Na początek witam wszystkich. Zanim zdecydowałam się napisać, śledziłam to forum już prawie od miesiąca. Zaczynałam ten temat i kasowałam... Ehhh, jest mi jednak strasznie źle i chcę to wszystko co mnie spotkało wyrzucić w końcu z siebie.
15 lat stażu małżeńskiego, dwójka dzieci. Wiele przejść z moim mężem... ale w w końcu osiągnęłam spokój i szczęście (tak mi się wydawało). Wieloletnia walka z niepłodnością (drugie dziecko) aż w końcu się udało. Wielka radość i szczęście dla całej naszej rodziny. Mąż otwiera w międzyczasie firmę która pochłania go bez reszty. Gdy zachodzę w ciąże, kochamy się może w ciągu tych 9 miesięcy ze 3 razy. Bo się boi o dziecko... staram się rozumieć. Później poród... mija połóg, i ciągle problemy z sexem. Ciągłe moje wyrzuty że czuję się odrzucona, niekochana... On zwala to na nadmiar pracy, problemy, zmęczenie... Tak mija prawie dwa lata od urodzenie naszego drugiego dziecka. Żyjemy niby normalne, tylko jedno zatruwa mi życie. Rzadki sex. Aż nagle, kontaktuje się ze mną ona... mówi że mieli romans prawie dwuletni!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zaczęło się wszystko gdy byłam w ciąży
Jesssuuu nie mogę uwierzyć. Świat mi się zawalił, dusza umarła... Powiedziała mi wszystko z zemsty on już nie zaprzeczał... Wiele faktów, rozdzierający ból... Rozstali się już końcem tamtego roku. Szantażowała go wiele miesięcy że mi powie. A On tchórz nie miał odwagi sam się przyznać. To wulgaryzm, prostytutka i tak się poznali, w agencji. Później przeistoczyło się to w romansik (sex z nią bez condona!!! - robiłam sobie badania, wszystko ok!) . Ona się zakochała... On nic jej nie obiecywał, mówił o Nas, o rodzinie, o tym jak mnie kocha i nigdy nie zostawi (he he wulgaryzm łgarz!!!). Twierdzi, że nic do niej nie czuł, że sex z nią to jak zrobienie treningu, jak bieg na przełaj... Przed nią była jeszcze inna wulgaryzm kilka razy.
Nic nie podejrzewałam, ponieważ bardzo sprytnie się kamuflował, wmawiał mi że brak Jego ochoty na sex to wynik przepracowania a ja głupia wierzyłam...
Kochałam Go ... Teraz coś we mnie umarło... Mija już prawie miesiąc gdy się dowiedziałam i jest coraz gorzej... Nie szanuję Go, patrzę na niego z obrzydzeniem ale nie potrafię zdecydować się na odejście.
W ciągu całego naszego małżeństwa zdradził mnie już kilkakrotnie. O tych zdradach dowiedziałam się przy okazji tej o której piszę (wymusiłam na nim przyznanie się bo podejrzewałam to, ale nie miałam niezbitych dowodów). Fakt, był młody, może głupi... Nasze życie od tych wydarzeń wiele się zmieniło, dlatego starałam się o tym nie pamiętać, że może w końcu wszystko się ułoży... I rzeczywiście, było na prawdę dobrze (poza tym sexem).
Jest mi strasznie źle, czuję przeszywający, rozdzierający ból. Nienawidzę Go i nie szanuję...
Na forum wystrzegamy się używania określeń wulgarnych.
Moderatorka-apoteoza