Czekałem i sie nie doczekałem.
Tak sobie pomyślałem, żeby trochę nad Tobą popracować i nad Twoją ckliwą historyjką. Wiesz, że tak naprawdę Twoje zachowania nie jest wyjątkowe? Jest, jakby to, tu, napisać, no powiedzmy - adekwatne, do Twojej sytuacji, choć nie do końca (a diabeł tkwi w szczegółach). Widzisz, kobiety które tu piszą - patrzą na Ciebie jak na mężczyznę wzór dojrzały, choć niedoświadczony i młody ,ale o tym dalej mieszkanie, miłość, praca, jazda pociągiem, gotowanie, sprzątnie, pranie, ble ble ble jeszcze brakuje Ci menstruacji i będziesz kobietą -równa im, forumowiczkom. Gdyby tu była Zazdrosc (jedna z forumowiczek) to by napisała prawdę, uznała by CIe za partnera, takiego, jakim powinien być każdy w związku - po prostu jesteś standardem, którego się oczekuje - zresztą właśnie tak potraktowała Cię żona. Ale mnie nawet nie o to chodzi. Jesteś osobą, która prawdziwie kochała - cała tajemnica, i reagujesz jak prawdziwie zraniona osoba, prawdziwie kochająca zraniona osoba.
Przypuszczam, nie, nawet jestem pewien, że opis tych kilku dni, a szczególnie, tego co się działo u Ciebie w głowie, gdy czułeś że to wszystko sie zbliża, bardzo spłyciłeś. Zapewne, gdybyś opisał wszystkie myśli, które Ci przechodziły wtedy przez głowę, gdy godziłeś się na jej wyjazd, gdy zostałeś sam w domu na czas jej wyjazdu, większość kobiet albo by ryczała, albo zaciskała palce w pięści w napięciu, zastanawiając się jak można coś takiego znosić - no oczywiście TY jako facet, bo one są przyzwyczajone. A tak serio, to moim zdaniem nie powinieneś tego chować, zacznij od wyrzucania z siebie tego co czujesz, to co czułeś, podziel się tymi myślami, będzie Ci lżej, o wiele lżej, nie pomijaj tego, co czujesz obecnie, ale właśnie to jest istotą dalszej części.
Żadne to pocieszenie, ale nie ma tym być nim - gdy dojechałem do opisywanego przez Ciebie wtorku, przestałem czytać, wiedziałem co będzie dalej. Wiedziałem - to, co Marena7 napisała potem i wiedziałem jak to się skończy, choć szczegóły mogłyby różne, ale to mało istotne
marena7 napisał/a:Pytasz dlaczego tak się stało.
Powiem tak, poznałeś swoja zonę jak miała 15 lat i od tego czasu zawsze byliście razem. Ona była wtedy właściwie dzieckiem. Nie znała świata, nie znała innych ludzi, nie nabrała doswiadczenia. Szybko zamieszkała z Tobą i Twoimi rodzicami, przyjęła Twoja miłość i dalej wszystko się toczyło tak jak chciałeś. Niczego nie można Ci zarzucić, bo kochałeś szczerze. Ale dla niej byc może to stało się pułapką. Może nie kochała tak bardzo jak Ty. Może za miłość wzięła wdzięczność albo zauroczenie. Nie miała porównania, pogubiła się w swoich uczuciach. Ty tez byłes bardzo młody, ale Twoj normalny dom dał ci solidne podwaliny pod Twoje dorosłe zycie. Jej rodzina nie dała tego, bo był tam rozwód jej rodziców i konflikt z matką. Ty "uratowałes" ją niczym rycerz na białym koniu. To zobowiązuje. A potem frustruje, gdy każdy dzień uświadamia, że nijak nie dorastamy w swoim mniemaniu do wzorca. Twoja zona to powiedziała, powiedziała, że nigdy nie zasługiwała na Ciebie.
Nie, nie bronię Twojej żony. Usiłuję zrozumieć dlaczego tak sie stało.
Źle zrobiła, że nie powiedziała Tobie o swoich wątpliwościach, rozterkach i pytaniach, które sobie stawia. Źle zrobiła wplątując się w romans. Źle zrobiła kłamiąc i oszukując.
Źle zrobiła, bo NAPRAWDĘ mogła ci ZAUFAĆ. Ty naprawdę potrafisz kochać, ale pokochałeś kogoś kto musi się ze soba najpierw poukładać, zanim zrozumie czym naprawdę jest miłość.
Jestem głęboko przekonana, że Twoja żona kiedyś zrozumie co odrzuciła.
Jestem tez pewna, że poradzisz sobie z odrzuceniem, bo znasz swoją wartość i masz SIŁĘ.
To jest prawda, tylko, że Drogi Pawle, w tym, co powyżej, jest też odpowiedź, dlaczego ona zrobiła "źle". Ano z tego samego powodu, z którego w ogóle pozwoliła do swojego świata wejść komuś trzeciemu, a wymieniła to koleżanka. Ona jest za młoda - doświadczeniem, a nie wiekiem, by zrobić to inaczej. Uwierz, miała wiele honoru, pozostawiając Ci obrączkę. Popatrz na nią jak na 15 letnią dziewczynę.
Opisałeś swoją rodzinę - z tego punktu widzenia masz wielkie podstawy do tego, by uznać się że otrzymałeś w domu fundament stanowiący podstawię do stworzenia szczęśliwej rodziny - ona, nie. Już samo to, na co zwróciłeś uwagę, kłótnia z matką doprowadzająca do tego, że się wyprowadziła, wskazuje, iż najprawdopodobniej nabyła w ten sposób cech, które skrzywiło jej spojrzenie na świat, ale miała białego rycerza. To sprawiło że częściowo zamknęła się w sobie. To nie jest Twoja wina, ani jej - taką ją ukształtowano. Ona nie powiedziała wcześniej, o swoich rozterkach, bo bała się że zostanie skrzywdzona, że zostanie sam, że ją wyrzucisz od siebie - odepchniesz - czerpała ze znanych sobie wzorców, ale nie zgodzę się z tym, że CIę nie kochała, albo nie kocha. To co koleżanka podkreśliła, że żona Twoje uważa, że nie zasługiwała na Ciebie, jest dla mnie adekwatnym stwierdzeniem, że wie że Cię skrzywdziła - nie zasługiwała, bo teraz jest przyczyną tego bajzlu, że dałeś jej tak wiele, a ona zawiodła... rozumiesz, gdyby nie zasługiwała, bo by tak czuła, to by odeszła bez słowa, a jej na Tobie zależy, choć trudno to w takiej sytuacji przyjąć. Tam znalazła coś co było dla niej nowe i ciekawe, była przy Tobie, ale okłamywała Cię, a jednocześnie zagłębiała w tamtym. Owszem, wplątała sie w romans, powinna Ci wcześniej powiedzieć - nie umiała, nie wiedziała, że w ten sposób będzie lepiej, a może wcale nigdy nie miała zamiaru odchodzić, tylko nie wiedziała jak z tego wybrnąć. Wiele dojrzałych kobiet, o tak, wiele, o wiele bardziej dojrzałych kobiet, też tego nie potrafi, choć, w innej sytuacji ganiłyby za takie podejście, nakazując wcześniejsze zakończenia związku, ale ona tym samym wkroczyłaby na nieznany teren - tak mogą robić kobiety po 30, 40 gdy sa doświadczone. Łatwo udzielać rad, ale trudniej to wprowadzić w życie. (przygadał kociło garnkowi).
Cos co wydaje się pewne, a dot. Twojego opisu:
- skłamała, mówiąc, że jedzie do babci - wracała z innej strony,
- skłamała, że u niej była - rachunek powiedział, co innego,
- skłamała, że nikogo nie ma - korespondencja z komputera mówi o 1,5 roku
- skłamała, że z nikim nie sypiała - ....kwestia dowodu - wiem że to wiesz.
Ona kłamała, by jak najmniej cierpiał ktokolwiek, Ty, ona sama, to akurat nie ma znaczenia. Nic bym się nie odezwał, gdyby nie to, że nie spisujesz związku na straty - i słusznie kurna i słusznie., ale pozwoliłeś jej wyjść z domu - co tłumacze to szokiem, ale źle zrobiłeś, powinieneś był ją zatrzymać. Niestety dopuściłeś do tego, że schemat z młodości, z jej domu się powtórzył. Ojciec , matka teraz Ty. Zadaj sobie pytanie, czy ona jako nastolatka, szybko wróciła po kłótni z matką do domu, czy w ogóle wróciła? Czy jest szansa, żeby sama wróciła teraz? Nie. I zdaj sobie z tego sprawę. Weź się w garść i leć za nią! Przełam zakorzenione w niej, traktowanie przez świat. Bądź dla niej silniejszy niż ojciec, niż matak. Bądź tym samym facetm, który ją uratował, skoro ją kochasz, a wiem, że ją kochasz i to do cholernego bólu.
Pawel_25 napisał/a:...Zastanawiam mnie jeszcze jedna rzecz, dlaczego nie potrafię jej nienawidzieć. Każdy zdrowy mężczyzna po czymś takim powinien być wściekły. Byłem. W środę. Teraz gdy moje emocje się uspokoiły zaczynam myśleć. Myśleć racjonalnie.
Zastanawia mnie jedno. Jak długo będę takim człowiekiem jak dziś? Trzeźwo na to patrzącym. Jakże widzącym tylko rzeczywistość, która nas otacza. Mam nadzieję, że nie będzie to trwało krótko. Muszę zostać taki na zawsze. Do końca swego istnienia.
Nie zastanawiaj się nad niczym, patrz w serce, potem przyjdzie czas na resztę - teraz go tracisz - czas i ją, nie zostawiaj jej samej. Każdy popełnia błędy, jak się przekonałeś liczba osób dotkniętych zdradą jest nie mała, ale ludzie z tego wychodzą. Miłość ma tę przewagę nad pozostałymi, że wybacza, ma tę zdolność, użyj jej. Zamiast budzić się samotnie w łóżku, obudź się z nadzieją, że dasz radę. Nie pozwól jej na to, co opisała niedawno inna kobieta na forum,, że gdy mąż ją zdradził i choć kochała odeszła od niego, a teraz z perspektywy czasu, żałuje, że nie walczyła, bo życie pokazało jej, iż inne wcale nie znaczy lepsze, że życie nie jest różowe. Jeśli przy Tobie Twoja żona zaznała znudzenie - to myślisz, że przy kimś innym ,po jakimś czasie też tego nie będzie? Ty masz za to coś, czego inni mieć nigdy nie będą, jesteś jej pierwszą prawdziwą miłością, a ta jesteś i zawsze będziesz wyjątkowy. Pytanie czy przy Twoim boku , czy innego mężczyzny. Była z Tobą przez całe swoje dorosłe zycie, no ile tych lat było, co? Chroniłeś ją, choćby swoim bezgranicznym zaufaniem, nie pozwól jej by straciła więcej - bo zaufać będzie jej trudno, ale masz w sobie miłość. Będziesz żałował, do końca swoich dni, że stałeś i patrzyłeś jak odchodzi. Teraz wiesz, że czekałeś, a ona nie tyle, że nie chciała, co nie umiała zostać - dla niej była to jedyna znana kara w takiej sytuacji i jedyne znane zachowanie - bo niby skąd, mogła nauczyć się czegoś innego. Odczaruj ją z tego i pokaż, że odejście nie jest jedynym rozwiązanie. Ona będzie kiedyś żałować i tak obydwoje będziecie żałować. Do póki nie zatracisz nadziei walcz o nią, bądź mężczyzną. Do tej pory wcale nie byłeś idealny, biorąc je pod swoje skrzydła, Ty nawet jako dzieciak, ją 15 -latkę, to wziąłeś na siebie za nia odpowiedzialności - czy wypełniłeś swoją role należycie - nie, nikt nie ma Ci tego za złem, dałeś z siebie wiele, ale też widać, nie miałeś, gdzie i kiedy uczyć się tego - brak doświadczenia - wybacz jej to, tak jak ona powinna wybaczyć, że nie umiałeś do niej dotrzeć. Dałeś zaufanie, byłeś dla nie oparciem skoro ją kochasz, to wiesz, że jesteś najlepsza rzeczą, która mogła jej się zdarzyć. Jeśli to jest dla Ciebie nie wystarczająca motywacja, to napiszę coś, co zaboli - jeśli nie trafi na kogoś takiego jak Ty, kto ją dobrze zna, to trafi na kogoś, kto ją wykorzysta, albo skrzywdzi - chcesz tego, by w ten sposób płaciła za to, że nie umiała wrócić, za to, że nie wyciągniesz teraz do niej ręki, że nie potrafiłeś jej zatrzymać. Obecna rozłąka, na pewno nie tylko Ciebie, wypełniła przemyśleniami, ja zapewne też nachodzą refleksje i pytanie, czy dobrze zrobiła. może to, gdy Ci mówiła, że nie chce rozwodu, rozstania a jedynie czasu - było jedynak prawdą, choćby dla tego warto za nią pójść, gdyby to nawet była jedyna prawda, którą ostatnio słyszałeś, jeśli jest na to szansa.. .rusz dupę i idź za nią. Może właśnie ona potrzebowała tego czasu, na to, by sobie to poukładać, ta informacja o męskiej decyzji, może ona nie miała siły tego ciągnąć dalej, a na pewno nie w ten sposób, był momentem kulminacyjnym. To że spraw wyszła własnie w takiej chwili - spowodowała, że zamiast decyzji o zostaniu z Tobą, nie miała wyjścia - rozumiesz. Do póki nie będziesz na 100% pewny, że ona Cie nie kocha, dopóki nie zobaczysz w jej oczach tego, jeżeli nie poczujesz, że to koniec, jeśli CI tego niw wykrzyczy - ale szczerze - bo teraz może się bać i tak reagować, to nie poddawaj się. Facet, nie zaprzepaść tego, bo inaczej będziesz nosił gigantyczny ciężar w sercu, ale będzie on
większy niż ten teraz, a ona, no cóż...
...inaczej się na oczy nie pokazuj.