Ja: Iza bierze niedlugo slub,ale jej fajnie.
On: Mam jej wspolczuc?A po co slub?
Ja: Jak to po co, jestes przeciwny slubom?
On A zle jest tak, jak jest miedzy nami?
Ja: Tak,jak jest,to znaczy jak, bez okreslania sie?
On: Dla mnie papierek nie jest potrzebny do szczescia i nic nie zmieni.
Ja: To oznacza,ze nigdy nie chcesz wziac slubu?
On: Nie myslalem o tym,a co, Ty juz chcesz brac slub?
Ja: Nie, pytam teraz,bo nie chce sie dowiedziec za 10 lat gdy bede wciaz czekac na zareczyny, ze Tobie slub jest niewazny i nie masz zamiaru go brac.
On:A co slub zmieni?
Ja: Ja np.nie zamierzam miec dzieci przed slubem, wiec sadze,ze zmieni.
On: A jak teraz bysmy wpadli?
Ja: To chcialabym wziac slub.
On: Ale cywilny?
Ja: Koscielny. Chce miec biala suknie.Wesele, chce swietowac i cieszyc sie,dlaczego mam tego sobie odmawiac. Poza tym kiedys chciales sie oswiadczac,w poprzednim zwiazku, a mowisz, ze nigdy nie planowales brac slubow.
On: Oswiadczyny to nie slub.
Ja: Oswiadczyny sa wstepen do slubu, czlowiek sie oswiadcza a nastepnie planuje slub.
On: Dla mnie oswiadczyny sa wyznaniem milosci,slub jest nieistotny i nic nie zmienia, jest tylko papierkiem,a Kosciol to sekta.
Po czym nastapil smutek na mej twarzy i On skwitowal "Myciaki,przeciez wezmiemy slub,jesli Ci na tym zalezy". I nie wiem teraz co mam myslec.
Pogodzinie naprawil komputeri zadowolony z siebie rzecze "Ale jestem genialny,chyba się z Tobą ożenię". Podchodzi do mnie i pyta "Czemu jestes taka jakas smutna?"
Jestesmy razem poltora roku, chcialam obadac teren,bo kiedys mowil o slubie i dzieciach.Co mam o tym myslec?