Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1 Ostatnio edytowany przez cichy_i_zostawiony (2011-06-05 14:49:58)

Temat: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Witam, jestem nowy na tym forum, jest to forum dla kobiet, ale widzę, że pojawiają tutaj również mężczyźni, każdy z nas chciałby chociaż troszeczkę zrozumieć co się dzieje w kobiecej głowie smile Przejdę do mojej sprawy. Mam rocznikowo 20 lat i niecały miesiąc temu rozstałem się z dziewczyną w tym samym wieku. Byliśmy razem prawie rok i 4 miesiące. Był to mój pierwszy poważny związek. Pierwsza prawdziwa miłość. Wszystko co pierwsze w związkach odnosi się do Niej. Przez około rok i 2 miesiące wszystko było super. Różniliśmy się i dobrze o tym wiedzieliśmy, ale bardziej się przez to uzupełnialiśmy niż miało by to być powodem kłótni itp. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy, choć w niektórych sprawach mieliśmy odmienne zdanie, czasem dochodziliśmy do kompromisu, czasem po prostu do akceptacji innego zdania. Spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu i było Nam razem bardzo dobrze. Oboje jesteśmy trochę skryci, ja dużo myślę i wiele rzeczy przemilczam tłumiąc ból w sobie, ale zawsze przychodzi taki moment, kiedy już nie potrafię i muszę się komuś wygadać. Nigdy jednak nie kryłem przed Nią co czuję. Ona natomiast również tłumi emocje w sobie, na zewnątrz pokazuje niewiele, chociaż gdy była ze mną szczęśliwa, potrafiła mi okazywać swoje uczucia. Było cudownie, wspaniale, można powiedzieć, same superlatywy. Oczywiście drobne sprzeczki były, ale nic co mogłoby zagrozić Naszemu związkowi. Darzyliśmy się ogromną miłością i wszystko wskazywało, że wszystko może runąć, ale ta miłość przetrwa. No i niestety przyszedł ten zły czas. Oboje studiujemy, na tej samej uczelni, w tym samym mieście, ale w różnych budynkach, na różnych kierunkach. Około marca zaczęła odrobinę więcej rozmawiać z kolegą ze studiów, całkiem sympatyczny chłopak, wcale Jej się nie dziwię. Ale między Nami właśnie wtedy coś zaczęło iskrzyć, coś się zaczęło dziać. Wiem, że to był mój błąd. Ona nie znosi krytyki, a ja zacząłem zwracać Jej uwagę na niektóre, czasem całkiem błahe sprawy. W pewnym momencie zacząłem te sprawy tłumić w sobie, ale odbijało się to na moim humorze. Na dodatek Ona miała coraz mniej czasu ze względu na studia i na rodziców (mieszkamy z rodzicami). Przestaliśmy się widywać w ciągu tygodnia, przychodziłem tylko do Niej na uczelnię kiedy mogłem, żeby z Nią trochę posiedzieć, ale widziałem, że znajomość z nowym kolegą bardzo się rozwijała. Denerwowało mnie to. Ale tak na prawdę nie miałem za bardzo nawet kiedy Jej o tym powiedzieć. Jej tydzień zaczęli wypełniać wszyscy oprócz mnie. Na uczelni kolega, z którym jeszcze raz w tygodniu jeździła na korki, po uczelni nauka, albo przyjaciółka, a ja czasu nie dostawałem wcale. Raz na jakiś czas w niedzielę spędzaliśmy trochę czasu, bo pomagałem Jej ze starszym panem z Jej rodziny, jeździliśmy na mini wycieczki, więc pchałem wózek inwalidzki itd. Denerwowałem się, że nie ma dla mnie czasu. Zawsze byłem pod ręką, zawsze oferowałem Jej swój czas, ale z tego nie korzystała. W poprzednim semestrze poświęcałem Jej więcej czasu niż mogłem, ale to wykorzystywała i wtedy było dobrze. Teraz zacząłem się czuć trochę jak niepotrzebny śmieć. Na uczelni kolega, po uczelni przyjaciółka, a chłopak? a chłopak niepotrzebny, bo nawet w niedzielę do starszego pana "jedziesz ze mną, czy se mam jechać sama?". Parłem do spotkania. Tak jak wcześniej tłumiłem w sobie złość i to co mi się nie podobało w Jej zachowaniu, tak przez ostatni miesiąc związku parłem do spotkania, bo wiedziałem, że to się źle skończy, musimy pogadać i wszystko sobie wyjaśnić. Nie udało się. Była jedna okazja, kiedy się spotkaliśmy, ale wyraźnie powiedziała, że już tego dnia dosyć się nasłuchała na swój temat. Przestało Jej zależeć, a przynajmniej tak to wyglądało, w głębi serca wiem, że Ona też nie chciała, żeby to się tak odbywało wszystko. Przyszły święta, było przez chwilę dobrze, ale cały czas nie potrafiłem zapomnieć o tym co się działo wcześniej, nie umiałem ruszyć z miejsca, żyć chwilą tak jak Ona. Zacząłem myśleć ok końcu. Na majówkę mieliśmy dwa ogniska. Na pierwszym nie chciałem Jej robić awantury o to że bawi się z tamtym kolegą (większość czasu siedziała ze mną, ale kiedy poszły na chwilę z przyjaciółką ten poleciał za nimi, nie wiedziałem o co chodziło, ale widziałem, że się bawią itd.), przeszłoby mi, wystarczyłoby, żeby ze mną posiedziała, ale na Jej pytanie "co masz taką minę" odpowiedziałem "nic" więc się obraziła i przez cały wieczór nie zamieniliśmy słowa. Na drugim ognisku, które sama organizowała, przypomniało się Jej o mnie po 3 godzinach, a tak to przyjaciółka, kolega i trochę goście. Chciałem się z Nią spotkać i pogadać, ale nie dała mi okazji. W końcu tydzień po ognisku internetowo błagałem żeby dała Nam okazję pogadać, bo to się źle skończy i wtedy stwierdziła, że już nie umie, nie czuje się sobą, bo ciągle się czepiam, że potrzebuje samotności (wszystko wygląda po staremu, kolega i przyjaciółka, tylko chłopakiem się już nie musi przejmować). Wyprosiłem rozmowę, ale byłem ograniczony bardzo czasem no i w świetle tego, że to ostatnia taka rozmowa, po prostu ją zepsułem. Może tak miało być, mieliśmy się rozstać. Ale nie potrafię tego przeboleć. Tym bardziej, że powiedziała, że kocha, ale już nie umie ze mną być. Mam wrażenie, że się zmieniła odkąd poznała tego kolegę i boję się o Nią, bo przez niego zaczęła niebezpiecznie prowadzić samochód. Niby czułem się niepotrzebny przez ten ostatni czas, ale wiem jak było kiedyś, byłem najważniejszy i wiem, że tak mogło być nadal. Nie potrafię zrozumieć dlaczego sama podjęła decyzję, nie chciała porozmawiać kiedy był na to czas. Mnie wystarczyłoby tylko to. Od rozstania widujemy się czasem, ustaliliśmy, że będziemy przyjaciółmi, że nie chcemy stracić kontaktu. Przez tydzień się troszeczkę cieszyłem, trudno stało się, może tak miało być, starałem się żyć chwilą i patrzeć w przyszłość. Ale z każdym dniem znów wracam do tego co było. W zeszłym tygodniu przywiozłem Jej książkę, nie chciałem wchodzić, się narzucać, ale sama zapytała czy wejdę. Pomogłem Jej trochę, pogadaliśmy. Czułem się tak jakby koniec nigdy nie nastąpił. Dobrze Nam się rozmawiało, miło itd. Wróciły wszystkie wspomnienia dobrych, szczęśliwych dni i myślenie, dlaczego to się skończyło. Zbliża się sesja, a ja jestem trochę rozbity psychicznie. Nie wiem już co mam zrobić. Na dodatek co jakiś czas mi się śni, że wróciliśmy do siebie, albo w ogóle się nie rozstaliśmy. Wiem, że ciągle Jej na mnie zależy, na znajomości ze mną. Wie, że jestem dla Niej wartościowy. Ale czy jest jeszcze jakakolwiek szansa, że do siebie wrócimy? Czy w ogóle warto o tym myśleć? Czy po prostu zostawić to, nie przejmować się i patrzeć w przyszłość? To jest właśnie najtrudniejsze, zostawić wszystko za sobą i iść do przodu. Tym bardziej kiedy nadal kocha się i ciężko nawet myśleć o tym by przestać. Najchętniej po prostu bym z Nią porozmawiał o tym co się stało, wyciągnął wnioski, poradził Jej coś, chociażby po to by mogła być szczęśliwa z następnym chłopakiem, ale nie mogę tego teraz zrobić. Raz, że Ona nie ma czasu, a dwa, sesja, nie chcę Jej zakłócać jakiegoś względnego spokoju. A może właśnie powinienem spróbować? Może Ona też się z tym męczy? Nie pokazuje tego, ale to normalne, zawsze ukrywa emocje. A jeśli będę chciał się z Nią spotkać, nie będzie chciała, wiem bo próbowałem Ją do kina wyciągnąć. Wiem, że ten związek mógł być udanym i szczęśliwym, popełniliśmy tylko za dużo błędów i nie było okazji ich naprawić. Ktoś coś doradzi? Jak się teraz zachować? Dać trochę czasu? Może jeszcze wróci? Pomóżcie, bo nie umiem przestać o Niej myśleć. Przepraszam, że takie długie, ale jestem informatykiem i czasem jestem aż nadto konkretny i drobiazgowy.
edit: Muszę jeszcze dodać, bo ktoś mógłby źle z tytułu wywnioskować, że Jej kolega i przyjaciółka wtrącali się otwarcie w Nasz związek. To nie tak. Robili to raczej biernie. Z kolegą spędzała po prostu czas na uczelni, no i kiedy się urywali z zajęć na miasto, bo któreś z nich miało coś do załatwienia i nie chcieli tego robić sami. Nie można powiedzieć, żeby się Jej narzucał, wyglądało to raczej na zwyczajne przyjacielskie zachowanie. Natomiast przyjaciółka, bardzo bliska, jest bardzo sympatyczną dziewczyną, którą trochę znam i wiem, że nigdy w ten związek nie ingerowała, może rozmawiały o tym, jak to przyjaciółki, ale nie wtrącała się na pewno z tekstami typu: "on nie jest dla Ciebie" itd. Obydwoje brali w tym bardziej bierny udział. Po prostu moja Była Dziewczyna wolała bardziej z Nimi spędzać czas, niż rozwiązać problemy ze mną.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Dopóki bedziesz na każde jej skinienie to będziesz dla niej śmieciem. Postaw się, nie spotykaj się z nią nie lataj za nia, zdystanuj się, a sama przybiegnie do Ciebie. Teraz ma wygodną sytuację bo ma Ciebie, a nie ma zobowiązań. Nie daj sobą pomiatać.

Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)
Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Myślałem o tym, ale boję się, że właśnie tego nie zrobi i Nasz kontakt w ogóle ograniczy się do minimum. Z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że jeżeli by coś takiego zrobiła to nie była mnie warta.

4

Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę
cichy_i_zostawiony napisał/a:

Tym bardziej, że powiedziała, że kocha, ale już nie umie ze mną być.

No to chyba ona się określiła. Nie rozumiem tego do końca ponieważ uważam, że jak ktoś kocha to robi bardzo wiele aby być z osobą którą kocha. A u Was żadne złe rzeczy (typu zdrady, kłamstwa, brak lojalności) się nie działy a drobne nieporozumienia zdarzają się wszędzie. Więc co do tego, że ona kocha ja nie byłabym taka pewna. Nie trzymaj się więc kurczowo właśnie tej myśli. Sądzę, że darzy Cię jakimś uczuciem, ale czy to miłość - polemizowałabym. Rozumiem, że nauka, sesja, brak czasu ale na tak istotną "sprawę" jak miłość/ta najbliższa osoba zawsze znajdzie się czas. Gdyby to była miłość nie odczuł byś, że przymusza się do tego spotkania. Czuł byś, że zależy jej w nie mniejszym stopniu niż Tobie. Czasem, że coś jest nie tak czujemy gdzieś szóstym zmysłem i myślę, że Ty czujesz, że coś się bezpowrotnie (?) wypaliło.

Co mogło być przyczyną. Nie wiem. Może ten kolega, może czuła się ograniczona i pod presją, może poczuła, że potrzebuje trochę wolności. Chce się skupić tylko na sobie, nauce, przyszłości i nie chce być z nikim w związku. Może wszystkiego po trochu, a może nie ma żadnej przyczyny. Czasem miłość mija - po prostu i nikt nie jest winien, nie można jej zatrzymać, nawet gdy jedna ze stron robiła wszystko.

W sumie to chyba nie porozmawialiście, tak na poważnie. Pisałeś o jakiejś rozmowie, ale to chyba nie było to o co Tobie chodziło. Jeśli to jest Ci potrzebne możecie porozmawiać, masz prawo do wyjaśnień. Z tym, że jest część ludzi, którzy paradoksalnie chcąc komuś oszczędzić bólu i nie wyduszą z siebie za żadne skarby: już nie kocham. Mówią coś w stylu: kocham, ale nie możemy być razem, zasługujesz na kogoś lepszego itp. Dlatego radzę skupić się na czynach i jej zachowaniu względem Ciebie, one powiedzą Ci więcej niż słowa.

Skoro zaczęła traktować Cię chłodno, czasem obojętnie - Ty nie działaj impulsywnie. Zdystansuj się do sytuacji, weź to na klatę. Dwa razy przemyśl zanim cokolwiek zrobisz. Jesteś bardzo młodą osobą, nie twierdzę, że brak ci dojrzałości bo to nie kwestia wieku, ale z doświadczenia wielu osób nawet tu na forum widać, że nie warto wychodzić przed orkiestrę. To ona wprowadziła zamieszanie w Waszą relację, to ona z tego rezygnuje lub już zrezygnowała. Ty nie rób nic, daj jej czas, jeśli się waha to będzie wiedziała gdzie jesteś i co zrobić żeby tą relację odbudować. Jeśli nie zrobi nic to masz sprawę jasną. Daj czasowi czas, pośpiech nie jest wskazany. Jeśli będziesz pewniakiem (tzn. będzie wiedziała, że Ty i tak jesteś czekasz gotowy ją na rękach nosić) to straci do Ciebie szacunek a jeśli nawet nie - to i tak zawsze ona będzie rozdawać karty w tym związku.
Pytałeś czy jest szansą, szansa jest zawsze - nie potrafimy przewidzieć co się wydarzy ale jeśli ma się coś dobrego wydarzyć to to musi być z jej inicjatywy.

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...
Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę
Kalinka29 napisał/a:

A u Was żadne złe rzeczy (typu zdrady, kłamstwa, brak lojalności) się nie działy a drobne nieporozumienia zdarzają się wszędzie.

Nigdy nie dałem Jej podstaw do myślenia, że Ją zdradzam. Zawsze była na pierwszym miejscu. Jestem postrzegany raczej jako osoba sympatyczna i miła, ale nie jestem przesadnie towarzyski, więc nie mam wielu znajomych. Z dziewczyn kontakt utrzymuję z Nią i niewielki z Jej przyjaciółką. Ja natomiast zacząłem się robić zazdrosny o to, że tyle spędza czasu z tym kolegą. Żeby było ciekawiej, Jej plany wobec tego kolegi są takie, żeby zeswatać go z przyjaciółką. Jeżeli chodzi o kłamstwa, byliśmy ze sobą szczerzy. Raz tylko Ona okłamała mnie. Chciała zrobić ognisko dla Naszej czwórki, ale jak się zacząłem zastanawiać czy nie będzie za chłodno to uznała, że zrobi sobie z przyjaciółką, więc wtedy ja powiedziałem, że sobie znajdę pracę w tym czasie, bo remontowaliśmy z rodzicami pokój w domu. W przeddzień tego ogniska zapytałem co z nim robi, powiedziała, że sobie zrobi je z przyjaciółką. To ja pomyślałem, okej, nie wtrącam się. Na następny dzień pytam czy były, a Ona, że nie było kiedy. A jeszcze następnego dnia byliśmy na wycieczce ze starszym panem i potem na obiedzie u Niej i Jej mama mi mówi, że mam żałować, że nie byłem, bo pyszny chleb upiekły... Potem stwierdziła, że mnie okłamała, bo nie chciała, żebym się znowu przyczepił, że z przyjaciółką spędza czas.

6

Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Tego nie musisz wyjaśniać, bo rozumiem, że było bez poważnych zagrożeń dla związku.


Sęk w tym, że na moje oko Ty ją kochasz a ona już jest na innym etapie...

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...
Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Czyli pozostaje czekać, może coś się jeszcze w Niej obudzi? Ale nie robić sobie nadziei? Ale jak długo można czekać? Nie mogę też przez wieczność być więźniem tej miłości. Zdaję sobie sprawę, że coś się skończyło, ale co zrobić kiedy się wie, że to było takie dobre, a co będzie w przyszłości nikt nie wie. Żeby przyjęcie wszystkiego na zasadzie "co ma być to będzie, jeszcze będzie dobrze, może wróci, a jeśli nie to kiedyś znów kogoś poznam i się zakocham i będzie wspaniale" było takie proste.

8

Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Nie jest proste ale nie ma innego wyjścia. Po mału się oswoisz z sytuacją. Piłka na jej polu gry, Ty czekasz. Staraj się żyć normalnie, skup się na sobie. Nie wyczekuj z telefonem w ręku, bo Cię myśli o niej zadręczą. Nie popadaj w obsesję na jej punkcie.

wiem, że to głupie co teraz napiszę, bo Tobie nie jest łatwo ale jest tu mnóstwo historii jeszcze bardziej dramatycznych. Mężowie odchodzą zostawiają żony, dzieci - problemy finansowe bo często taki "tatuś" nie chce płacić nawet na dziecko. Ludzie przeżywają takie historie, nie jesteś wyjątkiem, który cierpi z powodu złamanego serca. Nie odmawiam Ci cierpienia, wszyscy jakoś dają radę. Ty też dasz. W ciągu dnia/tygodnia nie udaje się nikomu. To trwa, boli i trwa, ale też mija. Musisz to zaakceptować i pogodzić się z bezsilnością.

Jesteś wrażliwym, fajnym facetem. Dziewczyny jeszcze będą się o Ciebie "biły". Wiem, że czujesz żal ale życie może Cię jeszcze zaskoczyć. Czy to będzie z nią czy z kimś innym. Jeśli z kimś innym to wcale nie znaczy, że będzie gorsze, wręcz przeciwnie w kolejnym związkach jesteśmy bardziej świadomi, doświadczeni  i często są zupełnie inne ale również bogatsze i lepsze.

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...
Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę
Kalinka29 napisał/a:

Nie jest proste ale nie ma innego wyjścia. Po mału się oswoisz z sytuacją. Piłka na jej polu gry, Ty czekasz. Staraj się żyć normalnie, skup się na sobie. Nie wyczekuj z telefonem w ręku, bo Cię myśli o niej zadręczą. Nie popadaj w obsesję na jej punkcie.

Będzie ciężko, bo widujemy się trochę "z przymusu" przynajmniej raz w tygodniu, ponieważ śpiewamy razem w zespole. Trudno jest też zapomnieć, człowiek chciałby się pouczyć, a myśli jak na złość krążą gdzieś wokół Jej osoby. Ale będę próbował.

Kalinka29 napisał/a:

wiem, że to głupie co teraz napiszę, bo Tobie nie jest łatwo ale jest tu mnóstwo historii jeszcze bardziej dramatycznych. Mężowie odchodzą zostawiają żony, dzieci - problemy finansowe bo często taki "tatuś" nie chce płacić nawet na dziecko. Ludzie przeżywają takie historie, nie jesteś wyjątkiem, który cierpi z powodu złamanego serca. Nie odmawiam Ci cierpienia, wszyscy jakoś dają radę. Ty też dasz. W ciągu dnia/tygodnia nie udaje się nikomu. To trwa, boli i trwa, ale też mija. Musisz to zaakceptować i pogodzić się z bezsilnością.

To nie jest głupie, rozumiem co masz na myśli. Jeżeli inni są nieraz w dużo gorszych sytuacjach i potrafią sobie z tym poradzić, to ja tym bardziej powinienem dać radę. Taka motywacja.

Kalinka29 napisał/a:

Jesteś wrażliwym, fajnym facetem. Dziewczyny jeszcze będą się o Ciebie "biły". Wiem, że czujesz żal ale życie może Cię jeszcze zaskoczyć. Czy to będzie z nią czy z kimś innym. Jeśli z kimś innym to wcale nie znaczy, że będzie gorsze, wręcz przeciwnie w kolejnym związkach jesteśmy bardziej świadomi, doświadczeni  i często są zupełnie inne ale również bogatsze i lepsze.

A tutaj się szczerze i szeroko uśmiechnąłem smile Miło jest przeczytać takie słowa. Moja znajoma kiedyś pod koniec gimnazjum powiedziała mi takie coś "Ty jesteś jak królewicz na białym koniu. Nie wiem czy dziewczyny teraz takich chcą. Ale na pewno się na Tobie poznają, bo jesteś wartościowym człowiekiem". Może właśnie teraz powinienem się tego trzymać i czekać na swoją królewnę smile
I jeszcze jedno. Chyba wiem co powinienem zmienić. Bo przesiaduję nie raz w domu, przed komputerem nic nie robiąc i nie mając do kogo się odezwać i przez to rozmyślając. Chyba właśnie teraz przyszedł czas, żeby wyjść, więcej czasu spędzić ze znajomymi, może odświeżyć jakieś znajomości, nie siedzieć samemu.
Dziękuję Ci Kalinka29 za porady. Tak jakoś mi lżej trochę. Czasem trzeba coś po prostu z siebie wyrzucić, powiedzieć i wtedy to łatwiej opuszcza głowę. Szczególnie kiedy ktoś przyjmuje to i próbuje dobrze poradzić. Dziękuję smile

Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Po kilku dniach przerwy chciałbym znów powiedzieć coś od siebie na temat całej tej sprawy. Może wiele osób pomyśli "kolejny taki, młody, pierwszą miłość miał, nie udało się, a wielkie problemy robi, gorsze sytuacje ludzie tu mają, to na nich powinniśmy się skupić", ale chciałbym o coś jeszcze zapytać.
Mój stosunek do rozstania zaczyna się zmieniać. Teraz już zamiast "czy wróci?" pojawia się pytanie "nawet gdyby to czy chcę być z kimś, kto twierdząc, że mnie kocha zamiast rozwiązywać nasze problemy, woli po prostu zrezygnować ze związku, czy będę potrafił znów zaufać?". Od ostatniego mojego posta zdążyliśmy się widzieć już 2 razy. Pierwszy: zaskoczyłem Ją swoim przyjściem w Jej urodziny. Nie spodziewała się, że przyjdę osobiście, pewnie sądziła, że albo zadzwonię, albo w ogóle zapomniałem. Wypłakała się na moim ramieniu, mówiąc, że akurat w dzień swoich urodzin zawiodła się bardzo na tamtym koledze. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy. Zachowywaliśmy się jak przyjaciele. Ominę dalszy opis tych kilku dni, by nie ma on większego sensu. W każdym razie w dzień Jej urodzin miałem wrażenie, że jest trochę zbita z tropu. Tak łatwo i szybko zaczęła stawiać na nowego kolegę, odstawiając mnie trochę na bok, a teraz on zaczyna Ją zawodzić, po woli przestaje móc na nim polegać. Mimo wszystko My między sobą zachowujemy się tak jakby się nic nie stało, trochę to wygląda nawet tak jakbyśmy po prostu od zawsze byli przyjaciółmi a nie parą, ja oczywiście nie czuję się jakby było wszystko ok, ale staram się tego nie okazywać. Nie wiem, może po drugiej stronie to też tak wygląda, że udaje, a męczy się tak jak ja? Kończąc ten krótki opis chciałbym zapytać o rozmowę. Wspominałem, że potrzebuję rozmowy, żeby powyjaśniać sobie wszystko to czego nie pozwoliła powyjaśniać kiedy byliśmy jeszcze razem, a także by zrozumieć, dlaczego podjęła taką decyzję i dlaczego akurat teraz. Kalinka29 powiedziała, że jeżeli potrzebuję tej rozmowy to mam prawo do wyjaśnień. Ale szukam porady, kiedy próbować doprowadzić do tej rozmowy? Od przyszłego poniedziałku sesja, miesiąc z głowy, obydwoje na pewno nie będziemy w stanie zaliczyć wszystkiego w pierwszych terminach, więc będziemy mieli mnóstwo na głowie. Sam nie chciałbym Jej się narzucać z tą rozmową już w trakcie sesji, bo to nie będzie miało sensu, rozdrapiemy rany i zamiast się uczyć zaczniemy się tym przejmować. Tzn Ona, bo ja wątpię, że uda mi się wszystkie myśli o Niej z głowy wyrzucić, więc będę pewnie myślał o tym i tak. Chciałem zapytać, czy próbować zrobić to jeszcze przed sesją, czy może już odpuścić, nie ryzykować odpowiedzialności za to, że będzie to co chcę powiedzieć potem przeszkadzało Jej w nauce, i poczekać aż do końca sesji i potem kiedy będzie spokój, porozmawiać, może wtedy ja też podejdę do tego już bez emocji? Jeżeli Ona też się męczy i tak jak ja udaje, że wszystko jest w porządku, to lepiej pogadać przed sesją. Jeśli tak nie jest to rozdrapię Jej tylko rany, a sesji Jej psuć nie chcę. Kalinka29 radziła, że mam się nie wychylać i czekać na Jej ruch, ale zaznaczam od razu, że ta rozmowa nie ma być próbą namówienia Jej do powrotu tylko próbą otworzenia Jej oczu na pewne sprawy, żeby coś przemyślała i próbą też zrozumienia dlaczego wszystko się tak skończyło. Może ktoś czytając te wszystkie wypowiedzi jest w stanie podpowiedzieć mi, czy powinienem rozmawiać teraz czy dopiero za miesiąc, po sesji.

Odp: Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Jest to już wygasły wątek, ale może moje przemyślenia na coś się komuś przydadzą smile Nie jestem jeszcze do końca wolny, nie przeprowadziłem jeszcze tej rozmowy, na której wciąż mi zależy, ale moje podejście bardzo się zmieniło. Podam to jako przykład dla tych, którzy mogą być w podobnej sytuacji smile Na początku było ogromne załamanie, pewnego rodzaju rozpacz, która doprowadziła mnie do założenia wątku tutaj. I tak przez pierwszy miesiąc. Jakiś czas po założeniu wątku pojawiła się złość, zastanawianie się czy to uczucie w ogóle było prawdziwe (doszedłem do wniosku, że przecież widziałem, że tak), poczułem się przez chwilę jak eksperyment (nie byłem pierwszym Jej chłopakiem, ale pierwszym spokojnym, może chciała sprawdzić jak to jest z kimś takim, ale wiedziałem, że miłość była prawdziwa), poczułem złość, że zostałem tak potraktowany, że mało brakowałoby, a skończyłoby się na "to już koniec" bez rozmowy, tak po prostu, że sama podjęła decyzję, że tak się nie robi, złość na całe Jej zachowanie przez ostatnie 2 miesiące "związku". Aż w końcu emocje się uspokoiły. W pewnym sensie czasem poznaję Ją na nowo i czasem nie podoba mi się to co widzę, a to ułatwia "odkochiwanie się" (o ile tak to można nazwać). Ona sama zachowuje się tak, że nie mam wątpliwości, że teraz nie pozostało już nic oprócz zaufania, że kiedy coś będzie nie tak, zawsze ma do kogo się zwrócić, że od czasu do czasu możemy po prostu pogadać bez emocji tak jak zanim zostaliśmy parą. Działa to w obie strony, wiem że więcej od Niej nie dostanę, więc na więcej nie liczę. Moje emocje albo raczej nadzieja na coś więcej się skończyła i jest mi z tym dobrze. Gdzieś ta miłość jeszcze jest, ale pozostały resztki i wspomnienia. Uwolniłem się w tym sensie, że oglądam się znów za innymi dziewczynami, wiem że kiedyś spotkam tę, która pokocha mnie tak jak ja Ją i będziemy szczęśliwi razem do końca życia. Zająłem się innymi rzeczami, ograniczam czas, który mógłbym poświęcić na myślenie o Niej. Tego myślenia jak na razie nie udało mi się wyłączyć, ale jest ono już tylko związane z tą rozmową, którą w końcu przeprowadzę i potem już powinienem się uwolnić. Czuję się dobrze z tym co się stało. Ja zrobiłem wszystko, skoro nie potrafiła tego docenić to Jej strata. Dla tych którzy są w podobnych sytuacjach dodam, że to wszystko w ciągu 2 miesięcy. Najgorszy jest pierwszy miesiąc, potem już jest lepiej. I nieocenioną pomocą jest sport. Ja wróciłem do swojej pasji, którą zaniedbałem przez związek, a jest nią piłka nożna. Zabiera czas i daje mnóstwo frajdy smile Wróciłem również do jeżdżenia na rowerze, bo w okresie związku jeździłem większość tylko w jakimś celu, do Dziewczyny, na uczelnię, do sklepu itd., teraz wróciłem do jazdy dla własnej przyjemności. I już podczas pierwszej przejażdżki, kiedy już się trochę zmęczyłem, jechałem sobie przez las sam, nikogo dookoła i sam do siebie powiedziałem "i to jest życie, wolność, robię to co chcę i lubię, nie siedzę w domu i nie czekam na telefon, robię coś dla siebie, nareszcie jestem wolny" smile Na uczelni od razu zaczęło mi lepiej iść, bardzo trudny przedmiot, który udało mi się zaliczyć "rzutem na taśmę" zdałem w "0" terminie, a w moim otoczeniu niewielu się ta sztuka udała smile Pozdrawiam wszystkich, którzy mają teraz doła po rozstaniu. Dacie radę! Mnie się udało, Wam też się uda:)

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Miłość rozdzielona przez kolegę i przyjaciółkę

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018