netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

31 odpowiedzi5 103 wyświetleniazałożony przez Paella8, 11.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1

Temat: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Witam, moja opowieść jest długa, więc zakładam, że jesteś cierpliwa/-y. Chciałabym, żeby przeczytali to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, bardzo zależy mi na opinii obu płci. My, kobiety, podejdziemy do sprawy emocjonalnie, bo jesteśmy zdominowane przez uczucia, a mężczyźni raczej racjonalnie, bo u nich dominuje ego. Z góry dziękuję za opinie smile
Rok temu na zlocie motocyklowym poznałam chłopaka. Byłam tydzień lub dwa po rozstaniu. Potrzebowałam klina, ale nie szukałam miłości. Były wakacje, a ja na rozdrożu. Nie wiedziałam, czy iść na studia, czy popracować jeszcze rok (maturę zdałam w 2008, ale wyjechałam do Holandii w celach zarobkowych). Chłopak wydał mi się nudny (albo raczej flegmatyczny), ale romantyczny. Spacerowaliśmy w silnym deszczu, śpiewaliśmy, krzyczeliśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy, puszczał piosenki SDMu smile, bardzo dobrze nam się rozmawiało. Gdy już mocno zmokliśmy, poszliśmy do namiotu, gdzie kontynuowaliśmy rozmowę. Nie pamiętam, czy się całowaliśmy. Próbował mnie dotykać, ale wolałam, żeby tego nie robił, nie znałam go. Nie był nachalny. Poprosiłam, żeby poszedł już, bo byłam zmęczona, a nocowałam wtedy, jak co roku na tym zlocie, z moim najlepszym przyjacielem, który lada moment miał przyjść spać. Rano ktoś zajrzał do namiotu, myśleliśmy, że to brat Marcina, ale potem dowiedziałam się, ze to ten chłopak. Gdy się obudziliśmy, jego już na zlocie nie było, jeździł w grupie motocyklowej, więc trzymał się z nimi. Gdy zajechałam do domu, miałam ochotę tylko na sen. Po drzemce włączyłam komputer i gg. Pojawiła się tam wiadomość "zmokłaś wczoraj?". Tamtemu chłopakowi dałam nr telefonu, ale że był wyłączony, znalazł mój nr gg w Internecie, bo podawałam kiedyś szukając pracy na jakimś portalu. Pomyślałam "to jasne, przecież padało". Napisał, że chciał się pożegnać rano, przed wyjazdem, ale obok mnie był chłopak wink Myślał, że Marcin to mój facet big_smile Uważałam gościa za nudnego, ale z drugiej strony coś mnie w nim intrygowało. No i się zaczęło: pisaliśmy, dzwoniliśmy, ja pojechałam do niego na Śląsk, on przyjechał do mnie (dzieliło nas 120km), złożyłam papiery na uczelnię w mieście, gdzie mieszkał, on został u mnie na noc, ja zostałam z nim w mieszkaniu, pojechaliśmy razem na wesele motocyklowe (było fantastycznie!). Pojechaliśmy na tydzień w góry. Podobał mi się jego spokój, cierpliwość i to, że potrafił tak wspaniale planować. Chętnie spędzaliśmy razem czas. 17 lipca uznaliśmy za początek naszego związku. Po wyjeździe w Tatry zostałam na tydzień u niego, a właściwie w domu jego rodziców. Wcale nie wydało mi się dziwne, że 27letni mężczyzna mieszka z rodzicami. Uznałam, że nie miał potrzeby niczego sam wynajmować, tak jest ekonomiczniej i chyba wygodniej. Jego matka od początku wydawała się zatroskana o syna. Ojciec, jakby go wcale nie było, nie ingerował ani w nasz związek, ani w to, co się dzieje wokół. Przyjechała do nich jeszcze babcia, matka matki P. Stare dewoty narzekające na wszystko. Niezadowolone z życia, ze świata, z ludzi, absolutnie z niczego, w dodatku obrzydzające to życie innym. Matka chorowała na serce, a stara babka już chyba na wszystko. Ja nie mam nic przeciwko starszym ludziom, mam do nich szacunek, ale znam wielu staruszków, którzy potrafią się życiem cieszyć i nie próbują zmienić optymistycznego nastawienia u innych. Byłam wtedy silną, dobrą, grzeczną, pewną siebie, wiedzącą jak się zachować i ciągle uśmiechniętą dziewczyną. Miałam oczywiście tydzień przygnębienia i miliony łez po rozstaniu z M., który wzbudzał we mnie poczucie litości, ale lubiłam go, miał fajne podejście do życia. Po rozstaniu mieliśmy do siebie żal, ale teraz nawet już umówiliśmy się na piwo wink Matka P. jest jedną z tych, o których znający się na ludziach mawiają "jest nim bardzo zafascynowana. Zawsze chuchała i dmuchała na niego. Ciekawe czy za 30 lat jakaś kobieta będzie w stanie go zadowolić?" Od takich sytuacji- z daleka! Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Uznałam bycie z nim za dobre i próbowałam być dla niej miła. Niestety, szybko zabrakło mi sił. Nic jej nie pasowało. Wszystko, co robiłam, robiłam źle. Rzuciłam pracę, swoje hobby, przeprowadziłam się do niego, tzn na czas, dokąd nie znaleźliśmy mieszkania, mieszkaliśmy u niej (ok.tydzień). Zaczęła źle na mnie patrzeć. Kiedy przyjeżdżaliśmy do mojej mamy, babci, rodziny, on czuł się dobrze, moja rodzina przyjmowała go pozytywnie, jako mój wybór, który się akceptuje, tak po prostu jest, ja sama podejmuję decyzje. Moja mama zawsze daje mi rady, ale nigdy nic nie narzuca. Uczę się na własnych błędach i mama traktuje mnie jak dorosłą, dojrzałą kobietę. Ale kiedy odwiedzaliśmy jego matkę, ona patrzyła na mnie, jakbym jej co najmniej psa zatruła. Siedziała przygnębiona, prawie tylko z nim rozmawiała, wypytywała, czy gotuję, czy sprzątam, czy aby na pewno nie chodzi głodny i czy ja na siebie zarabiam oraz czy na 100% nie daje mi żadnych pieniędzy . Czułam się tam bardzo źle, więc jeździłam z nim rzadko do niej. A on mówił, że beze mnie nigdzie nie pojedzie. Przyszło do tego, ze częściej jeździliśmy do mojej mamy, mimo, że mieszkała 120 km od nas, niż do niej, mieszkającej 7 km od naszego mieszkania. Bywał u niej tylko, kiedy robił jej zakupy albo miał w czymś pomóc w domu czy ogródku. Wiadomo, ona z chorobą serca nie mogła wykonywać kilku obowiązków. Ja to rozumiałam i mówiłam, żeby jeździł. Nie ma nic gorszego niż rencistka siedząca całymi dniami w domu i wymyślająca ciągle nowe zajęcia dla zabicia nudy (swojej, a naszego wolnego czasu). Potrzebowała go coraz częściej. Gdybyśmy mieszkali z nią, pewnie pełniłabym rolę damy do towarzystwa starszej pani i dbania o jej synusia. On częściej mówił o przeprowadzce do niej. Miał wyremontować poddasze dla nas, a ona dalej miała mieszkać na parterze. Nie lubię takich ludzi, jak ona. Zawsze smutni, przygnębieni, zmarszczki w dół, jak u buldoga, obarczający cały świat za swoją porażkę. Kiedy do niej jeździł, ciągle pytała czy jest pewien, mówiła, żeby się zastanowił, przecież ja nie jestem dla niego, wykorzystam go, skrzywdzę i zostawię. Przy swojej chorobie serca (wysokie nadciśnienie i coś jeszcze, ale się nie zagłębiałam), potrafiła wypalić 1,5 paczki papierosów dziennie. Sama palę, ale nie każę truć się innym. Gdy wiem, że komuś to przeszkadza, nie palę przy nim. Szanuję ludzi. Ona paliła wszędzie. W końcu się przeprowadziliśmy. Ojciec się wyprowadził, zaginął, zostawił jej całą hipotekę do spłaty, a ona dostawała tylko rentę, więc postanowiliśmy jej pomóc. Rano, gdy wstawałam do toalety, najpierw wymiotowałam, bo wszędzie było zadymione, a dopiero potem brałam prysznic i szykowałam się do pracy. Przestałam jeść, bo jak można jeść cokolwiek w pomieszczeniu, gdzie można siekierę zawiesić ? Nie pozwalała otwierać okien, bo ogrzewało się tam gazem, a kiedy otworzyłam, to powiedziała, że sama będę za ten gaz płacić (no ale przecież my się tam wprowadziliśmy, żeby jej finansowo pomóc). Czułam się tam, jak śmieć. Kiedy byliśmy razem, mieszkaliśmy tylko we dwoje, było wspaniale. Dobrze się dogadywaliśmy, uzupełnialiśmy się w obowiązkach, wszystko było idealnie. Gdy mieszkaliśmy u niej, on jadł z nią posiłki, ja siedziałam w pokoju. Rozmawiał z nią, przekonywał do mnie, mówił, że mnie kocha i że mu na mnie zależy, żeby jednak zmieniła nastawienie. Ona mówiła, że to ja powinnam wyjść z inicjatywą, a kiedy wychodziłam, komentowała, że nie robię tego szczerze. Mnie próbował przekonywać, że ona nie jest taka zła, że będzie nad nią pracował i że zależy mu na tym, żebyśmy się dogadały. Coraz częściej rozmawialiśmy 'poważnie", widziałam, że coś w nim pęka, że ma już dość tej sytuacji. Podczas jednej takiej rozmowy, podsłuchała ją, niedosłyszała wszystkiego, wpadła do nas i zaczęła na mnie krzyczeć, że obracam jej syna przeciwko niej, że zachowuję się jak rozpieszczona gówniara, że jestem z nim tylko dla pieniędzy (zawsze sama na siebie zarabiałam, a on wcale nie zarabiał dużo pieniędzy, żyliśmy na przeciętnym poziomie i on wiedział, że jestem z nim tylko z miłości), a on jest ze mną tylko dla seksu, że tak naprawdę to jestem pusta, itd. On nie odezwał się ani słowem. Już wtedy powinnam wiedzieć, że nigdy nie będę dla niego najważniejsza (potem tłumaczył, że zaniemówił, pierwszy raz widział ją w taki stanie). Spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam do mamy. Miałam tam pracę, więc musiałam po niedzieli wrócić, zatem weekend minął mi na szukaniu pokoju. Niedługo kończyła mi się umowa o pracę, a że zaniedbałam obowiązki, ciągle płakałam, prawie nie jadłam, byłam przygnębiona i nie mogłam się na niczym skupić, nie przedłużyli mi jej. Dzwonił do mnie, żeby upewnić się, czy wszystko ok, gdy przyjechałam, po pracy się spotkaliśmy. Postanowiliśmy znowu coś wynająć. Niestety, gdy się wprowadziliśmy, on nie przywiózł wszystkich rzeczy. Nadal chciał jej finansowo pomagać i zostawać czasem na noc. Zagroziła mu, że jeśli się wyprowadzi, to jej więcej nie zobaczy, ani jej, ani reszty rodziny. A on bardzo ją kochał. Jak własna matka tak może powiedzieć dziecku? Jak matka może negować wybór dorosłego syna? To jego sprawa, jego wybór, więc powinna to uszanować. Powiedziałam mu to. Tłumaczył ją, że się martwi. Moja mama też się o mnie martwi, ale szanuje moją dojrzałość, a mam 22 lata. Czułam, że przegrywam. On pił. Zawsze lubił piwo, ale nie tak. Na zlotach często zachowywał się jak błazen. A ci z klubu moto tylko go podpuszczali. Kiedy prosiłam, żeby nie pił więcej, jego koleżka podawał mu kieliszek "no napij się!" i pił... A ja ryczałam z bezsilności w łazience. Jego znajomi mówili mi, że pije, sama widziałam, że pije, ale nie do tego stopnia, zwykle się przy mnie hamował. Obwiniałam się o to, czułam, że powinnam pogadac z jego matką, bo tylko go krzywdzimy. Spróbowałam. Poskutkowało może na tydzień. Ona pozwalała mu pić. Wolała, żeby ciągle chodził pijany, niż był ze mną (z resztą z jakąkolwiek kobietą). Ona była jedyną kobietą w jego życiu i tak chciała tę sytuację utrzymać. A on miał poczucie winy, nie chciał, żeby była sama, wiedział, że sobie nie poradzi. Na kaca przynosiła mu żurek, pozwalała spać całe dnie, nie mówiła ani słowa, tylko dbała, żeby spokojnie doszedł do siebie. Kobieta ideał. Nie potrafił odciąć pępowiny. Nie kłóciliśmy się, rozmawialiśmy często. Miałam tego dość, ale nie chciałam wracać do mamy, bo ona ma swoje życie, swoje problemy. Ojca nie znam, mama dużo pracuje, bo moje rodzeństwo jest młodsze i musi je utrzymać, a niestety nie ma kto jej pomóc. Musiała rozwieść się z ich ojcem, bo latał po domu z siekierą i psychicznie nas wszystkich wykańczał. Od zawsze chciałam stać się niezależna, już od 15 roku życia chwytałam się jakiś promocji w marketach czy innych dorywczych prac, żeby mieć na swoje potrzeby. Mimo ciężkiej sytuacji, moja mama przysłała nam pieniądze na lodówkę, bo w nowym mieszkaniu nie było, a nas też nie było stać, żeby tak szybko mieć na kaucję, pierwszą wpłatę za mieszkanie, itp. Mieliśmy jej oddać po połowie (do tej pory nie mam jego połowy). Potem dowiedziałam się, że przez dwa miesiące mama i dzieci musiały bardzo przycisnąć pasa, z czym nie czułam się dobrze. Mama w ogóle dawała nam prezenty, a to miski do kuchni, nowe garnki, ozdoby do mieszkania, wszystko nowe i przydatne (większość teraz jest u niego). Jego matka dała nam zardzewiałą suszarkę do ubrań i kilka starych talerzy uzbieranych nie wiem skąd. Chciałam wyjechać, przemyśleć sytuację, on nie był do tego przekonany, mówił, że miejsce kobiety jest przy mężczyźnie i jeśli nawet nie będę miała pracy przez miesiąc, to damy sobie radę. Wizja bycia czyjąś utrzymanką przeraziła mnie. Dałam ogłoszenie, że szukamy pracy. On jest świetnym mechanikiem, za granicą takich fachowców bardzo cenią. Szybko odezwała się do nas pani z agencji pracy, że poszukują mechanika w lunaparku i sprzedawczyni w kiosku. Ucieszyliśmy się bardzo. Legalna praca, odprowadzane podatki, składki, dobra pensja, a przede wszystkim bylibyśmy razem. Niestety, jego umiejętności językowe nie były wystarczające. Pojechałam sama. Wytłumaczyłam mu, ze z mojej strony nic się nie zmieni, a dzięki temu, że zarobię, wyjdziemy na prostą i szybciej wyremontujemy poddasze. Niestety, było mi ciężko bez niego. Przez ostatnie miesiące wszędzie byliśmy razem, budziłam się i zasypiałam koło niego. Potem okazało się, że jestem w ciąży. 5. tydzień. Poprosiłam szefa o wolne i pojechałam do niego, żeby zobaczył nasze maleństwo na usg. Na początku był sceptycznie nastawiony, ale później mówił mi o swoich planach, zaczął myśleć, jak wszystko poukładać, żeby nam było dobrze, mówił, że rozmawia z matką, zmiękcza ją. Byłam bardzo szczęśliwa, że okazał się tak odpowiedzialny. Miałam być na dworcu w niedzielę rano. Tak obliczyłam, bo jechaliśmy do Szwajcarii ok. 26 godzin, a wiadomo, ze bus zabiera też rzeczy i ludzi w różnych miejscach, więc mógł jechać nawet ponad te 26h. Dojechaliśmy szybciej niż się spodziewałam. Byłam na miejscu już w sobotę o 22. Próbowałam do niego dzwonić, bo nie miałam kluczy do mieszkania. Było zimno, padało. Okazało się, że jest na zlocie, w dodatku kompletnie pijany. Pociąg do mamy dopiero o 5. rano. Zmarzłam, zmokłam i przepłakałam całą noc na dworcu, cała się trzęsłam z nerwów i zimna. Miałam do niego żal. Ale musiałam przyjechać do mieszkania, wziąć chociażby mój samochód. Przeprosił mnie. Mówił, że z samego rana chciał być w domu, żeby mnie odebrać. Wiedział, że przyjadę. Ale ja dzwoniłam do niego, odkąd przekroczyliśmy granicę. Tłumaczył, ze nie słyszał telefonu. Zrozumiałam. Poroniłam. Szef lunaparku zadzwonił, żebym już nie wracała, bo mnie nie potrzebują. Nie wypłacili mi pieniędzy. Miałam nawet iść do ambasady, ale tak naprawdę to bardzo lubię spokój i po co mi łażenie po sądach i urzędach? W złości i żalu powiedziałam mu, że to jego wina, że poroniłam. Później upewniałam go, że to nieprawda, że za dużo emocji miałam, podróż, stres i w ogóle. Żałuję tego do tej pory. Nie rozmawialiśmy już, prawie się nie kochaliśmy. Znalazłam pracę w Niemczech. Chciałam się szybko odkuć. Przed wyjazdem rzuciłam tekst "jak ci się nie podoba, to skończmy to". No i w tym momencie podjechał bus. Wyjechałam w niedzielę. We wtorek napisał, że nie dokończyliśmy rozmowy i że mam rację, powinniśmy się rozstać. Nie uwierzyłam. Wiedziałam, że mnie kocha. Napisałam mu, że mogę szybko wrócić, być przy nim, że upiekę mu babeczki, które tak bardzo lubi. I w ogóle dlaczego zrywa ze mną jak gówniarz przez gg? Napisał, że nic ode mnie już nie chce i "a co? mam do Ciebie przyjechać?" i poszedł. Pisałam, dzwoniłam, pisałam, płakałam. Napisałam e-mail. To lepsze niż sms. Odpisał, żebym poczekała, żeby się sytuacja uspokoiła, że on musi to przemyśleć, całe życie mu się przewróciło, nawywijał w klubie i chcieli go zdegradować do prospecta, ale, że nie chciał, to zrezygnował w ogóle z jazdy z nimi, teraz został freebiker'em. Ja zawsze tego chciałam. Miałam dość tego, że co środy się spotykają, piją, rządzą niejako jego czasem, wtrącają się w nasze życie. Potem dowiedziałam się, że nawet kilku z nich spotkało sie z jego matką i rozprawiali, jak by tu ten związek zakończyć. I to nie jest manipulacja? Jak ja mu współczuję... Ciągle mi mówili, ze on jest zły, że kobiety ma na jeden sezon, tylko się mną zabawi i porzuci. Niby widzieli w nim zmianę, widzieli, że nie jestem jedną z tych porzuconych, że naprawdę mnie kocha, ale i tak ciągle przedstawiali mi go w ciemnych barwach. Nie okazywałam mu tego, cieszyłam się z sukcesów grupy i interesowałam się na tyle, żeby nie powiedział, że ingeruję w sprawy klubu. Mówił mi, że niektóre kobiety chłopaków za bardzo się wtrącają i próbują manipulować i wpływać na ich decyzje, dlatego nie chciałam, żeby myślał o mnie to samo. Chciałam, żeby był szczęśliwy i dumny, że ma wyrozumiałą kobietę. Jestem z natury neutralna. Najbardziej cieszy mnie spokój i ład. W naszym związku to on podejmował decyzje, oczywiście konsultował wszystko ze mną, a że większość kroków robił dobrze dla nas obojga, to po prostu go wspierałam. Podobało mi się to, ale jednak zabrakło w tym związku mnie. Zupełnie odrzuciłam swoje hobby'ies, teatr, śpiew, eventy w naturze, które tak kochałam. Chciałam, żeby czuł się najważniejszy. Chyba to był mój błąd. Wiem, ze mnie kochał. A może mi się tak tylko wydawało? Ale powiedział to przy mnie do swojej matki. A to chyba coś znaczyło? Może miał dość tych ciągłych narzekań na mnie od matki i ode mnie na matkę? A może naprawdę byłam jego kolejną zabawką? Może na ten sezon ma inną, młodszą, zgrabniejszą, taką, której bardziej będą mu zazdrościć, następną, którą powozi na motorze... Z tego, co wiem to nie ma, zupełnie odciął się od chłopaków z grupy i starego otoczenia. Może był ze mną tylko dlatego, że mu się podobałam? Dlatego, że inni mężczyźni z pożądaniem na mnie patrzyli, a tylko on mógł mnie dotknąć?
Próbuję podejść do tego dojrzale. Ale jak? Gubię się, czasem wydaje mi się, że zachowuję się jak nastolatka, walcząca z wiatrakami. Wysłałam do niego list, napisałam tam wiersz i wszystko, co czuję i spytałam o to, czy mogę jeszcze poczekać, czy mogę mieć nadzieję, że będziemy razem. Widziałam go ostatnio w komisie, gdzie kupiłam swój samochód, podeszłam i widziałam, że ma łzy w oczach, powiedział, że tak prawdziwie mnie kochał i teraz to bardzo boli, chciałam by mnie przytulił. Powiedział, że on już kiedyś do kogoś wrócił i nie wyszło mu to na dobre, nie chce przeżyć tego jeszcze raz. I już nic ode mnie nie chce. Porównał mnie z jakąś byłą! Bolało. Rozryczałam się, wsiadłam do samochodu i pojechałam, bo już skończyli mi go naprawiać. Napisałam mu też, że źle się zachował, zabierając wszystkie rzeczy, które kupiła nam moja mama do siebie i żeby oddał tę połowę pieniędzy mojej mamie za lodówkę. Pewnie już rozmawiał o tym ze swoją matką i namówiła go, żeby tego nie robił. A ja nie jestem z osób, które upominają się o pieniądze, niech się nimi wypchają. Lodówką, pralką, mikrofalówką, blenderem i innymi rzeczami też. To tylko rzeczy. Ja też czuję się potraktowana, jak rzecz. Niepotrzebna, sprawiająca problemy, odrzucona.
Jak myślicie, dlaczego mnie tak potraktował? Dlaczego odszedł? I czy mogę coś zrobić, powiedzieć mu, że zmieni zdanie i znów będziemy tacy szczęśliwi jak kiedyś? I czy w ogóle mam chcieć z nim być? Z jednej strony czuję się tak skrzywdzona, poniżona i mam do niego żal, ale z drugiej tłumaczę go, że brakło mu sił, że za bardzo ja i jego matka byłyśmy uparte i chcę być z nim z powrotem. Czy zachowuję się niedojrzale? Jak mu udowodnić, że potrafię się zmienić i mogę dojść do porozumienia z jego matką dla jego dobra? Problem w tym, że on jest strasznie uparty i powiedział, że wiele razy prosił mnie, żebym poprawiła jakoś stosunki z jego matką, a ja nie chciałam.

2

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Wiem, że historia jest długa... Ale dla mnie to prawdziwy problem. Pomóżcie, proszę.

3

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Przeczytałam Twoją historię i powiem Ci, że aż mi łzy pociekły. Widzę trochę analogii do moich poprzednich związków, ale nie w tym rzecz.
Tak naprawdę nie wiem, co mam Ci napisać. Pierwsze co przyszło mi na myśl to to, że jesteś wspaniałą osobą, bardzo mądrą, ciepłą, wrażliwą. I On nie zasługuje na Ciebie. Wiem, że Ty Go kochasz i nawet jeśli się zgodzisz z tym, co napisałam, to serce i tak będzie robiło swoje... Pytasz, co możesz zrobić. Uwierz, że to On powinien zadawać takie pytania, nie Ty.
Wiem, co to znaczy negatywnie nastawiona matka Ukochanego i "dobrzy" koledzy, którzy zrobią wszystko, by się Ciebie pozbyć, bo jesteś niewygodna. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że walka z tym, to jak walka z wiatrakami. Ty tego nie zmienisz, to facet musi tego chcieć. A jeśli nie chce... nic nie zrobisz.

4

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Pestka86, dziękuję. Nie wiem czy zasługuje, czy nie. Wiem, że mimo wielu wad, jest dobrym człowiekiem. Ale nawet u dobrych ludzi cierpliwość kiedyś się kończy... Nie mógł znieść tej ciągłej nagonki ze strony matki i niektórych znajomych na mnie. Chłopcy byli na mnie źli, jak przypuszczam, dlatego, że na tym weselu motocyklowym, na które pojechaliśmy, odciągnęli mnie gdzieś we dwóch w odludne miejsce i próbowali się dobierać, ale uciekłam poszukać P. Nie powiedziałam mu o tym, ale  trzymałam się od nich z daleka na późniejszych zlotach i imprezach. Stchórzył, poddał się. Boli. Staram się żyć normalnie, bo minęły już ponad 2 miesiące, ale często o nim myślę, coraz częściej mi się śni, a gdy włączę TV, widzę programy, które oglądaliśmy razem wieczorami. Utworzyliśmy kiedyś listę naszych ulubionych piosenek i często ich słucham... Wiem, że czas leczy rany, ale teraz jest mi baaardzo ciężko...
Trochę z innej beczki- znajoma choruje na białaczkę. Potrzebuje krwi grupy AB rh-. Jeśli możecie, pomóżcie. W dowolnym punkcie krwiodawstwa wystarczy dać jej nazwisko- Paulina Jop. W ogóle oddawajcie krew, bo może to wielu ludziom pomóc. A Wy dostaniecie kilka tabliczek czekolady wink Poprosiłam już Panią Prezydent mojego miasta o zorganizowanie event'u (ze względu na moje zaangażowanie w domu kultury znam kilku ludzi dobrego serca), ale liczę też na Wasze wsparcie smile

5

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Moja waga jest ponizej 50 kg wiec nie moge oddawac krwi. A wracajac do Twojego postu - czas leczy rany, ktos powie co ta osoba mowi, ale to jest prawda. Uwierz wolisz byc sama jak z mamisynkiem.

6

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Ale on nie był maminsynkiem. Po prostu ją kochał i chciał się opiekować, bo oprócz niego, nie miała już nikogo, a chora była. Gdyby nie to, że tak bardzo ingerowała w nasze życie, pewnie wszystko nadal byłoby ok. Gdyby nie to, że idealizowała go, siebie, starała się mu pokazać, że bez niej będzie mu źle, a ze mną wręcz fatalnie, i gdyby nie mówiła, że gdy będzie ze mną, to jej wiecej nie zobaczy, bylibyśmy nadal razem...

7

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

A wiec byl mamisynkiem, rozumiem pomoc itp ale on sluchal jej we wszystkim !

8

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Właśnie nie słuchał. I to był dla niej problem. Przy mnie zaczął się uniezależniać, rzadziej z nią widywać, a nawet czasem mówił jej, że ja lepiej gotuję, co dla niej było gorsze, niż gdyby jej matkę zabił

9

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Witaj !  Na początku zazdroszczę Ci, ja tyko 2 lata młodsza (20 l.) , a mieszkam z rodzicami, nie pracuję, bo jakoś ciągle odwlekam to i wolę się lenić, brakuję mi jakiegoś zaparcia, wiesz o co chodzi wink Wolałam cały rok siedzieć w domu niż poszukać pracy, smutne, ale studiuję zaocznie ( niestety za kasę rodziców ten rok minął). Dlatego jednego na pewno Ci zazdroszczę : tego zaparcia, siły, pracowitości ;-)  Ale to tylko drogą wstępu.

Historia długa, ale bardzo miła do czytania, bardzo fajnie to opisałaś. Właściwie, to moim zdaniem już wszystko wiesz, a ja zgadzam się z Tobą w 100% . Gdy cyztałam ten tekst , to od razu pomyślałam : "facet mamisynek" i widzę, że i Ty doszłaś do takich samych wniosków na temat swojego faceta. A więc uczucie, które do Niego żywisz nie przysłoniło Ci realnej oceny tej sytuacji i bardzo dobrze. Powiem Ci tak w skrócie, że mój były też był mamisynkiem i stąd też jestem wyczulona i też od razu widziałam niepokojące sygnały. Z tym, że my nie mieszkaliśmy razem .. i dobrze wink
Jesteś bardzo mądrą kobietką , tyle mogę Ci szczerze powiedzieć.
Mocno kochałaś - no cóż rozumiem.
Czasem zaintryguje nas ktoś, kto wcale nie nadaje się do stałego związku.
Jak słusznie zauważyłaś matka Twojego już byłego chłopaka jest nadopiekuńczą kobietą, która chce mieć nad nim pełną kontrolę. Jej nie podpasowałaby żadna kobieta.
Twój facet nie umiał Ciebie przed nią obronić, bo jest od niej uzależniony, jest między nimi chora relacja.
Dlatego też nie potrafi się usamodzielnić, wyprowadzić od mamy - zresztą ona zastosowała częsty u takich matek szantaż emocjonalny, powiem Ci, że matka mojego byłego też tak czasem gadała " Jak mnie kochasz, to coś tam" big_smile
Smutne, lecz też komiczne.
Powiem Ci, że bardzo możliwe, że On zerwał z Tobą, gdyż właśnie ona Go tak nastawiała, lecz powiedz po co Ci facet, który nie potrafi przeciwstawi się matce ?  Życie z mamisynkiem to ciężki kawałek chleba, skoro On nie chce się zmienić , to droga wolna, odetnij się od Niego. Jesteś widzę super dziewczyną i na pewno zasługujesz na kogoś lepszego.
A to Jego zerwanie przez gg to już w ogóle żałosne, zachowane rodem z podstawówki. Nie wybaczyłabym.


Pozdrawiam smile

10

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Dziękuję Wam, dziewczyny. Ciekawam, dlaczego żaden mężczyzna nic nie napisał. Albo rzadko zaglądają, albo nie chce im się czytać, albo nie rozumieją mojego punktu widzenia, a może któryś przeczytał i przejrzał na oczy, bo może postępuje tak samo? hmm... no ale cóż... Staram się znaleźć w P. jak najwięcej wad, żeby nie idealizować go tak bardzo. Zaraz po rozstaniu o wszystko obwiniałam siebie. Teraz coraz częściej zauważam, że tak naprawdę to tym wyjazdem pokazałam sobie, że chcę odejść, uciec od tej niewygodnej sytuacji. Związek z nim przygnębił mnie, zamknął w wąskim otoczeniu, ograniczył, zabrał mi mnie. Tylko on był ważny, jego decyzje, jego plany, cele, marzenia, które mi wmuszał, a ja je akceptowałam, bo z założenia miały być dobre. Gdybym dłużej w tym tkwiła, on znajdywałby coraz więcej wad (bo mamusia podrzucałaby mu tematy, być może usłyszane od znajomych). Nie no, nie polecam tego gościa. No i następnej "kobiecie pana P." życzę dobrego użytku kupowanych przez nas oboje i moją mamę sprzętów AGD.

11

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Aaaa... no i to, że porównywał mnie do swoich byłych. Albo sytuacji, jakie ma albo ma mieć ze mną do sytuacji, które przeżył z byłymi (najdłuższy związek ze 4 miesiące, zaraz przede mną). To bardzo mnie bolało. Ostatnio spotkałam się z gościem z tej grupy motocyklowej, bo miałam do niego sprawę i weszliśmy na jego temat. Zaczął mi wymieniać jego byłe. A nawet kobiety, z którymi tak po prostu się bzykał na zlotach. Nie ważne ile miała lat, 18 czy 48, ważne, żeby dała, potem każdy z grupy, po kolei wchodził do namiotu. (PS takich samic nie można nazwać kobietą, przez nie własnie mężczyźni traktuja nas przedmiotowo). Dowiedziałam się bardzo dużo o nim wtedy. Ale, że porównywał mnie z byłymi? To go zaskoczyło. Nigdy nie uważali mnie za jedną z nich, niektórzy nawet sądzili, że to ja pierwsza odpuszczę. Podsumowanie naszej rozmowy było takie: "Szanuj się, Ty się dla niego nie nadajesz. Każda z jego byłych zrobiłaby mu loda na środku ulicy na moich, Twoich i reszty oczach.". A ja właśnie zaczynam otwierać oczy smile

12

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

No i sama to widzisz. Ale to normalne, że świadomość tego boli, bo jest osobą, którą kochasz, dla której tak wiele poświęciłaś.
Koledzy mieli rację, że on nie jest dla Ciebie.
Wiesz, jak jesteśmy z kimś, to często tę osobę idealizujemy, ale klapeczki potem spadają z oczu wink
No i po co Ci facet, który porównuje Cię do swoich byłych i jak wspomniałam ma tak mały szacunek do Waszego związku, że zerwał przez gg ? Żąłosne jak na zachowanie 27 latka.
Sama widzisz też, że ten związek Cię ograniczał, dla Niego tak wiele poświęciłaś ! Nie było warto, w związku powinnaś czuć Cię swobodnie, szczęśliwa, powinnaś czuć się Tą Jedyną, przy tym facecie powinnaś wyciągnąć skrzydła, uśmiechac się, a Ty tylko cierpiałas i przeżywałaś katusze. Nie warto.

13

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Tak, widzę sama. Tylko przez tę historię przestałam wierzyć w ludzi. I nie chodzi tylko o mężczyzn. Przestałam wierzyć w to, że dwoje ludzi może się prawdziwie kochać, szanować, wspierać i rozwijać...

14

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal
Paella8 napisał/a:

Tak, widzę sama. Tylko przez tę historię przestałam wierzyć w ludzi. I nie chodzi tylko o mężczyzn. Przestałam wierzyć w to, że dwoje ludzi może się prawdziwie kochać, szanować, wspierać i rozwijać...

Skoro nie chodzi tylko o mężczyzn, zauważ że truskaweczka19 Cię szanuje, wspiera i rozwija smile "Zobacz" na charakter tego forum. Ludzie się nie znają w realu a pomagają sobie nawzajem jak najlepiej potrafią. "Nie wierzysz w ludzi"?

15

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Masz rację, Solo Lee. Nieznajomi ludzie potrafią pomagać. Jednak zauważyłam, że niektórzy (podkreślam, NIEKTÓRZY) potrafią i wolą pomagać właśnie nieznajomym, niż zauważyć potrzebę pomocy znajomemu czy komuś bliskiemu. To może kwestia priorytetów, ale jeden z moich byłych wolał w ważnych sprawach posłuchać rady kumpla (nawet jeśli była taka sama jak moja, lecz wypowiedziana innymi słowami), niż mojej, aczkolwiek uważał, że to ja jestem mu najbliższa.

16

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Nie masz czego rozpaczać. Mimo młodego wieku jesteś dojrzała kobietą, a on to dzieciuch. Bo jeśli dla faceta ważniejsi od partnerki są matka i koledzy, tzn. że to jeszcze chłopiec, który nie dojrzał do związku. A w jego przypadku można się zastanawiać czy kiedykolwiek dojrzeje, czy na zawsze pozostanie chłopcem.

17

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

On to powinien przeczytać. Albo ktoś obiektywnie patrzący mógłby mu podpowiedzieć. Może by się otrząsnął. Oczywiście nie w sensie, by być ze mną, ale takim, że przemyślałby czy nie warto byłoby odciąć pępowiny.

18

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Przeczytałem to teraz i powiem Ci szczerze: ja tego związku nie widze. Wiem że to pewnie przykre ale nie będe Cie kłamał. Ja tego nie widze, to znaczy napisze inaczej - widze, ale widze go tak:
Ty - kobitka otrzaskana ze światem, radząca sobie w nim tyrasz przy garach, żelazku, pralce i odkurzaczu z "karczychem ogolonym do walenia gotowym". Bo póki szanowna małżonka, przepraszam mama tego chłopaka żyje  (a dam głowe że jeszcze sobie pooooooooozyje) wszystko co zrobisz będzie bee i w związku z tym będziesz zasługiwać na kare.
Na prawde powiem Ci ze przy nim zmarnujesz swoje życie. Przepraszam jeśli to jakoś Cie rani no bo jak sie kogoś kocha to wiadomo, ale na prawde przy nim zmarnujesz swoje zycie. A dziecko jakby nie było już to życie straciło. Możesz jeszcze mieć takiego faceta że niejedna ci pozazdrosci.
W takich przypadkach jak ten ja widze tylko jedno rozwiązanie: facet musi absolutnie zerwać wszelki kontakt z mamusią. Lajf is brutal. Wielu sie na to skrzywi że jak to, to matka, ale taki jest ten swiat że nie ma dla nikogo litosci i czasem samemu nie mozna mieć litości. Tutaj nie da sie zyc troche z kobietą, troche z mamą - albo to albo to.
Pozdro!

19 Ostatnio edytowany przez Paella8 (2011-08-15 19:01:30)

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal
fort napisał/a:

W takich przypadkach jak ten ja widze tylko jedno rozwiązanie: facet musi absolutnie zerwać wszelki kontakt z mamusią. Lajf is brutal. Wielu sie na to skrzywi że jak to, to matka, ale taki jest ten swiat że nie ma dla nikogo litosci i czasem samemu nie mozna mieć litości. Tutaj nie da sie zyc troche z kobietą, troche z mamą - albo to albo to.
Pozdro!

Dzięki za ocenę sytuacji. Boli mnie to, co napisałeś, ale coraz mniej, ja jestem z reguły optymistycznie nastawiona do życia i powtarzam sobie, że wszystko, co się dzieje, dzieje się nie bez przyczyny i jeśli teraz coś zostało mi zabrane, to w przyszłości zostanie mi oddane z procentem smile

A teraz pytanie- czy jest w ogóle możliwość, żeby człowiekowi pokazać, udowodnić, że coś jest nie tak? Żeby mu uzmysłowić, że takie relacje między nim i matką są chore? I w dodatku zrobić to tak, żeby nie powiedział "bo jej nie lubisz"? I nie myślę o tym, żebym ja to pokazała, może ktoś inny, nie wiem kto. Ale jak? Ja mu to czasem mówiłam, ale zawsze komentował "ty jesteś do niej negatywnie nastawiona, od razu zakładasz, że będzie źle"

20

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal
Paella8 napisał/a:

A teraz pytanie- czy jest w ogóle możliwość, żeby człowiekowi pokazać, udowodnić, że coś jest nie tak? Żeby mu uzmysłowić, że takie relacje między nim i matką są chore? I w dodatku zrobić to tak, żeby nie powiedział "bo jej nie lubisz"? I nie myślę o tym, żebym ja to pokazała, może ktoś inny, nie wiem kto. Ale jak? Ja mu to czasem mówiłam, ale zawsze komentował "ty jesteś do niej negatywnie nastawiona, od razu zakładasz, że będzie źle"

To takie pokazywanie komuś że coś jest nie tak z jego podejściem do sprawy to takie kobiece "Ja go zmienię" - trochę można spróbować ale jak się nie daje to lepiej odpuścić i poszukać kogoś...bez takich problemów.

21

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Witaj Paella8! Mnie również ujęłaś swoją dojrzałością i aż krew zalewa, że tak się poświęcałaś dla tego faceta... Dawałaś z siebie wszystko, a chcesz jeszcze więcej? Tyle przez niego wycierpiałaś, jego matka, poronienie, alkohol... Mam nadzieję, że przez te dwa tygodnie od założenia wątku jednak dotarło do Ciebie, że zasługujesz na znacznie więcej niż niedojrzały maminsynek nadużywający alkoholu...

22

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

czytając twojego posta uswiadomilam sobie  jak wspaniala osoba  jestes i fakt  że są jeszcze takie które tak  dojrzale potrafia podejsc do sprawy i  isc do przodu.Twoja histroia -owszem jest przejmująca  -ale twoja postawa-godna  aby kazdy  z nas wziął ja sobie do serca!gratuluje dojrzalości i poczucia własnej wartosci!!!!!!!!!!
cudownie  ze możnabylo  poznać twoja historie-to  daje siłe!
odbiegajać troszceczke od glownego watku-teściowa? hm zrobie  z tego  temat posta!

tesciowa potrafi w skuteczny  sposob zapsuć kazdy  zwiazek,malzenstwo itd.nawet ta  najbardziej miła,wspolczujaca ,och na rane przyłoż.twoja  ingerowala w bezposredni sposob,dajac to odczuc  Tobie i synowi;sa takie -uwierz mi -ze w towarzystwie  sa przecudnie sympatyczne,wrazliwe-ale kiedy zamkniesz drzwi zmiażdży cie jak robaka!a synkowi tak zacznie  parć głowę,ze sam nie bedzie  w stanie pozbierac sie w rzeczywistosci.owszem po czesci  rozumiem ze synowie zapatrzeniw  milosc matki nie chcac zrobic  jej przykrosci  nie dopuszczają do siebie  faktu ,ze szanowna mamusia mogłaby komuś zrobic krzywde,a jednak?
niestety są  zwiazki gdzie milośc zwycieżą i  wybranki potrafia sie wybronić z okowów szanownych tesciowych.ale niestety w wiekszosci kobietki nie maja szans.
poki panowie nie przejrzą na oczy i nie postawia  sprawy jasno ,puty mamusie bedą mogly zrobic  z nimi i  z nami wszystko!!!!!!!!

ach!wiec wspaniale moja droga ze udało ci sie  uciec  od tego  chorego układu;bądz twarda i nie daj sie juz  nigdy wiecej zmanipulowac.zachowaj cudowne  wspomnienia ale pomyśl o własnej przyszlosci-gdzie ktos bedzie cie kochal i szanował a nie zwalczał jak zło konieczne.
jestes tak wspaniala osoba ,ze wierze  ze  odnajdziesz taka miłość ktora cie uskrzydli a twoj wybranek to bedzie na prawde-super szczęśliwy czlowiek.
zycze duuuuuuuuuuuuzo ciepełka i miłości(bo baaaaaaaaaardzo na to zasługujesz!).

23

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Trochę nie pisałam, bo zajęłam się życiem. Dziękuję za Wasze posty. Niby jest ok. Na zewnątrz, żeby ludzie się nie martwili, zwłaszcza mama. Robię to, co lubię i mam mało wolnego czasu na myślenie o nim. Jednak nadal łapię się na wspominaniu go w myślach. "on zrobiłby to tak, skomentowałby w ten sposób, żałuję, że go nie ma w tym momencie, on lepiej wiedziałby jak postąpić"... Boli. Wczoraj w nocy nawet myślałam, żeby napisać mu "wróć", oczywiście nie zrobiłam tego, bo wszystko, co do tej pory zrobiłam po rozstaniu ległoby w gruzach, ale targają mną czasem tak silne emocje, że boję się, że kiedyś mogę ich nie powstrzymać... Dziś znowu płaczę i trzęsą mi się ręce. Na szczęście zaraz jadę na tę zbiórkę krwi, którą zorganizowałam. Poruszyłam lokalną telewizję, księży i dyrektorów najważniejszych placówek w mieście i okolicznych wioskach, żeby jak najwięcej ludzi się o akcji dowiedziało ;-) On też oddaje krew. Już 10 lat. Odchudzam się, bo powtarzał mi, że jak mnie poznał to byłam szczupła, a teraz to zaczynam mu się mniej podobać (miałam 7 kg nadwagi). Ciekawe co by było, gdyby to dziecko się urodziło? Pewnie już w ogóle bym mu się nie podobała. Czuję się, kurde, jak przedmiot. Już ubyło mi 10 kg, do końca września liczę na kolejne 10 w dół.
Chcę przestać płakać, myśleć o nim! Jestem zła na siebie, że nie potrafię...

24

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

przeczytałam całość i mam pytanie: czemu się go tak trzymasz? czemu tak bardzo go chcesz?
to nie jest wolny mężczyzna, to mężczyzna, który ma ze sobą cały pakiet: rodzinkę.
masz tylko jedno życie, jedną młodość.
ja wiem, że to zabrzmi egoistycznie, ale nie bierz na siebie czyichś problemów, bo to nie twoje problemy.
gdyby było tak, że jego mama i on zgodziliby się na jakąś współpracę, jakieś kompromisy: ok, trzymacie się za ręce i wychodzicie z tego.
ale ty w tym układzie jest traktowana, jak problem, a nie jak pomóc. oni są pokręceni.

a ta matka to szkoda gadać... on też. przecież moglibyście pojechać za granicę, czy nawet pracować w Polsce i zapewnić jej pomoc finansową (z tego co czytam, to ona chyba dymem papierosowym mieszkanie ogrzewa big_smile )

ja nie wyobrażałabym sobie życia z takim facetem. co by było, gdybyś znowu zaszła w ciążę?
tyrałabyś na 10 zmian, a jego matka i tak by mówiła, że go okradasz? a on by chodził pijany?

uciekaj z tego bagna, czym prędzej. nie tłumacz go, nie tłumacz nikogo. odetnij się po prostu, bo, powtarzam: masz tylko jedno życie i tylko jedną młodość.

25

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

i a propos tego "jak go poznalam bylam szczupla"...
kobieto, ty nie jestes tylko cialem, jesli facet widzi w tobie tylko to, to niech spada na drzewo.
partnerka to nie przedmiot, partnerka to charakter, osobowosc, piekna, bratnia dusza.
nabawisz sie przez niego jakichs zaburzen odzywiania albo twoja ocena zejdzie ponizej zera.
partnerke facet powinien kochac nawet jesli ma figure slonia morskiego (np kiedy jest w ciazy). jasne,ze trzeba o siebie dbac i np po takiej ciazy sie doprowadzic do porzadku, ale nawet jesli cialo nie bedzie takie samo, jak w dniu pierwszego spotkania-to nie moze to byc "och, nie chce z toba byc, bo wiesz, masz rozstepy na brzuchu..."
(trzymajcie mnie, bo strzele w leb temu gosciowi)

26

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Pierwsze co mi przyszło na myśl jak zacząłem to czytać, że to historia rodem z telenoweli, bo aż ciężko uwierzyć, że takie rzeczy się w ogóle zdarzają... To co mi się z pewnością nasuwa, to że wasz związek nie miał racji bytu, gdyż człowiek ten był zbyt mocno związany ze swoją matką i podatny na jej wpływ i nie sądzę abyś ty w jakikolwiek sposób mogła zmienić relacje między nim, a nią, a już w szczególności między tobą, a nią. Jak ktoś z góry jest nastawiony na NIE, to raczej nic tego nie zmieni (wiem po sobie, jak kogoś nie lubię, to żeby nie wiem co zrobił to i tak będę nim gardził), także nie obwiniaj się czasami w żaden sposób za złe relacje między wami. Jestem mężczyzną, ale nie potrafię zrozumieć tego przywiązania do matek. Ja już od dawna mam swojej dosyć, bo uważam, że jest nienormalna i każda decyzja jaką podejmuje jest beznadziejna w skutkach, które to ja zawsze potrafię przewidzieć, a mam 22 lata. Jednym z mych celów jest dążenie do kupna domu/mieszkania aby się od niej wynieść (choć wiadomo, że przy dzisiejszych realiach zostają mi lata mieszkania z matką, bo wynajmu nie uznaję). Mam kilku takich kumpli którzy jednak ubóstwiają swoje mamusie... jeden taki rozbawia mnie notorycznie, do sklepu z mamą, do banku z mamą, na spacer z mamą, na rynek z mamą, na grzyby z mamą, nad jezioro z mamą... no ludzie kochani, jak tu się nie śmiać? Co chwila tylko słyszę, a bo to on nie może, bo musi starej pomóc, bo coś tam... także niestety, przypadków mamisynków jest wcale nie mało.
Co do tego twojego chłopa, to moim zdaniem mimo tych jego wielu przygód seksualnych które się tu przewijają, a także gadania jego znajomych, że on to nie wart, bo co chwila inna itp. wydaje mi się, że on jednak w tobie zobaczył coś na poważnie i zależało mu mocno, tyle tylko, że miłość do matki była barierą nie do pokonania.
Na koniec powiem, że zastanawiam się gdzie takie dziewczyny jak ty się podziewają? Czytając o twych poczynaniach jestem pełen podziwu i może wydać się to dziwne, ale wiele fragmentów czytałem z uśmiechem na twarzy, gdyż w myślach miałem to jaka świetna z ciebie musi być dziewczyna...

Oczywiście nie mógł bym nie dodać, iż potwierdza się to, że kobiety wolą sobie wybierać takich mężczyzn którzy je w końcu zranią niż tych porządnych, normalnych.

27

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Nie radzę sobie. Totalnie sobie nie radzę... To już 4. miesiąc, a ja nadal o nim myślę. Wciąż go kocham. Moje życie zostało "obrócone w banał porzuconych dam". Chcę zacząć studia na Uniwersytecie, we wtorek wyjeżdżam do pracy na 3 tygodnie- do cioci w Niemczech, chcę skończyć kurs na prawo jazdy kat. A, który zaczęłam miesiąc temu, założyć jakiś mały niekomercyjny zespół muzyczny. Ale nie mam siły... Coraz mniej mi się chce żyć. Żadne z moich marzeń nie ma sensu. Mam ochotę iść na spacer i nie wrócić. Kurde! Najgorsze jest to, że gdybym usłyszała od kogoś taką historię jak moja, uznałabym ją za żałosną, bardzo banalną... Wiem, że byłam dla niego ważna, wiem że mnie kochał- jestem tego pewna. Brakło mu sił. Nie wierzę, że nie wróci... Chcę się koło niego budzic i zasypiać, chcę żeby przy mnie, ze mną był. I nie chcę, żeby się o tym dowiedział, bo dałoby mu to satysfakcję.

28

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

No widzisz, że nie warto zadawać się z motocyklistami ;-) (to tak żartem)
Bardzo poważnie - zrób test na obecność wirusa HIV - dla świętego spokoju.
Facet wychowany jest przez mamusię na kompletnego egoistę. Długa przed nim droga do szczęśliwych związków - musi dużo zmienić w sobie. Ty masz dopiero 22 lata, całe życie przed Tobą, ale ceń swój czas, szkoda go na nieudane związki.

29

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Jak może mieć AIDS, podczas gdy oddaje regularnie krew? Może mieć jakieś syfy, bo podczas związku często miałam jakieś zapalenia- no a zawsze dbam porządnie o higienę, odkąd się nie kocham, ani przed związkiem z nim, nie miałam infekcji.
A motocykliści są fajni. Moje zdanie jest jedno- gdyby nie te wszystkie kluby i grupy, które ich dzielą, wszyscy, mający przecież wspólną pasję, trzymaliby się razem wink A Ty, ŁysyFacecie, przypadkiem sam  nie jesteś motocyklistą? ;>
Mnie jest szkoda czasu spędzonego z nim. I tego teraz- beznadziejnego. Czuję się brzydka, gruba, bezwartościowa, głupia, samotna i ... nie chce mi się żyć.

30

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Motocykl, podobnie jak znaczki pocztowe, kot, pies, narciarstwo, szachy czy sportowe samochody to taka zasłona dymna. Stawiamy ją, żeby tworzyć relacje społeczne, żeby być w grupie, mieć o czym gadać, spędzać czas ciekawie razem - w końcu człowiek to istota społeczna.
Jesteś gruba? Podaj swoje BMI... wink . Tak jak pisałem, całe życie przed Tobą, jeszcze przyjdzie czas że będziesz szczęśliwa. Tak więc uszy do góry.

31

Odp: Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal
szyszek napisał/a:

przeczytałam całość i mam pytanie: czemu się go tak trzymasz? czemu tak bardzo go chcesz?

Bo go kocham? Bo wiem, że on mnie kochał? Miłość jest dla mnie bardzo ważna. Życie bez niego jest bez sensu. Kompletnie nie umiem go bez niego poukładać. Zyję jak robot. Jakaś praca, jakaś impreza, jakieś spotkanie z jakąś przyjaciółką czy jakimś przyjacielem, jakąś babcią, ciocią, kimkolwiek. Poznałam na wakacjach pewnego chłopaka. Naprawdę super gość. Ciekawy, przystojny (dużo bardziej niż ten P.), mieliśmy dużo wspólnych tematów... i co? nic. Pospotykaliśmy się i tyle. Nic nie zaszło, nic nie mogło zajść. Jakbym była martwa. Żadnych emocji. Faceci mnie nie pociągają. Żaden. Nigdzie. Prawie nic nie wzbudza we mnie emocji. Zbiórka krwi była. Przyszli krwiodawcy. Okay. Wszystko jest dla mnie obojętne. I tylko kiedy o nim myślę, płaczę jak opętana i proszę wszechświat o dużo siły, żeby chcieć wstawać rano.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Poczucie straty, porzucenia, motocyklista maminsynek i żal

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026