netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ja i jego kumple- czy przesadzam?

15 odpowiedzi4 391 wyświetleńzałożony przez busiu, 06.06.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Witajcie sad
sporo się tutaj udzielam, ale do tej pory jakoś nie zdarzało mi się prosić o pomoc. Dzisiaj jednak mam okropny mętlik w głowie, dlatego wolałabym przeczytać opinie osób bezstronnych.

Otóż, mam 21 lat, mój chłopak 22, jesteśmy ze sobą od półtora roku. Żadnych większych zgrzytów- na początku było trochę o ilość poświęcanego czasu, ale doszliśmy do wielu kompromisów. Mój chłopak jest moim przyjacielem, wsparciem, podziwiam go i kocham, niewątpliwie jest to mój pierwszy "poważny", jeśli można to tak określić, związek. Jednak w ciągu ostatniego miesiąca poczułam się... źle.

Zaczęło się od weekendu majowego. Zaproponowałam, że pierwsze 3 dni (piątek, sobota, niedziela) spędzę z nim, natomiast na kolejne 3 (poniedziałek, wtorek, środa) wrócę do rodzinnego miasta. Odburknął, że "jak sobie chce", ale on nie po to walczył o wolne w pracy. Doceniłam jego poświęcenie, nie pojechałam, ucieszył się. Po czym w poniedziałek rano zwinął się. Prosiłam go (rzadko o coś proszę), żeby został jeszcze na poniedziałek, lecz wykręcił się, że "musi pomieszkać trochę w domu". Niepocieszona byłam, ale nic nie powiedziałam. Okazało się, że zmył się... by spotkać się z kumplami. Spędził tak trzy dni, podczas gdy ja siedziałam jak kołek w mieszkaniu, bo przecież wszyscy wyjechali do rodzinnych miast i nawet nie było z kim wyjść. Był z tego powodu kwas, ale wyjaśniliśmy sobie co trzeba, przeprosił, luz.

Druga sytuacja. Wyjechałam na szkolenie do Poznania, na piątek-sobotę-niedzielę. Sądziłam, że w niedziele odbierze mnie z dworca, po czym spędzimy razem trochę czasu po takiej przerwie. Nie mógł bo... koledzy. Znowu kwas, znowu rozmowa, luz.

Ten weekend. Mieliśmy się spotkać w sobotę- iść na dobry obiad na Stare Miasto, pochodzić, może iść do kina- zrobić coś szalonego, bo ostatnie wieczory spędzaliśmy na filmie na komputerze, jakimś jedzeniu, i nara. Mam teraz gorący okres na uczelni, sporo pracy, sesja nadchodzi, ale myślę sobie, jeden dzień nie zaszkodzi. Piątek spędził z chłopakami, więc myślę sobie, że super, nie wejdę mu w paradę. Umówiliśmy się na 13, po jego uczelni. Odpierdzieliłam się w moją najnowszą, śliczną sukienkę... i poinformował mnie, że musi pomóc mamie w zakupach i spotkamy się o 16. No cóż... zdjęłam sukienkę, posprzątałam w domu, on pojechał na rower. Wrócił i powiedział... że jeszcze nic nie wiadomo, i że pewnie spotkamy się o 18. Przyjechał, spędziliśmy wieczór jak wszystkie w tym tygodniu, a w niedzielę rano się pożegnaliśmy. A poteeeeem... poszedł z kumplami.

I teraz pytanie- czy ja przesadzam? Bo 3 raz w ciągu miesiąca czuję się jak dopust boży, a nie wymarzona dziewczyna. Próbowałam dzisiaj porozmawiać- pojechał do centrum handlowego "połazić". I gotuję się! Bo to są tylko te trzy sytuacje- normalnie jest kochającym, czułym chłopakiem, od września chcemy mieszkać razem, za rok kupować własne mieszkanie, stara się, nie mam mu nic do zarzucenia... Przy czym nigdy mu nie zabraniałam kontaktów z kimkolwiek! Nie jestem obsesyjnie zazdrosna, ani nic!

Ale no nie mogę przeżyć tego, że czuję się, jakbym była gdzieś "w środku" jego listy priorytetów, podczas gdy on jest na mojej bezsprzecznie i zawsze pierwszy. Ja rezygnuję dla niego z wyjazdów, potrafiłam pojechać z nim w nocną trasę Kraków-Wrocław, żeby tylko móc go zmienić za kółkiem i żeby nie jechał sam- mimo, że miałam sesję na uczelni, a na następny dzień przegląd na 8 rano...

Uch... co Wy o tym sądzicie, drodzy forumowicze? Walnijcie mnie w łeb, bo już sama nie wiem....

2

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?
busiu napisał/a:

(...)
on jest na mojej bezsprzecznie i zawsze pierwszy. Ja rezygnuję dla niego z wyjazdów, potrafiłam pojechać z nim w nocną trasę Kraków-Wrocław, żeby tylko móc go zmienić za kółkiem i żeby nie jechał sam- mimo, że miałam sesję na uczelni, a na następny dzień przegląd na 8 rano...
(...)
Walnijcie mnie w łeb, bo już sama nie wiem....

Uważaj na marzenia, one się spełniają. Walę Cię w łeb.

Moim zdaniem, w tym ostatnim akapicie leży wyjaśnienie sytuacji.

Przyzwyczaiłaś swego chłopaka, że on zawsze, w każdej sytuacji jest u Ciebie na pierwszym miejscu.
Przyzwyczaiłaś go do tego, że zrobisz dla niego wszystko, kosztem swego zmęczenia, przyjemności, planów.
Przyzwyczaiłaś go do sytuacji, w której może odstawiać dowolne "numery", bo po kilku niemiłych chwilach wszystko wraca do stanu poprzedniego, czyli Ty dla niego...

Odstaw go po kolejnej takiej sytuacji "od piersi", nie rozmawiaj, nie tłumacz. Przedstaw mu swoje uczucia, które żywisz po takim numerze. Wcześniej zastanów się, poczuj przeżywane przez siebie, z jego powodu, uczucia. I przełóż to na swoje zachowanie względem niego. Chłopak nauczył się postępować jak małe dziecko: powiedział "przepraszam", rachunek się wyzerował i można na nowo rozrabiać.

Powodzenia. smile

3

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

busiu uwazam, ze wszystko byloby dobrze, gdyby on od razu mowil Ci o swoich planach, a nie zmienial je co parę godzin np.
''Kochanie, dzis nie zobaczymy sie, bo chce wieczor spedzic z kumplami, ale obiecuje,ze jutro zobaczymy sie o 18 i bedziemy robic to, na co masz ochotę'' - wtedy sytuacja bylaby czysta i klarowna. A tak, to Ty sie denerwujesz, on sie niczym nie przejmuje i mysli,ze jest okej.

Poza tym Wielokropek ma duzo racji. Nauczulas go, ze jestes zawsze na jego chocby najmniejsze skinienie, ze zawsze bedziesz wtedy, gdy on tego potrzebuje, nawet kosztem tego, ze bedziesz zmeczona, niewyspana itd.

Spróbuj z nim porozmawiac. Jezeli kolejny raz nie zrozumie, to potraktuj go taką samą bronią. Trochę dystansu.
Zajmij sie bardziej swoim zyciem, zrob cos dla siebie (moze masz jakies hobby?), wyjdz gdzies z przyjaciolmi, ale bez niego. Powinno podzialac.

Poza tym uwazam, ze takie zachowanie go nie dyskalifikuje jako potencjalnego kandydata na męża wink
Mysle, ze dojdziecie do porozumienia. Zycze powodzenia!

4 Ostatnio edytowany przez kinga_pe (2011-06-06 20:33:36)

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Drogi busiorku,
   Wydaję mi się, że przyzwyczaiłaś swojego chłopaka do poświęceń ze swojej strony na jego rzecz i do tego, że jesteś na każde jego zawołanie. Jak zrobisz coś nie po jego myśli np. wyjedziesz - chociaż on chciał z Tobą spędzić czas, obrywasz za to. Jako facet on przecież nie zrobi Ci wyrzutów "o borze kochanie ja chciałem z Tobą spędzić ten czas, a ty wyjeżdżasz, jak możesz?!", zamiast tego najwyraźniej chce się odegrać na Tobie, robiąc Ci, w jego mniemaniu, to samo co Ty jemu, czyli się z Tobą nie spotka.
   Prawda stara jak świat, jest też taka, że gadanie do faceta zazwyczaj na niewiele się zdaje. Myślę, że w tej sytuacji tym bardziej i dlatego powinnaś mu pokazać, że wtedy kiedy on cię oleję, potrafisz się świetnie zająć sama sobą, spotkaj się ze znajomymi i ze swoją cudowną koleżanką Kingą, a później zachowuj się jak gdyby nigdy nic (żadnych cichych dni i aluzji) i opowiedz mu jak dobrze spędziłaś czas. Wtedy powinien zrozumieć, że takie "kary" nie mają sensu i przestanie się w ten sposób zachowywać.

P.S. Twój facet to krypto zazdrośnik big_smile

5

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

busiu i jak? Zmieniło się coś? Rozmawialiście?

6

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Juliette- porozmawialiśmy. Szczerze mówiąc, ten temat zakończył się już na następny dzień po założeniu wątku. Nie ukrywam, że chyba pierwszy raz wprost powiedziałam, że czuję się hmm... może nie tyle pokrzywdzona, co odstawiona na boczny tor po tym weekendzie. Przeprosił, obiecał, że odbijemy to przy najbliższej okazji. Żeby nie było- ja zobowiązałam się do mówienia wprost, czego oczekuję. Co konkretnego z tego wyniknie? To pokaże czas, ale póki co moje rozżalenie zostało zażegnane.

Szczególnie, że właśnie znaleźliśmy mieszkanie, a on całkowicie oszalał z tego powodu! yikes Kupił już pralkę, każe mi wybierać pościele, sztućce, zastawy... No masakra! Ja z kolei czuję mieszankę ekscytacji i strachu, bo wiem, że to będzie prawdziwy egzamin naszego dopasowania. Trzymam kciuki i wierzę, że będzie dopsz!

7

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Busiu - będzie dobrze - bo Ty jesteś bardzo mądra kobietka. Przekleję Ci mojego posta pasującego jak ulał i w tym temacie - bo ja swego czasu też taka byłam - no serce na dłoni, konie można kraść, etc ale natura ludzka przewrotną jest, nawet jak się kocha. Poczytaj trochę i wyciągaj wnioski o mendowatej koleżance z forum wink

Oto moje wypociny:

Ha, bo zasad panujących w miłości trzeba się nauczyć tak jak uczysz się jazdy samochodem. Nie chodzi mi tylko o zasadę ograniczonego zaufania - przynajmniej na początku (początek = pojęcie względne) ale o ogólnie panujące zasady równorzędnego traktowania uczestników ruchu przez zasady prawa drogowego, czy tam kodeksu.

A najczęsciej jest tak, że wsiada się do bryki, która z zewnątrz wygląda super, a w trakcie jazdy okazuje się że rzęch. Pierwsze kilometry przejedziesz siłą rozpędu a potem lipa. Ładujesz kasę, czas, energię etc -  z facetami identycznie - ale to tylko moje subiektywne zdanie.

Napiszę jak ja "testowałam" mojego obecnego męża. Te koleżanki, które czytały wątek o drzewie wiedzą, ze po krótkiej znajomości, kolega zaprosił mnie do swojego domu w Holandii, abym przekonala się że nie czeka tam żona z czwórką dzieci, poznała jego znajomych, etc. Tak też się stało. Kolega wziął tydzień urlopu aby dotrzymywać mi towarzystwa, jeśli będę miala tylko ochotę - mogę zostać do końca życia. No więc - mianowałam się absolutną udzielną księżną i primadonną. Nie robiłam nic. NIC. Najczęściej powielanym przez mnie we wcześniejszych związkach błędem było pokazanie osobie na której mi zależało jaką to też wspaniałą jestem kobietą, kochanką, gospodynią, kuchareczką. Teraz absolutnie nic.

Po tygodniu zapewnionych mi maksymalnych rozrywek łącznie z łaskawie przyjętym weekendowym wypadem do Paryża - kolega miał urodziny i zapragnął je świętować w moim towarzystwie - stwierdziłam że rżnąc primadonnę - zrobiłam właściwie. Bo to co dla mnie było rżnięciem primadonny, dla niego było po prostu normą - bo o kobietę trzeba dbać, należy ją zdobywać i adorować. Zastanawiałam się, że jeszcze z pięć lat wcześniej pewnie słysząc że ten Paryż jest na jego urodziny - nie dosyć że pokryłabym połowę kosztów wyjazdu, to może i bym była na tyle skretyniała że pokryłabym wszystkie koszty - no bo urodziny ma. I znowu z fajnego faceta zrobiłby się rozpuszczony sukinkot.

A tak - pokazałam mu co fajniejsze atrakcje miasta (już raz byłam) a on był przeszczęśliwy.

Po powrocie - on musiał wrócić do pracy - ja zgodziłam się jeszcze zostać. Nie gotowałam, nie sprzątałam, nie robiłam zakupów, prałam wyłącznie moje rzeczy. On przyjeżdżał z pracy - robił to wszystko co zrobione być powinno łącznie z codziennym pysznym obiadkiem tudzież wypadem do knajpy i zabawiał mnie wieczorami: krótkie wycieczki, kino, etc, w weekendy zwiedzanie i umilanie mi czasu.

Czasami siadałam i myślałam: Jezu taki fajny facet, a ja robię z siebie taką francę. Poprzedni byli nie do przeżycia, a ja im nadskakiwałam - to jemu należy się nadskakiwanie. Ale zaraz przywoływałam się do porządku - teraz moja kolej! Znosił to dzielnie, ale znaków "znoszenia" nie było żadnych. On po prostu taki był. Wróciłam do domu, przemyślałam sprawę i przy kolejnej wizycie wzięłam na siebie maleńkie ciut obowiązków. Co to były za zachwyty! Jakież komplementa! Codziennie kwiaty, cuda wianki. I już wiedziałam że zrobiłam dobrze - gdybym była taka jak zwykle - tak jak jestem teraz jako żona - kompletnie odsłonięta i prawie bezbronna - zmarnowałabym faceta.

8 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-06-12 14:34:35)

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Z jednej strony to nie spotykacie się tak rzadko ( ja z moim raz na tydzień lub dwa - dużo obowiązków, on teraz ma wprawdzie wolne, ale chce w domu odpocząć, więc teraz też kilka dni nie widujemy się), a z drugiej skoro intuicja mówi Ci,że on przesadza, to pewnie tak.
Zazdroszczę Wam już bliskich planów wspólnego mieszkania, u nas to pewnie kwestia lat, a razem ponad 2 lata. No, ale Ty trochę starsza ode mnie wink
Może po prostu z nim porozmawiaj ?:)

Właśnie doczytałam ,że pogadaliście i jest OK. To bardzo dobrze, życzę Wam wszystkiego dobrego i mozliwe , że niepotrzebnie się martwiłaś.

9

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Jak teraz czytam temat sprzed ponad pół roku, to śmiać mi się chce, że miałam takie 'problemy'.

Mieszkamy ze sobą od lipca, czyli prawie 6 miesięcy, 25 listopada obchodziliśmy naszą drugą rocznicę. Niestety, ostatnio odnoszę wrażenie, że wszystko zmierza ku... końcowi.

Mniej czułości (całowania, przytulania, powitań po powrocie z pracy/szkoły), mniej rozmów (zauważyłam, że często jest tak, że mówię coś, a on się 'wyłącza', a później pyta 'co?'), mniej kontaktu w ciągu dnia, mniej spędzania czasu wspólnie, więcej pretensji i nerwów o pierdoły (np. obowiązki w domu). Wczoraj doszłam do wniosku, że traktujemy się bardziej niczym współlokatorzy, a nie zakochana para. Nigdy nie było u nas wielkich kłótni i awantur, nie wyzywamy się, nie podnosimy głosu, traktujemy się z ciągłym szacunkiem, ale mam wrażenie, że uczucie które jest między nami powoli umiera. Bałam się wspólnego mieszkania głównie z powodu rutyny, i chyba moje obawy były słuszne- to codzienność jest tą cichą zabójczynią, a my nie potrafimy się pozbierać i zadbać o siebie i naszą miłość.

Mamy mieć dzisiaj poważną rozmowę. Na pewno chciałabym uzgodnić jasny podział obowiązków domowych, by unikać na tym tle niepotrzebnych spięć. Ale co dalej? Jak to wszystko pozbierać, by od nowa wróciła intymność, namiętność, czułość- to wszystko, czego mi brakuje w tej chwili?

10

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

busiu, nie strasz mnie, ja się właśnie 2 tygodnie temu wprowadziłam z chłopakiem i boję się, że się sobie szybko znudzimy i że nas właśnie rutyna zabije...

11 Ostatnio edytowany przez semiramida (2011-12-14 14:46:02)

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?
busiu napisał/a:

Bałam się wspólnego mieszkania głównie z powodu rutyny, i chyba moje obawy były słuszne- to codzienność jest tą cichą zabójczynią

z takim myśleniem lepiej nie pakuj się w żaden związek...po co masz siebie krzywdzić i kogoś? jeśli tak do sprawy podchodzisz, nigdy nie będzie Ci dobrze..chcesz, żeby tak zawsze było?

busiu napisał/a:

Mniej czułości (całowania, przytulania, powitań po powrocie z pracy/szkoły)

czy próbujesz a on Cie odrzuca? czy po prostu czekasz na jego inicjatywę? bo jeśli czekasz, to po co..po prostu podejdź i się przytul, pocałuj..facet nie będzie czytał w Twoich myślach...czegoś chcesz, to poproś o to..

busiu napisał/a:

chciałabym uzgodnić jasny podział obowiązków domowych

to ma sens..na pewno wypracowanie kompromisu w tym temacie pozwoli Wam oszczędzić sobie zbednych nerwów..

busiu napisał/a:

Jak to wszystko pozbierać, by od nowa wróciła intymność, namiętność, czułość- to wszystko, czego mi brakuje w tej chwili?

sama o to zadbaj...mam wrażenie, że Ty czekasz na jego ruch...kobieta potrafi miec taką władzę nad mężczyzną..nie wierzę, że nie znasz trików, które działałyby na Twojego mężczyznę...jesli już zapomniałaś, co na niego działa i go kręci, to sięgnij pamięcią wstecz do początków Waszej znajomości...nie bój się działać..

12 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-12-15 21:06:54)

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

To fakt, szybko razem zamieszkaliście ze sobą, ale tu chyba nie ma reguły, że np zamieszkasz po takim czasie, to będzie OK, a jak po takim to źle. Jedni zamieszkują szybko jest OK, inni czekają parę ładnych lat i jest OK.
Myślę, że tak, przyda Wam się poważna rozmowa, może czasem trochę oddechu od siebie? Pewnie prawie ciągle jesteście razem, a każde z Was też potrzebuje swobody. Poza tym zrobienie czegoś inaczej niż zwykle. Jeżeli jest mniej czułości, to podejdź sama czasem do niego, przytul. Może nie wszystko stracone, życzę by tak było!

Kasia, nie ma co tworzyć czarnych scenariuszy. Każdy związek jest inny, myśl pozytywnie!

13

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?

busiu to wszystko co teraz czujesz i przeżywasz jest zupełnie normalne i taka jest kolej rzeczy. Co nie oznacza, że wszystko zmierza ku końcowi! Paradoksalnie właśnie kiedy ze sobą jesteśmy non- stop musimy wypracować życie oddzielnie. Nie do pomyślenia kiedyś, gdy jako zakochani szukaliśmy każdej minuty, żeby się spotkać smile Teraz należy zająć się sobą, spędzać część czasu razem, a część osobno. To się nazywa zdrowy związek. Nie siedziec sobie na głowie i mieć pretensje, że już ze sobą tyle nie rozmawiamy, nie spędzamy czasu. Spędzacie ten czas ciągle i tu jest właśnie problem.

14

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?
truskaweczka19 napisał/a:

Kasia, nie ma co tworzyć czarnych scenariuszy. Każdy związek jest inny, myśl pozytywnie!

Czarnych scenariuszy staram się nie tworzyć, bo nam się póki co zadziwiająco dobrze układa, ale wiadomo, że mam trochę stracha, bo nigdy wcześniej z nikim nie mieszkałam razem.

15

Odp: Ja i jego kumple- czy przesadzam?
busiu napisał/a:

Witajcie sad
sporo się tutaj udzielam, ale do tej pory jakoś nie zdarzało mi się prosić o pomoc. Dzisiaj jednak mam okropny mętlik w głowie, dlatego wolałabym przeczytać opinie osób bezstronnych.

Otóż, mam 21 lat, mój chłopak 22, jesteśmy ze sobą od półtora roku. Żadnych większych zgrzytów- na początku było trochę o ilość poświęcanego czasu, ale doszliśmy do wielu kompromisów. Mój chłopak jest moim przyjacielem, wsparciem, podziwiam go i kocham, niewątpliwie jest to mój pierwszy "poważny", jeśli można to tak określić, związek. Jednak w ciągu ostatniego miesiąca poczułam się... źle.

Zaczęło się od weekendu majowego. Zaproponowałam, że pierwsze 3 dni (piątek, sobota, niedziela) spędzę z nim, natomiast na kolejne 3 (poniedziałek, wtorek, środa) wrócę do rodzinnego miasta. Odburknął, że "jak sobie chce", ale on nie po to walczył o wolne w pracy. Doceniłam jego poświęcenie, nie pojechałam, ucieszył się. Po czym w poniedziałek rano zwinął się. Prosiłam go (rzadko o coś proszę), żeby został jeszcze na poniedziałek, lecz wykręcił się, że "musi pomieszkać trochę w domu". Niepocieszona byłam, ale nic nie powiedziałam. Okazało się, że zmył się... by spotkać się z kumplami. Spędził tak trzy dni, podczas gdy ja siedziałam jak kołek w mieszkaniu, bo przecież wszyscy wyjechali do rodzinnych miast i nawet nie było z kim wyjść. Był z tego powodu kwas, ale wyjaśniliśmy sobie co trzeba, przeprosił, luz.

Druga sytuacja. Wyjechałam na szkolenie do Poznania, na piątek-sobotę-niedzielę. Sądziłam, że w niedziele odbierze mnie z dworca, po czym spędzimy razem trochę czasu po takiej przerwie. Nie mógł bo... koledzy. Znowu kwas, znowu rozmowa, luz.

Ten weekend. Mieliśmy się spotkać w sobotę- iść na dobry obiad na Stare Miasto, pochodzić, może iść do kina- zrobić coś szalonego, bo ostatnie wieczory spędzaliśmy na filmie na komputerze, jakimś jedzeniu, i nara. Mam teraz gorący okres na uczelni, sporo pracy, sesja nadchodzi, ale myślę sobie, jeden dzień nie zaszkodzi. Piątek spędził z chłopakami, więc myślę sobie, że super, nie wejdę mu w paradę. Umówiliśmy się na 13, po jego uczelni. Odpierdzieliłam się w moją najnowszą, śliczną sukienkę... i poinformował mnie, że musi pomóc mamie w zakupach i spotkamy się o 16. No cóż... zdjęłam sukienkę, posprzątałam w domu, on pojechał na rower. Wrócił i powiedział... że jeszcze nic nie wiadomo, i że pewnie spotkamy się o 18. Przyjechał, spędziliśmy wieczór jak wszystkie w tym tygodniu, a w niedzielę rano się pożegnaliśmy. A poteeeeem... poszedł z kumplami.

I teraz pytanie- czy ja przesadzam? Bo 3 raz w ciągu miesiąca czuję się jak dopust boży, a nie wymarzona dziewczyna. Próbowałam dzisiaj porozmawiać- pojechał do centrum handlowego "połazić". I gotuję się! Bo to są tylko te trzy sytuacje- normalnie jest kochającym, czułym chłopakiem, od września chcemy mieszkać razem, za rok kupować własne mieszkanie, stara się, nie mam mu nic do zarzucenia... Przy czym nigdy mu nie zabraniałam kontaktów z kimkolwiek! Nie jestem obsesyjnie zazdrosna, ani nic!

Ale no nie mogę przeżyć tego, że czuję się, jakbym była gdzieś "w środku" jego listy priorytetów, podczas gdy on jest na mojej bezsprzecznie i zawsze pierwszy. Ja rezygnuję dla niego z wyjazdów, potrafiłam pojechać z nim w nocną trasę Kraków-Wrocław, żeby tylko móc go zmienić za kółkiem i żeby nie jechał sam- mimo, że miałam sesję na uczelni, a na następny dzień przegląd na 8 rano...

Uch... co Wy o tym sądzicie, drodzy forumowicze? Walnijcie mnie w łeb, bo już sama nie wiem....

To ta Twoja wolność?

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ja i jego kumple- czy przesadzam?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026