nie wychodziliśmy, że co tydzień do matki jeździliśmy mojej. Staram się teraz coś organizować i więcej wychodzimy.

Twoja żona zachowuje się jak rozkapryszona księżniczka i bez względu na to co zrobisz, ona dla zasady zawsze będzie niezadowolona, szukając przy tym dziury w całym. Mało tego, cokolwiek postanowisz i jakkolwiek się nie zachowasz, to zawsze będzie źle, bo jak tylko uda Ci się rozwiązać jeden problem, to automatycznie pojawi się kolejny. Nie rozumiem po co w ogóle wdajesz się w te bzdurne dyskusje i pytasz czy możesz wyjść na rower - przecież to jak lanie wody na młyn. Oczywiście, że w związku pewne rzeczy się ze sobą ustala, ale to co dzieje się między Wami, to nie jest ustalanie, a podporządkowywanie się jednej strony do oczekiwań drugiej. Nie ma przy tym mowy o jakimś kompromisie.

Warto, abyś zdał sobie sprawę, że ta relacja jest toksyczna, a Ty jesteś poddawany ciągłej presji, manipulacji i wpędzaniu Cię w poczucie winy. Zamiast cieszyć się kontaktem z drugim człowiekiem, w tym przypadku z żoną, trzesiesz się na samą myśl czy aby przypadkiem jej czymś nie urazisz, tym samym narażając się na fochy i karę, bo nie wiem jak inaczej nazwać jej demonstracyjne obrażanie się i wieczne pretensje.

Na koniec dodam, że słusznie powyżej zasugerowano, abyś zapoznał się z tematem przemocy emocjonalnej i biernej agresji. Sądzę, że możesz być zaskoczony tym, co przeczytasz.

30

Odp: Opowiem Wam historię....

"żona mnie tego nauczyła"   <---- Ona... Sobie... Ciebie... Wychowała... Tak... Żeby... To... Jej... Było... Dobrze...   Ale tak naprawdę to ją męczy. Ciebie też.  Czujesz? Przeczytaj sobie to jeszcze pięć razy... Proces uświadamiania trwa...   Musisz być bardziej... jak by to powiedzieć... "Mężczyzną"    Póki co bardziej brzmisz jak Gej. I to ten uległy czy jak to się tam nazywa.   hmm


NIE UCZ SIĘ WZORCÓW ZACHOWAŃ OD KOBIET.    UCZ SIĘ POSTAWY OD SAMCÓW! Bo nim jesteś.

31

Odp: Opowiem Wam historię....
TenGłos napisał/a:

UCZ SIĘ POSTAWY OD SAMCÓW! Bo nim jesteś.

Przeczytałem ten wątek i poprzedni autora. I uważam, że Twoje ostatnie zdanie nie oddaje stanu faktycznego big_smile

32 Ostatnio edytowany przez Summerka (2017-06-25 05:52:04)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Potrzebujesz spojrzenia kogoś postronnego..

Moi rodzice mieszkają 15 minut drogi od nas i jadąc do nich jedziemy na 4-6 godzin maksymalnie raz na dwa tygodnie. Kiedyś jeździliśmy w tygodniu na 2-3 godziny co tydzień. Po rozmowie z żoną ograniczyliśmy wizyty do dwóch tygodni. Rodzice nie wiedzą o naszym postanowieniu, po prostu dzwonię do nich u mówię, że wlecimy. Pozostałe części weekendu spędzamy razem, wtedy kiedy nie jedziemy do moich rodziców też. Do ojca mojej żony jeździmy rzadziej, a jak jedziemy to na cały weekend bo mieszka 100km od naszego miejsca zamieszkania. Jeździmy rzadziej bo nasze wyjazdy tam się kończą tym, że i tak siedzimy prawie cały czas sami, albo z macochą żony, która to jest na dłuższą metę męcząca. To jest temat na osobną rozmowę...wymagający rozwinięcia

Summerka napisał/a:

Sprawa wychodzenia na rower.

A myślisz, że nie proponuję? Rzadko kiedy są chęci, sama z siebie nigdy nie zaproponuje. Wychodzimy ostatnio bardzo dużo razem, kiedyś nie spędzaliśmy tyle czasu ze sobą co teraz. Rower jest raz na 2-3 tygodnie może, ale są inne wyjścia. To mnie tym bardziej zastanawia, że kiedyś problemem było to, że nie wychodziliśmy, że co tydzień do matki jeździliśmy mojej. Staram się teraz coś organizować i więcej wychodzimy.

Jeśli tak, to zmienia postać rzeczy. Zrozumiałam, że nawet jak jesteście sami czy gdzieś wychodzicie, to wcale nie jest dobrze. Pamiętasz bajkę o rybaku i złotej rybce? Kiedyś lista życzeń się kończy i trzeba powrócić  do rzeczywistości.Ty też powinieneś stawiać wymagania wobec żony, bo inaczej będzie tak  jak do tej pory. Może wreszcie będzie ważna i potrzebna? Kto wie?
Wracając do tematu rodziców, pewnie się czujesz tak bezpiecznie i tam żona zachowuje  się normalnie? Nie wiem.Jeśli w związku  ci nie odpowiada, zawsze można iść  na terapię, odejść, a możesz też zawalczyć o siebie i swoje miejsce równorzędnego partnera.

33

Odp: Opowiem Wam historię....
Summerka napisał/a:

Pamiętasz bajkę o rybaku i złotej rybce? Kiedyś lista życzeń się kończy i trzeba powrócić  do rzeczywistości.Ty też powinieneś stawiać wymagania wobec żony, bo inaczej będzie tak  jak do tej pory. Może wreszcie będzie ważna i potrzebna? Kto wie?
Wracając do tematu rodziców, pewnie się czujesz tak bezpiecznie i tam żona zachowuje  się normalnie? Nie wiem.Jeśli w związku  ci nie odpowiada, zawsze można iść  na terapię, odejść, a możesz też zawalczyć o siebie i swoje miejsce równorzędnego partnera.

Ktoś mi już kiedyś powiedział o tej bajce...także jest coś na rzeczy. Sęk w tym, że gdy dochodzi do spięcia, w początkowej fazie staram się (starałem się) bronić swoich racji i przekonać żonę, że prawda jest inna. Kończyło się i kończy to zawsze źle, i po jakimś czasie zamiast pozostać przy swoim to przepraszałem. W między czasie też palnąłem jakieś głupstwo w nerwach i to nakręcało kolejną sprzeczkę i było jak piszecie wodą na młyn...

Od jakiegoś czasu po jednej z rozmów z żoną, w której mi wytłumaczyła, że ma swoje uczucia, ma do nich prawo, ma prawo się tak czuć, najpierw staram się jej wysłuchać i mówię, że ma prawo do swoich uczuć. Przykład z pytaniem matki, które ją zabolało. Mnie to pytanie nie ruszyło, uważam również, że moja matka nie miała nic złego na myśli. Nie staję jednak w obronie matki (mimo, że wiem że nie miała złych intencji), a jestem w stanie powiedzieć, że żona ma swoje uczucia i mogło ją to zaboleć i jestem w stanie zwrócić matce uwagę (o co mnie na początku żona prosiła). Jednak nie chciałem co chwilę zwracać uwagi matce, tylko dlatego by chronić żonę przed tym, aby nie była postrzegana jako ta, przy której strasznie trzeba uważać na to co się mówi, bo można ją nieświadomie urazić. Po prostu chciałem ją chronić bo już kiedyś była sytuacja - zresztą moja rodzina już i tak stara się kontrolować co mówi i robi bo poznała charakter mojej żony...

Zdanie żony jest takie, że powinno się zwracać matce uwagę zawsze jak dochodzi do jakiejś sytuacji, żeby w przyszłości nie popełniała ona takich błędów. Na co mój argument jest taki, że nie da się przewidzieć co jeszcze może nastąpić, co urazi moją żonę i nawet zwrócenie uwagi na coś co pojawiło się jeden raz nie spowoduje, że w przyszłości nie pojawi się 150 innych rzeczy, które będą urażać żonę.

Tak u moich rodziców jest fajna rodzinna atmosfera i czuję się tam bezpiecznie - ale stresują mnie momenty kiedy wiem, że jest jakiś konflikt na linii ja-żona albo żona-ktoś z mojej rodziny i mamy iść do rodziny w odwiedziny.

Miniony weekend zarówno u moich rodziców jak i u jej taty był ok, żona była sympatyczna wobec wszystkich, do mnie odzywała się wtedy normalnie.

Wystarczyło tylko wyjść poza teren domu jej taty i moich rodziców i wraca napięcie....

Status obecny jest taki, że ja próbuję nawiązać normalną rozmowę natomiast żona chodzi jak struta, daje mi zdawkowe odpowiedzi, sama z siebie się do mnie nie odezwie, potrafi odpowiedzieć w stylu: tak, nie, najwidoczniej, nic itp.
Wystarczy moje pytanie dlaczego tak się zachowujesz to zaraz jest odpowiedź: jak? Przecież normalnie z tobą rozmawiam, czego oczkujesz. Znowu nie spełniam twoich oczekiwań? Może najlepiej jakbym zdechła, albo potrafi powiedzieć o rzeczach które zawsze robiliśmy wspólnie "ide dzisiaj...", "ide tam...", "ja ide dziś wieczorem..." - mówię o rzeczach, które mieliśmy już zaplanowane od dawna że zrobimy, że gdzieś pójdziemy, albo o rzeczach które od lat robimy razem i zawsze było jak już stwierdzenie "idziemy dzisiaj...?"

Poza tym żona wyjaśniła mi, że ona była tak wychowana, że uważała, że zawsze trzeba pytać drugiej osoby w związku czy nie mamy jakiś planów, z uwagi na szacunek do tej drugiej osoby. Ona zawsze tak robiła, ale teraz stwierdziła, że musi się tego oduczyć bo głupio myślała...

34

Odp: Opowiem Wam historię....

Wasze problemy są chyba warte wizyty u terapeuty. I to zanim urodzi się dziecko. Mysleliscie o tym?
Jak dla mnie zostałeś wychowany przez mamę na grzecznego chłopczyka. Takiego sobie żona wzięła- tylko chyba myslała, że to jej będziesz służył, więc walczy z Twoją matką.
Walcz o siebie, a nie o to co pomyślą kobiety w Twoim otoczeniu.
Jedno jest pewne- samo się nie poprawi.

35

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Seks wygląda tak, że ostatnio był we wrześniu ubiegłego roku...bo było trzeba. Staramy się o dziecko. Od września do teraz co najwyżej "robiłem to" do probówki....
Żona nie robi nic żeby pokazać mi, że ma jakąkolwiek ochotę na seks, ja w drugą stronę..mimo, że podniecenie czuję bo mam swoje potrzeby seksualne.....

Mi ten fragment nie daje spokoju. Czyli robisz to do probówki, że y zbadać nasienie czy żeby mieć dziecko z żoną? Bo jeśli to drugie, a wam obojgu nic nie dolega to ten związek to jakaś katastrona

36

Odp: Opowiem Wam historię....

Ja cie kręcę. .  Cóż obraz nędzy i rozpaczy.
Ty jesteś totalną i niereformowalną pipą, to rozumiem - i wiem ze nigdy się to nie zmieni bo jak nie masz męskich hormonów to nie masz i już. Przypadkiem wyrósł ci siusiak ale to jedyne co masz z faceta.
Twoja żona tez to wie bo nawet ten siusiak jej nie kręci - pewnie nie jest lesbijką, żeby z drugą cip** iść do łóżka.
Ale dlaczego ona w ogóle z tobą jest???
Jakie ona ma deficyty?
Jesteś bogaty czy jak?
Ona się tak brzydzi że woli dziecko z probowki niż z bzykniecia - wiec po co marnuje czas? Przy czym wyraźnie widać ze cię nie lubi. Z resztą czytając te twoje wypociny to chyba nikt cię nie lubi.

37 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-06-26 12:45:13)

Odp: Opowiem Wam historię....
pannapanna napisał/a:

Ja cie kręcę. .  Cóż obraz nędzy i rozpaczy.
Ty jesteś totalną i niereformowalną pipą, to rozumiem - i wiem ze nigdy się to nie zmieni bo jak nie masz męskich hormonów to nie masz i już. Przypadkiem wyrósł ci siusiak ale to jedyne co masz z faceta.
Twoja żona tez to wie bo nawet ten siusiak jej nie kręci - pewnie nie jest lesbijką, żeby z drugą cip** iść do łóżka.
Ale dlaczego ona w ogóle z tobą jest???
Jakie ona ma deficyty?
Jesteś bogaty czy jak?
Ona się tak brzydzi że woli dziecko z probowki niż z bzykniecia - wiec po co marnuje czas? Przy czym wyraźnie widać ze cię nie lubi. Z resztą czytając te twoje wypociny to chyba nikt cię nie lubi.

Niestety sie zgodze. Ja nie bronie zoneczki bo to niezla histeryczka jest ale z drugiej strony to sie jej nie dziwie bo majac tak bezjajecznego meza tluklabym go chyba codziennie patelnia po lbie po czesci bo moge a po czesci by moze wyzwolic w nim chociac iskre konkretnej meskiej reakcji. Dla mnie tu terapia nic nie da bo z pipy faceta nie zrobi. Pomysl z dzieckiem dla mnie tez tragedia, bedzie tylko swiadkiem jak matka jezdzi po ojcu a z czasem dolaczy do niej w tym procederze bo i jemu Autor pozwoli wejsc sobie na glowe.

38

Odp: Opowiem Wam historię....

Nie tak ostro siostro..

Autor nie jest PIpą. Tak po prostu został wychowany- nie jego wina.
Niestety jak widać kompletnie nie sprawdza się w jego małżeństwie.
Chyba obwinia o to żonę- ta pewnie ma swoje za uszami-ale nie jej tu doradzamy, ale kluczem jest dostrzeżenie swojej postawy i jej skutków.
To co działa czasem jako tako między matką a dzieckiem, w relacji między dorosłymi nie sprawdza się.
Po pierwsze autor został dzieckiem, które potrzebuje mamy- kogoś kto pochwali i pogłaska po głowie. ale też wyda pozwolenie , komendę.
A żona jest sfrustrowana- bo nie tego chciała w swoim małżeństwie i też pogubiona.

Autorze, nawet jak byś zmienił żonę, sytuacja powtórzy się...

Wstrząsanie autorem nic nie da, bo on potrzebuje wsparcia by sobie to poukładać- nie mamy wsparcia, tylko fachowca.
On sie zacznie zmieniać, zmieni się żona- bo chyba na poczatku tak nie było..
To wymaga czasu i trudu.

39

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Autor nie jest PIpą. Tak po prostu został wychowany- nie jego wina.

Rozmawiamy tu o dorosłym, żonatym człowieku, który ma zamiar spłodzić własne dziecko... nie przesadzajmy i nie zwalajmy wszystkiego na wychowanie...

40

Odp: Opowiem Wam historię....
santapietruszka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Autor nie jest PIpą. Tak po prostu został wychowany- nie jego wina.

Rozmawiamy tu o dorosłym, żonatym człowieku, który ma zamiar spłodzić własne dziecko... nie przesadzajmy i nie zwalajmy wszystkiego na wychowanie...

Nie chodzi o zwalanie winy, tylko o szukanie PRZYCZYNY.
Ale jeżeli ktoś uważa, ze wyzwiskami się mu pomoze, to powodzenia życzę i nie przeszkadzam...;)

41 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-06-26 13:00:26)

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Nie tak ostro siostro..

Autor nie jest PIpą. Tak po prostu został wychowany- nie jego wina.
Niestety jak widać kompletnie nie sprawdza się w jego małżeństwie.
Chyba obwinia o to żonę- ta pewnie ma swoje za uszami-ale nie jej tu doradzamy, ale kluczem jest dostrzeżenie swojej postawy i jej skutków.
To co działa czasem jako tako między matką a dzieckiem, w relacji między dorosłymi nie sprawdza się.
Po pierwsze autor został dzieckiem, które potrzebuje mamy- kogoś kto pochwali i pogłaska po głowie. ale też wyda pozwolenie , komendę.
A żona jest sfrustrowana- bo nie tego chciała w swoim małżeństwie i też pogubiona.

Autorze, nawet jak byś zmienił żonę, sytuacja powtórzy się...

Wstrząsanie autorem nic nie da, bo on potrzebuje wsparcia by sobie to poukładać- nie mamy wsparcia, tylko fachowca.
On sie zacznie zmieniać, zmieni się żona- bo chyba na poczatku tak nie było..
To wymaga czasu i trudu.

Czytajac poprzedni watek smiem watpic ze bylo lepiej. Po historii jak mieli wyjsc do knajpy i Autor uprzedzal zone ze juz pora sie szykowac a ona to olala a potem zrobila mu karczemna awanture ze nie powiedzial jej ze juz tak pozno i wogole to sie za bardzo wystroil a ona juz nie ma czasu sie wyszykowac  odpadlam. On oczywiscie jeszczs ja za to finalnie przeprosil.
To nie jest fajna kobitka ktora troszke denerwuje nynusiowaty maz i to ja frustruje. To jest rasowa histeryczka i egoistka ktora z premedytacja wziela sobie za maz taka łatwosterowalna sierotke- faceta  ale z czasem nawet ja przerosla jego postawa. Dla mnie golym okiem widac ze ona sie z nim meczy. Czasem moze jej pasuje ze jest spolegliwy i tanczy pod jej muzyke ale na dluzsza mete to ja odrzuca od niego i nie szanuje go zwyczajnie.
Co do wyzwisk to niestety ale dla mnie to jest fakt. A ze dosadnie go stwierdzam to tylko dlatego ze moze terapia wstrzasowa cos wkoncu da bo poki co Autor tylko slucha madrych wywazonych rad, pokrzepiajacych i cieplych uwag i jaki sierotowaty byl taki jest. Jesli nawet zrodlo tego lezy w dziecinsitwie to bez przsady...to juz stary kon a nie nastolatek i samodzielnie myslec powinien.

42 Ostatnio edytowany przez ShyGuy82 (2017-06-26 14:05:39)

Odp: Opowiem Wam historię....

No gratuluję niektórym niektórych wniosków na mój temat wink Ale spoko smile

Chciałem tylko sprostować, że ja nie twierdzę, że żona jest potworem. Robiłem to "do probówki" ponieważ żona ma problem z zajściem w ciążę i staramy się innymi metodami.

Wniosek jest taki, że powinienem się postawić i zawalczyć o swoje - nie uginać się i nie przejmować "dosrywaniem" mi, milczeniem, docinkami, oschłością.
Czyli mam wybór - albo być uległy, przeprosić i mieć 2 dni skopane.
Albo nie przepraszać kiedy uważam inaczej i mieć 7 dni skopanych wink

43

Odp: Opowiem Wam historię....

Czytam, czytam i nie wiem czy śmiać się czy płakać.. Autorze, twoje małżeństwo to koszmar, ponieważ kompletnie nie masz kręgosłupa a co dopiero jaj, to nic się nie zmieni. Nie zrobisz NIC, no bo tak to żona tylko dwa dni ma focha a jak coś zrobisz do foch będzie siedem dni. Ojej! Absolutnie nie powinniście starać się o dziecko. Jak mogło przyjść Ci do głowy żeby sprowadzać dziecko na świat i skazywać je na życie w patologii jaką jest Wasza rodzina??? Chyba nie jesteś tak naiwny żeby wierzyć, że dziecko to lekarstwo na kryzys? Będzie jeszcze gorzej.

44 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-06-26 14:37:34)

Odp: Opowiem Wam historię....

Shy- jak nic nie zrobisz, a tylko będziesz się zastanawiać kiedy przeprosić, to SKOPANE BĘDZIE CAŁE TWOJE ŻYCIE i jeszcze dzieci Twoich.
Czego oczekujesz od ludzi na forum?

Ze podpowiedzą, co zrobić by żona miała mniejszego focha?
że powiedzą, że zona zła i zmień na inną- z takim postepowaniem przyciągniesz podobną.
Czego oczekujesz?

45 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-06-26 14:44:46)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

No gratuluję niektórym niektórych wniosków na mój temat wink Ale spoko smile

Chciałem tylko sprostować, że ja nie twierdzę, że żona jest potworem. Robiłem to "do probówki" ponieważ żona ma problem z zajściem w ciążę i staramy się innymi metodami.

Wniosek jest taki, że powinienem się postawić i zawalczyć o swoje - nie uginać się i nie przejmować "dosrywaniem" mi, milczeniem, docinkami, oschłością.
Czyli mam wybór - albo być uległy, przeprosić i mieć 2 dni skopane.
Albo nie przepraszać kiedy uważam inaczej i mieć 7 dni skopanych wink

Super logika chlopie. Jestes idealnym materialem na bycie popychadlem nie tylko w domu ale i w pracy i innych sytuacjach. No bo przeciez lepiej pelzac przy podlodze i spelniac zachcianki wszystkich niz byc asertywny i czasem narazic sie przez to na nieprzyjemnosci.
Nie plodz tego dziecka prosze bo jedyne czego mozesz je nauczyc to jak byc tchorzem!

46 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-06-26 14:48:23)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Czyli mam wybór - albo być uległy, przeprosić i mieć 2 dni skopane.
Albo nie przepraszać kiedy uważam inaczej i mieć 7 dni skopanych wink

Nie mam więcej pytań... albo nie, mam jedno - po jaką choinkę założyłeś ten temat na forum, skoro dobrze Ci tak, jak jest? Żeby się pochwalić supermałżeństwem?

... i zgadzam się z feniks35 - jakbym miała takiego w domu, to chyba bym skoczyła z okna, gdyby przywalenie patelnią nie pomogło...

47

Odp: Opowiem Wam historię....

Jeżeli , Autorze, Twoim celem jest święty spokój, nie uzyskasz go przy swojej żonie- jesli przyszło Ci do głowy, ze dziecko coś tu zmieni i żona stanie się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki miła- daruj sobie!
Więc rozwód i  prowadź życie singla- bo nie wierzę, że przyciągniesz kobietę która Cię poszanuje, to byłby cud..

48

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Czego oczekujesz od ludzi na forum?
Ze podpowiedzą, co zrobić by żona miała mniejszego focha?
że powiedzą, że zona zła i zmień na inną- z takim postepowaniem przyciągniesz podobną.
Czego oczekujesz?

Po pierwsze chciałem się wygadać z problemu - bo nie mam komu. Po drugie chciałem byście spojrzeli na to jako ktoś obcy. Chciałem przedstawić jak najlepiej tą sytuację i prosić o opinię czy jest to normalne. Ja wewnętrznie uważam, że zachowanie mojej żony nie jest normalne, ale brak mi tej pewności siebie i często w takich sytuacjach po jakimś czasie następuje jednak moment kiedy tłumaczę sobie, że mogłem jednak inaczej postąpić....nie bronię twardo swojego zdania w dłuższej perspektywie czasu.

feniks35 napisał/a:

Nie plodz tego dziecka prosze bo jedyne czego mozesz je nauczyc to jak byc tchorzem!

Dzięki za radę wink

santapietruszka napisał/a:
ShyGuy82 napisał/a:

Czyli mam wybór - albo być uległy, przeprosić i mieć 2 dni skopane.
Albo nie przepraszać kiedy uważam inaczej i mieć 7 dni skopanych wink

Nie mam więcej pytań... albo nie, mam jedno - po jaką choinkę założyłeś ten temat na forum, skoro dobrze Ci tak, jak jest? Żeby się pochwalić supermałżeństwem?

To był tylko drobny żart....

Ela210 napisał/a:

Jeżeli , Autorze, Twoim celem jest święty spokój, nie uzyskasz go przy swojej żonie- jesli przyszło Ci do głowy, ze dziecko coś tu zmieni i żona stanie się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki miła- daruj sobie!
Więc rozwód i  prowadź życie singla- bo nie wierzę, że przyciągniesz kobietę która Cię poszanuje, to byłby cud..

A jeżeli przyjmę strategię, że będę stanowczo bronił swoich racji, nie wdawał się w dyskusję i nie dam się wciągnąć w dyskusje i pogrywanie? Jaką wtedy widzisz przyszłość? smile

49

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Czego oczekujesz od ludzi na forum?
Ze podpowiedzą, co zrobić by żona miała mniejszego focha?
że powiedzą, że zona zła i zmień na inną- z takim postepowaniem przyciągniesz podobną.
Czego oczekujesz?

Po pierwsze chciałem się wygadać z problemu - bo nie mam komu. Po drugie chciałem byście spojrzeli na to jako ktoś obcy. Chciałem przedstawić jak najlepiej tą sytuację i prosić o opinię czy jest to normalne. Ja wewnętrznie uważam, że zachowanie mojej żony nie jest normalne, ale brak mi tej pewności siebie i często w takich sytuacjach po jakimś czasie następuje jednak moment kiedy tłumaczę sobie, że mogłem jednak inaczej postąpić....nie bronię twardo swojego zdania w dłuższej perspektywie czasu.

feniks35 napisał/a:

Nie plodz tego dziecka prosze bo jedyne czego mozesz je nauczyc to jak byc tchorzem!

Dzięki za radę wink

santapietruszka napisał/a:
ShyGuy82 napisał/a:

Czyli mam wybór - albo być uległy, przeprosić i mieć 2 dni skopane.
Albo nie przepraszać kiedy uważam inaczej i mieć 7 dni skopanych wink

Nie mam więcej pytań... albo nie, mam jedno - po jaką choinkę założyłeś ten temat na forum, skoro dobrze Ci tak, jak jest? Żeby się pochwalić supermałżeństwem?

To był tylko drobny żart....

Ela210 napisał/a:

Jeżeli , Autorze, Twoim celem jest święty spokój, nie uzyskasz go przy swojej żonie- jesli przyszło Ci do głowy, ze dziecko coś tu zmieni i żona stanie się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki miła- daruj sobie!
Więc rozwód i  prowadź życie singla- bo nie wierzę, że przyciągniesz kobietę która Cię poszanuje, to byłby cud..

A jeżeli przyjmę strategię, że będę stanowczo bronił swoich racji, nie wdawał się w dyskusję i nie dam się wciągnąć w dyskusje i pogrywanie? Jaką wtedy widzisz przyszłość? smile

Nie mam szklanej kuli- wnioski na temat Twojej żony wyciągamy tylko z Twoich opowiadań.
Ale są 2 drogi- żona zacznie szanować Ciebie albo z Toba walczyć.
Po tym poznasz, czy Cię kocha, i czy Ty ja kochasz. Jeżeli nie będziecie umieli wypracować nowej formuły- to po co się męczyć?
Może zacznij od swojej indywidualnej terapii?

50 Ostatnio edytowany przez ShyGuy82 (2017-06-26 16:21:20)

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Nie mam szklanej kuli- wnioski na temat Twojej żony wyciągamy tylko z Twoich opowiadań.
Ale są 2 drogi- żona zacznie szanować Ciebie albo z Toba walczyć.
Po tym poznasz, czy Cię kocha, i czy Ty ja kochasz. Jeżeli nie będziecie umieli wypracować nowej formuły- to po co się męczyć?
Może zacznij od swojej indywidualnej terapii?

Zobaczymy. Bardzo chcę poprawić stanowczość, pewność siebie i to żeby potrafić pozostać przy swoim zdaniu. Dzięki za radę. Zobaczę jakie będą najbliższe dni, jeśli wróci do normy (co jest wielce prawdopodobne, że żona po prostu zacznie się normalnie zachowywać, bez jakiegoś przepraszam czy coś..) to pewnie odbędzie się bez terapii. Jeśli będzie to ciągnęła dalej przy jednoczesnym braku zmiany mojego stanowiska w tej sprawie wówczas zacznę szukać psychologa (do którego nomen omen już kiedyś poszedłem - ale wtedy przekonała mnie do tego żona bo chciała bym się zmienił).

Zacząłem trochę czytać o przemocy psychicznej, natrafiłem też na książkę "moje dwie głowy", przeczytałem sobie też mój wątek sprzed 3 lat i to co tam przeczytałem, teraz, z perspektywy czasu brzmi dla mnie strasznie. Gdy to czytałem to zacząłem się zastanawiać dlaczego ja się tak wtedy zachowywałem jak taka "ciota", że gdybym miał teraz taką sytuację to bym tak się nie zachował, te przeprosiny za coś czego się nie zrobiło, za brak winy, te wrzaski żony...straszne..

W ostatnich dniach utkwiły mi też w mojej głowie dwa słowa jakie usłyszałem od spanikowanej i zdenerwowanej żony kiedy do niej powiedziałem w czasie jazdy samochodem "spokojnie" (bo nie mogła znaleźć miejsca parkingowego i się trochę zagubiła na drodze)...odpowiedziała mi "odpierdol się kurwa" ........

51

Odp: Opowiem Wam historię....

Dzizas, wlosy sie jeza i zeby zgrzytaja jak sie to czyta hmm

Twoja zona to egoistka, ktora stawia Cie po katach, focha sie, szantazuje, odmawia seksu, a Ty zamiast sie zastanawic co w tym bajzlu wogole robisz, pytasz sie jak byc jeszcze grzeczniejszym pieskiem dla niej??? Szczena mi opadla.

To nie jest normalny zwiazek, tylko jakis patologiczny uklad. Prawisz, ze z szacunku pytasz zone czy mozesz wyjsc na rower, a ja Ci na to odpowiem, ze dorosla osoba w malzenstwie nie ma potrzeby nikogo prosic sie o przyzwolenie. Chce wyjsc na silownie, na basen, do kawiarni, na zakupy, do kolezanki/ kolegi- to o tym tylko partnera INFORMUJE (oczywiscie chodzi o sytuacje gdy jest weekend i nasze plany moglyby sie jakos strzasnac, takze Misiek wie, ze jak ja jestem na slice rano, to zakupy bedziemy robic po poludniu). W zyciu by mi nie przyszlo do glowy prosic sie o pozwolenie. Nie mam pieciu lat. Podobnie ze strony mojej drugiej polowki. Wychodzi gdzies, to mi wysle smsa, albo napomknie. I tyle.

Budyn bezjajeczny z Ciebie.

52

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Nie mam szklanej kuli- wnioski na temat Twojej żony wyciągamy tylko z Twoich opowiadań.
Ale są 2 drogi- żona zacznie szanować Ciebie albo z Toba walczyć.
Po tym poznasz, czy Cię kocha, i czy Ty ja kochasz. Jeżeli nie będziecie umieli wypracować nowej formuły- to po co się męczyć?
Może zacznij od swojej indywidualnej terapii?

Zobaczymy. Bardzo chcę poprawić stanowczość, pewność siebie i to żeby potrafić pozostać przy swoim zdaniu. Dzięki za radę. Zobaczę jakie będą najbliższe dni, jeśli wróci do normy (co jest wielce prawdopodobne, że żona po prostu zacznie się normalnie zachowywać, bez jakiegoś przepraszam czy coś..) to pewnie odbędzie się bez terapii. Jeśli będzie to ciągnęła dalej przy jednoczesnym braku zmiany mojego stanowiska w tej sprawie wówczas zacznę szukać psychologa (do którego nomen omen już kiedyś poszedłem - ale wtedy przekonała mnie do tego żona bo chciała bym się zmienił).

Zacząłem trochę czytać o przemocy psychicznej, natrafiłem też na książkę "moje dwie głowy", przeczytałem sobie też mój wątek sprzed 3 lat i to co tam przeczytałem, teraz, z perspektywy czasu brzmi dla mnie strasznie. Gdy to czytałem to zacząłem się zastanawiać dlaczego ja się tak wtedy zachowywałem jak taka "ciota", że gdybym miał teraz taką sytuację to bym tak się nie zachował, te przeprosiny za coś czego się nie zrobiło, za brak winy, te wrzaski żony...straszne..

Ale ze co? Ze niby teraz zachowujesz sie inaczej, bardziej zdecydowanie? lol
Wez mnie nie rozsmieszaj a siebie samego nie oszukuj...nic sie nie zmienilo od tamtego czasu.

53

Odp: Opowiem Wam historię....

A do psychologa poszedłeś  z powodu jakiego problemu?
I dlaczego zrezygnowałeś po 1 spotkaniu?

54

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Summerka napisał/a:

.

Ktoś mi już kiedyś powiedział o tej bajce...także jest coś na rzeczy. Sęk w tym, że gdy dochodzi do spięcia, w początkowej fazie staram się (starałem się) bronić swoich racji i przekonać żonę, że prawda jest inna. Kończyło się i kończy to zawsze źle, i po jakimś czasie zamiast pozostać przy swoim to przepraszałem. W między czasie też palnąłem jakieś głupstwo w nerwach i to nakręcało kolejną sprzeczkę i było jak piszecie wodą na młyn...

Od jakiegoś czasu po jednej z rozmów z żoną, w której mi wytłumaczyła, że ma swoje uczucia, ma do nich prawo, ma prawo się tak czuć, najpierw staram się jej wysłuchać i mówię, że ma prawo do swoich uczuć. Przykład z pytaniem matki, które ją zabolało. Mnie to pytanie nie ruszyło, uważam również, że moja matka nie miała nic złego na myśli. Nie staję jednak w obronie matki (mimo, że wiem że nie miała złych intencji), a jestem w stanie powiedzieć, że żona ma swoje uczucia i mogło ją to zaboleć i jestem w stanie zwrócić matce uwagę (o co mnie na początku żona prosiła). Jednak nie chciałem co chwilę zwracać uwagi matce, tylko dlatego by chronić żonę przed tym, aby nie była postrzegana jako ta, przy której strasznie trzeba uważać na to co się mówi, bo można ją nieświadomie urazić. Po prostu chciałem ją chronić bo już kiedyś była sytuacja - zresztą moja rodzina już i tak stara się kontrolować co mówi i robi bo poznała charakter mojej żony...

Zdanie żony jest takie, że powinno się zwracać matce uwagę zawsze jak dochodzi do jakiejś sytuacji, żeby w przyszłości nie popełniała ona takich błędów. Na co mój argument jest taki, że nie da się przewidzieć co jeszcze może nastąpić, co urazi moją żonę i nawet zwrócenie uwagi na coś co pojawiło się jeden raz nie spowoduje, że w przyszłości nie pojawi się 150 innych rzeczy, które będą urażać żonę.

Tak u moich rodziców jest fajna rodzinna atmosfera i czuję się tam bezpiecznie - ale stresują mnie momenty kiedy wiem, że jest jakiś konflikt na linii ja-żona albo żona-ktoś z mojej rodziny i mamy iść do rodziny w odwiedziny.

Miniony weekend zarówno u moich rodziców jak i u jej taty był ok, żona była sympatyczna wobec wszystkich, do mnie odzywała się wtedy normalnie.

Wystarczyło tylko wyjść poza teren domu jej taty i moich rodziców i wraca napięcie....

Poza tym żona wyjaśniła mi, że ona była tak wychowana, że uważała, że zawsze trzeba pytać drugiej osoby w związku czy nie mamy jakiś planów, z uwagi na szacunek do tej drugiej osoby. Ona zawsze tak robiła, ale teraz stwierdziła, że musi się tego oduczyć bo głupio myślała...

Ech, autorze. Przejmujesz komunikatami  żony natomiast  ona twoimi  się nie przejmuje. Pytała cię kiedykolwiek, co czujesz, jak się czujesz? Naprawdę sądzę, że przydałaby ci się dobra terapia albo lekcje zdrowego egoizmu. Jaki tam szacunek do drugiej osoby, bo nie widzę. Patrzysz już jej oczami, niemal czujesz jak ona. A gdzie się podziało twoje ja, twoje uczucia? Im więcej opowiadasz o związku, tym bardziej jestem sceptyczna co do zmian. Nie zmienisz tego sam, bo myślisz już tak jak ona. Przydałaby się fachowa pomoc.

55

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Czyli mam wybór - albo być uległy, przeprosić i mieć 2 dni skopane.
Albo nie przepraszać kiedy uważam inaczej i mieć 7 dni skopanych wink

Z tobą gorzej niż z dzieckiem, każdy rodzic wie, że musi przeczekać 0,5h histerii, krzyku, rzucania się na ziemię, jak przetrwa potem trwa to tylko 15 min, a potem dzieciak już wie, że nic nie zdziała tym sposobem. Tak, musisz czasem przetrwać 7 dni, może miesiąc!

Co uzyskujesz przychodząc z podwiniętym ogonem do żonki po 2 dniach? Nic, co więcej wcale jej nie robisz dobrze utrwalając ten stan. Czy ona jest zadowolona, gdy przychodzisz i grzecznie pytasz, czy macie jakieś "wspólne" plany? OK, tym razem zapytałeś się, a czy nie jest tak, że po chwili przyczepia się do czegoś innego np. bo twoja matka coś tam powiedziała (jakbyś był odpowiedzialny za cudze wypowiedzi)? Już doszedłeś do ściany - nie dzwonisz do matki w obecności żony, bo boisz się, że ona się poczuje urażona wypowiedzią teściowej. Ty jesteś winny tego, co mówi, myśli twoja matka? czy te wypowiedzi są rzeczywiście skierowane przeciwko twojej żonie? czy może to nadinterpretacja żony? Jak daleko się posuniesz, by nie denerwować żony?

Kilka osób napisało, że tak zostałeś wychowany... a jak wychowasz swoje dziecko? zaszczujesz je, by było tak samo posłuszne jak ty?

56 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2017-06-26 22:43:04)

Odp: Opowiem Wam historię....

Shy, po przeczytaniu wszystkich Twoich postów, wyłania się bardzo nieciekawy obraz waszego małżeństwa. Dlaczego się pobraliście, jak było na początku waszej znajomości?
Moim zdaniem Twoja żona stosuje wobec Ciebie przemoc psychiczną, Ty jesteś ofiarą przemocy domowej, w tym kierunku powinieneś szukać pomocy. Tu już nie chodzi o to żebyś poszukał jaj albo walną ręką w stół i zarządził: masz mnie szanować, to pewnie nic nie zmieni. Martwisz się o dwa czy siedem dni focha, martw się lepiej o resztę swojego życia, które spędzisz w piekle domowego ogniska. Przyjęło się, że to mężczyźni znęcają się nad żonami, ale kobiety też to robią, tylko mąż ńie nazwie rzeczy po imieniu, bo to wstyd. Gdyby autorem tego wątku była kobieta, pewnie większość pisałaby: uciekaj od psychola...
Shy, czy jesteś szczęśliwy, czy myślisz, że dziecko coś zmieni? To coś w czym tkwisz to jakiś toksyk a nie małżeństwo. Zacznij myśleć człowieku, zachowanie Twojej żony nie jest normalne, nie tak buduje się wspólne życie.
Czy ona Cię w ogóle kocha? Bo na pewno nie szanuje:(

57

Odp: Opowiem Wam historię....

Czytam i nie wierzę, naprawdę pomyślałam, że nasz wkręcasz!
Pierwsze, co mi się nasunęło, to że twoja żona zwyczajnie dostaje na głowę bez sexu. Wcale by mnie to nie dziwiło, tyle czasu bez kochania się! A sexu nie ma i nie będzie, bo taki fajtłapa, facet czołgający się u stóp po podłodze po prostu kobiety kompletnie nie pociąga. Nic, zero. Tak facet wywołuje tylko irytację i mam wrażenie, że skoro w waszym związku nie ma ŻADNYCH EMOCJI, to żona fiksuje, aby były jakiekolwiek emocje. Jakiekolwiek, rozumiesz ?
Jej już jest wszystko jedno po prostu.
Jest znudzona myśleniem i decydowaniem za was oboje, bo ty i tak na wszystko przytakujesz. Nie widzi w tobie faceta, tylko ostatnią ciapę.

"W ostatnich dniach utkwiły mi też w mojej głowie dwa słowa jakie usłyszałem od spanikowanej i zdenerwowanej żony kiedy do niej powiedziałem w czasie jazdy samochodem "spokojnie" (bo nie mogła znaleźć miejsca parkingowego i się trochę zagubiła na drodze)...odpowiedziała mi "odpierdol się kurwa" ."

"odpierdol się kurwa" i wszystko na ten temat.
Ma dość Twojej uległości !!!


Moja rada jest taka, abyście jak najszybciej zaczęli terapię. Oboje.
Dziecko  - absolutnie! Jesteście oboje totalnie pokręceni, wzajemnie się tak wrobiliście moim zdaniem i nie wiem, bo za mało znam sytuację, czyja to była wina, to już zresztą nieważne.
Ty się musisz nauczyć asertywności, stanowczości, żona może wtedy zobaczy w Tobie odrobinę faceta. Może i żona też jest despotką, tego nie wiem, zachowanie może raczej wskazywać na irytację twoją postawą, uległością i brakiem sexu. Błędne koło po prostu, które musicie RAZEM przerwać.
Na terapię i to jak najszybciej.

58

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Zobaczymy. Bardzo chcę poprawić stanowczość, pewność siebie i to żeby potrafić pozostać przy swoim zdaniu.

Dobrze, ale ważne jak i co rozumiesz przez pozostać przy swoim zdaniu. Upór? awantury? Co się stanie jak żona też zechce pozostać przy własnym zdaniu?
Dla mnie sprawa wygląda tak:
Jesteś dobrze wychowanym facetem, ale troszkę brak ci inicjatywy. Bardzo szanujesz matkę i chcesz zbudować szczęśliwy związek. Twoja żona wybrała cię na męża właśnie z powodu tych cech. Bardzo pragnęła miłości, którego to uczucia być może jej brakowało lub jej nie rozumiała i nadal nie do końca rozumie. Pomyliła grzeczność i uległość z miłością. Przed ślubem jej to nie przeszkadzało, bo jej słuchałeś, a bardzo pragnęła mieć przyjaciela. Ale teraz zrozumiała, że twoja uległość nie wystarczy i miota się, bo sama nie wie co robić. Sygnalizuje ci, że brakuje jej OKAZYWANIA miłości ( np. miłość mechaniczna). Kochasz ją? Jesteś pewny? Jeżeli tak, to nie dąsaj się, tylko SŁUCHAJ co chce ci powiedzieć. Moim zdaniem wcale nie chodzi o to żebyś był macho, ale wręcz przeciwnie. Jesteś zapewne grzeczny, kulturalny, ale mało czuły ( to nie to samo). Twoja żona potrzebuje miłości i okazywania uczuć jak sucha studnia wody. Moim zdaniem boi się odrzucenia i stąd ta zazdrość o wyjścia, o samodzielnie spędzany czas i twoją matkę. Nie radzi sobie ze sobą i miota się.
Nie jestem specjalistą. Może terapia.

59

Odp: Opowiem Wam historię....
niunia55 napisał/a:
ShyGuy82 napisał/a:

Zobaczymy. Bardzo chcę poprawić stanowczość, pewność siebie i to żeby potrafić pozostać przy swoim zdaniu.

Dobrze, ale ważne jak i co rozumiesz przez pozostać przy swoim zdaniu. Upór? awantury? Co się stanie jak żona też zechce pozostać przy własnym zdaniu?
Dla mnie sprawa wygląda tak:
Jesteś dobrze wychowanym facetem, ale troszkę brak ci inicjatywy. Bardzo szanujesz matkę i chcesz zbudować szczęśliwy związek. Twoja żona wybrała cię na męża właśnie z powodu tych cech. Bardzo pragnęła miłości, którego to uczucia być może jej brakowało lub jej nie rozumiała i nadal nie do końca rozumie. Pomyliła grzeczność i uległość z miłością. Przed ślubem jej to nie przeszkadzało, bo jej słuchałeś, a bardzo pragnęła mieć przyjaciela. Ale teraz zrozumiała, że twoja uległość nie wystarczy i miota się, bo sama nie wie co robić. Sygnalizuje ci, że brakuje jej OKAZYWANIA miłości ( np. miłość mechaniczna). Kochasz ją? Jesteś pewny? Jeżeli tak, to nie dąsaj się, tylko SŁUCHAJ co chce ci powiedzieć. Moim zdaniem wcale nie chodzi o to żebyś był macho, ale wręcz przeciwnie. Jesteś zapewne grzeczny, kulturalny, ale mało czuły ( to nie to samo). Twoja żona potrzebuje miłości i okazywania uczuć jak sucha studnia wody. Moim zdaniem boi się odrzucenia i stąd ta zazdrość o wyjścia, o samodzielnie spędzany czas i twoją matkę. Nie radzi sobie ze sobą i miota się.
Nie jestem specjalistą. Może terapia.

Ohh zapewne zona Autora to slodka lelijka a on to ostatni cham big_smile  Dlatego gdy sie zdenerwowala bo nie umiala zaparkowac a on ja chcial delikatnie uspokoic to uslyszal " odpierdol sie kurwa". Tak reaguja te spragnione milosci kruszyny. big_smile
Ja rozumiem ze kazdy ma prawo do swojego zdania ale komentarze niektorych przynosza wiecej szkody niz pozytku. Zamiast pomoc facetowi wstac z kolan pchaja go ponizej poziomu sciery. Bo zona ma za malo czulosci.Masakra.

60

Odp: Opowiem Wam historię....

teraz przeczytałam twój post z 2014 roku:

"Czasem zdarza mi się w kłótni palnąć coś niemiłego jak jestem zdenerwowany, ale nigdy nie zaczynam ja krzyczeć na żonę z jakiegoś powodu. Żyjemy 2 lata bez seksu bo stwierdziłem, że to ja się zablokowałem i nie mogę się odblokować..."

żyjecie od 2012 roku bez sexu? 5 lat i nic z tym nie robicie?

61

Odp: Opowiem Wam historię....

Nic nie robią bo jego żona wzięła sobie kastrata na męża - sądząc że będzie miała wygodne życie. 
Ale to małżeństwo przeszło jej wyobrażenia. .. Nie spodziewała się aż takiego bezjajcia.
Dlatego reaguje alergiczne na autora i wszystko cokolwiek on robi.

62

Odp: Opowiem Wam historię....

W takim razie psycholog pilnie potrzebny, razem. Ja już po pół roku pewno bym sfiksowała.

63

Odp: Opowiem Wam historię....
mallwusia napisał/a:

żyjecie od 2012 roku bez sexu? 5 lat i nic z tym nie robicie?

Nie, pisałem w tym temacie, że nie było sexu od września 2016 a nie od 2012.

64 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-06-27 14:34:12)

Odp: Opowiem Wam historię....
mallwusia napisał/a:

W takim razie psycholog pilnie potrzebny, razem. Ja już po pół roku pewno bym sfiksowała.

Zgadzam się - potrzebuje chłopak psychologa i nawet nie chodzi o sex, niech sobie chłopak wali w probówkę, ale o toksyczność związku.

65

Odp: Opowiem Wam historię....

Zarzut, że ShyGuy "nie ma jaj" czy "jest pipą" równie dobrze można odwrócić. Jeśli pipowatością jest brak własnego zdania i odgrywanie narzuconych odgórnie ról to większość porad w tym wątku była pipowata. Nasza tradycja i kultura przewidują określone role dla mężczyzny i kobiety a tu autorowi radzą, by był taki "jak wszyscy". By przyjął tradycyjnie przygotowaną dla mężczyzn rolę. Walnij pięścią w stół, pokaż, kto nosi spodnie. Wystarczy zmienić sytuację na tradycję matriatrchalną i już rady byłyby inne. Tak ważne jest więc posłuszne odgrywanie narzuconych ról?

ShyGuy, nie mam wrażenia, że jesteś "bez jaj". Wydaje mi się, że nie skorzystasz z porad o terapii. Potrzebowałeś wyrzucić z siebie to, co w zachowaniach żony Ci przeszkadza. Nie wiem, co byłoby dla Ciebie dobre. Ale jeśli wolisz swoją wrażliwość i nie chciałbyś w tej kwestii nic zmieniać, to terapia, do której masz opór nic nie da.
Czy można coś z tym zrobić? Na twoim miejscu potraktowałbym Wasze relacje jako rozgrywkę. Jako grę, w której na razie przegrywasz, bo nie zacząłeś grać. Chodzi o znajdowanie uzasadnień i wytłumaczeń w taki sposób, by to żona znajdowała się w niekorzystnym położeniu, gdyby chciała podtrzymywać fochy i zarzuty. Jako przykład podam konflikt o Krym. Rosja, jak wiadomo, postąpiła nieładnie, ale Ławrow podawał argumenty przemyślane, nieemocjonalne i wypadał o niebo lepiej od wszystkich polityków Zachodu, którzy posługiwali się tylko populizmem i przekonaniem o oczywistości ich słuszności. Oczywistości bywają zawodne.
Postaraj się wyszukiwać genialne wyjaśnienia, które pozwalałyby nie przepraszać bez potrzeby. wymagałoby to tez dostosowania się do gry i nieprowokowania niekorzystnych dla ciebie sytuacji (np. robisz wypad na rower na godzinę to wracasz o  czasie a nie 10 minut po, bo wiadomo, że w tych 10 minutach można zrobić dużo rzeczy razem). Odpowiednie interpretowanie, spokój, niewdawanie się w kłótnie. nie polecam tzw. poważnych rozmów, tylko odpowiednie do sytuacji wyjaśnienia, cierpliwe i bardzo uprzejme. W tej grze istotne byłoby też przyjęcie założenia, że jesteście na równych prawach. To jest do przeprowadzenia, jak sądzę i czytając Ciebie wydaje mi się, że dałbyś radę.

Jednakże jeśli tylko czujesz, że źle Ci jest być takim, jaki jesteś, to zignoruj moją wypowiedź i skorzystaj z rad o terapii.

Posty [ 1 do 65 z 238 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Opowiem Wam historię....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024