To trwa od kilkunastu lat i już nie mam pojęcia jak sobie z tym radzić, mianowicie mam straszne problemy z mama ! Odkąd pamiętam wyrzywałą się na mnie i krzyczyła... Teraz nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a jak już do niej dochodzi przeistacza się w ogromną awanturę, dochodzi bardzo często do rękoczynów... Czasem niekontroluje siebie w tym co robię i mówię. Teraz moi rodzice wyjechali zagranicę do pracy i chcą żebym z nimi zamieszkała i z rodzeństwem. W chwili obecnej waham się co mam robić są powodu dla których chcę zostać i są powodu dla któych nie chcę ... Ostatnio się bardzo pogubiłam, a nie mam takiej osoby, z którą mogłabym pogadać tzn. jest, ale nie chcę się żalić mojemu wujkowi w sprawach kobiecych dlatego też, proszę o waszę rady. ;-)
Podobne tematy
Witaj.
Ostatnio się bardzo pogubiłam, a nie mam takiej osoby, z którą mogłabym pogadać tzn. jest, ale nie chcę się żalić mojemu wujkowi w sprawach kobiecych dlatego też, proszę o waszę rady. ;-)
Trudno Ci cokolwiek na ten moment radzić, bo bardzo lakonicznie opisałaś swoją historię konfliktu z mamą.
Zatem, moje pierwsze pytanie, w jakim jesteś wieku? bo piszesz, że Twoje problemy z mamą trwają już od kilkunastu lat.
Następne pytanie, na jakim tle dochodzi między Wami do tych drastycznych kłótni? czy te " rękoczyny" są obustronne?
I kolejne :jakie są Twoje relacje z ojcem i rodzeństwem? i jakie zajmują stanowisko odnośnie Twoich relacji z mamą?
Teraz moi rodzice wyjechali zagranicę do pracy i chcą żebym z nimi zamieszkała i z rodzeństwem. W chwili obecnej waham się co mam robić są powodu dla których chcę zostać i są powodu dla któych nie chcę ...
To może wymień te powody: za i przeciw...
Pozdrawiam.
Witam,chciałam właśnie zakładać nowy watek ale widzę że właśnie ten jest bardzo podobny....
Mianowicie chodzi o to czy mi się wydaje czy w moich relacjach z własną matka jest coś nie tak....
Odkąd pamiętam tak jest nie potrafię się z nią dogadać a wierzcie mi nie raz próbowałam.Prosiła bym was o opinie całej sytuacji porady sama nie wiem.
Mam 19 lat a od 13 roku życia marzę o wyprowadzce....Kiedy byłam mała mama uczyła mnie matematyki...pamiętam że nie potrafiłam kilku zadań rozwiązać i dostałam....mokrą szmata w twarz(póżniej okazało się że miałam dostać nią w kark ale żle wycelowała...) Miałam wielki ślad pod okiem mój własny ojciec nic nie zareagował śmieszne ale prawdziwe. Codzienny płacz i duszności bałam się codziennie co będzie krzyki i pretensje trwają do dzisiejszego dnia. Pamiętam ze 3 razy w życiu nie dostałam obiadu ponieważ nie zasłużyłam bo jej nic nie pomogłam(miałam w tedy z 13 lat) Sprzątam cały dom odkurzam robie o co mnie poprosi a czasem pod koniec dnia mi jest w stanie powiedzieć że nic dziś nie zrobiłam....W tym roku pojechałam do chłopaka na mazury kiedy wróciłam powiedzieli mi że dobrze że jestem bo nie miał kto tego a tego zrobić...nikt nie tęsknił. O co poproszę to dostane nie żebym prosiła o coś non stop raz na ruski rok poproszę o pieniądze np.na buty. Ogólnie dostaje pieniądze od babci czasem a że potrafie oszczędzać to mam na to co potrzebuję wiec jak się zdarzy że coś mi brakuje to dostane podziękuje i tyle.Niedawno mama ma do mnie pretensje o to że spię za długo, czyli mój czas wstawania to ok 9.20... ostatnio się na mnie obraziła że spałąm za długo a na nogach byłam o 8.45. Nie dawno pisałam maturę i dzień przed wynikami byłam bardzo zestresowana bo wiedziałam że nie zdam matmy tak więc zbytnio rozmowana nie byłam mama obrazila sie o to na mnie na 2 tygodnie(wogóle ze mną nie rozmawiając) teraz bedę miała poprawkę....jedyną ucieczką z tąd są studia chłopak chce mi pomóc bo uważa że tutaj mnie wykończą.Boję sie codzinności kiedy jej tu nie ma to dla mnie jest to taka ulga i wypoczynek...pisze to wszystko ze łzami w oczach bo poprostu nie rozumiem jak tak można...Nie mówcie mi też o rozmowie bo kto jak kto ale ja uważam że rozmowa to podstawa dlatego też spróbowałam...w tamtym roku w pazdziewniku roku 2010 była rozmowa powiedziałm jej wszystko płakałam ojciec był przy tym uznał że faktycznie jest cos nie tak a ona??powiedział że to wszystko moja wina że to ja powinnam przepraszać nie ona bo ona jest bez winy to dziecko ma miec szacunek do rodzica a nie rodzic do dziecka wiec rozmowa tez nic nie dała. Sama nie wiem co mam o tym wszystkim myslęc jedynym wyjściem sa te studia oszywiście będzie miałą z tym prosblem napewno....więc juz widzę kolejną awanture.
Mam nadzieję że nie zanudziłam was i dziekuje za samo przeczytanie....
Kyya nie wesoło powiem że z tym szacunkiem to nie tak to działa w obie strony .
Tata z tego co piszesz raczej nie wtrąca się w waszą relację a szkoda.
Różne są modele wychowania niekiedy matki powielają własny model wychowania sprawdził się u mnie sprawdzi się i teraz .
Czasy się zmieniają i dzieci dojrzewają szybciej na co niektórzy rodzice dziwnie reagują .
Krzykiem nie wychowuje się nikogo nawet zwierze na krzyk reaguje agresja (przepraszam za porównanie)
Szacunek owszem ale nie za sam fakt urodzenia .
Dzieci tez należy nie tylko mieć bo tak wypada ale kochać i szanować a wtedy one odpłacą nam rodzica tym samym.
Nie każdy jest alfa i omegą zaliczysz spokojnie poprawkę z matury bo widzę że bardzo Ci na tym zależy .
I powolutku staniesz na nogi a mama powinna przemyśleć swoje zachowanie bo na starość zostanie sama
ze swoją złością a to nie jest przyjemne.
Powodzenia
Dziękuje Anula za miłe słowa:)
Cóż ojciec fakt ma to gdzieś że tak to ujmę:)
Nie masz za co przepraszać:)
Racja również uważam że z szacunkiem jest tak jak mówisz ale widać inni myślą inaczej....
Nie wiem jak to będzie modle sie tylko o zdanie tej matury bo to jak na razie jedyna moja szansa i nadzieja.
6 2011-08-11 21:02:13 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-08-11 21:10:22)
Witaj.
W tym roku pojechałam do chłopaka na mazury kiedy wróciłam powiedzieli mi że dobrze że jestem bo nie miał kto tego a tego zrobić...nikt nie tęsknił.
Kyaa.
Jest w Tobie tyle goryczy i żalu... że " nikt nie tęsknił"...za Tobą, ani ojciec ani matka.
Z tego, co piszesz jesteś traktowana na zasadzie " wynieś , przynieś , pozamiataj".
Czujesz się z tym źle, bo starasz się , pomagasz w domu, ale nie chcesz być traktowana bezosobowo, tylko jak córka. Brak Ci, nie okazywanej miłości przez obojga rodziców.
A czy Ty ich kochasz?
Konflikty zaczęły się dość wcześnie. Może pamiętasz jakieś zdarzenie, które zaważyło na Waszych wzajemnych relacjach? Piszesz, że dostałaś ścierką od mamy, bo nie mogłaś dać sobie rady z matematyką. To by sugerowało, że nie spełniasz "jej ambicji"...tych nadziei, które w Tobie pokładała. Teraz też masz problemy, ale na pewno sobie poradzisz z tą matmą.
Dobrze, że chcesz kontynuować naukę, iść na studia- a na jaki kierunek? Fajnie, że wytyczasz sobie cele.
Dlaczego myślisz, że będzie z tym problem ze strony rodziców, czy chodzi o pieniądze?
Jeżeli masz potrzebę wypłakać się, to zrób to, nie blokuj w sobie nagromadzonych emocji , poczucia krzywdy.
Jesteś już pełnoletnia, więc zaczniesz chodzić swoimi ścieżkami i zbudujesz swój własny świat.
Ale przede wszystkim zdaj maturę. Trzymam kciuki.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Tak na zasadzie służacej mówmy tak jak jest:)Dziś przyjechała po mnie po korkach z matematyki i nie zrobiłam przed wyjściem 2 rzeczy nie potrzebnych tak że muszą być zrobione to usłyszałam że miała po mnie nie przyjechać za to.....
Nie wiem zawsze tak było pewnie chciała inna córke...
czy ja ich kocham??Dobra pytanie...sama juz nie wiem mam taki do nich żal że czasem przepełnia mnie ąz nienawiśc której nie okazuje bo mam szacunek prawda....
Nie skąd o pieniadze ja chce iśc do pracy nie potrzebuje od nich pieniedzy a jesli bedzie taka potrzeba rodzina chłopaka nam pomoże więc tutaj o to nie chodzi...bardziej sie boje tego jak to będzie wygladać sama nie wiem czego sie boje bo czesto słysze ze mi sie nie uda że to nie mozliwe wiem że bedza miec problem z tym że chce wyjechać mieszkam w Slasku a katowice są moim celem więc troche daleko
musze zdac!!^^
Nie rozumiem niektórych rodziców jak można traktować własne dzieci jak zło konieczne .
Ambicje ambicjami ale nich nie przerastają dzieci .
Jak chciała służącą to mogła zatrudnić ,fakt każdy ma swoje obowiązki ale bez przesady czasem trzeba wrzucić na luz.
Takie zachowanie faktycznie podkopuje wartość i samoocenę dorosłego już dziecka .
Wieczna krytyka własnych rodziców podkopuje morale .
Jesteś młoda wszystko przed tobą dasz radę a jak masz wsparcie to skorzystaj z niego .
bardziej sie boje tego jak to będzie wygladać sama nie wiem czego sie boje bo czesto słysze ze mi sie nie uda że to nie mozliwe
Myśl pozytywnie, nie przyjmuj do siebie dołujących Cię słów, nie będą Cię wtedy tak ranić. Bądź ponad to, bo przecież jak widzisz nie masz wpływu na to, żeby matkę zmienić.
Ale możesz zmienić swoje życie.
Kyaa, dobrze że masz chłopaka, który rozumie Twoją sytuację rodzinną.
Jednakże myślę, że przede wszystkim Ty sama powinnaś zapracować na swoje utrzymanie.
Wiesz, w życiu bywa różnie, a to co sama zdobędziesz to nikt Ci nie odbierze. To będzie Twoje i tylko Twoje osiągnięcie i sobie będziesz zawdzięczać. Nie uzależniaj się od nikogo, bo los lubi być przekorny- "powtórzony".
Zauważyłam, że udzielasz się na forum. Jest tu dużo wątków, więc zawsze znajdziesz coś dla siebie.
Możesz wspomóc słowem , udzielić rady innym dziewczętom.
Szkoda, że Malwinaa się nie odezwała...
Widzisz jestem z tych osób które bardzo łatwo zranic i które biorą wszystko do siebie:)
Wiem dlatego też chce saobie poradzic i sama zapracować na te studia jesli wszysrko się uda:)
Cóż, ja takiej ekstremy nigdy nie miałam. Moje kontakty z mamą też były co prawda napięte, ale chyba nie do takich granic. Może dlatego, że tą sprzątaczką i niegrzecznym dzieckiem niespełniającym oczekiwań była moja starsza siostra, ja miałam być ta lepsza, bo bardziej podobna do mamy. Ale mimo wszystko zawsze nam obu rozkazywała. Nigdy o nic nie prosiła, a rozkazywała i oczekiwała, że zrobimy to lub tamto. A my w ramach buntu nie chciałyśmy, bo nie czułyśmy się szanowane. Byłyśmy od wszystkiego, pamiętam, że raz mnie zawołała z pokoju do kuchni, żebym jej podniosła widelec, który jej spadł... Łatwiej jej było zawołać mnie niż się schylić... Obecnie nasze kontakty są lepsze. Czemu? Bo jak miałam 13 lat rodzice się rozwiedli i obie z siostrą poszłyśmy za tatą bez dłuższego zastanawiania się. Pomieszkała trochę sama i zaczęła nas bardziej doceniać... Może w Twoim przypadku też tak będzie, że matka zatęskni jak się wyprowadzisz.
kasia byłam u chłopaka ponad tydzien jakos nie teskniła...co prawda jak opowidziałas mi o tym widelcu to przypomniało mi sie jak ostanio zawołała mnie do salonu aby mi wmowic ze to ja nasmieciłam(3 okruszki były pod stołem) i kazała sprzatac...
Tylko właśnie tydzień to nic, bo ona wie, że i tak wrócisz. Co innego jak się wyprowadzisz na stałe/dłużej. Po jakimś czasie dotrze, że Cię straciła i będzie wielki płacz i tęsknota, zobaczysz... Moja mama ma teraz bardzo wkurzającą manierę jak się widzimy: otóż wszystko próbuje mi "wynagrodzić" ciuchami. Ja naprawdę wolałabym się z nią normalnie spotkać w domu, wypić herbatę, może czasem przejść się po sklepach, ale nie za każdym razem... I to jest tak, że ona mnie wręcz ciągnie i namawia, "no chodź, widziałam tam taką fajną bluzkę, kupię Ci" i nie dociera, że wolę sobie z nią posiedzieć. Czuję się z tym czasem głupio, bo traktuje mnie jak materialistkę, ale wiem z kolei, że ona się wtedy cieszy, że mi coś kupiła i że coś dla mnie zrobiła, bo inaczej nie umie tego wyrazić. Przykre, ale co zrobić...
14 2011-08-12 16:41:29 Ostatnio edytowany przez Kyaa (2011-08-12 16:43:56)
Wiesz kasia ja jakos w to watpie ze tak moze byc:)A nawet jesli to ja juz tu nie moge tyle czekac jestem juz tym zmeczona:)ale co do Ciebie to fajnie ze jakos takos sie układa:)
Po prostu się na nic nie nastawiaj i niczego nie oczekuj. Może Twoja mama się kiedyś ocknie i Wasze kontakty się poprawią, tego Ci przynajmniej życzę. Moje kontakty z mamą są jakie są, nie do końca takie, jakich bym sobie życzyła. I wiesz co jeszcze mnie boli bardzo? Przez 2 lata studiowałam w innym mieście, ile razy mnie odwiedziła? Raz! Bo kolega miał po drodze samochodem. A co to za problem wsiąść w pociąg i przejechać te 2 godziny...? Nawet miałam przez pewien okres czasu jedno wolne łóżko w pokoju, wpadłaby na weekend albo coś. Teraz mieszkam w Norwegii od roku, ile razy przyleciała mnie odwiedzić? Zero! Tyłka jej się nie chce ruszyć, żeby własną córkę zobaczyć, a jak ja przylatuję to się obraża, że chcę spędzić czas nie tylko z nią, a jeszcze z resztą rodziny i przyjaciółmi albo mi oznajmia, że ona tego dnia jedzie na działkę, bo ma wolne i jej w mieście nie będzie. Łapki opadają... I co ja mam o tym myśleć?
no też masz nie ciekawie naprawde ja nie wiem jak tak można czasem myse ze tacy ludzie nie powinni mieć dzieci....bo Ci co sie nie umia nimi zajac okazac miłosci to maja dzieci a ci co pragna?/albo sa chrzy lub bezpłodni a mozliwe ze byli by swietnymirodzicami:(
Tzn. ja wiem, że to nie do końca wina mojej mamy, ona miała jeszcze bardziej schrzanione dzieciństwo. Babcia chciała mieć dziecko, najlepiej syna, bo wypada, a wyszły bliźniaki... No to mojej mamie się obrywało non stop, za wszystko. Chciała nam wynagrodzić to, czego ona nie miała, ale efekt jest średni, bo częściowo też powieliła zachowanie swojej mamy. Mam nadzieję, że ja tego nie zrobię.
Ja się tego też strasznie boje że będę taka sama jak ona:(
Witam wszystkie czytelniczki. Dotarłam tutaj zupełnie przypadkowo, jestem troszkę zagubiona i potrzebuję rady. Rady, która pomoże podjąć mi odpowiednią, dojrzałą decyzję..
Znałyśmy się z moją przyjaciółką ponad 3 lata. Byłyśmy nierozłączne, wiele razem przeżyłyśmy. Mimo widocznych różnic między nami potrafiłyśmy bardzo dobrze się dogadać i liczyć na wzajemną pomoc. Wszystko się zmieniło, kiedy moja przyjaciółka poznała chłopaka. Cieszyłam się jej szczęściem, jednak tęskniłam za nią i jak każda dziewczyna potrzebowałam "chwili dla nas". Zupełnie na wyłączność, ja i ona.. Moja przyjaciółka wraz ze swoim chłopakiem oraz jego najlepszym kolegą i jego dziewczyną spędzała mnóstwo czasu. Dziewczyny zbliżyły się do siebie, traktowały siebie być może jako przyjaciółki, a ja niestety odeszłam w zapomnienie. Brakowało jej dla mnie czasu, brakowało też zaangażowania z jej strony. Odsunęłam się na bok, nie naciskałam. Jaki był finał? Chłopak ją oszukał, koleżanką, z którą spędzała tak wiele czasu opuściła. Wróciłam, przecież tak bardzo mnie potrzebowała.. Znów byłam na piedestale, znów poświęcała mi całą swoją uwagę. Kilka miesięcy później tym razem ja poznałam chłopaka. Zakochałam się. Byłam naprawdę szczęśliwa, pragnęłam więc również szczęścia dla mojej przyjaciółki. Wiedziałam, że będę poświęcała jej mniej czasu, ponieważ w moim życiu pojawił się ktoś wyjątkowy i to właśnie on będzie skupiał całą moją uwagę. Postanowiłam więc pomóc mojej przyjaciółce w poszukiwaniu szczęścia. Poznałam ją z moim kuzynem, wydawali się idealnie do siebie pasować! Chciałam, abyśmy razem przeżywały pierwsze pocałunki, zbliżenia, randki.. Chciałam, abyśmy dzieliły się szczęściem. Wspólnie, tak jak kiedyś. Niestety moja przyjaciółka odsunęła się ode mnie. Przestała pisać, dzwonić, a nawet się spotykać. Całą swoją uwagę poświęciła swojemu chłopakowi, tak jak było to już kiedyś.. Zabiegałam o spotkania, dzwoniłam, pisałam, jeździłam do niej, jednak jej zapał zmalał. Doszło do tego, że widząc mnie na przystanku nawet nie podeszła, nie odezwała się. Nie zaproponowała żadnego wspólnego wypadu, mimo że moje propozycje ignorowała. Kiedy prosiłam ją o wspólne spędzanie czasu, wyłącznie ja i ona, przyprowadzała swojego chłopaka i skupiała się na nim. Kiedy proponowałam jej wypad we czwórkę - ja, ona i nasi mężczyźni - odmawiała. Przez kilka miesięcy nie dzwoniła, nie pisała, mijała mnie bez słowa. Kiedy napisałam do niej wiadomość z prośbą o spotkanie i wytłumaczenie całej sytuacji, zgodziła się. Jednak kiedy na drugi dzień napisałam jej kolejną wiadomość z informacją, że przeżywam trudne chwile i musimy nasze spotkanie przełożyć na inny termin, odpisała wyłącznie: ok. Bez zainteresowania co się stało, mimo że tak bardzo tego potrzebowałam.. Przeżywałam najtrudniejsze chwile w moim życiu, a jej nie było. Nie chciała uczestniczyć w mojej codzienności. Napisała po kilku miesiącach z pytaniem: co u Ciebie? Kiedy odpowiedziałam jej dosyć sceptycznie, była zdziwiona moją reakcją. Stwierdziła, że to pytanie nie było ani dziwne, ani oficjalne, aby w ten sposób odpowiadać.. Zaproponowałam jej spotkanie, wyjaśnienie całej tej sytuacji - nie skorzystała z propozycji.
Dziewczyny, proszę o waszą opinię. Czy powinnam ratować tę przyjaźń? Czy powinnam mimo wszystko zapomnieć o wszystkich złych słowach i czynach? Nie każdy jest przecież idealny, ja także popełniłam wiele błędów.. Czy może jednak ta dalsza więź nie przetrwa próby czasu? Proszę o pomoc..
Kyaa, Kaisa , śledzę Wasze wypowiedzi i cieszę się , że wzajemnie się wspomagacie.
Kaisa napisał/a:mamie się obrywało non stop, za wszystko. Chciała nam wynagrodzić to, czego ona nie miała, ale efekt jest średni, bo częściowo też powieliła zachowanie swojej mamy. Mam nadzieję, że ja tego nie zrobię.
Ja się tego też strasznie boje że będę taka sama jak ona:(
To tylko i wyłącznie od Was będzie zależeć jaką naukę wyciągniecie , czy będziecie powielać wzorce z domu rodzinnego.
Kasiu, a nie lepiej , abyś przeniosła swoją historię do odpowiedniego tematycznie wątku, są takie o problemach z przyjaźnią, albo utworzyła dla siebie nowy. Ten dotyczy relacji córki z matką.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Moim zdaniem powinnaś wyjechać pamiętaj ze mame ma się tylko jedną...Ja tez się nie dogaduje z moja ale nie chciałabym żeby wyjechała...Spróbuj porozmawiać z nią tak szczerze co ci lezy na sercu może zrozumie.
kasi 93 na forum jest bardzo podobny temat do Twojego:)
żyworódka mam taka nadzieje nie chce byc taka sama:)
Misiek kto powinien wyjechać??:)
Przepraszam was dziewczyny, dopiero stawiam pierwsze kroki na tym forum.. Tak więc się przenoszę. ![]()
Kyaa, Kasia już dotarła do właściwego wątku.
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=27736
Dziewczęta, myślę, że jej nie zostawicie samej, prawda?
Wiem właśnie głebiej się zaczytałam:)
Kyaa, Kaisa , śledzę Wasze wypowiedzi i cieszę się , że wzajemnie się wspomagacie.
Kyaa napisał/a:Kaisa napisał/a:mamie się obrywało non stop, za wszystko. Chciała nam wynagrodzić to, czego ona nie miała, ale efekt jest średni, bo częściowo też powieliła zachowanie swojej mamy. Mam nadzieję, że ja tego nie zrobię.
Ja się tego też strasznie boje że będę taka sama jak ona:(
To tylko i wyłącznie od Was będzie zależeć jaką naukę wyciągniecie , czy będziecie powielać wzorce z domu rodzinnego.
.
Wiem, że to tylko od nas zależy, ale takie rzeczy robi się niestety podświadomie i zazwyczaj zdaje sobie sprawę, gdy jest już za późno... Jedyna nadzieja w tym, że partner bez bagażu będzie może w stanie skorygować w razie, gdyby zauważył jakieś nieprawidłowości ![]()
albo walnąć się w głupi łeb:P:Pw moim przypadku hihi^^