Słodkie, upragnione zwycięstwo? Fajne uczucie, gdy się wygrywa, nie? Niektórzy od niego są po prostu uzależnieni. Wszędzie robią wszystko, żeby być pierwszymi. Liderzy. Niby dobrze, ale jednocześnie nie bardzo. Mają dużo szacunku, dużo uwagi i to pociąga, żeby zdobywać. Może niektórzy i robią to naturalnie, ale raczej takich ludzi nie znam. Ci, którzy wcześniej byli po prostu duszą towarzystwa, dążą do liderowania sztucznymi drogami. Takie trochę chodzenie po trupach. Czy rzeczywiście to jest w każdym liderze, a może się mylę? Z drugiej stronu, po prostu ambitni ludzie nie wyskakują z liderowaniem, dążą do czegoś konkretnego. Liderzy ? do uznania ogólnego ich ?lepszości? i ?pierwszeństwa?. Co o tym myślicie? Czy kiedyś byłyście liderami? Jakie to wyzwalało uczucia?
Podobne tematy
2 2011-05-05 12:46:01 Ostatnio edytowany przez Olinka (2011-05-09 23:07:26)
Mi słowo "lider" kojarzy się przede wszystkim z kimś takim jak lider zespołu. I nie łączyłabym tego z wygrywaniem. Liderem zostaje osoba o jakimś tam odpowiednim doświadczeniu, wiedząca więcej i radząca sobie lepiej w danym zakresie niż osoby "pod" nim, osoby z jego zespołu. Lider więc zdecydowanie zasługuje na uwagę, na szacunek na ogół również. Na nim spoczywa odpowiedzialność za działania jego oraz zespołu.
Zwycięstwo. Że "wygrał" to stanowisko? Przez chwilę się pocieszy, może być dumny z siebie, a potem - do roboty, to on jest odpowiedzialny za wykonanie zadań!
Może za bardzo lubić rządzić i to może być jego wadą.
Liderowanie w tym rozumieniu sporo osób ma w genach. To raczej nie dusze towarzystwa, przebojowi "zabawiacze", ale bardzo dobrzy organizatorzy.
Zły lider, który tą pozycje zdobył, jak Pani ujęła, "sztucznie", nie będzie się sprawdzał, ludzie, którymi ma zawiadywać, będą musieli sami sobą rządzić, sami podejmować decyzje, jakby lidera w ogóle nie było.
Lider może być osobą ambitną. Osoba ambitna może byś liderem. Lider zawsze dąży do czegoś konkretnego. To jest jego główne zadanie.
Lider to dobry organizator. Jeśli ma "pod sobą" odpowiednich i sumiennych ludzi - może wiele zdziałać.
3 2011-05-06 19:15:38 Ostatnio edytowany przez Olinka (2011-05-09 23:06:58)
Jednocześnie... częściowo się zgodzę, że lider to dobry organizator, ale musi w sobie mieć coś z "duszy towarzystwa", bo to jest oczywiste, że jeżeli z ludźmi się w pewnym stopniu zarządza, trzeba mieć dobre relacje, trzeba się porozumiewać...Wskazywać na czyjeś błędy bez złosliwości, czy "wyższości" albo też życzliwie mówić o tym, czego oczekuje, oraz kto i co ma wykonać;)
Nie każdy lider musi być duszą towarzystwa. Istnieją bardzo różne style zarządzania i przewodzenia. Wbrew pozorom wcale nie jest powiedziane, że lider musi być obdarzony czymś w rodzaju "charyzmy", co więcej - jestem przekonany, że coś takiego, jak "charyzma" w ogóle nie istnieje, to bzdurny przerost formy nad treścią w przypadku, kiedy kiepskim interpretatorom czyjegoś sukcesu nie przychodzi do głowy żadne inne, rozsądne rozwiązanie. Wówczas mawiają - "on po prostu ma w sobie charyzmę".
Lider, znowu wbrew pozorom i powszechnym stereotypom - wcale nie musi być lubiany ani popularny, musi być przede wszystkim skuteczny. Idąc dalej - bywają liderzy bardzo nielubiani, ale bardzo skuteczni a więc szanowani i cenieni i odwrotnie - liderzy bardzo lubiani i popularni, ale niezaradni i mało operatywni (ci zazwyczaj szybko przestają być liderami).
W sytuacji idealnej kierownik jest skuteczny i lubiany, z doświadczeń praktycznych muszę jednak powiedzieć, że skuteczny i utalentowany lider raczej nie przejmuje się sympatiami i antypatiami podwładnych.
W tradycyjnych już teoriach zarządzania wyróżnia się więc m. in. liderów skoncentrowanych na zadaniach (czyli przede wszystkim skuteczność) oraz liderów skoncentrowanych na relacjach (czyli przede wszystkim stosunki międzyludzkie). Jedno i drugie podejście ma swoje walory i ograniczenia.
W gruncie rzeczy na różnych szczeblach zarządzania (bardzo szeroko rozumianego) można spotkać najróżniejsze typy liderów. Czasami są to ludzie bardzo towarzyscy i kontaktowi, czasem przeciwnie - małomówni i trzymający się raczej na uboczu.
Wiadomo również, że żaden styl zarządzania nie jest efektywny w każdej sytuacji - i właściwie dla realizacji różnych zadań odpowiedni są różni kierownicy.
Etyka zarządzania jest sprawą zupełnie odrębną. Niestety, jak by nie czarować, najważniejsza (zwłaszcza w dzisiejszych czasach) jest efektywność. Wszelkie dywagacje na temat moralnych aspektów kierowania w praktyce, moim zdaniem, zazwyczaj sprowadzają się do zwykłego bełkotu.
Panie Imielski,
Nie zaprzeczam temu, że praca lidera musi być efektywna. W ogóle każda praca ma być, bo inaczej nie ma ona sensu. Jednak też podkreslam (może to bardziej z kobiecego punktu widzenia - bo to raczej kobiety tworzą fajną atmosferę w grupie i w pracy im bardziej też zależy na relacjach, niż "suchym" biznesmenom).
Koncentrowanie się na zadaniach jest dobre i efektywne. Ale nie wyobrażam jak można zarządzać ludźmi i z tą samą twardą miną wygłaszać ich kolejne zadania. KOmunikowanie się jest koniecznością. Mi się wydaje, że to musi opanować każdy człowiek, nie tylko lider. Lider - szczególnie.
Pan patrzy na całą sytuację poprzez suche schematy, nazwy i opisy. Ale gdyby tak spojrzeć bardziej życiowo...
Efektywność każdej pracy wzrasta, gdy ludzie mają dobre relacje i umieją ze sobą rozmawiać. Nie bełkotać, ale też nie być przesadnie oficjalnym.
6 2011-05-10 10:53:14 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-05-10 10:53:45)
Jednak też podkreslam (może to bardziej z kobiecego punktu widzenia - bo to raczej kobiety tworzą fajną atmosferę w grupie i w pracy im bardziej też zależy na relacjach, niż "suchym" biznesmenom)
Przyznam szczerze, że nie bardzo rozumiem to zdanie. Wydaje się, że czegoś w nim brakuje.
Efektywność każdej pracy wzrasta, gdy ludzie mają dobre relacje i umieją ze sobą rozmawiać. Nie bełkotać, ale też nie być przesadnie oficjalnym.
Tak, to właśnie napisałem w swoim poście, zwracając uwagę, że swoje walory ma zarówno koncentracja na zadaniu, jak i na relacjach międzyludzkich. Może Pani zauważyła?
![]()
Witam:-)
Chciałabym odnieść się do tematu opierając się na własnym doświadczeniu.Otóż zespołem w którym pracuję od kilku lat kieruje mężczyzna będący naszym liderem i jego zastępca.Na co dzień wszystkie decyzje podejmuje lider-człowiek będący duszą towarzystwa,łatwo nawiązujący kontakty,rozmowę.Nie jest on jednak ani człowiekiem skupionym na swoich obowiązkach,ani dbającym o właściwe stosunki międzyludzkie w grupie,ani też efektywny w tym,co robi.Jest jednak wciąż naszym liderem z niezrozumiałych dla naszego zespołu powodów:-(
Zastępca naszego lidera jest dokładnym jego przeciwieństwem:cichym samotnikiem,raczej szorstkim i zimnym w obyciu,jednak jego operatywność i skuteczność jest na tyle duża,że nie dbając zupełnie o stosunki międzyludzkie między nami,nie mając wśród nas kolegów,szczególnej sympatii,zyskał w naszych oczach status prawdziwego lidera,to on jest naszym "guru".
W świadomości osób z mojego zespołu wyznacznikiem naszego sukcesu jest zastępca,to on nie posiadając faktycznie żadnego "papierka" jest w stanie skutecznie zmotywować zespół do działania.Tajemnicą jest jasna i wyraźna komunikacja,niczym nie zmącona tak,jak w przypadku lidera.Wystarcza jasno określony cel,jasno wyłożone wymagania i jasno określone zasady,każdy wie co do niego należy,każdy wie,czego się od niego wymaga i każdy zna sposób w jaki należy cel osiągnąć.Nie ma chaosu,zbędnej gadaniny,pomieszania prywaty z życiem zawodowym...
Reasumując-dobrym liderem jest osoba skupiona na zadaniu,a swoim właściwym podejściem zyskuje niejako "samoczynnie" właściwą atmosferę wśród zespołu,a tym samym odnosi zasłużone zwycięstwo...
A jednak komunikacja jest koniecznością.
I pewnie szacunek do osób, którymi się zarządza, bez pokazywania swojej wyższości.
To czego zabrakło, Panie Wojtku, to było to, że zarządzanie ludźmi, których się wcale nie zna, jest dwa razy trudniejsze (mi się tak wydaje). Dlatego dla mnie to dziwne, że trochę odizolowana i zamknięta osoba robi to skutecznie.
Może myślę zbyt steoretypowo:)
Hmmm,
chyba rozumiem, co ma Pani na myśli, jednak proszę zwrócić uwagę, że trudno jest o idealnego lidera. Chodzi mi o to, że jedna osoba świetnie kieruje pracą zespołu, inna doskonale łagodzi i rozwiązuje konflikty, jeszcze inna wprowadza dużą dyscyplinę pracy itd. Niezwykle rzadko jeden lider jest dobry we wszystkim.
Co do przypadków osób "izolujących się" - myślę, że one po prostu są dobre w czym innym. Mają akurat taki styl zarządzania. Warto także wiedzieć, że również podwładni różnych lubią szefów - jedna osoba lubi, kiedy kierownik jest ciepły, miły i uprzejmy, drugiej bardziej zależy na szefie konkretnym, zdecydowanym i zdążającym prosto do celu. Jeszcze kto inny pragnie, by szef pozwolił jej robić swoją robotę i jak najrzadziej pokazywał się w pobliżu.
Dla przykładu - gdybym ja miał nad sobą szefa, nie zależałoby mi na tym, by mnie głaskał i pytał "jak tam w domu, panie Wojtusiu?". Chciałbym, żeby szybko i jednoznacznie (niekoniecznie miło i przyjemnie) można się było z nim dogadać.
Ot, takie kontrowersje.
Ja tez wkurzałabym się bardzo,gdyby mój przełożony próbował zagadywać mnie na tematy nie związane z wykonywaną pracą,gdyż nie uważam,że dobrym pomysłem jest łączyć prywatność z życiem zawodowym.Zarządzanie obcymi ludźmi jest w mojej ocenie łatwiejsze,gdyż dotyczy wyłącznie spraw zawodowych,odbywa się zazwyczaj w formie jasnych komunikatów.Poza tym dobry lider to dobrze zorganizowana osoba...