Pieniądze są wszechobecne w naszym życiu, jesteśmy elementem machiny, w której nie sposób bez nich funkcjonować, zapewniają zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale też pozwalają na komfort, a nawet luksus. Niemniej kobiety wciąż deklarują, że najważniejsza jest miłość, emocje, uczucia i uniesienia, a pieniądze nie stanowią wartości samej w sobie. Z drugiej strony mają słabość do pięknych rzeczy, marzą o wygodnym życiu, uwielbiają drogie gadżety i prezenty, egzotyczne wakacje.
Jak więc w rzeczywistości wygląda nasz stosunek do mamony? Czy mężczyzna bogaty, choć twardo stąpający po ziemi, ma w naszych oczach większą wartość od biednego romantyka? Czy jesteśmy skłonniejsze przychylnym okiem spojrzeć na tego samego mężczyznę, wiedząc, że jest posiadaczem i zapewni nam dostatnie życie? Co zatem dają nam pieniądze? Czy mogą stanowić cel sam w sobie?
Podobne tematy
Ja jestem gdzieś po środku. Nie oceniam ludzi po zawartości portfela ale lubię mieć pieniądze. Czy pieniądze są dla mnie ważne? Oczywiście. Czuję się bezpieczniejsza i mam wówczas komfort psychiczny, że w razie potrzeby nie jestem spłukana. Nie trwonię pieniędzy na byle co ale też sobie nie odmawiam. Myślę, że wszystko w granicach zdrowego rozsądku.
Jeśli chodzi o cudzą kieszeń a nie własną, to nigdy nie zwracałam uwagi na, to kto ile ma pieniędzy. A czy związałabym się ze zwykłym romantykiem? Być może tak, jeśli miałby jakieś aspiracje. Jeśli to byłby zwykły ubogi bez perspektyw to nie ma mowy o związku. Nie jestem aż tak porządna, prawa, etc etc.
Jako cel sam w sobie, nie! Ale bez pieniędzy, każdy romantyczny związek przytłoczy proza życia. Trudno patrzeć razem w gwiazdy, gdy nie ma co do garnka włożyć. Nie ma co rozpatrywac tej kwestii patrząc tylko na skrajności - albo ubogi romantyk, albo twardo stąpający po ziemi "posiadacz". Najlepszy wybór to ktoś po środku, normalny mężczyzna, który i kwiaty przyniesie i zarobić potrafi, przy którym kobieta i dzieci mogą się czuć bezpieczni.
Nie ma co rozpatrywac tej kwestii patrząc tylko na skrajności - albo ubogi romantyk, albo twardo stąpający po ziemi "posiadacz". Najlepszy wybór to ktoś pośrodku, normalny mężczyzna, który i kwiaty przyniesie i zarobić potrafi, przy którym kobieta i dzieci mogą się czuć bezpieczni.
Celowo użyłam tu skrajności, żeby postawić z jednej strony pieniądze, a z drugiej niejako ich przeciwieństwo, słowem określić jak wysokie zajmują miejsce w naszej hierarchii wartości.
Ja raczej nie jestem romantyczna i mój facet też nie. Owszem, kochamy się wyznajemy sobie miłość. Czasem powieje romantyzmem ale nie jesteśmy tacy z natury.
Wracając do tematu. Jako ekonomistka
lubię czuć się pewnie finansowo. Lubię mieć pieniądze w portfelu i pewien zapas w domu. Oczywiście nie musi mnie stać na wszystko ale na bieżące rzeczy i drobne przyjemności. Tak samo ma mój luby. Oszczędności trzyma w banku i raczej ich nie tyka. Odkąd normalnie pracuje (przez 1,5 roku naszego związku był tylko praktykantem, także nie zarabiał dużo) i jest ustabilizowany finansowo czuję się bardziej stabilnie. Wiem, że nie będziemy (przynajmniej na razie) pod kreską i możemy pozwolić sobie na wiele rzeczy.
Z drugiej strony lubują się w pięknych rzeczach, wygodnym życiu, uwielbiają drogie gadżety i prezenty, egzotyczne wakacje.
To napisane jest ogólnie, jednak ja nie mieszczę się w tej klasyfikacji. Nie marzę o egzotycznych podróżach (chyba, że miałby być to wyjazd do Amazonii), pragnę bardzo dobrze poznać Polskę, zgłębić zakamarki Bieszczad.
Dla mnie najważniejsze jest to, aby facet miał pomysł na siebie, jakieś plany, a nie czekał na to co przyniesie jutro. Nie oczekuję, aby zapewniał mi drogie prezenty i gadżety. Chodzi o to, abyśmy nie musieli się martwić o to że zabraknie nam pieniędzy, aby moje dzieci mogły w każde wakacje pojechać na kolonię, obóz, lub spędzić wakacje z nami.
Ojciec powtarzał mi zawsze, że ja sama powinnam się zatroszczyć o swój byt, abym nigdy nie była zależna od jakiegoś faceta. Gdy odszedłby, zostałabym z niczym. Realizuję, to w 100%, dbam o swoje wykształcenie, pracuję, odkładam pieniądze. Jestem niezależna od nikogo. Nie rozumiem kobiet, które oczekują, że ktoś kiedyś zapewni im podstawowe środki do życia oraz pieniądze na zachcianki.
Pieniądze... Pieniądze są ważne, ponieważ życie kosztuje.
Cieszę się, kiedy mam pieniądze, ale nie wpadam w rozpacz, jeśli nie mam ich za dużo. To znaczy, dla mnie ważne jest, by mieć za co kupić jedzenie, leki, raz na jakiś czas pójść na koncert, nabyć coś z biżuterii, ubrań. No, i - oczywiście - opłaty mieszkaniowe. Fajnie, jeśli jest na coś więcej.
8 2011-05-05 19:29:43 Ostatnio edytowany przez CupraFR (2011-05-05 19:29:56)
Również jestem za tym, aby być w pełni przygotowanym finansowo na samotne życie. By nie uzależniać się od drugiej osoby. Ja też w miarę możliwości staram się sama zapewniać sobie wszystko co potrzebne z moich pieniędzy. Po części jestem też jeszcze na utrzymaniu rodziców, w końcu się uczę. Ale wszelkie wyjazdy, wypady, większe wydatki np. związane z samochodem organizuje i finansuje już M.
Też mi się wydaje że te dwie skrajności są troszkę na wyrost. Chociaż gdyby zrobić z nich skalę, to ja waham się gdzieś pomiędzy - raz bliżej jednego końca, raz drugiego. Są chwile, kiedy skupiam się na nich bardziej - kiedy nagle robi się ich mniej. Na codzień cieszę się z tego, co mam, i że nie muszę zastanawiać się nad każdą wydawaną złotówką - chociaż w moi związku to raczej ja jestem typem oszczędzacza, a mój partner nie może oprzeć się wydawaniu piniędzy ![]()
A co wartości mężczyzny w kontekście finansowym - nie obchodzi mnie zasobność potfela. Ważne jest to, by facet był zaradny i przedsiębiorczy, i potrafił stworzyć warunki, w których czuję się bezpiecznie - wiem, że w następnym miesiącu będziemy mieli za co opłacić mieszkanie, rachunki, wypełnić lodówkę. Takie minimum. Reszta - czy to mają być wystawne kolacje, czy lody na deptaku, wakacje za granicą czy na działce u znajomych - nie gra roli.
10 2011-05-05 20:16:25 Ostatnio edytowany przez hubba (2011-05-05 20:17:07)
To jest pytanie takie samo jak np. czy dla mężczyzny liczy się wygląd kobiety czy to co ma głowie. Wiadomo, że najbardziej optymalna, asekuracyjna odpowiedź jaka tutaj będzie padać to właśnie ta pośrodku. Skrajność w każdą ze stron nie jest dobra.
Kobieta, ta doświadczona życiem u boku romantyka bez pieniędzy, po pewnym czasie zapewne dojdzie do wniosku, że dobrze by mieć faceta z kasą (jak sama tych pieniędzy również nie ma). Pani z pieniędzmi, a bez miłości będzie tęsknić za romantykiem.
Przecież to takie ludzkie.
KOBIETY w 80% napiszą w tym temacie, że one są tak po środku z tym stosunkiem do pieniędzy.
Ot, takie moje męskie zdanie
pozdrawiam
Hubba, zgadzam się z Tobą, niemniej zastanawiam się czy ktokolwiek napisze, że pieniądze są ważne, najważniejsze. Bo jeśli wszyscy uważają, że najlepszy jest środek to skąd ta słynna pogoń za pieniądzem, skąd stwierdzenia, że kobietę można przekupić czy kupić sobie nawet? To tylko puste slogany, stereotypy, które nijak się mają do rzeczywistości?
Hubba, zgadzam się z Tobą, niemniej zastanawiam się czy ktokolwiek napisze, że pieniądze są ważne, najważniejsze. Bo jeśli wszyscy uważają, że najlepszy jest środek to skąd ta słynna pogoń za pieniądzem, skąd stwierdzenia, że kobietę można przekupić czy kupić sobie nawet? To tylko puste slogany, stereotypy, które nijak się mają do rzeczywistości?
dlaczego pogoń za pieniądzem? bo cały demokratyczny świat stał się materialny i trudniej ten pieniądz zarobić
jaką kobietę można kupić? głupią (mam na myśli taką, która jest z mężczyzną dla pieniędzy)
Ale,co ogólnie myślicie mówiąc biedny? Jeśli facet nie ma za dużo pieniędzy,nie zapewni nam życia jak w bajce,ale będzie nasza miłością i przyjacielem,będzie rozumiał nas tak jak nikt inny,to zrezygnuje z niego,bo jest biedniejszy i zacznę się spotykać z kasiastym facetem dla wygody? Raczej nie,bo życie lubi płatać figle i rolę mogą się kiedyś odwrócić. A szczera miłości pozostanie.
14 2011-05-05 21:12:50 Ostatnio edytowany przez marynata (2011-05-05 21:19:24)
skąd ta słynna pogoń za pieniądzem, skąd stwierdzenia, że kobietę można przekupić czy kupić sobie nawet? To tylko puste slogany, stereotypy, które nijak się mają do rzeczywistości?
Jeśli jakaś przyjemność kosztuje, mniej lub więcej, to w zasadzie sprawianie kobiecie tej przyjemności można uznać za równoznaczne z przekupieniem czy kupieniem sobie kobiety. W zasadzie to samo może mieć miejsce w odwrotnej sytuacji, kiedy kobieta chce sprawić przyjemność mężczyźnie - kupując choćby książkę ![]()
Jednak, zakładając, że mówimy o wyższych kwotach - rzeczywiście, kobietę można kupić lub przekupić, ale - o czym część mężczyzn zapomina (ale nie generalizuję, bo znam bardzo różnych mężczyzn) - dotyczy to niektórych kobiet. Z kolei część z tych niektórych kobiet mówi wprost, że szuka sponsora, że mężczyzna powinien mieć dobrą pracę, samochód.
Uważam, że nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Jednocześnie prawdą jest, że kobietę można kupić czy przekupić - ale nie każdą.
Hubba - głupią, jak głupią. Przede wszystkim cwaną.
Czasami "romantyzm" to zwykla przykrywka dla nieudacznictwa, lenistwa, nieprzystosowania do zycia. Doswiadczylam w przeszlosci kilka razy. Opowiem Wam o czlowieku , ktory mieszka w moim miasteczku : ma on ok 50 lat, jest jak najzupelniej normalny mozna prowadzic z nim przyziemna rozmowe, pracowal jako elektryk na kolei, ma emeryture (nie glodowa) jest wlascicielem pieknego domu z wielkim ogrodem, nie pije, nigdy nie byl zonaty. Sypia w swoim domu, bez okien, bez pradu, bez wody, bez mebli. Cale dnie chodzi po ulicach i zbiera niedopalki, przesiaduje na lawkach i gawedzi z mieszkancami. Kiedy ludzie odchodza zniesmaczeni on usmiecha sie pod nosem. Developer zaoferowal mu milion funtow szterlingow za jego dom a facet odrzucil oferte. Prawdziwa mieszanka romantyzmu z duza kasa CO? ![]()
xena
a czemu uważasz, że to nieprzystosowanie do życia? Może jemu po prostu taki tryb życia odpowiada, może jest szczęśliwy? Nie dla każdego kasa jest najważniejsza, nie dla każdego ważne jest bycie w związku.
dlaczego pogoń za pieniądzem? bo cały demokratyczny świat stał się materialny i trudniej ten pieniądz zarobić
jaką kobietę można kupić? głupią (mam na myśli taką, która jest z mężczyzną dla pieniędzy)
Widzisz, rzecz w tym, że niektórzy mają dużo, ale wciąż gromadzą, pomnażają, wszystko inne przestaje istnieć, inne wartości odkładają na bok, pieniądze stanowią cel sam w sobie, nie jako środek do celu.
A kobiety? Są różne, jedne mądre, inne głupie, jedne wrażliwe, inne puste, no cóż, tak już ten świat jest poukładany, jesteśmy tylko ludźmi.
Dla mnie miarą wartości człowieka nie są i nigdy nie były pieniądze, nigdy za nimi nie goniłam, nie stanowiły celu, wartości nadrzędnej, choć wiem, że bardzo ułatwiają i uprzyjemniają nam życie, pozwalają realizować pasje. Ja jestem idealistką, romantyczką, ale czasem przytłacza nas proza życia, wiem co znaczy naprawdę nie mieć pieniędzy, ale z tego powodu nigdy nie straciłam radości życia, bo kiedy człowiek naprawdę kocha żadna siła tej miłości nie pokona. Brak środków powoduje, że czujemy się ograniczeni, nieraz bezsilni, bezradni jak dzieci, ale nie potrafiłabym się z kimś związać wyłącznie dla pieniędzy. Dziś jest mi dobrze, chwilami czuję się szczęśliwa, absolutnie nie narzekam na materialną stronę życia, ale też potrafię docenić tę wartość, bo daje mi poczucie bezpieczeństwa, wiem za to i wiem to na pewno, że pieniądze szczęścia nie dają, nie mi w każdym razie.
Cóż z tego, że mogłabym mieć wszystko, zobaczyć każdy zakątek świata kiedy musiałbym się tym cieszyć sama? Dla mnie radość posiadania jest niczym w porównaniu z radością życia, czerpania z niego, uczucia bycia kochaną, cieszenia się drobiazgami, pieniądze bez tych wartości są malutkie. Czy zawsze taka byłam? Nie wiem, wydaje mi się, że tak, ale też uczyłam się siebie przez lata, więc teraz patrzę na ten aspekt życia bardzo świadomie.
Kiedy ludzie odchodza zniesmaczeni on usmiecha sie pod nosem.
Mnie bardziej zastanawia dlaczego ludzi odchodzą zniesmaczeni. Bo jest brudny, zaniedbany? Czy raczej bo żyje inaczej niż większość, po swojemu?
19 2011-05-05 22:08:56 Ostatnio edytowany przez Olinka (2011-05-05 22:36:26)
Lupus
Straszne nieporozumienie. Wlasnie pisze o tym ,ze "romantyzm" jest przykrywka min. dla mojego bylego meza, ktory 10 lat nie pracowal bo on romantyk, a ja glupia. Dla mojego kuzyna bo on romantyk artysta nigdy nie pracowal a jego zona glupia i go nie rozumiala.
Napisalam o tym czlowieku,zeby forumowiczki/cze pomysleli, ze sa ludzie ktorzy nie dbaja o miliony, sa oni romantykami z kasa, czy jest jakas kobieta ktora by na to poszla? Czy forsa bylaby tutaj problemem?
Falka
Ludzie odchodza zniesmaczeni bo ten czlowiek nie myl sie i nie golil przez ostatnie 10 lat. Usmiecha sie i mam wrazenie, ze mysli " i co czlowieczku moj zapach przytloczyl twoje chrzescijanskie i ludzkie odruchy? Swiadczy to o tym,ze on doskonale wie co robi, jak pachnie, jest normalny. Potrafi sie odpyskowac ,ze w piety idzie, nie jest zaszczutym biednym. Dlaczego? Jest bogatym romantykiem?
Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 11 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)
Xena - nie mam pojęcia dlaczego ten człowiek zachowuje się tak, a nie inaczej. Może zwyczajnie wybrał taki sposó bycia? Nie wiem.
21 2011-05-05 22:40:11 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-05-05 22:45:13)
Ludzie odchodza zniesmaczeni bo ten czlowiek nie myl sie i nie golil przez ostatnie 10 lat. Usmiecha sie i mam wrazenie, ze mysli " i co czlowieczku moj zapach przytloczyl twoje chrzescijanskie i ludzkie odruchy? Swiadczy to o tym,ze on doskonale wie co robi, jak pachnie, jest normalny. Potrafi sie odpyskowac ,ze w piety idzie, nie jest zaszczutym biednym. Dlaczego? Jest bogatym romantykiem?
A może po prostu lubi prowokować, obserwować reakcje ludzi i zmuszać do myślenia? Ja też to lubię, ale do tego stanu li tylko gwoli prowokacji bym się nie doprowadził ![]()
A wracając do tematu, zgadzam się w pełni z Olinką. Pieniądz nie może być celem samym w sobie, może być środkiem do osiągnięcia celu. Lubię bezpieczeństwo finansowe, ale lubię też wiele innych rzeczy i na pewno bym ich nie poświęcił dla kasy. Poza tym, co do gromadzenia dóbr materialnych i upychania kasy na koncie - przecież do grobu tego nie zabiorę. A do szczęścia wiele nie potrzeba
Nie rozumiem poświęcania siebie, swoich zainteresowań, bliskich po to by tyrać i kasę odkładać.
Pieniądze nie są dla mnie celem. Ważne sa dla mnie tylko do momentu zapłacenia rachunków i żeby troszkę na rozpustę zostało
Wydaje mi się, że należy odróznić gatunek leniów i nierobów bez pomysłów na życie od "romantyków" (ad. wypowiedzi xeny). Są ludzie, którym do szczęścia niewiele potrzeba w sensie ekonomicznym a zyją pelnią życia wg własnego pomysłu. Kiedyś zabrałam autostopowicza - chłopak z wielkim plecakiem, jechalismy razem 400 km, więc dowiedziałam się o nim sporo. To był włóczykij w doslownym tego słowa znaczeniu. 2 lata wcześniej wybrał się do znajomych na weekend, niechcący pojechali połazić po Kaukazie, potem troszkę wgłąb Azji i tak właśnie wracał sobie po dwóch latach. Niemal caly dobytek życia miał w plecaku. Czy mogłabym z takim być? Gdyby nie rola Matki Polki i resztki odpowiedzialności - powędrowałabym z nim bez wahania.
Mężczyźni bogaci zawsze mnie odpychali. Źle się czuję w luksusach - to nie mój świat. Zresztą jak ja bym w moich glanach na salonach wyglądała? Dla mnie liczą się ludzie i relacje. To moja pasja. Mało kosztowna, więc wielkich funduszy do realizacji celu nie potrzebuję ![]()
A tak post Vinngi nasunął mi coś: przypadkiem nie mylimy tu pojęć? Czy na pewno jest tak, że romantyk = być, a realista = mieć? Toż to już w Lalce był romantyk Wokulski, dla którego "mieć" było bardzo ważne. Ja z kolei uważam się za realistę, ale jakoś poświęcanie się dla kasy mnie nie rajcuje. I jest to z mojego punktu widzenia w pełni racjonalny wybór. (I żeby nie było, nie uważam się też za nieroba).
Wlasnie pisze o tym ,ze "romantyzm" jest przykrywka min. dla mojego bylego meza, ktory 10 lat nie pracowal bo on romantyk, a ja glupia. Dla mojego kuzyna bo on romantyk artysta nigdy nie pracowal a jego zona glupia i go nie rozumiala.
Napisalam o tym czlowieku,zeby forumowiczki/cze pomysleli, ze sa ludzie ktorzy nie dbaja o miliony, sa oni romantykami z kasa, czy jest jakas kobieta ktora by na to poszla? Czy forsa bylaby tutaj problemem?
a tu Ciebie akurat rozumiem - bo bylam z facetem, który uważał się za takiego artyste, ze chodziłby w podartych butach a jego rodzina jadla przyslowiowe kamienie i ów artyzm byl wlaśnie przykrywką dla zwykłego lenia. Tak więc kobiety nie dajcie się wrobic - kasa jest wazna :-)
A tak post Vinngi nasunął mi coś: przypadkiem nie mylimy tu pojęć? Czy na pewno jest tak, że romantyk = być, a realista = mieć? Toż to już w Lalce był romantyk Wokulski, dla którego "mieć" było bardzo ważne. Ja z kolei uważam się za realistę, ale jakoś poświęcanie się dla kasy mnie nie rajcuje. I jest to z mojego punktu widzenia w pełni racjonalny wybór. (I żeby nie było, nie uważam się też za nieroba).
Zeby "być" trzeba najpierw "mieć" . patrz - teoria potrzeb Masłowa.
Lupus napisał/a:A tak post Vinngi nasunął mi coś: przypadkiem nie mylimy tu pojęć? Czy na pewno jest tak, że romantyk = być, a realista = mieć? Toż to już w Lalce był romantyk Wokulski, dla którego "mieć" było bardzo ważne. Ja z kolei uważam się za realistę, ale jakoś poświęcanie się dla kasy mnie nie rajcuje. I jest to z mojego punktu widzenia w pełni racjonalny wybór. (I żeby nie było, nie uważam się też za nieroba).
Zeby "być" trzeba najpierw "mieć" . patrz - teoria potrzeb Masłowa.
Ale między "mieć X, które wystarcza do szczęścia" a "mieć piędziesiąt razy X i zaharowywać się na drugie tyle" jest przepaść.
27 2011-05-06 00:40:41 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-05-06 00:51:20)
A dla mnie naprawdę najważniejsza jest miłość. Jestem romantyczką, nie kryję tego. Zawsze grunt to było , źeby facet pokochał mnie taką jaką jestem, był inteligentny , z poczuciem humoru, dowcipny, wrażliwy, troskliwy. Wtedy to po prostu już zachwycona, niezależnie od stanu portfela.
Mój były np nie miał jakiejś stałej pracy, nie zarabiał dużo, ale byłam z nim szczęsliwa, ale pozniej no zdradzil - pisalam.
Czemu pieniądze nie są dla mnie takie wazne ? Może dlatego, że nigdy nie byłam bogata ? Może. Ale myśle, że nic na tym nie stracilam, bo uwazam, ze lepiej byc czlowiekiem ktory przeklada dusze nad pieniadze i potrafi obejsc sie bez jakies rozrywek niż człowieka hedonistę, ktory musi miec pieniadze , a milosc i empatia to dla niego abstrakcja.
Zawsze dziwiły mnie osoby, które by czuć się spełnione musza miec szafe pelna drogich markowych ciuchow, wielka wille, wypasione auto i najlepiej by facet wszystko sponsorowal..
Ja mogę życ w przyszlosci nawet skromnie, nie potrzebuje willi, wystarczy mi male mieszkanko, nie potrzebuje drogich ciuchow, drogich wycieczek, najwazniejsze, by byly przy mnie ukochane osoby:) W dziecinstwie bylam szczesliwa, bylam, bo mialam obok siebie tylu wspanialcyh ludzi, kochajaca rodzine i to ze mielismy mniej kasy wcale mi nie rpzeszkadzalo ![]()
Po tym co przeczytalam wydaje mi sie, ze mam podobne podejscie do Olinki i vinngi . ![]()
Zeby "być" trzeba najpierw "mieć" . patrz - teoria potrzeb Masłowa.
W pełni się z tym zgadzam, choć może nie w szczegółach z piramidą Masłowa. Osobiście dzielę potrzeby na:
1. Pierwotne, np.:
- pożywienie;
- schronienie;
- bezpieczeństwo;
- seks.
2. Cywilizacyjne materialne.
3. Cywilizacyjne niematerialne.
Te pierwsze powinny być zaspokojone, ale dalej czy damy pierwszeństwo drugim czy trzecim i w jakim zakresie to już zależy od nas. Jeden będzie tyrał bo jego potrzebą jest drugi samochód, a inny powie: Przecież dwoma na raz nie pojadę, wolę się walnąć na łóżko z książką w ręku.
Moim zdaniem pieniądze nie są ważne, dopóki są. Kiedy musiałam stanąć przed wyborem- jedzenie czy czynsz- ooo, wtedy wyzbyłam się romantyzmu. Dwa tygodnie na zupkach chińskich i bułkach z serem nie były szczytem moich marzeń. Od kiedy zaczęłam żyć na własną rękę, bardziej z przymusu niż z własnej woli, szanuję pieniądze zarobione przez siebie, ale potrafię też spojrzeć z większym szacunkiem na tych, którzy też potrafią ją w uczciwy sposób zarobić.
O ile nie mam problemów z umówieniem się z niezbyt zamożnym facetem, o tyle nigdy, ale to przenigdy nie umówię się z leniem, człowiekiem mało ambitnym, bez celów, niezaradnym życiowo, "ciepłą kluchą" czy gościem, który na brak pieniędzy ma tonę wymówek, w tym między innymi "romantyzm". Co ciekawe, to właśnie takie typki najgłośniej krzyczą, że baby to są łase na kasę. Mam alergię na takich ludzi, podobnie z resztą na młode, bananowe dzieciaki, które "zamożność" mają dzięki rodzicom, ale sami nie wypracowali w życiu nawet złotówki.
Co do "kobiety lecącej tylko na kasę"- uważam, że to mit stworzony przez owych rozgoryczonych leni, odrzucanych raz po raz przez kobiety. Ale powiedzmy sobie szczerze- która chciałaby z takim "romantykiem" spędzić życie?
Ja jestem rowniez pomiedzy materialnoscia a romantyzmem.
Nie jestem na tyle ambitna zeby uganiac sie za pieniedzmi i stworzyc z tego moj priorytet, ale lubie pieniadze miec, chocby na tyle zeby czuc sie komfortowo psychicznie. Moj partner tak samo. Nie oplywamy byc moze w luksusy, ale jestesmy szczesliwi, nie musimy sie glowic, co bedzie za miesiac czy cos w tym stylu, zyjemy dostatnio choc bez szalenstw, sadze ze gdybysmy mieli wiecej to bylo by dobrze, a jesli mniej, no coz z tym tez mozna zyc i byc szczesliwym.
Ale ogolnie, wczesnie rozpoczelam kariere zawodowa i samodzielne zycie wiec znam 'cene' pieniadza i nauczylam sie szanowac pieniadze, totez dwa razy sie zastanawiam nad wydaniem ich ale czasem stac mnie na odrobine szalenstwa zwlaszcza jesli chodzi o wydatki dotyczace naszego dziecka.
W takim razie w tym miejscu chciałabym zadać jeszcze jedno, być może kłopotliwe i kontrowersyjne, pytanie: wolałybyście żyć skromnie (zapewnione podstawowe potrzeby), ale u boku mężczyzny, który kocha i którego Wy też kochacie czy zimny związek, który jednak zapewnia komfort i dostatek?
32 2011-05-06 18:07:05 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-05-06 18:07:38)
Napiszę odpowiadając na obydwie kwestie: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Jako młodziutka siksa uwielbiałam klimaty włóczęgi, przemieszczałyśmy się z kumpelą stopem po kraju bez kasy - pracując u gorali na polu za żarełko, nocleg w stodole i parę groszy - aby było na fajki i mineralną. Obiecywałyśmy sobie że jak będziemy duże - zaadaptujemy jakąs bacówkę, będziemy tam żyć z naszymi facetami, pasać sobie zwierzątka, szyć ekologiczne ubranka i mieć kasę w pogardzie.
Teraz jestem matką dwójki małych dzieci, trzecie urodzi się niebawem. Kasa jest megaważna.
Muszę mieć na dzieci - żarełko, ciuchy, które drą jakby się na nich paliło, zabawki - całe jaja są w tym że te ogłupiające są bardzo tanie, a te edukacyjne z certyfikatami bezpieczeństwa kosztują krocie. Muszę mieć kasę na opiekę medyczną dla dzieci w każdej chwili gdyby się coś stało - 50PLN wizyta domowa prywatna - nie chcę stać w kilometrowych kolejkach do przychodni, wolę jak ordynator neonatologii, który jest moim sąsiadem, wpadnie na 15 minut i zbada mi dzieci hurtem w ich własnych łóżeczkach.
Muszę mieć kupę kasy na szczepienia, których nie obejmuje NFZ, albo obejmuje - ale ja wolę zamiast 3 ukłuć - opcję z jednym ukłuciem (szczepionka potrafi kosztować 300PLN i to jedna dawka, a wiadomo , że trzeba powtarzać).
Muszę mieć kasę na prywatną opiekę dentystyczną dla całej rodziny, wtedy mam znieczulenie, wizytę na godzinę, i leczenie całej paszczęki a nie do czwórek. Muszę mieć na prywatnego gina, bo mnie nie stać na państwowego. Przy staraniach o drugie dziecko mieliśmy masę problemów - wywaliłam parę tysięcy na lekarzy, żeby zdiagnozować problem - którego państwowo się nie leczy.
Opłacam też fanaberię - oszczędzam dla szkodników po 200PLN miesięcznie na polisy - gdyby coś nie daj Bóg.
Jestem też romantyczką, mój mąż to Rycerz z bajki, a paczka pampersów kosztuje 50 PLN za 58 sztuk, które zużywane są na łebka na tydzień jak nie ma rozwolnienia.
W takim razie w tym miejscu chciałabym zadać jeszcze jedno, być może kłopotliwe i kontrowersyjne, pytanie: wolałybyście żyć skromnie (zapewnione podstawowe potrzeby), ale u boku mężczyzny, który kocha i którego Wy też kochacie czy zimny związek, który jednak zapewnia komfort i dostatek?
Dla mnie odpowiedź prosta...Wolałabym żyć skromnie a mieć atmosferę pełna miłości i ciepła w domu, sadzę że dzieciom by to też na dobre wyszło.
Majac dostatnie życie z kimś kogo bym nie kochała nie potrafiłabym siebie oszukiwać, że wszystko jest w porzadku, to by mnie dobijało psychicznie.
34 2011-05-06 20:37:55 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-05-06 20:42:01)
W takim razie w tym miejscu chciałabym zadać jeszcze jedno, być może kłopotliwe i kontrowersyjne, pytanie: wolałybyście żyć skromnie (zapewnione podstawowe potrzeby), ale u boku mężczyzny, który kocha i którego Wy też kochacie czy zimny związek, który jednak zapewnia komfort i dostatek?
Na pewno pierwsza opcja. Jak pisałam w moim życiu już tak zylam i bylo ok, u boku kochajacych rodzicow i nie zamienilabym ich na bogatych starych, ktorzy np nie kochaliby mnie i nie mieliby dla mnie czasu. Tak samo to się ma z partnerem, nie chce bogacza, z ktorym nie laczyloby mnie uczucie, bo dla mnie to nie zycie, nie chce tak zyc, ale biednie, lecz z kims kto kocha tak najbardziej i kasa na podstawowe potrzeby wystarczy, nie ejstem z osob, ktore musza zyc w luksusie, mam tak jak napsiala vinga, mi sie nawet luksusowe domy nie podobaja, wole cos skromnego, w duzych np domach czuje sie zle
a Ty??
pozdrawiam
Kriss, to normalne, że jako matka dużo wydajesz. Ja gdybym już mieszkala z ukochanym, to jakbysmy mieli malo pieniedzy np tylk ona utrzymanie trzech osob, to mielibysmy jedno dziecko żeby mialo co jesc i w co ubrac się. Jakby bylo tragicznie malo kasy i nie bylo perspektyw na wiecej to albo bysmy nie mieli albo bysmy ubiegali sie o wsparcie, bo wiadomo nikt nie chce tracic szansy na szczęśliwa rodzine
chodzi tylko o to, ze kasa nie najwazniejsza i wystarczy mi miec na podstawe, na dziecko, na dom, na jedzenie, ubrania, a reszzty byc nie musi.
Co zatem dają nam pieniądze?
Poczucie bezpieczeństwa.
Nie potrafię myśleć o miłości i uniesieniach gdy kasy brak.
Nie związałabym się (nauczona doświadczeniem) z kimś kto ma inny stosunek do bezpieczeństwa finansowego niż ja.
Jestem zodiakalnym Bykiem (mój Połówek też Byk)więc to wyjaśnia moją postawę życiową ;D
PS. Dużo /mało pieniędzy to pojęcie względne...każdy ma inne potrzeby i sposób gospodarowania.
Pojęcie- dostatek/komfort i skromność/ubóstwo -chyba każdy ma inną definicje.
Olinka napisał/a:Co zatem dają nam pieniądze?
Poczucie bezpieczeństwa.
Nie potrafię myśleć o miłości i uniesieniach gdy kasy brak.
(...)
PS. Dużo /mało pieniędzy to pojęcie względne...każdy ma inne potrzeby i sposób gospodarowania.
Pojęcie- dostatek/komfort i skromność/ubóstwo -chyba każdy ma inną definicje.
Jest takie powiedzenie: "pieniądze szczęścia nie dają, ale brak pieniędzy to dopiero nieszczęście"
W sensie nie skromności egzystencji a wprost niedostatku.
Zasadniczo zgadzam się z dayzi, z tym, że jeśli najpierw było ich dość a potem tak się potoczyło, że ich brak, a związek już zawarty, to nie tak łatwo z niego wyjść ![]()