Witam Was i także chciałam podzielić się moją historią. Może pomoże komuś w podjęciu pewnych decyzji życiowych.
Pracowałam w Warszawie (skąd pochodzę) i już nie miałam siły pracować po 15 godzin dziennie...szefowi (który traktował mnie jak siostrę) nie umiałam powiedzieć, że chcę odejść a też jakoś nie czułam, że mogłabym szukać innego zajęcia. Chciałam też już coś zmienić w swoim życiu - chyba na siłę pomóc losowi...Pewnego roku poznałam faceta i spodobał mi się w całej swojej okazałości. Był ciepły, miły, sympatyczny, uśmiechnięty, przystojny, super facet o jakim nawet mi się nie śniło. To był kolega mojej koleżanki. Znałam go z jej opowiadań, że chciałby mieć drugą rodzinę (rozwodnik 10 lat po rozwodzie...). Było pięknie. Ja jeździłam do niego prawie co weekend z Warszawy na dolny śląsk 400 km, on do mnie i tak jakoś minęło kilka miesięcy, potem wspólne wakacje i ciąża...oboje byliśmy świadomi konsekwencji bycia "razem" w łóżku więc ucieszyliśmy się. Po kilku miesiącach ślub. Potem zaczęło się piekło. Okazało się, że człowiek ten ma zaburzenia osobowości. Mogłabym książkę napisać z przykładami jego czepialstwa do mnie o jakieś bzdety. Jak bardzo mnie przy tym wszystkim poniżał, gnębił, był arogancki. To trwa do dziś. 2 lata temu wezwałam policję, dostałam niebieską kartę, bo znęcał się nade mną psychicznie. Nic się nie zmieniło. Robił to dalej. Ja wiałam co chwilę z Bartusiem do domu, do Warszawy, gdzie miałam jedyny azyl. Byłam w obcym mieście całkiem sama, zostawiłam dla niego rodzinę, przyjaciół, cały swój świat. Tylko po to, żeby żyć na bombie, która nie wiadomo kiedy wybuchnie...nic zaplanować się nie da, bo ciągle są afery...Dziś jestem na lekach antydepresyjnych, bo wiedziałam, że już sama ze sobą nie daję sobie rady. Jest dziecko, które widzi...Musiałam podjąć leczenie, bo niestety to zwykle zdrowe osoby muszą leczyć się psychicznie, a nie te defakto chore...Jest mi lepiej
czuję się dobrze. Problem jest, ale jakby obok mnie... Rodzice postanowili mi kupić mieszkanko obok w miasteczku, żebym wyprowadziła się z synkiem. Powrót do domu jest ostatecznością. Mam tu malutki własny salonik kosmetyczny od marca i nie chciałabym stracić włożonych w nigo pieniążków. Tak więc decyzja pozostania tu jest chyba narazie niodwracalna.
Za szybko podjęłam decyzję o swoim życiu wbrew losowi...zrobiłam sama sobie na złość. Teraz muszę być silna !!!
Za późno zorientowałam się, że trzeba wiać !!!
To przestroga na przyszłość, że czas jest najlepszym doradcą...
Podobne tematy
Nie mogłaś tego przewidzieć. Życie pisze różne scenariusze. Pomyśl o dziecku, czy warto tkwić w takim chorym związku, tylko dlatego, że tu masz swój interes? Zawsze można zacząć od początku. Po co się męczyć? Może na Twojej drodze stanie ktoś wyjątkowy, który odmieni Twój los. Zastanów się!
Przemyślałam...jestem już silniejsza i zdrowo podeszłam do sprawy. Wyprowadzę się, będę sama sobie. Bartuś odzyska spokój, który da mu spokojna mama. Jak będzie tragedia wrócę do domu, wiesz jak mieszka się z rodzicami po 10 latach nie mieszkania z nimi?...nic nie mogłabym zrobić sama...Będzie dobrze !!!
Najlepiej zamieszkać oddzielnie. Musisz dać radę. Coś czuję, że jesteś dzielną kobitą. Więc na pewno będzie dobrze! Życzę Ci wszystkiego dobrego.....no i tego prawdziwego księcia:)
Nie ukrywam, że też sobie tego życzę...
alexhome faktycznie dalas rade tak jak i ja!!! Gratuluje! Z tym ze ja od rozwodu z rodzicami mieszkam ,roznie jest podziwiam Cie ale teraz rozumie...Nie mialam gdzie pojsc i tak zostalo. Jesli czytalas moje posty od poczatku to wiesz kim jestem. Moja historia za dluga jest bym to mogla wszystko opowiedziec co ja przeszlam,przezylam i co czulam. Dziekuje ze doradzasz mi z moja pierwsza miloscia ,czy cos wyjdzie okaze sie nie bawem...Pozdrawiam.
Najważniejsze co musisz teraz wiedzieć to, że to wszystko nie Twoja wina... Nie miałaś wpływu na przyszłość, nie jesteś przecież wróżką, jasnowidzem
Fakt, może za mało czas dałaś sobie na przemyślenie sprawy, ale każdy robi czasem coś spontanicznego, nieprzemyślanego do końca, jednak szanse były 50-50 i że akurat Tobie się nie udało... pech, po prostu pech. Życzę wszystkiego dobrego i wiary w mężczyzn, byś spotkała kogoś, z kim możesz dzielić życie.
Najgorsze jest to, że nie ma chyba na ziemi osoby, która by nie cierpiała z powodów damsko męskich...Czy na tym polega życie ??? O co w tym chodzi ??? A może znów zaczniemy tworzyć obozy Amazonki i Herosi i takie będzie życie na ziemi ?
może już wkrótce !!!
Smieszka - jestem z Tobą !!!
Dzięki dziewczyny za wsparcie !!!
Jestem zdania ze zwiazanie sie z kims tak chorym jest niesamowitym cierpieniem. Cierpienie nas oczyszcza i pozwla zblizyc do Boga. Modlitwa wiele pomaga polecam Koronke do Milosierdzia Bożego i do sw.Jozefa o dobrego mezczyzne. Jedna z forumowiczek wymodlila sobie meża
moze ty wymodlisz ze spotkach mezczyzne ktory sie toba i dzieckiem zaopiekuje i da wam szczescie co ja ci z calego serca zycze. Wiara czyni cuda .