Może ktoś był lub jest w podobnej sytuacji i może mi poradzić coś konstruktywnego. Tylko proszę jeśli ktoś chce mnie krytykować niech nie pisze wcale bo i tak już jestem u kresu sił. Sytuacja wygląda tak- Mam prawie 30 lat, mieszkam z toksyczną matką. Na porządku dziennym są mocno wulgarne epitety kierowane do mnie, wieczne oskarżenia i pretensje- dosłownie o wszystko poczynając od tego jakoby to moją winą było, że przed laty ojciec zostawił matkę (byłam wtedy małym dzieckiem) a kończąc na tym jakoby moją winą był fakt, że moja o 10 lat starsza siostra pracuje w banku chociaż chciała być malarką (bo ponoć gdyby matka nie miała drugiego dziecka czyli mnie na utrzymaniu to mogłaby jej zapewnić środki na kosztowne studia artystyczne). Nie wiem już jak to komentować, przecież są to sprawy, na które ja zupełnie nie miałam wpływu zwłaszcza jako dziecko. Matka nieustannie kpi ze mnie, w liceum słyszałam, że nie zdam matury bo mam mały rozumek, później gdy ją zdałam, że jestem za mało zdolna na studia-co prawda za drugim razem ale dostałam się na studia, które skończyłam z wyróżnieniem. Oczywiście całe 5 lat byłam wyśmiewana z powodu kierunku, który wybrałam. Matka ciągle powtarzała, że się mnie wstydzi. Najlepiej czułam się gdy poznałam chłopaka i wyprowadziłam się do niego ale i to z czasem okazało się koszmarem-matka dzwoniła po kilka razy dziennie, że mam przyjść wiecznie jej w czymś pomagać, obwiniała, że przeze mnie musi wnosić wszystkie opłaty sama itp. Z czasem zaczęła także wydzwaniać do mojego chłopaka-również gdy był w pracy-było to dla niego irytujące i trudne do zniesienia. Miarka się przebrała gdy moja matka zaczęła po kilkanaście razy w tygodniu wydzwaniać do rodziców mojego chlopaka mówiąc mu jak to ja ją krzywdzę i zaniedbuję- dodam, że bywałam u niej 3 razy w tygodniu podczas gdy moja siostra wpadała raz na 3 miesiące. W końcu facet nie wytrzymał tej sytuacji i mnie zostawił. Na jego miejscu pewnie też bym długo nie zniosła takiej sytuacji. Krótko po tym straciłam pracę i ze względów finansowych musiałam wprowadzić się znowu do matki. I tu koszmar trwa... Od kilku miesięcy nie mam stałej pracy-utrzymuję sie z dorywczych zajęć- to uniemożliwia mi w tej chwili wynajęcie czegoś i wyprowadzenie się. We dwójkę z chłopakiem czy koleżanką byłoby łatwiej ale faceta nie mam a koleżanki dawno mają własne rodziny. Mam niemal 30 lat codzień wysłuchuję, że do niczego w życiu nie dojdę, że nie znajdę porządnej pracy, że nie będę mieć rodziny bo nikt mnie nie zechce,że nie jestem zbyt wiele warta. To trwa już za długo. Codzień moje poczucie własnej wartości jest niższe, tracę wiarę w to, że cokolwiek mi się jeszcze uda. Doszłam już do takiego momentu, że zupełnie nie wiem co robić. Może ktoś zna to z doświadczenia i może mi coś konstruktywnego poradzić w tej sytuacji. Najważniejsze dla mnie to znaleźć dobrą pracę, co umożliwiłoby mi wyprowadzenie się. Oddałabym za to wszytko.Poradźcie.
Podobne tematy
Witaj.
Twoja matka skutecznie Cie niszczy- odwala kawał dobrej roboty (w sensie negatywnym).
Ja uważam , ze to kobieta niezrealizowana życiowo, pełna goryczy i jadu. Jej życie najwidoczniej sie nie ułozyło według jej pragnień wiec musi na kogoś przelewać te gorycz w niej zgromadzoną- a ty jestes pod reką.
Zrobiła z Ciebie kozioka ofiarnego, a Twoją winąjest wszystko, nawet to że siostra nie została malarką.
Twoja mam jest bardzo toksyczna ale wiem, ze nie jest łatwo znaleść prace i wyprowadzic sie (sama w tej kwestii mam problemy)musisz przeciać te toksyczną więż miedzy wami.
Wiesz dobrze, że to co ona mówi nie ma absolutnego sensu; miałaś prace, miałaś faceta, wyprowadziłaś sie wiec zeszłas jej z oczu a ona wtedy Cie nagabywała.
Jesteś jej potrzebna, by mogła na kogoś wylewac swoje flustracje.
Mam niemal 30 lat codzień wysłuchuję, że do niczego w życiu nie dojdę, że nie znajdę porządnej pracy, że nie będę mieć rodziny bo nikt mnie nie zechce,że nie jestem zbyt wiele warta. To trwa już za długo. Codzień moje poczucie własnej wartości jest niższe, tracę wiarę w to, że cokolwiek mi się jeszcze uda. Doszłam już do takiego momentu, że zupełnie nie wiem co robić. Może ktoś zna to z doświadczenia i może mi coś konstruktywnego poradzić w tej sytuacji. Najważniejsze dla mnie to znaleźć dobrą pracę, co umożliwiłoby mi wyprowadzenie się. Oddałabym za to wszytko.Poradźcie.
Jesteś MĄDRĄ osobą.
Mimo negatywnych uwag Twojej matki - psychopatki, między innymi:
* skończyłaś szkołę,
* zdałaś maturę,
* dostałaś się na studia,
* skończyłaś studia z wyróżnieniem,
* pracowałaś.
Niczego nie brakuje Tobie, byś miała normalne życie. Życie takie, które sobie wymarzyłaś i wyśniłaś.
Jeśli, choć na chwilę, odsuniesz na bok trudne emocje, to sama wiesz ile w swoim życiu osiągnęłaś i wiesz, że masz potencjał.
Nie pozwól, byś chore (tak, chore) myśli Twej matki przyjęła za własne!
To, że teraz ponownie mieszkasz z nią, jest przejściowe. Znajdziesz przecież pracę, będziesz zarabiała na swoje potrzeby i zamieszkasz się w swoich czterech kątach.
Trzymam kciuki. ![]()
biedna kobieta z Twojej matki!!! musiał ją chyba los skrzywdzić (może jej matka czy ojciec tacy byli)? jedno jest pewne: musisz matce postawić jasno granice!! nie dawać się....radziłabym Ci udać się do psychologa - myślę że doradzi Ci jak sobie radzić z taką osobą...na pewno nie wolno Ci milczeć jak ona wyżywa się na Tobie. wg mnie powinnaś znaleźć jak najszybciej pracę, wyprowadzić się od niej!!! wiem że to trudne (z pracą)... nie powinnaś też być na jej każde zawołanie -tak jak robiłaś to będąc w związku z tamtym mężczyzną....ciekawe czy Twoja siostra też tak postępowała i czy Twoja matka też ma jakieś zarzuty wobec niej?? POWINNAŚ BYĆ TWARDA WOBEC TEJ KOBIETY! ona widzi że może po Tobie "jeździć" i tak robi......powodzenia -mam nadzieję że będziesz szczęśliwa i znajdziesz spokój
Wielokropek i NiobeXXX dziękuję Wam bardzo za te słowa. Na prawdę staram się myśleć, że wszystko jeszcze przede mną- różnie mi to wychodzi raz lepiej raz gorzej. Są takie dni, że najzwyczajniej w świecie nie mam siły- z reguły ma to miejsce po jednym z monologów matki. Faktycznie często jest tak, że wszystko jest "moją winą". Czasami nie wytrzymuję ale w większości przypadków staram się w ogóle nie komentować wypowiedzi matki kierowanych do mnie bo nie ma to żadnego sensu- ona tylko na to czeka żebym coś powiedziała żeby mieć pretekst do słownej napaści na mnie. A nie należy do osób przebierających w słowach- jest najzwyczajniej w świecie osobą mocno wulgarną. Czasem po wyjściu z mieszkania czuję się jak czymś "otumaniona" te jej słowa wirują mi w głowie, potrzebuję dłuższego spaceru żeby znowu zacząć myśleć jasno.
W zeszły piątek byłam u psychologa-doradcy zawodowego po poradę i pomoc w kwestii jak wydobyć swoje dobre strony w cv i lm i jak skutecznie szukać pracy. Jak wracałam to czułam się tak dobrze- okazało się, że mam do zaoferowania o wiele wiecej niz przypuszczałam. Dziś znowu zostałam wdeptana w ziemię przez matkę. Wiem, ze muszę to przerwać bo dłużej po prostu nie dam rady. Ona krytykuje każdy mój wybór, każdą moją decyzję. Ile ja różnych szans w życiu zmarnowałam zbita z tropu krytyką i kpnią matki. Nienawidzę tego jak wiecznie ocenia moje życie- ocenia negatywnie.
Rozumiem, że Twoja matka do swego szczęścia potrzebuje jednego: wdeptania Ciebie w ziemię. Pamiętaj jednak o jednym: to chora kobieta. Chora z nienawiści i zawiści.
Popatrz na tę sytuację z innej strony.
Kobieta mająca ca 50-60 lat, nieudane życie, ciągle sfrustrowana. I ma przed oczami, codziennie młodą, ładną wykształconą, niezależną kobietę.
Wg niej tak nie może być. Ktoś musi być odpowiedzialny za jej nieudane życie. Ktoś inny, bo gdy sobie uświadomi, że sobie samej zawdzięcza swoje życie, to będzie jej jeszcze trudniej. Wybór padł na Ciebie. Ale nie ma z Tobą nic wspólnego.
Wydaje mi się, że mocno wkurza ją fakt, że poszłam na studia i je ukończyłam bo dosyć często słyszę, że to nic nie warte itp. Ach bez komentarza...
Jedno jest pewne muszę mieć porządną pracę- nie po to, żeby matce cokolwiek udowadniać bo ona każde moje zajęcie krytykuje. Nie mam zamiaru opowiadać się jej co do mojego życia zawodowego.
Mam nadzieję, że uwolnię się z tego koszmaru.
Uwolnisz się, bo jesteś zdeterminowana.
Trzymam kciuki. ![]()
Aniko, podpisuję się pod tym, co dziewczyny napisały. Nie wiem, czy jesteś z dużego czy małego miasta, ale może mogłabyś spróbować poszukać pracy z dala od domu rodzinnego. To zawsze większe szanse na zdobycie dobrej posady. Pomyśl sama: nowe miejsce, nowi znajomi i przede wszystkim odcięcie się od toksycznego domu. Bardzo ci współczuję, ale głęboko wierzę że jesteś ambitną kobietką i szybko uda ci się zmienić w swoim życiu to, co ci przeszkadza.
Przy okazji wspomnę, że np. w Warszawie bardzo popularne jest wynajmowanie mieszkań w kilka obcych dla siebie osób, które poznają się poprzez serwisy ogłoszeniowe, jak np. na literę "g" ale nie chcę reklamować, bo jest to chyba wbrew regulaminowi. Nie wszystkim to odpowiada, ale jeśli się dobrze trafi to w sumie dlaczego by nie?
Tak czy inaczej powodzenia.
10 2011-07-24 19:19:42 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-07-24 19:24:52)
Bez względu na powody zachowania Twojej matki (dla mnie niewyobrażalne) musisz się jkoś z tego wyzwolić. Powiedz czy starasz się szukać konkretnej pracy? Może na początku spróbuj znaleźć cokolwiek, co pozwoli Ci na pewną niezależność. Doradziłabym Ci jakiś sklep sieciowy w dużym centrum handlowym i stancję. Wiem, że dla inteligentnej wykształconej 30latki to zaczynanie od zera, ale to pozwoli Ci wyrwać się z domu, odciąć się od toksycznego wpływu matki, który też w pewnym sensie blokuje Cię i podcina skrzydła.
Aniko ja tez skończyłam studia po których miałam problem z znalezieniem pracy i musiałam troche sie jeszcze douczyc i tez rodzina mówiła mi po co ci były te studia- bolało mnie to przyznaje, bo nikt nie myśli o wysiłku jaki w to włozyliśmy.
Teraz może wreszcie mi sie uda.
Ty musisz sie chocby psychicznie odciać od matki. Zbuduj sobie wokół siebie tamę, mur aby jej słowa Cie nie raniły bo wiesz że nie ma w nich ani krzty prawdy.
Obie jesteśmy w podobnych sytuacjach; brak pracy (mam nadzieje że to sie wkrótce skończy), mieszkamy z rodzicami ( mnie tez sie z nimi układa różnie), brak faceta ( mój problem) i lek przed samotnością ( moj problem).
Trzymaj sie!!!!!!!
12 2011-07-24 21:53:52 Ostatnio edytowany przez AnikaU (2011-07-24 21:54:50)
Niobe boli mnie krytyka matki tym bardziej, że ja wybrałam zawód kierując się pasją, wybrałam coś co kocham choć niektórym wydaje się on niepoważny i jest tematem kpin. Żeby zwiększyć swoje szanse zawodowe zrobiłam też studia podyplomowe mające na celu zwiększenie puli moich możliwości w ramach zawodu ale także dające pewne pole manewru poza nim.
Co do faceta- to owszem jestem sama ale w tej chwili to nie jest dla mnie na pierwszym miejscu. Żeby myśleć o byciu z kimś muszę najpierw zbudować w sobie poczucie własnej wartości co matka skutecznie mi utrudnia. Mam wrażenie, że właśnie fizyczne odizolowanie się od niej to dla mnie jedyna szansa na zbudowanie od nowa swojego świata w szerokim znaczeniu. Nie wiem tylko na jak długo starczy mi jeszcze sił i determinacji żeby wytrwać w obecnej sytuacji dlatego najbardziej w tej chwili zależy mi na pracy.
Dopóki jakiś czas temu nie natknęłam się na książki i publikacje związane z toksycznymi rodzicami czy toksyczną matką to szczerze powiedziawszy czułam się jeszcze gorzej i ciągle dopatrywałam się w tej całej sytuacji jakiś moich win. Teraz wiem, że nie ma ich zbyt wiele.
Dziewczyny, ja znalazłam pracę, którą uwielbiam dopiero w wieku 30 lat. Wcześniej pracowałam, bo musiałam (wyjechałam do innego miasta mając 22 lata), potem pracowałam, bo dobrze zarabiałam. I myślałam, że tak już będzie - że praca to jest konieczność nie dająca satysfakcji. Miałam jednak szczęście, że spotkałam fajnych ludzi na swojej drodze, na których zrobiłam dobre wrażenie.
Anika, a Tobie doradzam jakąkolwiek pracę tylko dlatego, żebyś wyrwała się z domu. Ja też zaczynałam od mało ambitnego zajęcia, tylko po to, by móc samej się utrzymać i nie wracać do rodzinnego domu, gdzie też nie było wesoło, ale z innych przyczyn, bo moja mama jest wspaniałą osobą.
Ach dziewczyny wczorajszy dzień to woła o pomstę do nieba niestety... Nie ma siły tego wszstkiego opisywać ale powiem Wam, że już nie wytrzymuję tekstów pod moim adresem typu "ty ślepoto" - mam dosyć poważną wadę wzroku a każdy pretekst dobry do poniżania mnie i sprawiania, że poczuję się jak ktoś gorszy...
Jesteś w trudnej sytuacji i bez pieniędzy i wsparcia nic nie zrobisz. Pewnie, że gdybyś kogoś poznała - byłoby Ci lżej. Mogłabyś w końcu życ jak człowiek. Wyjazd do innego miasta też dobrze by Ci zrobił. Niestety - to wszystko jest trudne bo tylko na papierze wydaje się łatwe.
Ja mam podobny problem i ... nie chcę Cię dołować, ale ... to może trwać wieki.
Jestes super babka i nie daj sobie wmowic, ze jest inaczej. Twoja matka jest po prostu chora kobieta, ciezko i przewlekle. Tym gorzej dla Ciebie i dla niej, ze sama nie zdaje sobie z tego sprawy, a co za tym idzie, nie widzi potrzeby leczenia, co prowdzi w efekcie do tego, ze oprocz swojego zycia, niszczy i Twoje. Na Twoim miejscu poczytalabym jak sobie radzic z takimi osobami, jak z nimi rozmawiac, albo wrecz isc po pomoc do psychologa. Moze Ci podpowie, jak wplynac na matke, a juz na pewno pomoze odbudowac poczucie wlasnej wartosci. Potrzebujesz kogos, kto Ci uswiadomi ile naprawde jestes warta. Pozdrawiam Cie serdecznie.
...Jak wracałam to czułam się tak dobrze- okazało się, że mam do zaoferowania o wiele wiecej niz przypuszczałam. Dziś znowu zostałam wdeptana w ziemię przez matkę. Wiem, ze muszę to przerwać bo dłużej po prostu nie dam rady. Ona krytykuje każdy mój wybór, każdą moją decyzję. Ile ja różnych szans w życiu zmarnowałam zbita z tropu krytyką i kpnią matki. Nienawidzę tego jak wiecznie ocenia moje życie- ocenia negatywnie.
Dziewczyny dobrze Ci radzą AnikaU. Ratuj się. Wyizoluj się od matki. Znajdź na to sposób. Jesteś "młodziutka". Nie posmakowałaś jeszcze życia, i nie posmakujesz jeśli tam zostaniesz ....
Długo by pisać o kilku ostatnich dniach... Generalnie jest tak samo...
W kwestiach z matką tak samo... a w innych- chociaży zawodowych nigdy jeszcze tak intensywnie nie szukałam pracy i co wiecej zaczęłam jej szukać w innym mieście. Wiem, że macie racje- że MUSZĘ sie od tego oderwać jak najszybciej żeby nie przegapić własnego życia siedząc gdzieś w kącie pozbawiona najmniejszego nawet poczucia własnej wartości. Z drugiej jednak strony - tak jak mówi merla- może być trudno, bo nie ma żadnego punktu zaczepienia- zawodowego i przede wszystkim finansowego.
Cały czas myślę co zrobić i jak żeby mieć szansę. Potrzebne mi "praktyczne" wyjaśnienia co i jak zrobić- na początek żeby się utrzymać.
Praktycznie spotkałem się już chyba z dwoma opisami, kobiet które podobnie jak ty zmuszone były do rozpoczęcia na nowo jakiegoś rozdziału w swoim życiu. Udało się. Poszukaj w ogłoszeniach, bo inna kobieta może mieć problem z utrzymaniem mieszkania lub z opieką nad dzieckiem gdy pracuje. Pomożesz, a jednocześnie bedziesz miała jakiś punkt zaczepienia. Poza tym ... nie bedziesz sama, co bardzo ważne jest w "nowym miejscu". Rozwiń ten schemat. Przedstawiam Ci tylko przykład, że można. Osobiście znam też kobietę, która przyjęła pod swój dach pełnoletnią dziewczynę opuszczającą Dom Dziecka. Stworzyli udany zespół dla trójki dzieci, i coś na wzór prawdziwego domu.
AnikaU,
Przeżyłam podobną historię. Byłam dużo młodsza, kiedy uciekłam od matki. To była bardzo bolesna operacja - najpierw znalazłam pracę, potem powiedziałam jej, że spadam, a na koniec, ponieważ mnie nękała telefonicznie - zmieniłam numer.
Mieszkałam w innym mieście. Potem były różne historie, łącznie z tym, że matka wysłała za mną agencję detektywistyczną...
Całe szczęście, w działaniu przypominali raczej Gang Olsena i dość szybko się zorientowaliśmy, że coś nie jest tak.
Po kilku miesiącach od tamtego wydarzenia postawiłam sprawę tak: albo, kobieto, idziesz na terapię, albo więcej mnie już nigdy nie zobaczysz. Bolało mnie to jak cholera. Moja matka jest osobą współuzależnioną, ma nawroty depresji, etc.
Po latach znów jakoś nam się udaje ze sobą rozmawiać - dopóki pamiętam o tym, że ja jestem panią własnego życia. Czasami zdarza mi się w chwilach słabości znów stać się mentalnie "małą dziewczynką" i wtedy daję sobie wchodzić na głowę - ale to chwilowe upadki.
Wiec można ... I liczymy tu na więcej rad w tej sprawie ... Bo zdaje sie, spotkalem tu wiecej osob, ktore szukaly podobnego rozwiazania ...
Niestety - trzeba się wykazać dość dużym sprytem. Ja mam wrażenie, że działałam w sposób zbyt wyrachowany i okrutny, czasami... kiedy zapominam o tym, że to tak naprawdę była walka o życie.
W ogóle polecam książkę Elfriede Jelinek "Pianistka" - dla mnie był to jeden z bodźców do podjęcia tamtych decyzji.
Dzisiaj jestem z siebie dumna - że potrafiłam.
The_devil , maszkarada dziękuję Wam za cenne rady. Cały czas żyję w stachu, że "już" przegapiłam swoje życie... mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno. Maszkarodo wiem, że trzeba się odciąć, wiem że będę musiała odciąć się całkowicie na jakiś czas bo jak tego nie zrobię matka będzie mnie wpędzać w poczucie winy, sprawiać, że wszystko zło na świecie będzie spowodowane moją chęcią- wreszcie zdobycia odrobiny szczęścia dla samej siebie.
The_devil , maszkarada dziękuję Wam za cenne rady. Cały czas żyję w stachu, że "już" przegapiłam swoje życie... mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno(...)
Anika - NIGDY nie jest za późno, póki życie trwa. Uwierz mnie, starej babie
Ja odmieniłam swe życie już ze 3 razy, bo była taka konieczność. W wieku 35 lat, w wieku 45 lat i ostatnio 2 lata temu. I liczę się z tym, że może będę zmuszona je odmieniać jeszcze, przynajmniej raz. Choć sił i chęci coraz mniej, ale takie przecież jest życie - nie ma NIC pewnego i zagwarantowanego, prócz śmierci i podatków. Grunt podejść do tego jak do wyzwania niosącego ciekawe i pozytywne zmiany ![]()
Powodzenia
The_devil , maszkarada dziękuję Wam za cenne rady. Cały czas żyję w stachu, że "już" przegapiłam swoje życie... mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno. Maszkarodo wiem, że trzeba się odciąć, wiem że będę musiała odciąć się całkowicie na jakiś czas bo jak tego nie zrobię matka będzie mnie wpędzać w poczucie winy, sprawiać, że wszystko zło na świecie będzie spowodowane moją chęcią- wreszcie zdobycia odrobiny szczęścia dla samej siebie.
Przestan. Jesteś taka młodziutka, że patrzę z zazdrością
... tłumacz sobie może tak, że przegapiłaś kilka lat, jakiś fragment .... ale nie całe życie. Nigdy nie jest za późno. Podobno tylko po śmierci, jest już na wszystko za późno .... Walcz !
Ostatnie kilka dni to był po prostu koszmar. Brak mi już słów żeby opisywać. Jutro mam urodziny- kończę 29 lat. Czuję się jakbym miała 80, jakby przede mną nie było już nic.
Wszystkiego Najlepszego AnikaU. Zdrowia, cierpliwości, szczescia .....