Witam
Jakiś czas temu miałam trudny okres z mężem, Ci którzy mieli okazję zapoznać się z moją historią i mi doradzić wiedzą o czym piszę.
Postanowiłam złożyć pozew o rozwód, jednakże do dnia dzisiejszego ciężko mi było choćby napisać owy pozew, bo bałam się.
Bałam się, że jeśli zrobię owy krok przekreślę całe nasze małżeństwo i to co było jeszcze przed nim. Mieszkamy teraz osobno i z każdym dniem coraz bardziej rozumiem, że go kocham. Że przecież jemu ślubowałam, jego pragnęłam, jego chciałam. A teraz kilka błędów, niedomówień i kłótni ma poprowadzić to wszystko do rozpadu. Każdy z nas jest człowiekiem, który popełnia błędy. My ludzie mamy po to serca by wybaczać... A ja wybaczyłam.
Wczoraj spotkałam mojego męża na mieście, przypadkiem. Poszliśmy na kawę, rozmawialiśmy. Zdałam sobie wówczas sprawę, że i ja nie jestem bez winy. Że też miałam swój wkład do zniszczenia tego wszystkiego... Ale zrozumiałam, że go kocham i będę chciała zrobić wszystko by wrócił...
Po kawie odwiózł mnie do domu, gdyż źle się poczułam. Położył do łóżka, usiadł obok i czuwał. Boże jakie to było miłe uczucie czuć jego ciepłą dłoń na moim policzku. Słyszeć słowa "że nigdy nie będę sama, bo nawet jako przyjaciele będziemy sobie bliscy". Nie wytrzymałam, pocałowałam go i rozpaliłam. Tak, kochałam się z moim mężem, z którym jestem w separacji. Nie żałuje tego uniesienia... Wyszedł zaraz po kilku minutowym odpoczynku nie mówiąc nic...
Kocham mojego męża i chciałabym by było jak dawniej. Rozpad małżeństwa nie będzie dla mnie łatwy, nawet teraz w owej separacji boje się być sama... Od zawsze on był przy mnie, a teraz... Nie wiem co robić, jak pokazać, udowodnić, że żałuję, że przepraszam, że kocham i pragnę by wrócił. Chce zrobić wszystko by mu pokazać, że umiem walczyć, aby potem nie mówić iż zmarnowałam szansę.
Pomóżcie mi, bo wiem, że jest cień nadziei, którą żyję