Mam wspaniałego faceta (opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny, pracowity, kochający) i mam problem z zaakceptowaniem jego pociechy z poprzedniego związku.
Ich relacja jest dość specyficzna , dziecko było wychowywane głównie przez partnera od maleńkści. Mama dziecka zostawiła partnera dla innego mężczyzny. Wiem ,ze partner kocha mnie całym sercem i czuję to w 100 % lecz i tak jest mi ciężko. Mimo wszystko jestem zazdrosna i zla na tamtą kobiete (a nie powinnam bo nigdy nie dawał mi powodów) i zaczynam odbierac dziecko jako zagrożenie. Pojawiłam się w jego życiu już po całkowitym zakonczeniu związku z poprzednią kobietą partnera ( piszę to aby nie byc posądzoną o rozwalenie rodziny). Moj problem polega na tym ze dziecko zaczyna byc zazdrosne (gdy tylko widzi ze się przytulamy zaczyna grymasic, nie pozwala rozmawiac nam ze soba w swojej obecnosci, cieszy sie kiedy partner zartuje ze mnie- a ja to odbieram jako zlosliwosc bo czuje ze jest to zlosliwosc.....) CZas dziecka miedzy domy jest dzielony (pol na pol) i mamy bardzo duzo kontaktu ze sobą. Staram sie jak mogę lecz czasem jej grymasy i rozpieszczenie (nie da sie tego ukryc ze wszyscy ją rozpieszczają
dają mi popalić. Zaczynam unikać spedzania wspolnego czasu. Partner jest smutny i wiem ze go to boli lecz nie widzi ze Mała zaczyna miec do mnie zle podejscie ( jest dla mnie niemila jak go nie ma a gdy jest to cukiereczek..)
Dodam jeszcze ze partner nie widzi zlego zachowania Małej, gdy staram sie mu cos uswiadomic mowi mi ze nikt nie staie pomiedzy nim a jego pociecha ( zrozumiale jest Tatą pełną gębą) , a mi tak ciezko się tego slucha i czuje sie wtedy taka...sama...
Proszę o sensowne wypowiedzi. Jak sobie poradzic z emocjami? Jak pokochac naszą "rodzinę" w całosci i zaangażowac sie w 100% i przestac uciekac? Moje emocje są coraz silniejsze i czasem jestem po prostu zla
nie chce tak..chce kochac i byc wsparciem....