Witam ! Moja babcia zawsze mówi, że jak coś komuś nie pożyczysz to lepiej zyskać wroga raz niż dwa razy - coś w tym stylu nie pamiętam dokładnie to może jakieś stare powiedzenie:P.
Kolega do mnie dzwonił, czy pożyczę mu aparat a ja się zgodziłem bo nieraz pożyczałem mojemu innemu znajomemu a zresztą on ma już swoje lata i jest co najwyżej warty z kilkadziesiąt złotych. Przyjechał po aparat powiedział mi, że jedzie z dziewczyną do z o o i zobowiązał się, że na następny dzień przywiezie mi z powrotem bo go o to prosiłem. Powiedziałem mu, że będzie mi potrzebny choć w sumie nie był ale wolałem mieć jak najszybciej go u siebie. Pożyczył w środę a teraz mamy poniedziałek. Pisałem do niego w piątek, że ma mi przynieść to napisał że przywiezie w sobotę czego nie zrobił. Dzisiaj przejeżdżałem koło niego i sam przyszedłem po aparat. Był jego brat i mi go dał.Nie oglądałem go nawet w końcu to nie jest przesyłka na allegro i nie myślałem , że może coś być z nim nie tak. Wychodząc od niego z domu chciałem zobaczyć, czy jeszcze baterie są naładowane i zauważyłem, że nie ma włącznika. Zacząłem szukać na schodach bo miałem wrażenie , że coś się odbiło od posadzki ale nie miałem pewności czy nie nadepnąłem czasem na jakiś kamyczek ale nic nie znalazłem. Poszedłem do jego domu i powiedziałem jego bratu, że nie ma włącznika, popatrzyliśmy czy nie leży gdzieś na półce, nigdzie nie było. Zostawiłem mu w takim stanie aparat i wychodząc patrzyłem jeszcze czy mi gdzieś nie wyleciało....tylko jakim cudem? w końcu tylko go niosłem ale nie wiedziałem co mam myśleć. Nic nie mówił, że ten aparat jest zepsuty a jakby był powinien dać mi o tym znać. Samo to, że tyle czasu zwlekał to mnie zdenerwowało ale ok,,,to już bym przebolał i zrobił jakąś uwagę ale ty to masz daleko do mnie w żartobliwym tonem bo nie chciało by mi się o to kłocić i robić wyrzutów. Jego mama widziała, że szukam na schodach tej części bo nie wiedziałem już co mam myśleć. On mi napisał sms " co ty zrobiles z tym aparatem ja Ći dobry oddałem i czemu mi go zostawiłeś jutro Ći go odwiozę" Tak upadł mi i przyszedłem do niego ze niby on to zrobil,,,,bezsensu,,traf chcial aby teraz czesc wypadla abym sie z num poklócil ,,jakby on na moim miejscu sie czul?? Jakby byla taka sytuacja z tym wlacznikiem i jakims cudem "choc tego nie rozumiem" ja bym go widzial w dobrym stanie to przyjechalbym dzisiaj do mnie do domu i powiedzial" sluchaj pawel ja ciebie rozumiem bo to dziwna sytuacja ale ja pamietam ze wlacznik byl nie wiem o co chodzi" cos w tym stylu... a to wyglada jakby wiedzial ze ja czesci szukalem i mi wmawial ze ona sobie wypadla i on tego nie zrobil,,jeszcze napisal ze mi da jutro,,,a nie od razu przyjechac,,,nie rozumiem. Nie wiem jak mam się zachować i co myśleć...Co byście zrobili na moim miejscu?
Podobne tematy
Tak czasem bywa złosliwość przedmiotów martwych ;-) a swoją drogą ciekawa historia... nie rozumiem tylko jednego kto w końcu zepsół ten aparat Ty czy kolega? A może sam uległ uszkodzeniu, bo np. włącznik był poluzowany.? Jeśli nie wiesz to czy potrafisz to wyjaśnić? Chyba powinieneś przyjąć aparat od swojego kolegi i pokazać mu że mimo iż aparat jest teraz zepsuty a był cały nic tak naprawde się złego nie stało. W końcu to ciebie a nie jego było na niego stać nawet jeśli kosztował niewiele. Mozesz również na przyszłość nie pożyczać mu już więcej tego typu rzeczy. Jesli kupisz sobie nowy aparat powiedzmy droższy i pochwalisz się swojemu koledze może się zdazyć że znow Twojemu koledze będzie potrzebny, i w najgorszej sytuacji przytrafi się z nim znów to samo co z poprzednim aparatem, kto wiem wszystko przeciesz możliwe, więc gdybyś był w takiej sytacji że ten sam kolega( albo inny) będzie do ciebie przypuśćmy dzwonił i chciał pożyczyć od Ciebie aparat powiedz mu krótko nie moge bo mi się zepsół,a nowego jeszcze nie mam.
Najgorszy jest w tym wszstkim brak uczciwości.